Człowiek orkiestra

leo

Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, Barcelona w pierwszych pięciu meczach sezonu 2014/2015 zdobyła łącznie 12 bramek.  Leo Messi strzelił 3 gole i zanotował 6 asyst. Oznacza to, że miał wymierny udział przy 75% ze wszystkich zdobyczy Dumy Katalonii. Liczby nie kłamią i klarownie pokazują, kto jest na samym początku temporady kluczową postacią. Może to nie jest wielkie odkrycie, że filigranowy Argentyńczyk znów błyszczy, lecz czy na pewno? I czy nie mówi się o tym za mało?

Mediapunta

Zaskakiwać może liczba otwierających podań, którymi La Pulga obsługuje kolegów z drużyny. O ile do jego cofania się w głąb boiska zdążyliśmy już przywyknąć, o tyle do altruizmu pod bramką już nie do końca. Messi wiele razy lubował się w wykańczaniu akcji na własną rękę mimo tego, iż lepiej ustawieni partnerzy czekali na zagranie. Teraz swój drybling wykorzystuje już nie tylko po to, aby grać pod siebie, ale również po to, żeby wyłożyć koledze z drużyny piłkę jak na tacy. W poprzednim sezonie ostro krytykowano Messiego za brak zaangażowania w obronie i “człapanie” po placu gry. Teraz to właśnie Argentyńczyk jest niejednokrotnie pierwszym graczem, który daje sygnał do pressingu. Czy to Luis Enrique tak wpłynął na gwiazdę zespołu? A może to podrażniona ambicja Leo po przegranym finale Mistrzostw Świata i nie do końca udanych klubowych sezonach, została podrażniona? Można “pogdybać”, a prawda, jak zwykle bywa, leży pewnie gdzieś po środku. Jedno nie ulega jednak wątpliwości. Wśród wielu cracków w szatni, wśród nowych pomysłów taktycznych to Messi nadal jest decydujący. Widać gołym okiem, iż wszystkie trybiki w maszynie nowego szkoleniowca Barcy funkcjonują naprawdę dobrze, lecz trudno nie pokusić się o refleksję, że oprócz solidności brakuje czasem trochę błysku. Zapewnia go nie kto inny jak Leo.  Lucho dobrze o tym wie, komplementując w każdym wywiadzie La Pulgę. 

Messidependencia?

Złośliwi od razu dodadzą, że wcale nie jest tak świetnie, bo przecież karnego nie strzelił. Nie przesadzajmy, Leo mimo wszystko jest tylko człowiekiem. Poza tym jeśli miał przestrzelić, to lepiej w takim meczu niż w decydującej fazie sezonu. Biorąc pod uwagę ogromny wpływ Messiego na bramkowe zdobycze w pierwszych spotkaniach temporady, nasuwa się już wiele razy padające pytanie. Czy Barcelona nie jest zbytnio uzależniona od tego filigranowego gracza? Z odpowiedzią trzeba będzie poczekać do spotkań, w których La Pulga nie wystąpi, bo Blaugrana z nim i bez niego to dwie zupełnie inne drużyny. Poprzedni sezon daje nadzieję i pokazuje, że gdy kota (Messiego) nie ma, to myszy (pozostali zawodnicy) harcują.

Nic wielkiego

Do fantastycznych wyczynów Leo na boisku chyba wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Wymaga się od niego więcej niż od innych, a kolejne popisy gry są przyjmowane jako coś normalnego. Trochę ze zdziwieniem obserwowałem, ile było zachwytów nad defensywą Barcy, a jak mało pochwał dla Argentyńczyka. Można pomyśleć, że przecież i tak wiadomo, że jest najlepszy, że nie ma sensu cały czas się powtarzać. Skłaniałbym się raczej do teorii, iż należy oddać cesarzowi, co cesarskie. Pamiętajmy, ile razy Messi jest na placu gry kluczowy i ile razy ratuje Barcelonę w ciężkich momentach. Nie oszukujmy się, tylko jego było stać na taką akcję w meczu w Villarreal. Dlatego, też, gdy idzie gorzej, nie wylewajmy na niego kubła pomyj, bo każdy ma prawo do chwil słabości.