“Gran Derbi- więcej niż mecz”, odcinek 6

W dzisiejszym odcinku nieco złamiemy dotychczasowy porządek chronologiczny, ale zapewniam, że naprawdę warto. Powrócimy dziś do meczu łączącego dwa sezony, o których kibice Realu Madryt chcieliby zapomnieć na zawsze, ale nie ze mną takie numery. Jeśli interesuje Cię geneza tak oczekiwanej przez wszystkich culés w zeszłym sezonie Remontady, dla kibiców Barcy miała ona miejsce w sezonach 91/92 i 92/93, czyli w czasach słynnego Dream Teamu Johana Cruyffa.

Od razu chciałbym zwrócić uwagę na podział sił w La Liga w tamtym okresie. Ówczesny mistrz kraju zdobył równowartość dzisiejszych 78 punktów, przegrywając sześć spotkań. W żadnym z czterech mistrzowskich sezonów Cruyff nie osiągnął nawet zbliżonego wyniku do jakiegokolwiek dorobku punktowego Pepa Guardioli. Dla jednych to dowód na to, że w tamtym czasie liga była bardziej wyrównana, dla innych świadczy to o wyższości Messiego i spółki nad Dream Teamem Cruyffa. Ja skłaniam się ku obu tym tezom.

Wszystko zaczęło się w sezonie 1991/92. Były to rozgrywki zdominowane przez FC Barcelonę i dwie drużyny z Madrytu: Real i Atletico. Przed ostatnią kolejką to Real był na pierwszym miejscu, wyprzedzając Barcę o dwa punkty i Atletico o trzy oczka. Remontada dokonała się w ostatniej, 38. rundzie (ciekawe podsumowanie tej kolejki, bramki i sytuacje bramkowe tutaj). Liderujący przez niemal cały sezon Real nieoczekiwanie przegrał z Tenerife 2:3 mimo, że prowadził 2:0. Sytuację wykorzystała Barca, świeżo upieczony mistrz Europy z Wembley i po zwycięstwie nad Baskami z Bilbao 2:0 to Blaugranas mogli się cieszyć z utrzymania ligowego prymatu. Nietrudno się domyśleć, jak bardzo żądzą rewanżu pałali gracze i kibice Realu. Los nie kazał im długo czekać, ponieważ już w ramach pierwszej kolejki La Liga w sezonie 1992/93 Barca miała podejmować na Camp Nou Real Madryt. Królewscy po zwolnieniu Leo Beenhakera ze stanowiska pierwszego trenera zespołu zatrudnili Benito Floro, który miał zakończyć dominację Barcy w La Liga. Gran Derbi otwierające dopiero nowe rozgrywki miało tyle podtekstów, że śmiało można było je nazwać meczem sezonu.

19. sierpnia 1992r., Camp Nou

Wyjściowa “11″ w meczu z Realem Madryt, 19.08.1992r.
W rzędzie górnym od lewej: Zubizarreta, Juan Carlos, Koeman, Laudrup, Stoiczkow
W dolnym rzędzie od lewej: Bakero, Eusebio, Guardiola, Begiristain, Ferrer, Nadal

Nasze “być albo nie być” to “zwyciężać albo nie zwyciężać”. Podczas El Clasico tylko tego kibice od nas oczekują.
Johan Cruyff na pomeczowej konferencji prasowej.

Bez żadnych wątpliwości możemy stwierdzić, że to Barcelona podchodziła do tego meczu w lepszych nastrojach. Nie dość, że wygrali La Ligę kosztem Realu, to zdobyli tak oczekiwany przez kibiców Puchar Mistrzów. Na dobry początek sezonu rozprawili się także z Atletico Madryt w ramach Superpucharu. Realu jednak lekceważyć nigdy nie wolno, o co apelował trener Johan Cruyff na konferencji prasowej przed meczem.

Mecz zaczął się po myśli sympatyków Barcy. Albert Ferrer popisał się rewelacyjnym podaniem na prawe skrzydło do Stoiczkowa. Niepokorny Bułgar przymierzył i zacentrował w pole karne, gdzie szczupakiem bramkę zdobył Jose Mari Bakero. To było pierwsze ligowe trafienie Barcy w tym sezonie.

Okładka Mundo Deportivo dzień po meczu, 6.08.1992r. Na pierwszej stronie widnieje cieszący się z bramki Bakero.

Real rzucił się do odrabiania strat. W środku pola szalał Prosiniecki, a Zamorano kilkakrotnie próbował strzelić bramkę głową. Za każdym razem na wysokości zadania stawał Andoni Zubizarreta. Spotkanie nie obfitowało w sytuacje bramkowe, zawodnicy obu zespołów odczuwali jeszcze trudy pre-seasonu. Przed przerwą doskonałą okazję w polu karnym zmarnował Nadal. Pędzącego Stoiczkowa na bramkę powstrzymał golkiper królewskich wybijając piłkę, do której doszedł napastnik Blaugrany. Wrzucił bez namysłu do Nadala, który uderzył nożycami na bramkę, jednak wracający bramkarz Jaro rozpaczliwą interwencją uratował Królewskich od straty drugiej bramki.

Real ani trochę mnie nie zaskoczył. Grali dokładnie tak, jak się tego spodziewałem.
Johan Cruyff na pomeczowej konferencji prasowej.

Drugą połowę lepiej zaczęli gracze Realu Madryt. To oni częściej atakowali, jednak poza dośrodkowaniami Prosinieckiego i główkami Zamorano i Llorente nie byli w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Zubizarretę. Na coraz śmielsze poczynania Los Blancos odpowiedział Michael Laudrup, który z dziecinną łatwością przedryblował pół boiska i uderzył z linii pola karnego, jednak na straż stał Jaro.

Nieustanna wymienność pozycji graczy Barcy uniemożliwiała Realowi efektywne krycie. Laudrup, Begiristain, Bakero i Stoiczkow grali wszędzie.
Mundo Deportivo, 6.08.1992r.

 

Chwilę później po raz kolejny przed szansą stanął Laudrup, jednak po dośrodkowaniu Stoiczkowa jego strzał wolejem minimalnie minął słupek. W 72. minucie nadeszły trudne chwile dla kibiców Barcy. Luis Enrique uciekł na lewym skrzydle Eusebio Sacristanowi, który chwilę później powalił rywala w polu karnym. Arbiter Manolo Sanchis wskazał na “wapno”, a Eusebio pokazał żółtą kartkę ( kilka minut później pokaże on Eusebio czerwony kartonik, co było bardzo kontrowersyjną decyzją). Jedenastkę na gola zamienił pewnym strzałem Michel. Mecz prawdopodobnie zakończyłby się remisem, gdyby nie akcja z 87. minuty. Podanie Koemana z własnej połowy aż pod same pole karne do Bakero, ten zgrał głową do osamotnionego Stoiczkowa, który pokonał Jaro, dając publiczności na Camp Nou powód do eksplozji radości. Real po stracie bramki już się nie podniósł i mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla FC Barcelony.

“Nie zasłużyliśmy na porażkę”
Benito Floro, trener Realu po meczu. Jak widać Jose Mourinho to nie pierwszy trener Blancos bez kontaktu z rzeczywistością.

Barca wygrała w pierwszym meczu, jednak to Real wysunął się na prowadzenie po kilku kolejkach i prowadził uwaga: do przedostatniej  kolejki. W ostatniej znów przegrał z Tenerife, a Barca w ostatnich minutach meczu na Camp Nou zapewniła sobie tytuł (podsumowanie ostatniej kolejki tutaj). Tak właśnie wyglądała historia Remontady sezonów 91/92 i 92/93. Real dwukrotnie oddał w prezencie La Ligę, nie możemy jednak zapominać, że za każdym razem Barca dotrzymywała kroku rywalom przez cały sezon, a w ostatnich kolejkach odrabiała straty. To właśnie dlatego my, kibice wierzyliśmy, że w zeszłym sezonie będzie możliwe odrobienie 10-punktowej straty do Realu. W futbolu wszystko jest możliwe, a gdy udział bierze Barca, możemy być pewni, że jej piłkarze będą walczyć do samego końca.

odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3, odcinek 4, odcinek 5