Dobrze, że porażka przyszła właśnie teraz

La-alegria-de-la-Real-contrast_54361033866_54145916424_724_270Kiedyś w końcu Barcelona musiała stracić pierwsze punkty od remisu z Realem Madryt, który miał miejsce na samym początku października. Tym razem na drodze stanął Real, ale Sociedad z San Sebastian. Choć rywal nie należy do najwyższej półki La Liga, grał doprawdy ambitnie i bardzo mądrze. W przeciwieństwie do gości z Katalonii.

Zaczęło się tak pięknie. W ciągu siedmiu minut Leo Messi miał dwie doskonałe szanse, z czego wykorzystał tylko jedną. Później Pedro z dystansu trafił w słupek, podobnie zresztą jak Messi. Następnie Xavi popisał się doskonałym podaniem do Alvesa, a ten zgrał prędko do Pedro, który w ogólnym rozrachunku dołożył nogę i trafił do siatki Sociedad. Wszystko zapowiadało się identycznie, jak niemalże w każdym do tej pory rozegranym meczu w La Liga.

Symptomy słabej gry Barcy widać było jeszcze pod koniec pierwszej odsłony. Oprócz tego, że Castro trafił bramkę kontaktową, to od tego momentu na boisku istniała praktycznie jedna drużyna. I nie chodzi tu o Barcelonę.

Oliwy do ognia dolał Gerard Pique. Dostał drugą żółtą kartkę i Barca musiała grać przez około 30 minut w osłabieniu. Szkoda, bo pierwsza z kartek była przyznana za to, że Pique skutecznie nie chciał umożliwić wykonania rzutu wolnego przez zawodnika z San Sebastian. Suma summarum – była to głupota i popis nieodpowiedzialności Gerarda Pique.

Od tego wydarzenia piłka nie wydostawała się z połowy Katalończyków. Gospodarze skutecznie atakowali, strzelali i wykonywali niezliczoną ilość rzutów rożnych. Aż w końcu Castro uderzył z około 16. metrów od bramki Valdesa. Piłka po drodze trafiła w Mascherano, co tym bardziej utrudniło portero Barcy w obronieniu tego strzału. Czy “VV” mógł zrobić coś więcej w tej sprawie? Trudno powiedzieć. Jedno jednak było jasne – Barca remisowała już 2:2 i w ogóle nie zapowiadało się, aby ten wynik mógł zmienić się na korzyść gości. Paradoksalnie udało się to gospodarzom. W doliczonym czasie gry doskonałe dośrodkowanie z prawej strony na bramkę zamienił Jon Aurtenetxe. Barca przegrała 3:2 w San Sebastian.

Każda passa się kończy. Barcelona finiszuje na 20. kolejce i wreszcie przegrywa, choć szkoda, że z rywalem dość przeciętnie grającym w obecnych rozgrywkach. Jednakże można się było tego poniekąd spodziewać. Kto na bieżąco śledzi poczynania Katalończyków od kilku lat, ten znajdzie sporą zależność między wynikami z przełomu stycznia i lutego każdego ostatniego sezonu. Wtedy ma miejsce mały kryzys, który objawia się właśnie tak, jak w sobotę – ospałość, brak determinacji i zmęczenie już nawet pod koniec pierwszej odsłony.

Głupotą popisał się Gerard Pique. Miałem czelność śmiać się z Ramosa, gdy ten osłabił Królewskich w dość kretyński sposób. Teraz kajam się, choć poziom idiotyzmu wydaje mi się jednak niewspółmierny. Pique zawinił w dość bezsensowny sposób, bo kto osłabia swoją drużynę przeszkadzając w wykonaniu rzutu wolnego? Niech odstawi na pewien czas Twittera i Facebooka oraz weźmie przykład z Messiego – narodziny jego syna wcale nie wpłynęły na jego dyspozycję na boisku.

Ostatnim, ale chyba najważniejszym wnioskiem, jest fakt, że Barcelona nie potrafi ZUPEŁNIE pozbierać się po małych niepowodzeniach. Takie miało miejsce pod koniec pierwszej połowy, gdy padł gol na 1:2 oraz gdy sędzia Undiano Mallenco pokazał przed Pique czerwoną kartkę. Owszem – kiepska gra Barcy na pewno po części była efektem grania w dziesiątkę oraz “klątwą” związaną poniekąd z tym okresem. Jednakże tak Barcelona na pewno nie może wyglądać. Przed nią ważny pojedynek w Copa del Rey, a być może pojedynki, bo ewentualni kolejni rywale nie będą łatwiejsi, a mecze rozgrywane są niemalże z tygodnia na tydzień. Na dodatek już niedługo rozpoczyna się kolejna runda Ligi Mistrzów, więc należałoby spiąć pośladki, bo piłkarze Blaugrany jeszcze nie raz będą podstawieni pod ścianą. Szczególnie w takich rozgrywkach jak Liga Mistrzów czy Copa del Rey. Szacunek za świetną passę się należy, ale co nam po doskonałych rekordach, jak jeden lub dwa mecze mogą pozbawić Blaugrany gry w ważnych rozgrywkach?

Konkludując warto uznać tę porażkę z Sociedad za bardzo zimny prysznic przed najważniejszymi meczami w tym sezonie. Lepiej, żeby porażka miała dotknąć Katalończyków teraz, niż za miesiąc, czy dwa.