Felicidades, Cesc!

Francesc Fàbregas Soler, czyli po prostu Cesc, przyszedł na świat 4 maja 1987, w katalońskim Arenys de Mar. Futbolem, a zwłaszcza tym w kolorze blaugrana, interesował się od małego. Wraz z dziadkiem chadzał na Camp Nou, by w wieku dziesięciu lat rozpocząć piłkarskie szlify w La Masii. Młody Cesc trenował w szkółce, nie mieszkał jednak z innymi chłopcami w internacie, ale codziennie dojeżdżał. Świadczyć to może, ni mniej ni więcej, że determinacja, z jaką Cesc podążał w stronę futbolowej kariery, była godna podziwu. Mimo niezaprzeczalnego talentu, młodemu Katalończykowi nie wróżono przyszłości w pierwszej drużynie.

Na nic się miały, jak widzimy po latach, prorocze słowa Pepa Guardioli, który w 2001 roku podarował Fabregasowi trykot z takim oto podpisem: Franceskowi Fabregasowi, z nadzieją, że zobaczę cię za kilka lat na Camp Nou z numerem „4”. Kto by pomyślał, bo na pewno nie sam zainteresowany, że któregoś dnia słowa staną się faktem i co więcej, spełnią się dzięki Guardioli właśnie. Ale zanim do tego doszło, Cesc musiał wybrać, optymalnie najlepszą dla swojej kariery drogę i wyruszyć na podbój boisk Premier League. Korzystając z propozycji Arsene’a Wengera, w 2003 roku podpisał kontrakt z londyńskim Arsenalem.

Jego kariera w klubie szybko nabierała tempa i rumieńców. Nie tylko został najmłodszym Kanonierem, który zadebiutował w pierwszej drużynie, następnie najmłodszym strzelcem, ale także w wieku 21 lat przywdział opaskę kapitańską. Oprócz klubowej kariery, młody Cesc odnosił również sukcesy reprezentacyjne. Jako junior, podczas Mistrzostw Świata U-17 rozgrywanych w Finlandii, został wybrany najlepszym strzelcem oraz MVP turnieju. Kolejne dni chwały miały przyjść nieco później, a mianowicie podczas Euro 2008 i Mundialu 2010. La Furia Roja triumfowała, a z nią jej piłkarze. W Niemczech, w meczu z Włochami, Cesc wykorzystał decydujący o awansie do półfinału, rzut karny. Natomiast co zrobił w Johannesburgu, nie trzeba chyba wspominać. Jednak, jeśli trzeba to zaznaczę, że to z jego asysty, w 116 minucie, Andres Iniesta zdobył decydujący o zwycięstwie gol. Czyste szaleństwo.

Cesc Fabregas opuścił Camp Nou w 2003 roku. W Barcelonie zostawił nie tylko ukochany klub, ale także rodzinę i przyjaciół, w tym tego najlepszego, Gerarda Pique. Starania o powrót Cesca do domu były wieloletnim projektem władz klubu, a zwłaszcza Pepa Guardioli. Gdy w końcu, 15 sierpnia 2011 Cesc złożył swój podpis pod pięcioletnim kontraktem, całe barcelonismo odetchnęło z ulgą. Nie tylko dlatego, że skończyła się transferowa opera mydlana. Już po pierwszych meczach, Cesc pokazał, że mimo wieloletniej rozłąki z klubem, potrafi zgrać się z Messim, z reprezentacyjnymi kolegami w mig odnaleźć wspólny język, a z nowymi szybko nawiązać kontakt. Wrócił do domu, by pokazać, że tu jest właśnie jego miejsce.