Horror na Camp Nou

Barcelona podejmująca u siebie o godzinie 16:00 Malagę, miała okazję zostać liderem i w spokoju czekać na odzew Realu Madryt, który swój mecz rozegra jutro na Estadio Manuel Martínez Valero z Elche. Mając w pamięci ostatnie spotkanie obu klubów na La Rosaleda, kibice Katalończyków mogli nosić w sercu pewien niepokój, pomimo świetnej passy graczy Blaugrany. Mecz rozgrywany na Camp Nou zawsze ma faworyta i tym faworytem zawsze jest Barcelona, gdy na ten stadion przyjeżdża ekipa pokroju Malagi. Wtedy można sobie zadać pytanie: ile Barcelona strzeli goli? Będąc już po tym meczu, zadaje inne pytanie: Ile jeszcze razy Barcelona nie będzie potrafiła skruszyć muru stawianego przed polem karnym swojego oponenta?

Zaczęło się katastrofalnie. W siódmej minucie meczu, po wybiciu piłki przez Kameniego, niedaleko swojego pola karnego przyjął ją Dani Alves. Chciał odegrać do będącego ustawionego wysoko w polu karnym Claudio Bravo, jednakże Brazylijczyk podał zdecydowanie za lekko. Pozwolił się wyprzedzić Juanmiemu, który zabrał się z piłką, wyminął spóźnionego bramkarza Barcelony i ustrzelił gola na 0-1. Można powiedzieć, że w tym momencie wszystkie demony, jakie Barcelonie udało się przepędzić, powróciły. Malaga cofnęła się do obrony i nie raz, nie dwa wszyscy zawodnicy tej ekipy bronili się bezpośrednio w polu karnym.

Gracze Luisa Enrique byli kompletnie bezradni. Próbowali środkiem, skrzydłami, dośrodkowaniami, przerzutami… wszystkim. Strzały z większych odległości zatrzymywały się na jednej z warstw zawodników Malagi. Dosłownie wyglądało to tak, jakby Barcelona starała się przejść przez betonowy mur. Wyjątkowo solidny mur, który nie raz nie dwa potrafił oddać Katalończykom. W drugiej połowie nie zmieniło się KOMPLETNIE nic. Do zabawy dołączył się także sędzia liniowy, który postanowił pożartować sobie z ekipy Luisa Enrique i ze dwa razy gwizdnąć spalonego, którego nie było.

Wszyscy wielcy piłkarze gospodarzy byli po prostu bezradni, w stosunku do gry jaką zaprezentowała Malaga. Wielkie nerwy, irytacja, nie raz brutalność i nieporadność Barcelony, to wszystko co można tutaj powiedzieć. Ciężko jest również wymyślić, co w takich sytuacjach powinni robić gracze Barcelony. Ja rozumiem, że jedne drużyny grają defensywnie, a inne ofensywnie, ale przecież taka gra, jaką dzisiaj zaprezentowała nam Malaga to jest anty-futbol w najczystszej postaci. Oczywiście, co nie jest zabronione – jest dozwolone, ale czy to jest futbol jaki oni chcą grać i jaki kibice chcą oglądać? Cel uświęca środki i to chyba jest jedyne co mogę w tym momencie powiedzieć jako kibic Barcelony. Jako pasjonat futbolu natomiast, muszę dodać, iż takie granie to jest gwałt na tym pięknym sporcie.

Barcelona ma 56 punktów i jeden mecz więcej od Realu Madryt, mającego tychże 57. Ekipa Carlo Ancelottiego postara się w niedzielę odskoczyć na cztery oczka drugiej drużynie ligi, podejmując Elche na wyjeździe.

Składy:
Barcelona: Bravo – Alves(73′ Mascherano), Pique, Mathieu, Alba – Busquets, Iniesta(67′ Pedro), Rafinha(63′ Rakitić) – Neymar, Suarez, Messi

Malaga: Kameni – Miguel Torres, Welington, Angeleri, Rosales – Castillejo, Recio, Darder, Horta(79′ Duda) – Juanmi(50′ Juanpi), Samuel(85′ Boka)