Guardiola, Allegri i ten trzeci?

Oba kluby spotkały się już w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, przy czym Barcelona osiągnęła jedynie remis na własnym terenie zanim udało się jej pokonać mistrzów Włoch po niesamowitej potyczce na San Siro. Oba kluby notują zwyżkę formy w swoich rodzimych ligach. Jednak w myśl starego porzekadła (które wkradło mi się jak trochę nieproszony gość), „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”, do bramy z napisem Champions League już nie puka, tylko wali (głośno nap… pięścią) – Kopciuszek z Wyspy Afrodyty.

Skrawek Ligi Mistrzów pod moją prywatną lupą.

AC Milan

Mistrzostwo Włoch mediolańczycy już odzyskali, teraz chcą zdobyć prymat w Europie. Trener AC Milan Massimiliano Allegri podkreśla, że w Europie silniejsza jest tylko Barcelona: „Potem jesteśmy my i kilka innych drużyn”. Rossoneri w tym sezonie już jeden tytuł mają w kieszeni. W sierpniu w Superpucharze Włoch pokonali rywali zza miedzy, Inter 2:1 po golach Ibrahimovicia i Boatenga.

Milan odbudował się po porażce z Arsenalem w Lidze Mistrzów (0:3) i bez problemu pokonał jednego z outsiderów ligi po trafieniach Antonio Nocerino i Zlatana Ibrahimovicia. Po zamkniętej już 27. kolejce Serie A, Rossoneri bez zbędnych nerwów umocnili się na pozycji lidera, zwiększając przewagę nad drugim w tabeli Juventusem do czterech punktów, dzięki pewnemu zwycięstwu nad US Lecce na San Siro. Włoska ekstraklasa ma tym samym nowego, samodzielnego lidera klasyfikacji strzelców. Został nim szwedzki napastnik, były gracz m.in. Barcelony (wykupiony za 24 mln euro po zakończeniu wypożyczenia). Ibracadabra – jak się go nazywa w dwóch meczach po powrocie z trzymeczowej dyskwalifikacji, strzelił w sumie pięć bramek (hat-trick z Palermo i dwie bramki w ostatnim spotkaniu). Niepokorny lider drużyny Milanu zanotował już na swoim koncie 19 trafień w lidze.

Futbol przyzwyczaja cię do wielu rzeczy. Ten mecz z Lecce, to był kolejny pozytywny dzień. Wciąż myślę o tym, że spotkanie z Udinese miało wpływ na obecny korzystny dla nas układ tabeli; bez tego zwycięstwa (1:2) może nie udałoby się awansować w Lidze Mistrzów i może nie bylibyśmy liderami. Udinese wygrywało do 15 meczu przed końcem i mogli nas przeskoczyć w tabeli. To był mecz o nawet nie sześć, ale o siedem punktów. Wygraliśmy już Superpuchar w tym sezonie, jesteśmy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i półfinale Pucharu Włoch. To cieszy.” – powiedział wiceprezydent Milanu Adriano Galliani.

FC Barcelona

Równie dobrze, a nawet wręcz kapitalnie poczyna sobie Barcelona. Katalończycy są już pewni gry w ćwierćfinałach Champions League i dumnie zameldowali się wśród ośmiu najlepszych ekip Europy po tym, jak w imponującym stylu zdemolowali drużynę Bayeru Leverkusen (sumując mecz i rewanż) stosunkiem bramkowym 10-2. Wysoka porażka w ostatnim spotkaniu będzie bolała Niemców jeszcze bardzo długo. Do tej pory nikt nie zdołał strzelić aż pięciu goli w jednym meczu w całej historii Ligi Mistrzów. W środowy wieczór dokonał tego Lionel Messi. Filigranowy Argentyńczyk jest na jak najlepszej drodze do pobicia kolejnego rekordu wszech czasów – może czwarty raz z rzędu zdobyć tytuł króla strzelców Champions League (2009, 2010 i 2011). Już jest najlepszym strzelcem fazy pucharowej w historii LM mając 24 trafienia, co jest osiągnięciem lepszym (o sześć bramek) od wyczynów takich gwiazd ligi europejskiej w historii rozgrywek, jak Andrij Szewczenko, czy Raúl Gonzáles Blanco (po 18).

Również w rozgrywkach Primera División Messi wciąż chce strzelać gole. W wyjazdowym spotkaniu z Racingiem Santander trafiał do siatki dwukrotnie, co dało mu gole nr 29 i 30 w lidze. W wyścigu do tytułu „Pichichi” plasuje się tuż za Cristiano Ronaldo z Realu Madryt, ustępując Portugalczykowi tylko dwoma trafieniami. Bez względu jednak na to, czy tytuł króla strzelców ligi trafi do pędzącego wraz z kolegami do mistrzostwa gracza Los Blancos, czy mimo zakończenia przez Barcelonę sezonu (z dużą dozą prawdopodobieństwa) na pozycji wicelidera stanie się kolejną cenną ozdobą w mieszkaniu Messidigitatora, niemal pewnym jest to, że nasza Pchła właśnie swoim wyczynem z tej edycji Ligi Mistrzów, ma szansę w Zurichu po raz czwarty z kolei odebrać nagrodę Złotej Piłki za sezon 20011/2012.

Nie ma słów by opisać geniusz Messiego, on jest poza kategoriami. Nawet bez Messiego Barcelona to wciąż najlepszy zespół na świecie, ale trzeba przyznać, że on jest z innej galaktyki. Ktokolwiek widział jak gra Messi, wie, że nie znajduje się słów na opisanie tego, co z piłką wyrabia ten chłopak. Niech znajdzie się taki ekspert, który podjąłby się oceny faceta! Jest ktoś taki?” – rzucił wyzwanie po meczu z Barcą trener rozbitego Leverkusen, Robin Dutt. „Widzieliśmy jedną z najbardziej szczególnych nocy, to dar. Jestem szczęśliwy, zawsze będę mógł powiedzieć, że byłem jego trenerem. Nie zobaczymy już kogoś takiego jak on – Di Stefano, Maradona, Pele? Oni mieli już swój czas. Teraz jest Messi. Bo król może być tylko jeden” – podsumował kolejny błyskotliwy występ swojego zawodnika Pep Guardiola.

Odejdę nieco od tematu Leo Messiego. Sternik Dumy Katalonii ujawnił w jednym z ostatnich wywiadów, że wolałby uniknąć kolejnego spotkania z Milanem w wyniku losowania par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów. Blaugrana już w tym sezonie dwukrotnie spotkała się z Rossoneri w tych rozgrywkach po tym jak los umieścił obie ekipy w tej samej grupie w pierwszej fazie LM. Co prawda wynik dwumeczu był ostatecznie korzystny dla Barcelony, która po zaskakującym (dla fanów mistrzów Hiszpanii) remisie 2:2 na Camp Nou dała radę pokonać Milan na San Siro 3:2, jednak Hiszpanie musieli ciężko pracować na swoje cztery punkty i w efekcie Guardiola najchętniej uniknąłby kolejnego spotkania z podopiecznymi Maxa Allegriego przynajmniej w najbliższej rundzie. „Wolałbym uniknąć Milanu w ćwierćfinałach” - powiedział były reprezentant Hiszpanii repotrerom przed losowaniem, które odbędzie się w piątek. „Już dwukrotnie graliśmy ze sobą i oni są jedną z najlepszych drużyn w Europie. Jednak aby dotrzeć do finału w Monachium, wciąż jest wiele do zrobienia, ale co najważniejsze trzeba się sprawdzić przeciwko najlepszym.”

APOEL Nikozja

Tym najlepszym może okazać się drużyna rewelacyjnego APOEL Nikozja. Ci którzy twierdzili, że mają jeszcze silniejszą drużynę niż dwa lata temu, gdy debiutowali w Lidze Mistrzów zupełnie się nie mylili. Boleśnie dla nas Polaków przekonała się o tym Wisła Kraków, kiedy jeden człowiek z hukiem zatrzasnął im wpółotwarte drzwi do raju. Gol Ailtona Almeidy na 3:1 (trzy minuty przed zakończeniem regulaminowego czasu gry w Nikozji) sprawił, że cypryjski klub odprawił z kwitkiem ekipę piłkarzy Białej Gwiazdy.

Futbol jaki prezentuje ta drużyna, może dać wiele do myślenia nawet największym tuzom futbolu. Doskonała ofensywa i poukładana gra obronna sprawia, że jest to zespół w moim przekonaniu „szyty na miarę” co najmniej półfinału Ligi Mistrzów. APOEL tworzy historię na naszych oczach. Awans tego klubu do ćwierćfinałów LM to największa sensacja. Podopieczni trenera Ivana Jovanovića przebojem wdarli się na salony, na których od lat brylują Hiszpanie, Włosi, Niemcy, Anglicy ewentualnie Holendrzy, Portugalczycy czy Grecy. Pod wodzą serbskiego szkoleniowca najpierw wygrali grupę rosyjsko – portugalską z Zenitem Sankt Petersburg (2:1,0:0), Szachtarem Donieck (1:1, 0:2) i FC Porto (1:1, 2:1), by po emocjach pomachać białymi chusteczkami gościom z Francji. Dość przypomnieć, z jaką euforią w Polsce przyjęto wieści o tym, że mistrz Cypru zagra z Wisłą. Euforia utonęła w morzu łez, odmętach szoku i niedowierzania, że ich gwiaździsta nadzieja została żywcem pogrzebana (1:0, 1:3) przez rywala z państwa umiejscowionego gdzieś na wyspie leżącej u wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego, czyli w pip daleko!

Niczym mongolskie ordy Czyngis-chana, zamietli ostatnią nadwiślańską przeszkodę na drodze do finałów Ligi Mistrzów pod dywan, by w listopadzie mieć kolejny powód do święta, jakim było zakwalifikowanie się do fazy 1/8 tych prestiżowych rozgrywek, czego wcześniej nie dokonał żaden zespół z Wyspy Afrodyty. Jak tak przyglądam się temu co prezentuje APOEL to przekonuję się, że apogeum swoich możliwości Cypryjczycy jeszcze z pewnością nie osiągnęli. „Noc, w czasie której odesłaliśmy Lyon do domu była nadzwyczajna i pozostanie w naszej pamięci na wiele lat. Dokonaliśmy czynu historycznego i jesteśmy z tego dumni” – powiedział rozgrywający zespołu, Brazylijczyk Gustavo Manduca, który podobnie jak wielu jego kolegów prawie nic jeszcze w europejskiej piłce nie osiągnął.

Trener Jovanović buduje klasowy zespół za naprawdę niewielkie pieniądze. Ściąga do klubu piłkarzy prawie za bezcen. Na pierwszą jedenastkę wydano bowiem niewiele ponad jeden milion euro! Podałem zbliżoną kwotę choćby dla porównania z ostatnim „pożartym obiadem” z francuskiego menu. W ostatnim czasie OL wydał na transfery bagatela, dziewięćdziesiąt razy więcej! Kiedy jeszcze na długo przed rywalizacją z Wisłą Kraków pisano, że to coraz bardziej rozwijająca się pod każdym względem, również jeśli chodzi o przygotowanie i kulturę gry drużyna, wielu pukało się w czoło. Dziś prawda jest taka, że to właśnie cypryjski klub, a nie żaden z polskich gra i to już na tak wysokim szczeblu rozgrywek LM. Sukcesy APOEL działać mogą na wyobraźnię. Wielu już też znalazło się takich, którzy skrupulatnie przeliczają, ile ten klub zarobi za grę w Champions League. Tego jednak, czym dysponuje choćby Duma Katalonii, nie da się jednak kupić za największe nawet pieniądze, choć faktem również jest, że  najlepsi piłkarze blaugrana zarabiają mniej więcej tyle, ile wynosi roczny budżet APOEL Nikozja (13,2 mln euro rocznie przyp. aut.)

Pamiętam jeszcze pewien piłkarski fakt. Miałem lat dwanaście, kiedy w eliminacjach pucharu Europy w 1987 roku APOEL wylosował Besiktas Stambuł. Dwumeczu nie było, ponieważ cypryjski rząd kategorycznie sprzeciwił się grze przeciw Turkom zawodników reprezentujących wyspę. Dziś Cypryjczykom właściwie to jest obojętne kogo w tyłek leją. Trzecia drużyna ligi cypryjskiej jest niezwykle trudnym rywalem, zwłaszcza przed własną publicznością. GSP Stadium w Nikozji stał się w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów twierdzą bardzo trudną do zdobycia. Gospodarze wygrali pięć z siedmiu meczów na „swoich śmieciach”, a ulegli tylko raz – Szachtarowi Donieck, gdy kwestia awansu z grupy była już rozstrzygnięta.

Dawid już raz pokonał Goliata, ale w ćwierćfinale wolałby uniknąć klubu hiszpańskiego. „Nie chcę Barcelony” – powiedział wspomniany Manduca. „Nikt jej nie chce, ani Realu. Każdy klub na tym etapie jest większy od nas i ma dłuższą niż my historię, ale będziemy cieszyć się grą i spróbujemy kontynuować nasze marzenie”. Barcelona w dwumeczu 10-2, Milan 4-3. APOEL (1-1, po karnych 4-3). Mam dziwne przeczucie, że trwająca od kliku miesięcy piękna przygoda APOEL-u wcale nie musi skończyć się na ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Wyeliminowanie kolejnego z wielkich, to dla zgromadzonych pod jednym dachem kilkunastu zdyscyplinowanych taktycznie stranierich, zadanie zupełnie wykonalne.

karton z kreskówką / przez Omar Momani (omomani@gmail.com)