I tylko Ikera mi żal

casillasNa mistrzostwach świata w RPA, reprezentacja Hiszpanii od początku nie rozpieszczała swoich kibiców. W pierwszym swoim meczu na mundialu Mistrzowie Europy sensacyjnie przegrali ze Szwajcarią 0:1, co tylko wyszło im na dobre. Po meczu media krytykowali wszystkich, łącznie z Ikerem Casillasem. Winą za porażkę obarczają także partnerkę bramkarza, reporterkę stacji Telecinco, Sarę Carbonero. To ona podczas meczu z Helwetami stała za bramką Casillasa. Rozpraszała go? Wszystko na to wskazywało. Od tej pory przestano Hiszpanom liczyć minuty bez porażki i straty bramki. Od tej pory paradoksalnie zaczęto liczyć tylko na Ikera.

- Najświętsza Panna zstąpiła na ziemię i przybrała postać Casillasa – powiedział po meczu 1/4 finału z Paragwajem, kolega z reprezentacji narodowej i rywal z ligi hiszpańskiej, Gerard Pique. Ale zanim przejdę do sedna myśli zawartej w tytule, konieczne jest przybliżenie nieco wydarzeń, które skłoniły mnie do takiego spojrzenia na drogę i błyskawiczną karierę, zapewne nie tylko w mojej opinii, najbardziej “niedocenionego” bramkarza na świecie.

W ćwierćfinale MŚ 2010 na Ellis Park Stadium w Johannesburgu, spotkały się jedenastki Hiszpanii i Paragwaju. Dla reprezentacji Hiszpanii miał to być mecz, w którym piłkarze mogli złamać klątwę, ciążącą nad Mistrzami Europy od 60 lat. Na Mundialu w 1950 roku Hiszpanie zdobyli czwarte miejsce, jednak od tego czasu nie potrafili przejść progu ćwierćfinałów. 60. rocznica tamtego turnieju wydawała się  wręcz idealnym momentem na przełamanie tej niemocy. Rywalem piłkarzy Vicente del Bosque był Paragwaj, który mimo wygrania swojej grupy i po pokonaniu Japonii w 1/8 finału (po serii rzutów karnych 5-3) nie prezentował powalającego na kolana futbolu.

Hiszpanie mieli stanąć oko w oko z własnymi upiorami, zagrać z samymi sobą. Od kiedy piłkarze tamtej drużyny narodowej zagrali w reprezentacji, zdanie “Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze” ukute do czasu mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii (zresztą w ich ojczyźnie), przestało ich prześladować. Hiszpanie od kilkudziesięciu już lat wymieniani byli wśród faworytów wszystkich kolejnych mistrzostw Świata i Europy, a wygrali je tylko raz, w odległym 1964 roku. Hiszpanie mieli szczęście spotykać na swojej drodze kraje, które udawało im się sobie podporządkowywać w historii. Nie inaczej było tym razem. W 1537 roku Hiszpanie skolonizowali ten region, zakładając osadę Ansuncion, dzisiejszą stolicę Paragwaju. Jednak podobnie jak Peru, Paragwaj w 1811 roku obalił rząd hiszpański, ogłaszając niepodległość.

Hiszpanie długo nie potrafili się rozkręcić. Obserwowałem powolną, zbyt ostrożną i nie pozbawioną błędów taktycznych grę. Paragwajskim piłkarzom udawało się zatrzymywać Hiszpanów z dala od własnej bramki, co zmuszało podopiecznych del Bosque do strzałów z dystansu. Po pierwszej połowie nie wyglądało to wszystko najlepiej, chociaż ja osobiście, nadal wierzyłem w zwycięstwo Hiszpanów, nie tylko w tym meczu, ale i w całym turnieju. Z całą pewnością wielką przeszkodę dla Hiszpanów stanowiło to, że grali bądź, co bądź pod niesamowitą presją, która zwiększyła się jeszcze bardziej po przegranym meczu ze Szwajcarią. Hiszpanie już po finale Euro 2008 zostali uznani za faworytów Mundialu 2010, oczekiwania wobec tej drużyny były więc ogromne.

Oglądając tamto spotkanie, pewnie całkiem nieświadomie, przyłączyłem się do tej frakcji kibiców, którzy uważali, że paragwajska drużyna należała do najbrzydziej grających ekip na turnieju. Siermiężna obrona i betonowa defensywa nie pozwalały rozwinąć Hiszpanom skrzydeł. I w chwili, kiedy wydawało się, że pomimo kąśliwych ataków La Roja nie znajdzie sposobu na przełamanie oporu Paragwajczyków, a ci nie byli w stanie zagrozić bramce Casillasa, nastąpiła chwila, w której świat zatrzymał się w miejscu.

W 58 min. spotkania hiszpański obrońca Gerard Pique w polu karnym pociągnął za rękę Oscara Cardozo powodując jego upadek. Za ten ewidentny faul Pique ukarany został żółtą kartką, a sędzia spotkania podyktował rzut karny. Świat się zatrzymał i w dodatku przestał oddychać. Do egzekucji na Hiszpanach, wyznaczony został sam poszkodowany. Paragwajczyk wziął chyba zbyt krótki rozbieg, jakby świadomie lekceważąc umiejętności Casillasa, szczególnie jeśli chodzi o obronę jedenastek. Gracz Realu spisał się na medal. Nie tyle nawet obronił, co po prostu pewnie złapał piłkę. Powietrze, w postaci szaleńczego ryku radości wydarło się z kilkuset tysięcy hiszpańskich gardeł.

Niespełna minutę później rzut karny dla Hiszpanów. Xabi Alonso nie daje szansy Justo Villarovi na skuteczną obronę. Stadion oszalał. Oto jednak sędzia Carlos Batres z Gwatemali podejmuje dość, jak się później okaże, kontrowersyjną decyzję i nakazuje powtórzenie karnego. Hiszpańscy piłkarze jego zdaniem zbyt szybko wbiegli w pole karne. Świat był już bliski omdlenia, a nawet o krok od zejścia z tego świata. Jednak po strzale blisko słupka, paragwajski golkiper rzucił się, odbił piłkę, obronił…

W ułamku sekundy doskoczyli do niego wszyscy piłkarze, z wyjątkiem Casillasa modlącego się na kolanach przed własną bramką. Na zegarze mijało cztery i pół godziny, odkąd Paragwaj stracił na mundialu gola. Czas zaczął płynąć nieco szybciej, Jeśli ktoś przewidziałby taki scenariusz, to mógłby doprowadzić do masowego wykupienia ze wszystkich aptek i magazynów, światowych zasobów leków na uspokojenie.

Po tych sytuacjach spotkanie rozkręcało się z minuty na minutę i co raz trudniej było wskazać zdecydowanego zwycięzcę. Dwa rzuty karne, oba wybronione przez bramkarzy, Casillas pokazał swoją wielką klasę wyłapując piłkę strzeloną z rzutu karnego, coś pięknego. Potem obroną popisał się też bramkarz Paragwaju. Jeden z hiszpański dziennikarzy, na łamach swojej gazety, tak oto skomentował tą niesamowitą chwilę: – Karny. Nie ma gola. Karny. Gol. Przepraszam, karny – nie ma gola. Nie wiem, czy mój kardiolog pozwoliłby mi oglądać ten mecz.. .-

Po trafieniu Davida Villi na 0:1, Iker Casillas jeszcze raz stanął na wysokości zadania, kapitalnie broniąc strzał piłkarza Borussii Dortmund Lucasa Barriosa. Najpierw jednak skrzydłem popędził Roque Santa Cruz, ale gdy zobaczył za sobą obrońcę rywali, postanowił natychmiast uderzać. Casillas nie złapał wprawdzie piłki, która potoczyła się pod nogi Barriosa, ten uderzył dość mocno, jednak nieskutecznie, bo Casillas fantastycznie obronił. W 94. minucie Hiszpania była w półfinale. La Roja zameldowała się w czwórce najlepszych drużyn świata, dotychczasowy rekord został w bólach i emocjach wyrównany i teraz miało być już tylko lepiej. Miałem nadzieję w 1/2 finału zobaczyć Hiszpanię, na jaką czekałem i chciałem oglądać. Wierzyłem, że 11 lipca drużyna będzie walczyć o złoto.

Teraz Drodzy Czytelnicy odpocznijcie, złapcie drugi oddech, we własnych głowach lub za pomocą możliwych nośników medialnych poddajcie ten mecz ponownej projekcji i przygotujcie się na kolejną część podróży, podczas której będzie Wam towarzyszył Iker Casillas.

Na mistrzostwa Europy w Belgii i Holandii Casillas pojechał jako trzeci bramkarz. Wtedy pewniakiem w bramce Hiszpanów był Santiago Canizares. On też miał bronić na azjatyckim turnieju, sam jednak w dość kuriozalny sposób wyeliminował się z imprezy. Jose Antonio Camacho, nie miał wątpliwości kto ma stanąć miedzy słupkami Hiszpanów. Zamiast bramkarza Walencji, postawił na młodego Casillasa. Gdy historię pisze przypadek, szansę na sławę można wykorzystać nawet, jeśli tworzy się ona… pod prysznicem.

Jest rok 2002.  Hiszpanie szykują się do występu w azjatyckim Mundialu. W bramce La Roja pewne miejsce ma Canizares, jednak na kilka tygodni przed turniejem wypada z kadry. Słaba gra? Konflikt z trenerem? Dyskwalifikacja? Nic z tych rzeczy!

Któregoś ranka będąc w łazience sięga po butelkę wody po goleniu. Ta, upuszczona przez piłkarza spada, rozbija się, a kawałki szkła rozcinają mu ścięgno na palcu stopy. W ten sposób trener Hiszpanów zmuszony jest do postawienia w bramce 21-letniego Ikera Casillasa. Nie muszę pisać, jaki efekt dla drużyny przyniosła ta kuriozalna kontuzja, ale sam fakt, że w bramce reprezentacji Casillas stanął przez butelkę wody po goleniu, brzmi dzisiaj co najmniej zabawnie.

W reprezentacji Iker zadebiutował 3 czerwca 2000 roku, w przededniu mistrzostw Europy, które rozegrano w krajach Benelexu. W ostatniej chwili zabrał się na turniej, ale był dopiero kolejnym do gry, po Francisco Molinie. Miejsce nr.1 w bramce La Furia Roja zajmował Canizares. Hiszpanie zagrali tylko cztery mecze i ostatecznie polegli w ćwierćfinale, po porażce z Francją. Casillas na debiut w mistrzostwach Starego Kontynentu musiał czekać cztery lata. Na EURO 2004 jego pozycja była już niepodważalna i zagrał w trzech meczach, ale mimo zdobycia czterech punktów Hiszpanie zajęli trzecie miejsce w grupie i musieli wracać do domu.

Wielki czas dla Ikera nastąpił na następnym czempionacie Starego Kontynentu, gdy La Furia Roja po 44 latach prób i oczekiwań nareszcie zdobyła tytuł, po raz drugi w historii. Jako ciekawostkę można podać, że w bramce najlepszej wtedy w Europie Hiszpanii stał zaledwie 21-letni Jose Angel Iribar, który przez kolejne 12 lat rozegrał tylko blisko 50 spotkań w drużynie narodowej, ale wtedy w eliminacjach oraz finałach ME i MŚ było o wiele mniej okazji do gry.

21 czerwca 1964 roku ponad 100 tys widzów przyszło na madryckie Santiago Bernabeu, by obejrzeć mecz finałowy II Pucharu Europy Narodów między Hiszpanią, a Związkiem Radzieckim. Wszystko odbyło się w dusznej atmosferze rywalizacji ideologii faszystowskiej z komunizmem. Drużyna z Półwyspu Iberyjskiego powinna zdaniem wielu fachowców cieszyć się z tytułu już cztery lata wcześniej, na pierwszych mistrzostwach Europy, których finał odbył się we Francji. Wtedy jednak Hiszpanie zostali wykluczeni po tym, jak z powodów politycznych nie rozegrali meczów ćwierćfinałowych z drużyną ZSRR, późniejszym triumfatorem tej imprezy. A w 1960 roku Hiszpanie mieli mocniejszy zespół niż w 1964.

Na drodze do tego prawdziwie “hiszpańskiego” finału, podopieczni Jose Villalongi mieli okazję skonfrontować swoje umiejętności piłkarskie, grając z drużyną Irlandii z Eire (Irlandia Pn). W przypadku awansu do czwórki najlepszych drużyn Starego Kontynentu było im obiecane przez UEFA zorganizowanie finału. Jednak Hiszpanom postawiono warunek. Faszystowski rząd generała Francisco Franco nie będzie blokował żadnej z drużyn wyjazdu nawet, jeśli miałaby być to reprezentacja Kraju Rad. A “Sborna” po wyeliminowaniu Włochów i Szwedów znalazła się w finale. Droga do niego był prosta i krótka. Wystarczyło pokonać dwóch rywali w eliminacjach, by znaleźć się w Wielkiej Czwórce. Cztery mecze miedzy czterema finalistami rozgrywano w ciągu pięciu dni. Tak wyglądała formuła ówczesnych mistrzostw Europy, która miała obowiązywać do 1976 roku.

Podobnie jak w pierwszym meczu półfinałowym przeciwko Węgrom, bramkę zdobył napastnik Barcelony Jesus Maria Pereda. Do wyrównania dość szybko doprowadził Galimzian Chusainow. Gola na wagę zwycięstwa tuż przed dogrywką , głową zdobył Marcelino, gracz Realu Saragossa. Żartowano, że oliwa sprawiedliwa i zawsze na wierzch wypływa. Za finałową porażkę z franksistami posadą zapłacił selekcjoner tamtej “Sbornej” Konstantin Bieskow. Tymczasem Villalonga, jako że był silnie zaangażowany politycznie, pupil reżimu generalissimusa Franco, pozostał na stanowisku pierwszego selekcjonera czempionów na kolejne lata. Wywalczył awans z reprezentacją do finałów mistrzostw świata w 1966 roku, ale tam La Roja pomimo pokonania Szwajcarii, została dwukrotnie “powieziona” przez Argentynę i Niemcy.

38 lata później z rąk Inakiego Saeza opiekę nad kadrą Hiszpanii, przejął Mędrzec z Hortalezy. Zespoły, które prowadził zawsze słynęły z dobrej gry, ale brakowało mu tytułów. Luis Aragones wciąż czekał na osiągnięcie życia. Po nieudanych finałach mistrzostw Europy, pierwsza impreza w której poprowadził kadrę zakończyła się kolejnym niepowodzeniem (mundial w 2006 roku – Hiszpanie zostali wyeliminowani już w ćwierćfinale). Po wpadkach z początkowej fazy eliminacji do EURO 2008 Aragones był nawet o krok od utraty posady, lecz właśnie wtedy zdecydował się na liczne zmiany kadrowe. Kluczową decyzją okazało się rozstanie z Raulem Gonzalesem. Gdy zabrakło w drużynie hiszpańskiej kapitana, opaskę przejął wychowanek i gracz Realu Madryt. Reprezentacja zyskała w osobie Casillasa czynnik wiążący, który wkrótce miał cementować barceloński styl gry i brutalną konsekwencję Realu. To doprowadziło do kolejnych triumfów.

Iker Casillas to prawdziwa legenda reprezentacji Hiszpanii. Rozegrał w niej ponad 140 spotkań i pozostaje pod tym względem rekordzistą. Wznosił puchary za zdobycie mistrzostwa świata i Europy. Cieszy się w zespole wielkim autorytetem i powszechnym szacunkiem. Doceniają jego piłkarska klasę i walory nie tylko piłkarze i kibice Realu, ale także zawodnicy i sympatycy Barcelony oraz wszystkich innych hiszpańskich drużyn. Nigdy bowiem nie wypowiedział żadnej, nieuzasadnionej krytyki pod adresem graczy FCB, klubu ze stolicy Katalonii ani zresztą nikogo innego.

O obliczu reprezentacji Hiszpanii decydują przez lata głównie gracze zarówno Barcelony jak i Realu. W ostatnim czasie w kadrze więcej jest tych pierwszych. To oni nadają styl drużynie, tworzą atmosferę w szatni. Tymczasem pierwszym kapitanem pozostaje od ponad pięciu lat bramkarz Realu Madryt Iker Casillas. Sytuacja z pozoru dziwna, ale ten układ funkcjonuje doskonale, mimo że kilka razy w roku z okazji potyczek hiszpańskich gigantów wybucha coś na kształt wojny domowej. To Casillas zmienił reprezentację oraz zwaśnione kluby w grupę przyjaciół.

- Aragones powiedział mi: – Zbyt długo żyjesz w cieniu Raula. Nadchodzi twoja chwila. Z tobą jako kapitanem osiągniemy sukces. Teraz myślę, że jeśli dobrze kapitanuję, to tylko dzięki pomocy moich przyjaciół, Carlesa Puyola i Xaviego. Razem z nimi udowodniłem, ze reprezentacja Hiszpanii potrafi być ponad podziałami na madridistów i barcelonistów. Drużyna to organizm – wspomina Iker. Jedyną osobą, której postawa nie zawsze się podoba, jest trener Realu Madryt Jose Mourinho. Zresztą prawdziwe stosunki panujące pomiędzy szkoleniowcem i zawodnikiem owiane są mgiełką tajemnicy. Oficjalnie wszystko jest w porządku. Prawdopodobnie obaj dogadują się na płaszczyźnie zawodowej, natomiast poza boiskiem nie pałają do siebie nadmierną sympatią.

Wiosna i lato 2011 roku to seria sześciu meczów Barcelony i Realu w lidze, Pucharze Europy i o Superpuchar Hiszpanii. Miliony ludzi na całym świecie mieli okazję oglądać spektakle, które przed telewizory przyciągały bardziej niż jakiekolwiek seriale. A przecież rok wcześniej te drużyny grały na takim samym poziomie, tyle że wspólnie, w reprezentacji.

Na mistrzostwa do Austrii i Szwajcarii Aragones zabrał większość zdolnej młodzieży z mistrzostw w Niemczech. Nie było już wśród nich doświadczonego Raula Gonzalesa. Bez kapitana i gracza Realu drużyna  Hiszpanii stała się mniej przewidywalna, akcje nie kończyły się podaniem do Raula, do czego nawykli już obrońcy z niemal całego świata. Teraz dwójka napastników: Fernando Torres (Liverpool) i David Villa (Valencia) mieli stanowić o sile ataku, wspomagani przez Xaviego, Andresa Iniestę (obaj Barcelona) i Davida Silvę, byli w stanie pokonać każdą obronę. O stratę goli też się nie martwiono, bo bramki bronił Iker Casillas (Real M.)

Wprawdzie po trzech meczach grupowych Hiszpanie stracili trzy bramki, ale nikt nie miał specjalnie pretensji do Casillasa. Hiszpanie zgromadzili komplet punktów i zdobyli 8 bramek. W ćwierćfinale trafili na godnego rywala, mistrza świata Włochów. Po bezbramkowym remisie pokonała ich w karnych.

Italia rzutem na taśmę awansowała z “grupy śmierci” po wcześniejszej porażce 3:0 z Holandią i remisie 1:1 z Rumunią. W końcu pokonała 2:0 Francję, jednocześnie licząc na to, że grająca drugim składem Holandia nie odpuści sobie meczu z Rumunią. I nie odpuściła, dzięki czemu Włosi znaleźli się w ćwierćfinale. Teraz ich wcześniejsza gra była bez znaczenia; Zabawa zaczynała się zupełnie od nowa, gdzie pomimo braku w meczu z Hiszpanami Andrei Pirlo i  Gennaro Gattuso pozostawali bardzo trudnymi rywalami do pokonania. W końcu na tych piłkarzach karty trenera Donadoniego w drugiej linii się nie kończyły.

Powszechnie wiadomym było iż Włosi są drużyną turniejową, a co to znaczy być drużyną turniejową pokazali podczas tego turnieju Niemcy. Poza tym 88 lat bez zwycięstwa Hiszpanów nad Włochami nie wzięło się znikąd. Oczywiście zaciskałem mocno kciuki za Hiszpanów, ale obawiałem się, że to nic nie da.  Po rozczarowaniu jakiego dostarczyli mi Portugalczycy, życzyłem sobie miłego zaskoczenia bardziej niż nieprzyjemnej niespodzianki. Włosi byli dla Hiszpanów przeciwnikiem bardzo niewygodnym – nie przegrali z nimi oficjalnego spotkania od… 2 września 1920 roku! (nie licząc IO w Barcelonie 1992 r. ale wtedy nie było pełnej swobody selekcji), kiedy to padł wynik 2:0 dla graczy z Półwyspu Iberyjskiego. Poza tym byli mistrzami świata.

Sam mecz był dość monotonny, żeby nie powiedzieć o nudzie bijącej wprost z murawy. Obie ekipy chyba za bardzo szanowały się nawzajem, bo na boisku obie ekipy przejawiały inklinację bardziej w stronę piłkarskich szachów niż walki i zbyt ofensywnej gry. W pierwszej połowie lepsi byli Hiszpanie, ale ich przewaga w posiadaniu piłki niewiele dawała. Włosi bowiem umiejętnie się bronili, mądrze przesuwając strefę defensywy. Gracze Aragonesa nie potrafili znaleźć na to sposobu, a jedyną groźną akcję w tej części spotkania miał  David Silva. Druga połowa również należała do Hiszpanów, ale to Włosi mieli najlepszą sytuację do zdobycia gola. Jednak w zamieszaniu podbramkowym strzał Camoranesiego znakomicie wybronił Casillas. Nie po raz ostatni.

W 81. min losy spotkania mógł odmienić Senna, który zaskoczył strzałem Gianluigi Buffona, a ten sparował piłkę, (która odbiła się od słupka) ratując dość szczęśliwie swoją drużynę od straty bramki. O tym, kto zagra w finale przesądzić miął konkurs jedenastek. Do końca spotkania żadnej z drużyn nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zapowiadało się interesująco ponieważ bramek swoich zespołów bronili najlepsi bramkarze świata. Nerwy lepiej udało opanować się Hiszpanom. Tylko strzał Guizy zdołał wybronić Buffon. Casillas swoimi interwencjami zdołał zatrzymać po stronie Włochów De Rossiego i Antonio Di Natale.

Wychowanek i legenda Realu Madryt uratował skórę swojej drużynie w serii rzutów karnych po raz kolejny, podczas EURO 2012. Przed meczem z Portugalią mógł zanotować setne zwycięstwo w 136 meczu w reprezentacji. Ale zanim usłyszał gwizdek rozpoczynający to spotkanie, z pewnością mało go to interesowało. Z Portugalią zagrał bardzo pewnie, choć rywale oddali tylko dwa celne strzały, napracował się podczas całego spotkania wychodząc do dośrodkowań; w tym elemencie był bezbłędny. W serii “jedenastek” Casillas stał na linii jakby pozbawiony układu nerwowego. Miał bardzo trudne zadanie, bo przecież chwilę wcześniej Rui Patricio zatrzymał Xabiego Alonso. Iker musiał obronić jedenastkę wykonywaną przez Joao Moutinho. Tak uczynił. Dał Hiszpanom oddech i nadzieję, którzy mogli dalej strzelać bez presji.

Gdyby nie jego interwencje przeciwko Włochom mogłaby się nie rozpocząć nowa seria Hiszpanów. Wówczas dzięki niemu awansowali do półfinału, a następnie do pierwszego od 24 lat finału, w którym pokonali Niemców (1:0). Od tego czasu Casillas i spółka śrubowali kolejne rekordy. Broniąc tytułu mistrzów Europy, wygrali trzeci wielki turniej z rzędu, co nikomu w historii jeszcze się nie udało. Nie było na nich mocnych w dziewięciu kolejnych spotkaniach w fazach pucharowych mistrzostw Europy i świata. Od 2008 roku po wyjściu z grupy nie stracili ani jednej bramki. Dało to Casillasowi passę trwającą od 900 minut. Do tej pory w EURO 2012 dał się pokonać tylko raz, na samym początku mistrzostw. Sposób na Casillasa znalazł tylko Antonio Di Natale w spotkaniu z Włochami (1:1). Wtedy błyskawicznie wyrównał Cesc Fabregas.

“Iker jest najlepszym bramkarzem, jakiegokolwiek widziałem. I lepszego pewnie już nie zobaczę, bo jestem już za stary” – powiedział o bramkarzy reprezentacji Hiszpanii, były jej trener Luis Aragones. 142 mecze rozegrał Casillas w reprezentacji. Aż 104 z nich La Roja wygrała. W 84 meczach uchronił swoją drużynę przed niepowodzeniami. “Kiedy wydaje się, że wszystko zostało już stracone, że bramka dla rywali musi paść, wtedy jak spod ziemi wyrasta Casillas i nas ratuje. Ma największy udział w naszych sukcesach” – powiedział o koledze z reprezentacji Xavi. Jak widać wielu jest zgodnych, że na statku rządzi kapitan.

Zadziwiający jest stoicki spokój, charakter i koncentracja – cechy które wyróżniają Casillasa na tle wielu innych piłkarzy. Papierkiem lakmusowym jego umiejętności stały się przede wszystkim finały największych imprez piłkarskich. Iker w barwach Hiszpanii wygrał sześć finałów (mistrzostwo Europy do lat 16, 17, dwa razy w dorosłej kategorii, młodzieżowych mistrzostw świata i tych ostatnich w RPA) i w żadnym z tych meczów nie dał sobie wbić gola. Świat podzielony na zwolenników Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, powinien przestać się co roku zastanawiać komu przyznać Złotą Piłkę. Gracze na tej pozycji notorycznie są pomijani podczas przyznawania tych nagród. Jedynie Lew Jaszyn dostał Złotą Piłkę ale to było lata temu – w 1963 roku.

Jaszyn Złotą Piłkę tak naprawdę mógł już dostać trzy lata wcześniej, kiedy był filarem reprezentacji ZSRR, pierwszym zdobywcą Pucharu Henri Delaunaya. W dwóch meczach puścił tylko jednego gola, nie dal się pokonać z rzutu karnego. Jenak w plebiscycie “France Futbol” zajął piąte miejsce.

W roku 1964 Hiszpanie też mieli mocny punkt w osobie swojego golkipera. Jose Angel Iribar do dziś jest w swoim kraju postacią nieco zapomnianą, nie należy do bramkarskich legend przywoływanych przy lada okazji. W trakcie turnieju finałowego miał zaledwie 21 lat.decyzja Jose Villalongi o powierzeniu mu posterunku była zaskakująca, ale słuszna; potwierdziła to zresztą nie tylko dobra postawa Baska w imprezie, ale i cała jego późniejsza bardzo udana kariera (614 meczów dla Athletiku Bilbao w ciągu osiemnastu sezonów). Iribar największy popis dal w dogrywce półfinałowego meczu z Węgrami, na Santiago Bernabeu, kiedy to wygrał tak wiele pojedynków z węgierskimi napastnikami, a zwłaszcza z Ferencem Bene. Okrzyknięto go wtedy bohaterem.

Jeśli chodzi o finał z ZSRR to Iribar dał sobie wbić gola, ale jego koledzy z pola zdobyli dwa. Bramki rywali ponownie bronił Jaszyn, który ponownie zaliczył doskonały występ w turnieju. Jednak ten legendarny bramkarz swój najlepszy występ w karierze zanotował moim zdaniem w 1/8 finału, czyli fazie rozstrzyganej w formule mecz i rewanż. Jak podają kroniki sportowe było to 10 listopada 1963 roku w Rzymie. W wiecznym Mieście w pojedynkę niemal zatrzymał całą reprezentację Włoch, broniąc m.in. rzut karny wykonywany przez Sandro Mazzolę. To właśnie ten występ został doceniony przez komisję arbitrażową “FF”, co dało Jaszynowi Złotą Piłkę.

Kapitan reprezentacji Hiszpanii i Realu Madryt. W opinii wielu najlepszy bramkarz na świecie. W wieku 31 lat ma pięć mistrzostw Hiszpanii na swoim koncie, dwa Puchary Mistrzów, mistrzostwo świata i od finału EURO 2012 w Kijowie 1 lipca – drugi tytuł mistrza Europy. To dobry duch zespołu, wielki autorytet, któremu w zespole Królewskich z Madrytu kiedyś nawet sam Jose Mourinho nie chciał się przeciwstawiać i nie odebrał opaski kapitańskiej mającej trafić do Cristiano Ronaldo. Casillas to również łącznik między obozami reprezentantów Hiszpanii spod znaku Realu i FC Barcelona – wielkich rywali w hiszpańskiej Primera Division i Champions League, podobno na zgrupowaniach kadry mieszkających w osobnych skrzydłach hotelu. Ale jeśli już grających dla La Roja, to z tak wspaniałym efektem jak w ostatnich czterech latach. Oto jak najpewniejszy, obok Leo Messiego na obecną chwilę kandydat do zdobycia Złotej Piłki. Jednak już wiemy, że i tym razem ta prestiżowa nagroda do Hiszpana nie trafiła.