Drugoligowa manita

pietras

Od samego początku wiadomo było, że „Duma Katalonii” przystąpi do tego spotkania w rezerwowym składzie. Nic dziwnego, jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku zawodnicy Barcelony awans mieli praktycznie pewny. Już w meczowej kadrze zabrakło kilku kluczowych dla drużyny piłkarzy. W osiemnastce nie znaleźli się miedzy innymi Pique, Iniesta czy Xavi, a Busquets, Messi i, już tradycyjnie, Victor Valdes, obserwowali przebieg wydarzeń z ławki rezerwowych. Mimo to od samego początku pojedynku „Blaugrana” narzuciła swoim rywalom swój styl gry i szybko przyniosło to efekt w postaci bramek.

Wszystko rozpoczęło się od Thiago. Alcantara do siatki trafił już w 19. minucie spotkania, ale my tego gola i większość meczu potraktujemy nieco po macoszemu i odnotujemy to tylko z dziennikarskiego obowiązku. Alcantara zdobył gola, bardzo dobre zawody rozegrał Mascherano, któremu przez większość drugiej części gry chciało się grać jako jedynemu z ekipy „Azulgrany”. Przez większość pojedynku wynudził się natomiast Pinto. Manita stała się faktem, ale my skupimy się na dwóch osobach. Obie zdobyły po dwie bramki. Tak, chodzi rzecz jasna o Villę i Alexisa.

Ten pierwszy wreszcie dostał szanse od pierwszej minuty i, jak już wspomniałem, odwdzięczył się dwoma bramkami. Wrażenie mogło robić szczególnie pierwsze z tych trafień, gdzie z bardzo ostrego kąta po lewej stronie boiska David zrobił co chciał z wyraźnie pogubionymi rywalami i bez większego problemu pokonał golkipera drugoligowca. Minęło zaledwie pięć minut, a Villa popisał się kolejnym uderzeniem, które odbiło się od słupka i wpadło do siatki. Dwie bardzo ładne bramki w ciągu pięciu minut, a w kolejnym meczu Villa i tak usiądzie pewnie na ławce. Szczególnie, że dostał lekkiego urazu…

Czas na Alexisa. Już podczas meczu rozgorzała spora dyskusja na temat gry Chilijczyka. Nie będę ukrywał swojego zdania na ten temat, możecie się z nim nie zgadzać. Ale fakty są takie – dwie sytuacje sam na sam jeszcze w pierwszej połowie, dwie okazje do tego, aby wykazać się mógł bramkarz Cordoby i to wcale bez wykonywania nieprawdopodobnych i ekwilibrystycznych figur w polu karnym. Godnej pożałowania symulacji nawet nie skomentuję. Mina Sancheza była bardzo wymowna, jak sędzia śmiał nie podyktować karnego?! Normalnie, o faulu nie mogło być mowy.

Przejdźmy do drugiej części gry. Dwukrotnie Sanchez mijał bramkarza i nie trafiał NA PUSTĄ BRAMKĘ! O ile pierwszą sytuację można jeszcze jakoś zrozumieć, bo Alexis był odchylony, to przy drugiej nie usprawiedliwi go zupełnie nic. Minął bramkarza, miał przed sobą kilkanaście metrów kwadratowych celu, a po prostu SIĘ WYWRÓCIŁ. Po chwili futbolówka po prostu go trafiła i zdobył drugiego gola. Co z tego, że się stara? Facet kosztował 40 milionów euro, a z drugoligowym średniakiem wykorzystuje dwie z sześciu stuprocentowych sytuacji. Gdy przyjdzie do meczu w Lidze Mistrzów, sytuacje będzie miał jedną. Gwarantuję, w takiej formie jej nie wykorzysta.

Teoretycznie nie powinniśmy się na razie o to martwić. Właśnie, teoretycznie. Dziś możemy jednak jeszcze spać spokojnie. Barcelona bez najmniejszego problemu zapewniła sobie awans i zagra w ćwierćfinale. Tam poprzeczka będzie zawieszona już dużo wyżej. Malaga za brak wykorzystywania takich okazji może się już zemścić.