Dzieło Guardioli

Bayern Monachium pod wodzą byłego (niestety) trenera FC Barcelony, Pepa Guardioli, w mojej opinii, w tym sezonie ponownie ma największe szanse wśród najlepszych drużyn Starego Kontynentu na zgarnięcie trypletu.

Bayern udanie rozpoczął rok 2014. Po powrocie do zmagań ligowych bez większych trudności rozprawił się z Borussią Moenchengladbach, wygrywając na wyjeździe 2-0. Zauważyć trzeba, że w tym meczu Bawarczycy rozpoczęli mecz bez swoich, wydawać by się mogło, kluczowych zawodników poprzedniej kampanii (Martinez, Schweinsteiger, Robben, Ribery, Mandżukić). W pierwszym składzie wyszło pięciu nominalnych pomocników (Thiago, Goetze, Muller, Kroos, Shakiri) plus Lahm, który na nowej pozycji defensywnego pomocnika czuje się jak ryba w wodzie. Pełna kontrola przez 90 min. pressing, kreatywność, wizja gry, dążenie do doskonałości. Coś Wam to przypomina?

W piątkowy wieczór jak żywo stanęła mi przed oczami Barcelona Guardioli. Przez te 90 min. widziałem wszystkie te elementy, które sprawiły, że Barcelona stała się wielka. Pasja, ambicja, zaangażowanie, wizja, kreatywność, magia, żądza doskonałości. Bezustanne dążenie do perfekcji przy każdym podaniu. Ta iskra, przez którą nie można oderwać wzroku od ekranu.

Dlaczego o Bayernie piszę na blogu poświęconym Barcelonie? Ponieważ wszystkie te elementy w samej Barcelonie jakby skarłowaciały lub zupełnie zanikły. Próbuję dostrzec u zawodników radość z samej gry i nie widzę jej. Dostrzegam znużenie, bezradność i ogromne zmęczenie. Esencją tamtej Barcelony nie byli tylko zawodnicy; oczywiście Messi, Xavi, Iniesta i Sergio byli głównymi filarami, ale to Guardiola spajał tę grupę w jedność. To on był głównym elementem układanki Blaugrany.

W filmie „Dark Knight Rises” w reżyserii Christophera Nolana, możemy odnaleźć cytat, który idealnie obrazuje grę Bayernu Guardioli:

Przyjrzyj się uważnie, jest szybki i zdeterminowany, dobrze wyszkolony! Widzę w nim moc wiary. Widzę odrodzoną Ligę Cieni.

Przyczyny odejścia Mistera z Camp Nou do dzisiaj są niejasne. Od tego momentu minęło już półtorej roku i Guardi odrodził się. Widać to po jego zachowaniu chociażby w wczorajszym starciu w Mönchengladbach. On był 12 zawodnikiem swojego zespołu – cały czas w ruchu, bez przerwy gestykulując, poprawiając, ulepszając. Dlatego właśnie to Bayern ma szansę, jako pierwszy zespół w historii, obronić tytuł najlepszej drużyny w Europie.

Co jeszcze przemawia za taką tezą? Po pierwsze przerwa zimowa w Niemczech. Zawodnicy Bayernu do treningów wrócili 2 stycznia, ale oficjalne spotkanie rozegrali dopiero 24 stycznia. Trzy tygodnie pełnych zabójczych treningów (niekiedy trzy jednostki treningowe dziennie), trzy tygodnie na doszlifowanie tego, co nie do końca było dobre. To Bayern na wiosnę będzie najlepiej przygotowany do zmagań na trzech frontach pod względem fizycznym i taktycznym. Po drugie kadra Monachijczyków. Guardiola nie ma swojej ulubionej jedenastki, u niego gra 17-18 zawodników i nie widać różnicy w grze. Skoro w starciu z obecnie trzecią siłą Bundesligi, Katalończyk sadza na ławce m.in. Robbena, w 18 meczowej nie ma Mandżukicia, a mimo to Bayern wygrywa bez problemów, to o czymś to świadczy.

Ten Bayern może zdominować europejskie i światowe rozgrywki na wiele lat. Nie widzę tego w obecnej Barcelonie. Męczarnie z Osasuną, Levante, czy porażki z Ajaxem i w Bilbao może i były przypadkowe. Ale pamiętam też, że za kadencji Guardioli mecze zremisowane czy przegrane miały to do siebie, że zawodnicy dawali z siebie wszystko. Chcieli zmienić wynik, w tamtej drużynie była iska! Teraz widzę snujących się po murawie Alvesa i Xaviego. Po powrocie Messiego nagle Sanchez i Pedro się ponownie zablokowali. Iniesta szuka stabilności. Ta Barcelona przypomina zbieraninę zawodników, którzy chcą wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Pepa cechowała to, że cały czas szukał rozwoju swojej drużyny. Barcelona pod wodzą Tito, a teraz Taty zatrzymały się w tym rozwoju, żeby nie powiedzieć, cofnęły się.

Czy Gerardo Martino rozpali na nowo ogień w tym zespole? Do meczu z Manchesterem pozostało już niewiele czasu. Bayern rośnie z dnia na dzień, Real powoli zaczyna grać na miarę swych możliwości, Atletico też wytrzymuje tempo, o Barcelonie powiedzieć się tego nie da. Barcelona musi powstać jak Mroczny Rycerz.