Drogi Mikołaju…

53d0ffc8f97adb07741b5a37

Kalendarz na mojej ścianie wskazuje na lipiec, a pogoda za oknem zdaje się to potwierdzać. Wakacje w pełni, ale nie dla wszystkich (niestety również dla mnie), ponieważ piłkarze zaczęli przygotowania do nowego sezonu. To zmotywowało mnie do tego, aby zastanowić się nad tym, czego oczekuję od nadchodzących rozgrywek. Jaka będzie La Liga na przełomie lat 2014/2015? Kiedyś rodzice mówili mi, żebym listę prezentów spisywał w liście do św. Mikołaja i, nie uwierzycie, o dziwo wszystko się spełniało! Niczym naiwne dziecko (którym jestem) postanowiłem skorzystać ze sprawdzonej metody. Problem jest jeden – z tego co wiem – święty roznoszący podarki po kominach balanguje na Copacabanie i popija ten sam napój gazowany co Leo Messi. Mimo tego zdecydowałem się wziąć długopis, kartkę i gapiąc się w gwiaździste niebo, przelać na papier wszystkie życzenia. Oto, co postanowiłem napisać do Mikołaja:

Drogi Mikołaju,

piszę do Ciebie już w lipcu, bo słońce trochę za bardzo grzeje mnie w głowę, przez co odżyły marzenia o zimie i obsypanych śniegiem drzewach. Tak na poważnie, to jak każde dobre dziecko przygotowałem listę prezentów, jakie chciałbym otrzymać na gwiazdkę. Rok się jeszcze nie skończył, ale jak na razie jestem bardzo grzeczny, stąd moje oczekiwania są wygórowane. Za miesiąc startuje kolejny sezon La Liga i mam w związku z tym kilka próśb, które do tego czasu muszą się ziścić. Nie wiem czy tam, w Laponii, znana jest La Liga, ale to w sumie nie jest najważniejsze. Wystarczy tylko, że bez zastanowienia spełnisz moje marzenia.

Po pierwsze, chciałbym, aby wrócił stary Messi… To znaczy, nie! Nie stary, z balkonikiem i zmarszczkami! Raczej… stary-nowy. Wiesz co mam na myśli. Wydaje mi się, że zaszkodziły mu te solone czipsy, pewnie dlatego tak często wymiotuje. Jeszcze jak wymiesza z colą to niestrawność murowana. Życzyłbym sobie, żeby Leo po zasłużonych wakacjach przybył do Barcelony w pełni wypoczęty i gotowy na nowe wyzwania. Świeży, magiczny… Ostatnio tych cech bardzo mu brakuje. Myślę, że z jego pewnością siebie jest bardzo dobrze, ale na wszelki wypadek podaruj mu jej jeszcze trochę, bo w ostatnich czasach pod jego adresem skierowano wiele nieprawdziwych i niesprawiedliwych opinii. Przyzwyczaił nas do gry na boskim poziomie, a kto, jak nie ty, wie co to znaczy być świętym? Przypomnij ludziom, że ten nieduży Argentyńczyk, pomimo nadludzkich cech, jest tylko bożym stworzeniem.

Liczę również na Luisa Enrique. Na to, że słowa o rewolucji to nie czcze gadanie, a poważne kroki, które mają zaprowadzić Barcelonę ponownie na sam szczyt. Może rewolucja to za mocne słowo, ale ewolucja jak najbardziej jest na miejscu. Życzyłbym sobie, żeby mógł działać według własnego pomysłu i bez nacisku z zewnątrz. Skoro już jesteśmy przy trenerze, to mam jeszcze jedną prośbę – wybij mu z głowy zdanie “będziemy wierni stylowi”. Nie! Bądźmy wierni stylom, a nie jednemu ustawieniu. Zmieniajmy kolory jak kameleon, dostosowujmy się do sytuacji na boisku. Grajmy środkiem, jeśli to potrzebne; wykorzystujmy skrzydła, zagrajmy szybko, kiedy rywal nas zmusi do obrony i kontrolujmy grę w czasie, gdy przeciwnik jest osłabiony i gra pod nasze dyktando. Założenie jednej maski spowoduje, że znów staniemy się przewidywalni, co nie wprowadzi żadnych zmian. Lucho, bądź nieodgadniony w pomysłach! Nie zrozum mnie źle Mikołaju, drużyna powinna mieć swój styl, ale bądźmy gotowi do odegrania wielu różnych ról jak Di Caprio, a nie jak Grabowski.

Nie, nie zapomniałem o Zubim. Tutaj będziesz musiał się naprawdę postarać, bo ten Pan zasłużył na rózgę. No może na rózgę i kilka cukierków, bo sprowadzenie Suareza, pomijając kwotę i fakt, że nie powącha trawy (przynajmniej tej na boisku) do października, można zaliczyć na plus. Ale błagam, niech ktoś mu powie, że Mathieu nie zalicza się do czołówki stoperów na świecie! Ba, to nie jest nawet nominalny środkowy obrońca! Tak, tak Mikołaju, ja wiem, że już za późno, ale może w prezencie dostarczyłbyś jeszcze takiego jednego Belga z Londynu. Nie, nie mam nic do rudych… dopóki nie mają 31 lat, nie kosztują 20 milionów i nie wchodzą w butach na mój świeżo wyprany dywan. A z całym szacunkiem dla Francuza, w pięknie wystrojonym mieszkaniu nie przystoi mieć brudnej podłogi, jeśli wiesz o czym mówię…

Wiem, wiem, to już piąty akapit, a ja jeszcze nie skończyłem. Spokojnie Mikołaju, zbliżam się do końca. Obdarowałeś już w lipcu prezentami Real i Barcelonę, więc teraz oczekuję, że Twoje zabawki to nie jakiś tani szajs, który został ładnie opakowany. Wszystkie zabawki mają funkcjonować jak należy! Z roku na rok El Clasico staje się coraz bardziej magiczne, a w tym sezonie oczekiwania już są tak ogromne, że nie wiem czy Twoje sanie to udźwigną. Miliard euro na boisku… Nie można powiedzieć o Tobie, że jesteś skąpy, ale teraz liczę, że mój ulubiony mecz, święto futbolowe stanie się wydarzeniem naprawdę mistycznym. Z takimi nazwiskami nie ma prawa być słabo, a gdy tylko spróbujesz coś namieszać to uważaj, bo będę zmuszony wystawić reklamację. Z drugiej strony boję się pomyśleć, co jeszcze szykujesz w tym okienku transferowym, skoro nie upłynęła jeszcze jego połowa. Zaskocz mnie.

To już ostatnia część… chyba. Najbardziej tajemnicza, bo liczę na Twoją inwencję, drogi Święty. Wymyśl coś takiego, żebym, w maju następnego roku, mógł powiedzieć – cholera jasna, nie spodziewałem się tak dobrego sezonu. W poprzednim namieszało Atletico, ale chyba nie osiądziesz na laurach, co? Daj Cordobie moc, aby w pierwszej kolejce była taką samą udręką jak niegdyś Hercules dla Barcelony! Valencii podaruj siłę przezwyciężania przeciwności losu mimo notorycznej wyprzedaży i pogoni za srebrnikami. Baskom dodaj jeszcze więcej temperamentu, bo zarówno Athletic, jak i Sociedad zasłużyły w ostatnich dwóch sezonach na to, aby powalczyć o jeszcze więcej (nie zapomnij o Eibarze, kopciuszkowi też się należy). Niech Żółta Łódź Podwodna nie utonie, a w A Corunii przywrócą marzenia o Eurodepor! Daj przedmieściom Madrytu tyle samo radości co części centralnej! Liga hiszpańska to nie tylko Real, Barcelona i Atletico, więc wręcz wszystkim kibicom radości po równo, żebyśmy nie musieli później płakać, że trofeum znowu zostanie w jednym z dwóch miast (choć pewnie tak się to skończy).

To wszystko; życzeń mam więcej, ale to dopiero lipiec, więc nie chcę obciążać Cię za mocno, bo możesz nie zapamiętać całości. Liczę, że po przeczytaniu schowasz ten list blisko serca i zabierzesz się do roboty, bo masz niedużo czasu! Ruszamy w sierpniu! Wiele osób mówi, że Ciebie nie ma… Udowodnij im, że nie mają racji!

Pozdrawiam i ściskam,
Twój przyjaciel, Kuba.

PS. Oczekuj kolejnego listu w grudniu, bo marzenia szybko weryfikuje rzeczywistość, a w miejsce starych przychodzą nowe, lepsze…