Dobrych wieści nigdy za wiele

Tak, jak można się było spodziewać, przygotowania do zbliżającego się sezonu Barcelona zaliczyła w bardzo dobrym stylu. Za nami ostatni mecz towarzyski, który rozegrano w zeszłą sobotę w Bukareszcie. Teoretycznie, poza ładnym wynikiem końcowym (Dynamo – FC Barcelona 0:2) nie ma czego rozpamiętywać, ponieważ mecz sam w sobie nie przyniósł zbyt wielu emocji czy niepowtarzalnych wrażeń. Inaczej było w sercach Cules, którzy pierwszy raz od dłuższego czasu zobaczyli w grze swojego strzelca wyborowego – Davida Villę.

Nie wszyscy spodziewali się, że akurat na niecałe dwadzieścia minut przed końcem meczu zobaczymy go na murawie. Po upływie 72. minuty boisko opuścił Sergi Roberto, a na jego miejsce wskoczył spragniony gry Villa. To naprawdę świetna wiadomość, biorąc pod uwagę, że w składzie Barcy nie widzieliśmy go od grudnia. Zapewne nie dałoby się opisać jak zareagowaliby Cules, gdyby spotkanie odbywało się na Camp Nou!

Osiem miesięcy przerwy dla El Guaje to na pewno jeden z trudniejszych okresów w jego karierze, a może nawet i w życiu. Żal jest przede wszystkim Euro. Villa, choć nie raz obecny na trybunach, musiał odmówić sobie występu w barwach reprezentacji w tak ważnej imprezie. Wielka szkoda, bo drugie z rzędu mistrzostwo Europy dla Hiszpanii byłoby cennym trofeum w jego gablotce. Wyraźnie brakowało błyskotliwego, niemal kompletnego snajpera. Początkowo wszyscy mieliśmy ciche nadzieje, że już w czerwcu David pojawi się w kadrze na ME. Z czasem jednak szanse malały, a data powrotu do gry powoli się opóźniała. To, że mamy ją już za sobą, na pewno jest powodem bardzo dobrych nastrojów wśród kibiców, czy nawet samej drużyny.

Bez wahania można stwierdzić, że gotowość do gry Davida Villi jest wielkim wsparciem dla Blaugrany. Nie da się w końcu ukryć, jak wiele numer ”7” wnosi od siebie do gry. Bez niego nie jest ona już taka sama. Wystarczy wspomnieć parę bardzo istotnych goli, jakie nam zafundował, m.in. finał LM w zeszłym roku czy ćwierćfinał Euro 2008 (z rzutu karnego).  Smaku dodają też tysiące asyst, których jest autorem, bo przecież znakomicie dogaduje się z kolegami z drużyny. Trzeba przyznać, że jego transfer dwa lata temu był genialnym posunięciem. Krótko mówiąc, rzadko który klub może pochwalić się tak niepowtarzalnym i wyjątkowym napastnikiem, jakim on jest na pewno.

Nie trzeba mówić więcej, by opisać korzyści płynące z powrotu Davida. Tak naprawdę, być może wystarczy powiedzieć, że po prostu będzie jak dawniej, ale przez ostatnie kilka miesięcy nieco przywykliśmy do tego, że w drużynie kogoś brakuje. A wraz z tym kimś brakuje trochę błysku, trochę dramaturgii, trochę osobliwych podań w polu karnym i charakterystycznie postawionej na żel  grzywki. Teraz właściwie możemy powiedzieć, że mamy już wszystko, czego nam do szczęścia brakuje i nie chodzi tu wcale o ów żel… Jest to zmotywowana, starannie przygotowana do sezonu drużyna, gotowy do współpracy następca Pepa Guardioli oraz kluczowy zawodnik, którego pech wykluczył z gry ponad pół roku temu. Bo czego więcej chcieć?