Czy Luis Enrique nadaje się na trenera Barcelony?

normal_877481814

Wiele osób przed startem sezonu zadawało sobie właśnie to pytanie. Wszyscy mieli dość nieudolności Taty Martino, ale czasy gdy na ławce trenerskiej zasiadł Pep Guardiola odeszły bezpowrotnie. Luis Enrique miał być tą osobą z wewnątrz klubu, która doskonale orientuje się nie tylko w hiszpańskiej lidze, ale również w samym klubie. We wczorajszym meczu z PSG poniósł pierwszą porażkę, a jego zespół nie dość, że stracił trzy bramki, to zagrał w zupełnie innym stylu, niż wszyscy tego byśmy chcieli. Czy Enrique na pewno jest dobrą osobą na właściwym stanowisku?

Za dwie stracone we wczorajszym meczu bramki można winić ter Stegena. Chłopak miał być następcą Víctora Valdésa, ale to niespodziewane (choć tylko dla osób, które nie oglądają La Ligii) Claudio Bravo został posłany przez trenera między słupki w ligowych spotkaniach. Niemcowi przypadła rywalizacja w europejskich pucharach. Wczorajszym meczem udowodnił, że nie jest przygotowany do gry z największymi rywalami. Jeżeli chce wygryźć na stałe z bramki Chilijczyka, musi zacząć więcej się starać i ciężej trenować. Jednak nie tylko bramkarz odpowiadał za wczorajszy stan rzeczy. Cała linia defensywy była tragiczna. Jedynie Mathieu jako tako się wyróżniał, a pod koniec meczu do roboty wziął się Mascherano. Busquets i Rakitić zaliczyli wiele strat w środkowej części boiska, co prowokowało szanse dla rewelacyjnie przygotowanego Lucasa i Pastore.

Barcelona do tej pory nie mierzyła się z tak klasowym rywalem. PSG z roku na rok jest coraz lepsze i tylko wypatrywać ich w finale tych wielkich europejskich rozgrywek. Athletic Bilbao i Villarreal to dobre zespoły, ale póki co tylko na ligę hiszpańską. Liga Mistrzów to zupełnie inny poziom, nieadekwatny do tego co zespoły prezentują w lidze. Dlatego też ciężko winić i wieszać psy na Enrique i jego drużynie za to, że przegrali z pretendentem do wygrania Ligi Mistrzów, a do tego na nieprzyjaznym terenie, jakim jest Parc des Princes. Barcelona w sezonie 2012/2013 pod wodzą Tito Vilanovy i Jordiego Roury mierzyła się z paryskim zespołem w ćwierćfinale Ligii Mistrzów. Padły dwa remisy, a dzięki strzelonym dwóm bramkom na wyjeździe, Duma Katalonii mogła znaleźć się w czwórce najlepszych drużyn starego kontynentu.

Nie możemy zapominać, że Enrique dopiero buduje swój zespół. Szybko został rzucony na głęboką wodę i nawet Messi na spółkę z Neymarem nie mogli pomóc wyjść z niekorzystnej sytuacji. Drugi poważny sprawdzian pod koniec października z Realem i można tylko przyklasnąć, że Lucho dostał lekcję futbolu. Ma trzy tygodnie na poprawę błędów oraz jak najlepszego przygotowania piłkarzy na wszystkie okoliczności. Co innego przegrać z odwiecznym rywalem w ligowym pojedynku, a co innego przegrać z klasową drużyną na wyjeździe i do tego w grupie europejskich rozgrywek. W jednym toczy się walka nie tylko o prym w Primera Division, ale co ważniejsze o honor i udowodnienie, że to Katalonia góruje nad Madrytem, również pod wszelkimi aspektami politycznymi, wyrażanymi właśnie piłką nożną. A co innego przegrać mecz o punkty, które można łatwo i szybko odrobić, tym bardziej, że reszta rywali nie należy do najmocniejszych ekip. Lecz Enrique musi mieć na uwadze to, że Ajax u siebie jest mocnym rywalem i nie może już sobie pozwolić na kolejną przegraną.

Luis Enrique nie ma wielkie doświadczenia trenerskiego. Jego największym atutem jest praca z drugą drużyną Barcelony i to przez trzy lata. To właśnie Lucho przejął Barcelonę B po Guardioli, który awansował na ławkę trenerską pierwszego zespołu. W 2011 roku otrzymał propozycję prowadzenia AS Romy. Ostatecznie jego zespół zajął 6 miejsce w Serie A. Po zaledwie sezonie jego przygoda we Włoszech się skończyła. Ale stołeczny klub który po sobie pozostawił po raz kolejny aspirował do ścisłej czołówki włoskiej ekstraklasy. Rudi Garcia już w sezonie 2013/2014 doprowadził AS Romę do drugiego miejsca. Po roku trenerskiej przerwy Luis Enrique podpisał kontrakt z Celtą Vigo, która w poprzednim sezonie zajęła 17 miejsce. Enrique sprowadził na Balaídos aż trzech zawodników z Barcelony B: Carlesa Planasa, Sergiego Gomeza oraz wypożyczył Rafinhię Alcantarę.

Celta Vigo z ligowego chłopca do bicia stała się porządną drużyną z górnej części tabeli. To właśnie dzięki rewelacyjnej postawie drużyny Enrique, która w przedostatniej kolejce wygrała z Realem Madryt 2:0, Barcelona nadal mogła realnie myśleć o wygraniu Primera Division. Lucho wyniósł Celtę Vigo na wysokie 9 miejsce. Nie dane było mu realizować nadal tego projektu, bo już po zakończeniu zeszłego sezonu, zgłosiła się po niego FC Barcelona. Ale po raz kolejny zostawił dobrą drużynę, mogącą aspirować na coś więcej, niż środek tabeli. Celta pod wodzą Eduardo Berizzo po sześciu kolejkach zajmuje 6 miejsce.

Największą bolączką Enrique jest krótka ławka, co szczególnie było widać we wczorajszym spotkaniu z PSG. Jedyna formacją, którą nie musi zaprzątać sobie głowy jest obrona, bo na każdej pozycji ma przynajmniej trzech zmienników, a na środku obrony może wybierać wśród 5 piłkarzy. Nadal na swój debiut oczekuje Thomas Vermaelen.

W pomocy jedynym klasowym piłkarzem jest Xavi, któremu jednak daleko do formy, którą prezentował jeszcze na Euro 2012 w Polsce i Ukrainie. Sergi Roberto to co najwyżej dobry rzemieślnik, ale żaden z niego wirtuoz. Rafinha to nadal niewiadoma, lecz ma dużo więcej talentu niż S.Roberto, co udowodnił grając w Celcie Vigo. Transferowy ban nie pozwoli Luisowi Enrique na kolejne zmiany kadrowe, dlatego swoich szans muszą upatrywać Sergi Samper, oraz grający obecnie na wypożyczeniu Denis Suarez. Ten drugi jeżeli nadal będzie prezentował dotychczasową wysoką formę, już w przyszłym roku może być ciekawym zmiennikiem dla Andresa Iniesty.

Do czasu aż nie będzie mógł grać Luis Suarez, trener ma do dyspozycji Munira i Sandro Ramireza. Z obu rozsądnie korzysta, ale żaden z nich nie ma doświadczenia w futbolu na najwyższym poziomie. Ciężko od nich oczekiwać przesądzenia losów spotkania z największymi rywalami, choć obaj wczoraj mieli świetne okazje, aby wyrównać wynik meczu. Nie można mieć im tego za złe, bo mają jeszcze czas grać na takim poziomie jak Neymar czy Alexis Sanchez (celowo nie podaje Pedro, bo ten w tym sezonie prezentuje się słabo). Jednak przy słabszej dyspozycji Pedro, nie ma żadnej sensownej alternatywy, po której można byłoby oczekiwać, że poniesie zespół do zwycięstwa. Co prawda był taki jeden w Barcelonie, ale Luis Enrique szybko się go pozbył.

Nadal ciężko jest mi zrozumieć decyzję, żeby wysłać na kolejne wypożyczenie Gerarda Deulofeu. Tym bardziej teraz, gdy zawodnik z jego umiejętnościami przydałby się we wczorajszym meczu, jak i zapewne w dalszej części rozgrywek. Deulofeu broni się samym doświadczeniem, które ma o wiele większe w rywalizacji przeciw klasowym rywalom od dwóch debiutujących w tym sezonie napastników. Hiszpan mógłby wnieść wiele świeżości na prawej stronie, ale decyzja Enrique była inna i tylko po zakończeniu sezonu będzie można ją ocenić.

Brak również wypożyczonego do FC Porto Cristiana Tello. Rozumiem pozbyć się na rok jednego z panów, ale obu naraz i danie szans młodszym zawodnikom może okazać się strzałem w stopę. Tello dosłownie gnił na ławce rezerwowych, bo ani Vilanova, ani Martino nie dawali mu tyle szans, na ile zasługiwał. Dlatego rozsądną rzeczą było wypożyczyć go do jakiegoś klubu, w którym będzie miał realną szansę na regularne występy. W Porto nie gra wiele, zazwyczaj wchodząc z ławki rezerwowych, ale we wczorajszym meczu asystował po bramce Jacksona Martineza.

Można gdybać, czy we wczorajszym meczu jednym ze zmienników Pedro był nie Munir, lecz Tello lub Deulofeu, losy meczu zostałyby odmienione, ale na pewno trener miałby o wiele więcej alternatyw i ruchów taktycznych. Nie można jednoznacznie ocenić, czy Enrique nadaje się na trenera Barcelony czy nie. Na pewno jest to właściwa osoba na właściwym miejscu, tylko czy oby nie o rok lub dwa za wcześnie. W poważnym futbolu Enrique jeszcze nie miał okazji zagrzać nigdzie miejsca dłużej niż przez rok. Można mieć tylko nadzieję, że nie da żadnego argumentu władzom klubu na rozmyślaniu, czy aby nie zmienić trenera. Ja Enrique daje ogromny kredyt zaufania i kibicuje mu z całego serca. Barcelona potrzebuje ponownej stabilizacji i trenera na lata.