El Capitano Barcelony, czyli skarb, jakich mało

Carles Puyol zaraz po niefortunnym upadku podczas meczu z Benfiką Lizboną (zdjęcie: Reuters/Jose Manuel Ribeiro)

Co można powiedzieć o kapitanie Blaugrany? Nie trzeba mówić nic, ponieważ wszyscy doskonale wiedzą, jakim graczem jest Carles Puyol. Człowiek świecący przykładem dla wielu, wielu młodych zawodników, niesamowity piłkarz, w drużynie po prostu bezcenny. Strach myśleć, co by było, gdyby nie zasilał szeregów Barcelony…

Niestety, Carles ma swoje lata i zdarza mu się o tym zapomnieć. Oczywiście, mimo 34 lat na karku, nie brakuje mu ani zapału do gry, ani motywacji, ani ofiarności. To bardzo istotne cechy, ponieważ w tym sezonie szczęście mu niezbyt dopisuje. Kontuzja kontuzję goni, a rehabilitacje są co raz to dłuższe. Po powrocie po dwóch ostatnich urazach nie zdołał nawet zagrać pełnych 90 minut, gdyż zdrowie mu nie pozwalało…  A on dalej nie rezygnuje.

Początki Carlesa Puyola  w Barcelonie datuje się na rok 1995, kiedy to sprowadzono go do La Masii. Bardzo szybko odnalazł się w drugim składzie, jego talent dostrzegano bowiem zawsze i wszędzie. 2 października 1999 roku zadebiutował w pierwszej drużynie, prowadzonej wówczas przez Louisa van Gaala. Od tamtej pory grał w niej co raz częściej, aż stał się filarem zespołu, przy okazji zyskując miejsce także w reprezentacji narodowej. Już wtedy charakteryzowała go wytrwałość i determinacja, dlatego też ta koszmarna kontuzja więzadeł w kolanie z sezonu 2006/07 nie stanowiła bariery w sięganiu po kolejne trofea. Wraz z Barcą zdobył przecież 5 mistrzostw kraju, 3 Superpuchary Hiszpanii i 3 puchary Ligi Mistrzów, z reprezentacją natomiast wywalczył m. in. mistrzostwo świata w 2010 i Europy na Euro 2008, a to i tak tylko część jego gablotki. Jest to pierwszorzędny dowód na to, że kogoś takiego, jak Puyol potrzeba każdej drużynie. Szczęścia tego dostąpić może jednak tylko FC Barcelona i La Roja. Jak tu go nie wielbić na klęczkach?

Naturalną rzeczą jest to, iż każdy z nas ma zarówno wady, jak i zalety. W przypadku chwalonego właśnie obrońcy Blaugrany nie umiem znaleźć choć jednego złego słowa, które go dotyczy. Tacy, jak Carles są diamentami dla klubu. Utalentowani, odpowiedzialni za to, co robią, silni i kochający futbol.  W ten deseń możemy opisać kapitana Barcelony, którym, gdyby tylko mógł, byłby najpewniej do końca życia. Miliardy razy pokazywał, iż jest zawodnikiem z najwyższej półki, o czym nikogo nie muszę przekonywać – jest to sprawa oczywista, dlatego w sytuacji, gdzie Puyol zachowuje się, jakby miał te dziesięć lat mniej, nie można się na niego obrażać. Barca jest dla niego priorytetem, dla niej wszystko. Nawet  wykończone mięśnie, nawet zerwane więzadła, nawet zwichnięte ramię. Drodzy Czytelnicy, czy zdziwicie się, jeśli powiem, że powinniśmy być dozgonnie wdzięczni Azulgranie za to, że możemy oglądać tak wspaniałego zawodnika?

Na chwilę obecną czekamy z zaciśniętymi kciukami na kolejne dobre informacje z kliniki klubowej. Dziś dowiedzieliśmy się, iż gips na ramieniu Carlesa został zamieniony na specjalistyczną szynę. Kompletnie nie znam się na medycynie, więc ufam, iż Wy będziecie wiedzieli, czy to dobry znak. Jeśli okaże się, że przewidywane 8 tygodni rehabilitacji skróci się o jakąś połowę, wtedy nie będzie najmniejszych wątpliwości, że „Tarzanowi” zdrowie dopisuje. Bo w końcu, co to dla niego? Trafnie ujął to jeden z Cules, stwierdzając, iż Puyol, gdyby tylko mu na to pozwolono, grałby nawet z obiema rękami w gipsie. No, chyba jednak lepiej, żeby nie praktykował takich rzeczy, choć wiadomo, zawsze odczuwa się brak tego pokroju zawodników. Wracaj szybko do zdrowia, Carles!