Czy Pep na serio jest zerem ?

 Po tym jak różnica między Barceloną a Realem wyniosła więcej niż 7 punktów, w szeregach Cules zaczęła się cholernie ostra krytyka Pepa. Nie pamiętam, bym od wygranej nad Realem usłyszał jakieś dobre słowo na jego temat. W ciągu tego czasu, z jednego z najlepszych trenerów na świecie, a dla tych nieco mniej mu przychylnych po prostu solidnego, stał się człowiekiem niszczącym Barcelonę. Z wielu komentarzy można wnioskować, że właściwie Pep jest zerem, a sukcesy klubu zawdzięczamy tylko i wyłącznie szczytowej formie piłkarzy…

Tylko dlaczego w sezonie 2007/08 za Rijkaarda Barcelona, w której grali zarówno Messi, Xavi, Iniesta, Puyol nie potrafiła nic osiągnąć ? Przychodzi Pep, trener bez doświadczenia, wyrzuca Ronaldinho z drużyny, kupuje Alvesa, Keitę, Pique, wprowadza fenomenalną taktykę, a rok później Barca znakomitym stylu zdobywa potrójną koronę. Wtedy wszyscy byli zgodni co do tego, że trenerem jest nieprzeciętnym.

Przychodzi sezon 2009/10, niewątpliwie słabszy. Tym razem Pep na transferach wtopił, klub odpadł z CdR już w 1/16 z Sevillą, w lidze wiodło się dobrze, głównie dlatego, że Real był słaby, a w Lidze Mistrzów, gdyby nie nieuznana bramka Bojana prawdopodobnie byśmy zwyciężyli. No ale to nic nie wnoszące gdybanie. Podsumowując – nie licząc Klubowych Mistrzostw Świata i superpucharów, (które w tym roku również zdobyliśmy) wygraliśmy tylko i wyłącznie jedno trofeum. Mimo to nie pamiętam takiej histerii jak dzisiaj, a Guardiola nadal pozostał trenerem cenionym przez ogół Cules jak i ekspertów…

Poprzedniego sezonu nikomu nie muszę przypominać, wygrana w lidze oraz LM, przegraliśmy “tylko” w CDR. Opinie na temat trenera z Santpedor ? Geniusz ! No może trochę przesadzam…

Reasumując wszystkie te sezony – tylko w pierwszym zdołaliśmy wszystko wygrać, w kolejnych nie było już tak różowo. Dlaczego zatem ani w 2009/10, ani w kolejnym sezonie nie płakaliśmy z tego powodu, że ktoś w czymś jest od nas lepszy? A to dlatego, że w każdym z tych sezonów wygrywaliśmy w lidze. Porażka w którymś z pucharów boli, ale wszyscy szybko ją zapominamy, ale gdy już przychodzi patrzyć na dziesięciopunktową stratę do odwiecznego rywala, zaczyna się panika i rozpacz. W tym momencie najłatwiej jest nam zbesztać trenera, sprowadzając go do niskiego poziomu.

Wszyscy jakby zapomnieli o fakcie, że za kadencji Pepa przełom stycznia i lutego zawsze był słabszy. W tym roku jednak jest to bardziej zauważalne ze względu na wcześniej stracone punkty i niesamowity Real, który kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Musimy też sobie uświadomić, iż z roku na rok Barcelonie będzie grało się coraz trudniej, każda słabsza forma będzie coraz mocniej wykorzystywana przez poszczególnych rywali, którzy z biegiem czasu rozpracowują nas coraz bardziej.

A Pep… Pep nie jest trenerem nieomylnym, często podejmuje decyzje , które trudno jest nam zrozumieć, czasami okazują się strzałem w dziesiątkę, a czasami kompletną klapą. Gdyby jednak nie te „absurdalne” czasem decyzje, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Wiem, że w dzisiejszych czasach niemodnie jest bronić Mistera, ale stwierdzenie typu, że Guardiola zastał drużynę wybitną i tylko z tego powodu wygrał to co wygrał – to nonsens, bo on nie zastał tej drużyny, ale sam ją zbudował.

Przegrana liga to nie koniec świata, a komentarze na temat idiotyzmu Pepa (może i słuszne, ale w większości przypadków wyolbrzymione) i kończącej się jego erze, są moim zdaniem przedwczesne.

Sytuację można porównać do lecącego samolotu, który stracił jeden silnik, przez co pokładem zawładnęła panika i histeria, wszyscy krytyką pilota, który na to pozwolił. Ludzie zapominają jednak o tym, że nadal pozostały dwa inne silniki, dzięki którym być może lot w rezultacie zostanie uznany za udany, a pilot stanie się bohaterem!