Dlaczego warto uwierzyć w Luisa Enrique?

 

Luis Enrique był o włos od przysłowiowego stryczka. Wygrana z Almerią zapewniła mu choć trochę spokoju, jednak to nie wyniki martwią najbardziej kibiców Blaugrany. Styl gry Messiego i spółki znacząco się pogorszył i poprawy względem końcówki zeszłego sezonu nie widać. Nadal popełniane są szkolne błędy, które ktoś taki jak Enrique powinien był wyeliminować już w pierwszym miesiącu swojej pracy. Barcelona skompromitowała się w meczu z Realem Madryt i Celtą, a wcześniej w Lidze Mistrzów z PSG. Wszystko jednak da się naprawić. Trener potrzebuje czasu, tym bardziej gdy w drużynie przeprowadzona została mała rewolucja. Wszystko przed nim, bo przecież żaden puchar jeszcze nie został stracony. Dlaczego więc Luis Enrique może stać się idealnym trenerem dla Barcelony?

Presja: Zarówno Tito Vilanova jak i Gerardo Martino musieli mierzyć się z legendą Pepa Guardioli. Było to jak mierzenie się z Muhammadem Alim w jego szczytowej formie. Pokonanie takich osiągnieć było niemożliwe. Wszyscy tęsknili za Guardiolą (oprócz zarządu i samego Pepa) i na obu poprzednich trenerach ciążyła zbyt duża presja. Enrique przychodził do Barcelony jako „drugi Guardiola”. Mesjaszem się nie okazał, ale dzięki ostatnim porażkom wszystko stało się jasne – Guardiola jest tylko jeden. Teraz nikt nie będzie już go oceniał pod kątem nieprawdopodobnych osiągnięć Pepa, a przez pryzmat jego własnej pracy. Nie musi obawiać się o presję, tym bardziej teraz, gdy nikt nie liczy na zgarnięcie sprzed nosa krajowego pucharu Realowi Madryt, a nawet ligi, nie mówiąc już o Lidze Mistrzów. Wszystko zależy od tego, jak wykorzysta publiczne zdjęcie z niego „klątwy Guardioli”.

Głód zwycięstw: W AS Romie mu nie wyszło. Z Celtą Vigo ciężko było mierzyć tak wysoko. Enrique zdecydowanie nie jest trenerem, który może odpuszczać sobie kolejne trofea ze względu na jego osiągnięcia, których tak na dobrą sprawę nie ma. On musi być głody zwycięstw. Dlatego też Enrique rzuci wszystko co ma najlepsze, aby zdobyć puchar w swoim pierwszym sezonie w Dumie Katalonii. Barcelona to maszyna do zdobywania trofeów, więc jak nie tu i nie teraz, to kiedy panie Enrique?

Motywator: Enrique nie jest doskonałym strategiem, ale ma to nadrabiać swoim największym atutem – rozmowami motywacyjnymi. Tego póki co nie stosuje, a sami zawodnicy jakoś nie odnoszą się do tego aspektu, ale Lucho może zostawia najlepsze na koniec, czyli dokładnie wtedy, kiedy to będzie najbardziej potrzebne, niczym wyjęcie asa z rękawa.

Współpraca gwiazd w ataku: To co nie udało się Martino, u Enrique zaczęło działać bez zarzutu. Współpraca Messiego z Neymarem jest na najwyższym poziomie i choć ostatnio osłabła, to panowie świetnie rozumieją się na boisku. Teraz największym zmartwieniem trenera będzie uzyskanie identycznego kontaktu i zmysłu w boiskowych relacjach Argentyńczyka i Urugwajczyka. Suarez doskonale rozumie się z Neymarem, ale z Messim współpraca dopiero nabiera kształtów i już za kilka tygodni powinniśmy widzieć prawdziwe trio grające na najwyższym poziomie, nie tylko indywidualnie, ale także zespołowo.

Rotacje: Podstawą jest znalezienie optymalnego składu, żelaznej jedenastki. Enrique próbuje rożnych wariantów, czasami mu to nie wychodzi (Mathieu na lewej obronie z Realem) i można mieć mu za złe, że próbuje nowych rozwiązań na żywym organizmie. Jednak taka praktyka w dalszej części sezonu może przynieść rezultaty. Lucho musi nauczyć się tylko mądrze gospodarować dostępnymi zasobami kadrowymi, a nie szastać nimi na lewo i prawo, jak robił to do tej pory. Najpierw stała „11”, odbudowa straconej pozycji, a dopiero później rotacje.

Sięganie po młodych: Tata Martino nie miał w zwyczaju zaglądać do rezerw Barcelony. Nie potrafił okrzesać burdelu we własnej drużynie, a co dopiero sięgać po młodzież. Enrique od początku stawia na młodych i zdolnych graczy. Również odbywa się to z różnym skutkiem, ale trzeba mu przyznać, ze miał nosa do Munira i Sandro. Może martwić, że nie daje szans starszym wychowankom (Montoya i Barta), ale jeszcze nie raz, niczym Guardiola, będzie wyciągał z Barcelony B kolejnych Busquetsów, Thiagów czy Rafinhiów.

Pierwsze koty za płoty: Guardiola był o krok od wyrzucenia go z posady trenera. Fatalnie zaczął swoją przygodę na ławce trenerskiej Barcelony i gdyby nie szybki restart drużyny, najprawdopodobniej nigdy nie byłoby historycznych sześciu pucharów. Enrique pierwsze porażki doznał trochę później, ale również ma je już za sobą. Na pewno nie będą one jedyne i jeszcze nie raz będziemy tracić głupie bramki, które mogą spowodować wyeliminowanie z pucharów lub stratę punktów, ale Enrique nie pozostaje już teraz nic innego, jak zrehabilitować się i w reszcie sezonu dać z siebie wszystko.

Level up: Zarówno Roma jak i Celta skorzystały na odejściu Enrique. Stały się zespołami aspirującymi do gry w europejskich pucharach, a co ważniejsze, zbliżyły się do tych największych. Dlatego można mieć nadzieję, że po ewentualnym odejściu Lucho już po tym sezonie, zostawi drużynę w lepszym stanie niż ją przejmował i kolejny trener będzie miał ułatwioną pracę przywrócenia wielkiej Barcelony.