I to nam się podoba!

Tym razem Barcelona nie pozostawiła złudzeń rywalom i bynajmniej nie była podobna do tej drużyny, która tydzień temu zremisowała z Espanyolem. To, jak dzisiaj rozpoczynała i rozgrywała swoje akcje było zdecydowanie bardziej sensowne i efektowne, a przede wszystkim – przynosiło pożądany skutek. Podopieczni Lucho ograli bowiem Granadę 4:0.

Tak właśnie rozpoczęło się całe spotkanie – Blaugrana standardowo wzięła się do pracy od razu i szybko przeniosła grę na połowę Grany, ale sprawiała wrażenie niebezpiecznej. Kibice na Camp Nou szybko się zresztą o tym przekonali, ponieważ już w 8. minucie do bramki trafił Leo Messi, co ciekawe, po niezłej asyście Ardy Turana.

Ledwo jednak opadły nam emocje po tym pierwszym strzale, a Argentyńczyk już powtórzył swój wyczyn, tym razem w tercecie z Neymarem i Luisem Suarezem. Akcję rozpoczął bowiem Neymar, który słusznie podał piłkę do Urugwajczyka mającego wokół siebie dużo swobody, a ten zaś do Messiego – a takie akcje nie mają prawa spalić na panewce.

Na tym niestety zakończyły się większe emocje pierwszej połowy, choć, prawdę powiedziawszy, Azulgrana miała jeszcze kilka szans, a co najmniej dwie, by zwiększyć swoje prowadzenie – przez pierwsze pół godziny przy troszkę większym szczęściu mogła zdobyć nawet dwie bramki więcej. Bardzo dobrą akcję rozkręcili bowiem, znowu, Neymar i Suarez, około 27. minuty, temu drugiemu jednak zabrakło celności. Pięć minut później kolejną szansę miał Pchła, lecz także pudłował. Później dało się wyróżnić jeszcze jedną lub dwie ciekawe próby Blaugrany (w wykonaniu Ivana Rakiticia czy znów Neymara), było widać jednak, że nie zamierzała “cisnąć” Granady do samego końca partii – zwolniła tempo na kilkanaście minut przed jej końcem, w efekcie czego na następne gole musieliśmy jeszcze poczekać.

Drugą partię całkiem nieźle rozpoczęli goście. Nie stworzyli wprawdzie większego zagrożenia dla Claudio Bravo, lecz zaznaczyli jakoś swój udział w tym meczu. Nie trwało to jednak długo, bo już w 58. minucie Leo Messi skompletował hat-tricka, kiedy to dobił strzał Neymara, który obił poprzeczkę – tak właśnie Granada przypłaciła chwilę dezorientacji. W między czasie, w przeciągu sześciu czy siedmiu minut sędzia pokazał cztery żółte kartki, a nie były to jedyne przewinienia, jakie obejrzeliśmy do tamtego momentu. Chwilę przed trzecim strzałem Argentyńczyka, na przykład, Barca upominała się o rzut karny, lecz arbiter nie zamierzał się na niego decydować.

Pomiędzy tymi incydentami a kolejną i już ostatnią w tym spotkaniu bramką Barcelony znów nie działo się zbyt dużo – Granada podjęła się ataku raz lub dwa, Blaugrana panowała jednak nad wszystkim, co działo się na murawie, dlatego goście nie mieli szansy stworzyć większego zagrożenia. Gol Neymara, z 83. minuty, był wisienką na torcie i wymownym zwieńczeniem tego starcia.

Była to bardzo udana sobota dla Cules – nie dość, że Barca grała jak natchniona, Lionel Messi ustrzelił sobie hat-tricka, to jeszcze zobaczyliśmy na boisku zarówno Aleixa Vidala, jak i Ardę Turana, którzy, swoją drogą, rozegrali spotkanie naprawdę dobrze. Mamy więc stuprocentowe prawo być dumni.

FC Barcelona:

Bravo – Alba, Vermaelen, Pique, Vidal (65′ Dani Alves)– Turan (72′ Adriano), Roberto, Rakitić – Neymar, Suarez, Messi

Granada CF:

Fernandez – Mendez, Uche, Lomban, Doria, Biraghi – Krhin (46′ Mainz), Rochina (78′ Marquez), Perez – Success, Penaranda (72′ Ibanez)