Drużyny na “0″ i na “1″, czyli system binarny Levante i Barcelony

Levante-vs-Barcelona-2014-2015

Siatkówka siatkówką, ale dziś, o podobnej porze, swoje spotkanie w 4. kolejce rozegra Barcelona. Lider tabeli zmierza na wyprawę do Valencii, gdzie podejmie czerwoną latarnię La Ligi – Levante. Drużyna Jose Luisa Mendilibara zapowiada, że jest w stanie urwać oczka Blaugranie, ale nie oszukujmy się – w takiej formie piłkarze ostatniej ekipy w tabeli nie są w stanie poważnie zagrozić rywalowi. A obiekt Ciutat de Valencia jest bardzo szczęśliwy dla 22-krotnego mistrza Hiszpanii.

A dlaczego? Otóż dwukrotnie Barcelona po spotkaniu z Levante, właśnie na tym obiekcie, zapewniała sobie tytuł mistrzowski. Pierwszy taki raz nastąpił w sezonie 2004/2005, w 36. kolejce. Barcelona miała sześć oczek przewagi nad Realem Madryt i trzy kolejki do końca rozgrywek, więc musiała liczyć na potknięcie rywala, żeby móc świętować wygraną w lidze. Królewscy pojechali do Sevilli, na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Wynik meczu otworzył Sergio Ramos. To oczywiście nie była bramka dla Realu, bo jeszcze wtedy Hiszpan bronił barw ekipy z Andaluzji. Później samobójcza bramka Navarro i trafienie Zidane’a dały nadzieję na korzystny rezultat dla wicelidera tabeli, ale w 89. minucie wyrównał Julio Baptista. Mecz w Sevilli odbył się 14 maja o godzinie 20.00, a bezpośrednio po tym starciu grała Barca, która znała wynik odwiecznego rywala. Blaugranie wystarczył remis… i to właśnie osiągnęła. Zaczęło się źle, bo od bramki Rivery w 35. minucie dla gospodarzy, ale po godzinie gry wynik meczu ustalił Samuel Eto’o. W ten sposób Barcelona mogła świętować 17. mistrzostwo Hiszpanii. Co ciekawe, w pozostałych dwóch kolejkach podopieczni Franka Rijkaarda również zdobywali tylko punkt.

Drugi przypadek to całkiem świeża historia, bo z sezonu 2010/2011. Spotkanie z Levante znów przypadało na 36. kolejkę, co jest niesamowitym paradoksem. Na trzy rundy przed końcem Barcelona miała aż osiem oczek przewagi nad Realem i znów do szczęścia potrzeba było zaledwie jednego oczka. Kolejny raz Katalończycy znali wynik rywala, bo dzień wcześniej Blancos rozgromili Getafe 4:0. Gracze Pepa Guardioli zaczęli rywalizację z Levante od bramki Seydou Keity i wydawało się, że tego prowadzenia nie wypuszczą. Jednak przed przerwą wyrównał jeszcze Caicedo, lecz do ostatniego gwizdka w meczu wynik już nie uległ zmianie i w ten sposób Barcelona zasiadła na tronie trzeci raz z rzędu.

Zauważyliście pewnie, że oba mecze skończyły się identycznym wynikiem. Żeby było jeszcze ciekawiej, to remis 1-1 na Ciutat de Valencia w pojedynku tych dwóch drużyn był często spotykany. Tak zakończyło się spotkanie w grudniu 2006 roku (dla Barcy trafił Deco) oraz konfrontacja z zeszłej kampanii, kiedy to podział punktów nastąpił po trafieniach obrońców – Vyntry i Pique. W takim razie wiele znaków na niebie i ziemi wskazywałoby na to, że tym razem znów będziemy świadkami rezultatu 1-1. Z drugiej strony ciężko jest tym znakom do końca wierzyć. Levante w tej chwili zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i po trzech kolejkach nie strzeliło żadnej bramki! Barcelona również gra na zero, ale z tyłu, więc ta statystyka nakazuje podejrzewać pogrom.

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej dla gospodarzy, kiedy spojrzymy na listę nieobecnych. Drużyna z Valencii jest zdziesiątkowana kontuzjami, które nadal leczą: Nikos Karabelas, Ivan Lopez, David Navarro, Juanfran, Isaam El Adoua oraz Jaime Gavilan. Niedawno do tego grona dołączył jeszcze napastnik, Rafael Martins. Jedną z dobrych informacji jest jednak to, że do kadry powraca Diop. Senegalczyk również miał przerwę spowodowaną urazem. Poza tym nikt nie pauzuje za kartki.

Natomiast kadra Barcelony jest w bardzo dobrym stanie. Uraz leczą jedynie Thomas Vermaelen oraz Jordi Maspi, ale obaj na dniach powinni już dostać zielone światło do gry. Lucho nie zdecydował się powołać Bartry oraz Adriano. W ostatnim momencie wypadł również Rafinha, który narzekał na ból w udzie. Sergi Samper został z powrotem odesłany do Barcelony B, ale do Levante polecieli Munir oraz Sandro. Jeśli chodzi o wyjściowy skład, to sympatycy Dumy Katalonii zastanawiają się nad obsadą kilku pozycji. Przede wszystkim wielu z nich zobaczyłoby w końcu Douglasa na prawej stronie obrony, lecz wydaje się, że od pierwszych minut ujrzymy Daniego Alvesa. Rywalizacja będzie również w bramce, ponieważ ter Stegen zaliczył bardzo udany mecz w Lidze Mistrzów z APOEL-em, ale w tym przypadku Lucho pewnie postawi na Claudio Bravo. Kontrowersje budzi również to, kto zagra obok Mathieu na środku defensywy (Pique czy Mascherano?) oraz to czy obok Neymara i Messiego wybiegnie Munir, czy jednak może Pedro. Prasa hiszpańska jest bardzo rozbieżna, jeśli chodzi o typy, więc o decyzji dowiemy się kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem.

Nieśmiałe deklaracje kierują do swoich kibiców Xumetra i Mendillibar. Pierwszy z nich mówi, że Levante będzie chciało zabrać Barcelonie piłkę i zaatakować własną bronią, a drugi twierdzi, że jego podopieczni są w stanie powalczyć z rywalem. Oba zdania są jak najbardziej prawdziwe, ale kluczowe są tu zwroty „będzie chciało” oraz „są w stanie”. Nikt nie zabrania gospodarzom marzyć. Już nie raz napsuli krwi graczom Barcelony, więc po cichu wierzą w swoje umiejętności. Poza tym nie mają innego wyjścia, nie mogą wyjść na ten mecz z nastawieniem, aby stracić jak najmniej goli. Takie ekipy są zazwyczaj bardzo ciężkie do ogrania, a w tym przypadku kluczowa będzie forma obrońców. W Katalonii liczą natomiast na dobry występ duetu Messi-Neymar oraz magiczną grę Andresa Iniesty. To będzie pewnie główny klucz do sukcesu, choć nie jedyny. Dla tych, którzy nie będą oglądać meczu siatkówki pozostaje spotkanie Levante z Barceloną – serdecznie zapraszam do oglądania!

21.09.2014, godz. 21.00, Ciutat de Valencia
4. kolejka La Liga
Levante UD – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Levante: Jesus – Pedro Lopez, Vyntra, Camarasa, Tono – Victor Perez, Morales, Simao, Diop, Xumetra – Barral

Barcelona: Bravo – Alves, Masherano, Mathieu, Alba – Iniesta, Busquets, Rakitic – Pedro, Messi, Neymar

Opinie redaktorów:

Natalia Muczyńska (DumaKatalonii.pl): Drużyna Levante bez Keylora Navasa nie radzi sobie dobrze na początku rozgrywek. Wydaje się być to idealny rywal, aby dać odpocząć kolejnym zawodnikom, kiedy gra się co 3-4 dni. Jednak nie można zapomnieć, że Barcelona gra na wyjeździe, na stadionie, gdzie mimo problemów gospodarzy, może być trudno. Wierzę jednak, że podopieczni Lucho nie tylko wygrają, ale po raz kolejny zachowają czyste konto. Mój typ: Levante 0:3 FC Barcelona (Messi x2, Neymar).

Olga Juszczyk (BlogFCB.com): Wszyscy znamy powiedzenie – ostatni będą pierwszymi. Oby tym razem te mądre słowa się nie wypełniły. Grają bowiem ze sobą pierwsza i ostatnia drużyna La Liga. Ta, która żadnej bramki nie straciła oraz ta, która żadnej nie strzeliła. Barca zgarnęła dotychczas pełną pulę punktów, a Levante zapracowało jedynie na jeden. Na papierze wygrywa Barcelona. Jak będzie? Oby jak najlepiej dla Dumy Katalonii! Typuję wynik 0:3.