Historia żółtej ciżemki

 

Przyjrzyjcie się dobrze człowiekowi na zdjęciu. Tak, on jest piłkarzem Barcelony. Nie napiszę, że gra w tym klubie, bo występu z młodzieżówką Indonezji nie można uznać za oficjalny. To właśnie Thomas Vermaelen, który egzystuje w Katalonii. Na razie można go zidentyfikować jako gracza Blaugrany tylko po zdjęciach z treningów i filmiku, na którym nie potrafi wjechać na parking. Do kibiców dochodzą jedynie informacje o jego przedłużającej się kontuzji i braku pełnej gotowości do gry. Same wyjaśnienia trenera są dość pokrętne. Tu pojawia się pytanie. Czy nie można powiedzieć po prostu otwarcie o co chodzi? Czy klub ma coś do ukrycia w sprawie stanu zdrowia Belga?

Człowiek szkło

Cała ta sytuacja robi się trochę jak kryminalna zagadka. Podobnie jak dość dziwna nieobecność Montoyi, który czasem nie łapie się nawet na ławkę rezerwowych. To już jednak zupełnie inna historia. Wracając do Vermaelena, od początku zapowiadało się, iż jego pierwsze kroki w drużynie nie będą łatwe. Wszyscy odpowiedzialni za jego transfer doskonale wiedzieli, że sprowadzają zawodnika z urazem. Mimo pozornej sielanki i mówienia o wierze w szybką adaptację nowego nabytku, zdawano sobie sprawę z faktu zakupu zawodnika, który do gry gotowy będzie najwcześniej za miesiąc. Mimo wszystko bardzo spokojnie podchodzono do tematu. Kto wie, może wstępne badania były aż tak dobre. Nie da się jednak ukryć faktu znanego przez przeciętnego kibica Premier League i Arsenalu. Thomas Vermaelen to piłkarz niesamowicie podatny na kontuzje. Na potwierdzenie trochę liczb. Przed przybyciem do Barcelony były kapitan Kanonierów opuścił łącznie ponad 600 dni, a przeliczając na mecze, wychodzi ponad 11o spotkań. Okazem zdrowia nazwać go nie można. Zrywał już w swojej karierze więzadło krzyżowe, miał problemy ze ścięgnem Achillesa. Wiara w jego szybki powrót była jednak duża.

Pech?

Przewidywany na kurację miesiąc trochę się przedłużył. Ostatecznie Belg dostał zielone światło dopiero pod koniec września. Nastąpiła delikatna “obsuwa”, ale kibice odetchnęli z ulgą. Zaraz po otrzymaniu zgody lekarzy Thomas wystąpił w towarzyskim meczu, w którym zdobył nawet bramkę. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to, że do Belga przyplątała się kolejna kontuzja. Po urazie tylnych mięśni uda, mówiono tym razem o bólach mięśni. Dość enigmatycznie. Tak było pod koniec września. Tymczasem mamy już prawie listopad, a Vermaelena nadal nie ma. Nie wiadomo nawet, co dokładnie się z nim dzieje. Ludzie związani z klubem sprawiają wrażenie wiedzących więcej niż mówią. “Jego rekonwalescencja nie przebiega tak dobrze, jak myśleliśmy” – super, żaden cules na to nie wpadł. Przyznam się szczerze, że nie rozumiem sensu takich cichociemnych wypowiedzi. Jeśli jest tak, jak się wydaje, to czemu nie można powiedzieć wszystkiego wprost? Jeśli kibice zaczynają się martwić całą sytuacją, to czemu nie można na przykład zwołać jakiejś konferencji i postawić kawę na ławę? Nie wiadomo, może ktoś boi przyznać się do błędu przy ocenie stanu zdrowia zawodnika? Sam zainteresowany wydaje się oazą spokoju. Ostatnio udzielił wypowiedzi, w której oświadczył, iż na pewno już niedługo otrzyma szansę gry. W tym przypadku nie uwierzę, dopóki nie zobaczę.