Dongou – zapomniana perła La Masii

DONGOU--9-.v1384085657

W zeszłym sezonie pod wodzą Taty Martino zadebiutował nikomu szerzej nieznany Kameruńczyk. Jak sprzed kilku laty do pierwszego składu dołączył Cuenca i Tello, a w tym Luis Enrique wyciągnął z drużyn rezerw kolejne perły La Masii w postaci Munira i Sandro, tak Martino próbował wdrożyć do pierwszego składu jednego z najbardziej obiecujących napastników od czasu Bojana. Jean Marie Dongou Tsafack został z niewiadomych względów pominięty przez nowego trenera Dumy Katalonii. Co się dzieje z tym uzdolnionym graczem?

Dongou swoje pierwsze kroki stawiał w szkółce, której fundatorem jest Samuel Eto. Kameruńczyk prezentował się wyśmienicie i szybko kataloński klub sprowadził go do siebie. W młodzieżowych sekcjach La Masii również grał na wysokim poziomie, strzelając gol za golem. Nie bez przypadku niektórzy widzieli w nim nowego Wayne’a Rooney’a czy Thierry’ego Henry. W sezonie 2011/2012 został nawet liderem w klasyfikacji strzelców w młodzieżowych rozgrywkach NextGen Series, czyli poprzednika dzisiejszej UEFA Youth League.

Zdolny Kameruńczyk szybko zaadaptował się w Barcelonie. W swoim debiutanckim sezonie 2011/2012 wystąpił w 12 meczach strzelając 2 bramki. W kolejnym sezonie, trener rezerw Barcelony – Eusebio, regularnie stawiał na Dongou. Opuścił zaledwie 7 meczów z 42. Jego dorobek bramkowy nie był jednak imponujący – strzelił zaledwie 5 bramek. To jednak wystarczyło, aby przekonać Tatę Martino.

Debiut w pierwszej drużynie przypadł na 27 lipca 2013 roku w meczu towarzyskim przeciw Vålerengą Oslo. Mecz zakończył się wygraną Blaugrany 7:0, a dwie bramki zdobył Kameruńczyk. Nie bez przyczyny Dongou coraz częściej porównywany był do Leo Messiego. Może nie był aż tak zdolny jak Argentyńczyk, a jego wyszkolenie techniczne pozostawiało wiele do życzenia, to 19-latek nadrabiał siłą, szybkością i dobrą grą w powietrzu. Barcelona potrzebowała kogoś takiego do ataku, jako alternatywę za Messiego. Na kolejny mecz w pierwszej drużynie musiał czekać do 2 sierpnia 2013 roku, kiedy to w 63 minucie meczu przeciw byłemu klubowi Neymara – Santosowi, zastąpił na boisku samego „boskiego Leo”. Była to prawdziwa zmiana pokoleniowa, która wkrótce miała oznaczać coś więcej, niż tylko zmianę w towarzyskim meczu.

Po rozpoczęciu sezonu Dongou został z powrotem odesłany do drużyny rezerw. Wrócił dopiero 6 grudnia 2013 roku na mecz w ramach Pucharu Króla z Cartagenaie. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:1, a ostatnią bramką już w doliczonym czasie gry zdobył właśnie Kameruńczyk. W Primera Division zadebiutował dopiero na początku stycznia tego roku. W 84 minucie meczu z Levante zmienił Xaviego, a mecz zakończył się remisem „1:1”.

W samej drugiej lidze hiszpańskiej wystąpił w 30 meczach strzelając 8 bramek i asystując 4 razy. Statystyki nie robiły na nikim większego wrażenia i Dongou szybko musiał zapomnieć o grze przy boku swoich idoli. Wydawało się, że przyjście Luisa Enrique ponownie odmieni losy 19-latka.

Dongou może mówić o pechu, bo akurat gdy przychodził do rezerw Dumy Katalonii, z drugą drużyną żegnał się Luis Enrique. Stery po nim przejął Eusebio, który potrafił wykorzystać potencjał Kameruńczyka. Jednak nieznajomość Dongou z Enrique na pewno nie pozwoliła mu na zaskarbienie sobie sympatii nowego szkoleniowca Blaugrany. Enrique wolał postawić na Munira i Sandro, zupełnie pomijając gracza odkrytego przez fundację Samuela Eto.

Dongou nie dostał nawet jednej szansy na zaprezentowanie się w przedsezonie. Lucho zupełnie go zlekceważył, jakby nie widział w nim przyszłości Barcelony, a przecież to ten sam rocznik co Munira i Sandro. Decyzja Enrique była czysto sportowa. Dongou w ostatnim czasie nie odniósł żadnej kontuzji i w każdej chwili był do dyspozycji trenera.

Kameruńczyk zrewanżował się za niedanie mu ponownej szansy wejścia do pierwszego zespołu w najlepszym możliwym stylu. Barcelona B zajmuje w tej chwili 6 pozycję w Segunda Division, a duża w tym zasługa właśnie Dongou. W drużynie Eusebio „perła La Masiii” jest podstawowym napastnikiem. Rozegrał wszystkie 6 meczów w pełnym wymiarze czasowym, zdobywając 5 bramek. Gdyby utrzymał tak dobrą passę, najprawdopodobniej zostałby królem strzelców drugiej ligi hiszpańskiej, a wtedy Lucho musiałby się nim zainteresować. W innym przypadku transfer definitywny do któregoś angielskiego lub włoskiego klubu byłby wręcz pewny.

Bez wątpienia rezerwy Barcelony mają ogromny, ale niewykorzystany talent. Dongou jest zawodnikiem, który pasuje do obecnego systemu gry Barcelony. Mógłby wiele wnieść nie tylko swoją grą, ale również osobą. Jednak po transferze Suareza rywalizacja jest zbyt duża i Kameruńczyk najprawdopodobniej przepadnie jak swego czasu Bojan lub Cuenca. Można mieć żal do Taty Martino, że nie dał więcej szans napastnikowi, ale teraz wszystko jest w rękach Luisa Enrique, ale ten już chyba ma swój pomysł na atak i raczej Jean Marie Dongou Tsafack nie jest w niej uwzględniony.