Jak to jest właściwie z tą Barceloną?

 

Bardzo dużo w kontekście tego, co prezentuje ostatnimi czasy Duma Katalonii, mówi się o kryzysie, słabszej dyspozycji, braku pomysłu na grę i wreszcie – o zgrozo – o upadku jednej z największych klubowych potęg w piłce nożnej. Niedawne występy podopiecznych Luisa Enrique zarówno w La Liga jak i w Champions League nie napawają szalonym optymizmem. Zespół wydaje się być zagubiony, trener momentami zachowuje się tak, jakby nie panował nad sytuacją, do tego dochodzi negatywny obraz klubu w związku z nadal ciągnącą się sprawą niewyjaśnionego transferu Neymara, lub dokładniej kwoty, za którą Brazylijczyk został sprowadzony na Camp Nou. Te rewelacje sprawiają, iż w klubie dzieje się sporo, oj tak! Szkoda tylko, że atrakcje tego typu , przestają momentami dotyczyć spraw stricte związanych z futbolem, a coraz częściej odnoszą się do przeogromnych sum pieniędzy, afer, czy napiętych sytuacji na linii szkoleniowiec – zawodnicy. 

Kiedy Luis Enrique przejmował stery w FC Barcelonie pisałam, że najgorsze co możemy mu zrobić, to na samym początku zacząć porównywać go do jego poprzedników – a konkretniej do Pepa Guardioli, bo to właśnie za jego czasów Duma Katalonii odnosiła najbardziej spektakularne sukcesy. W tym artykule nie ustrzegę się jednak nawiązań do poprzednich sezonów. Nie chcę bynajmniej kolokwialnie ujmując wylewać wiadra pomyj na obecnego szkoleniowca Blaugrany, ani tym bardziej pastwić się nad zespołem, który faktycznie jest w słabszej dyspozycji, ale pragnę dokonać małego porównania aktualnej sytuacji, w jakiej znajduje się FC Barcelona, z tą sprzed  kilku lat.

Po jedenastu kolejkach Primiera Division Duma Katalonii znajduje się na drugim miejscu w tabeli i ma 25 punktów na koncie. Strata dwóch oczek do prowadzącego Realu Madryt wydaje się być w tym momencie do odrobienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że nadal jesteśmy na początku sezonu zatem, zostało jeszcze wiele spotkań do rozegrania. W pierwszej piątce najlepszych strzelców znajduje się dwóch piłkarzy Azulgrany, mianowicie Neymar i Lionel Messi. Brazylijczyk ma na swoim koncie 10 bramek, co daje mu drugie miejsce, natomiast Argentyńczyk strzelił 7 goli i znajduje się obecnie na piątej pozycji. W Champions League podopieczni Luisa Enrique wygrali do tej pory 3 mecze: w pierwszej kolejce z APOELEM 1:0, w trzeciej z Ajaxem 3:1 i w czwartej ponownie z Ajaxem, lecz tym razem 2:0. W drugiej kolejce Dumie Katalonii nie udało się pokonać chyba najgroźniejszego rywala w grupie, czyli Paris Saint Garmain. Na Stade de France Messi i spółka przegrali 3:2.

Te wyniki nie napawają optymizmem, zwłaszcza, że FC Barcelona w ostatnim czasie nawet jak wygrywała mecze, to niestety nie robiła tego w porywającym stylu. Jestem w stanie poniekąd zrozumieć to rozgoryczenie, bowiem wszyscy wciąż pamiętamy Blaugranę z sezonu 2008/2009, kiedy to pod wodzą Pepa Guardioli zespół wzniósł się na absolutne wyżyny i zgarnął wszystko co było możliwe do zgarnięcia ze sceny piłkarskiej – zarówno tej europejskiej jak i hiszpańskiej. Przypomnijmy: triumf w Primiera Division – 38 rozegranych meczów, w tym 27 zwycięstw, 6 remisów i 5 porażek; ponadto zwycięstwo w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów. Za czasów Guardioli Blaugrana biła rekord za rekordem, a cały futbolowy świat podziwiał zarówno styl gry, jak i profesjonalne podejście piłkarzy i sztabu szkoleniowego do sportu wyczynowego.

Obserwując to, co dzieje się teraz, chciałoby się momentami krzyknąć: „gdzie jesteś dawna Barcelono?”. Odpowiedź jest jedna. Tamtej Barcelony już nie ma. Obecna Duma Katalonii jest inna. Inni są zawodnicy, inny trener, inna filozofia. Nie mnie oceniać w tym momencie, czy wszystkie decyzje podjęte przez teraźniejszego szkoleniowca były dobre. Zapewne Luis Enrique ma swój autorski pomysł na sukces – bo o to właśnie się wszystkim rozchodzi – o wygrywanie. Konstruktywna krytyka oczywiście jeszcze nikomu nie zaszkodziła, jednak wydaje mi się, że opinie typu: „Barcelona to teraz obraz nędzy i rozpaczy” są wyrażane troszeczkę na wyrost. Należy pamiętać, że w szeregach Azulgrany wciąż znajdują się piłkarze uznawani za najlepszych na świecie. W moim mniemaniu nie wszyscy wpisują się w obraz sportowca, który świeci przykładem na każdym kroku, ale z drugiej strony ich prywatne życie, to także ich prywatna sprawa. Czy mam prawo wystawiać oceny, za to co robią „po godzinach”? Koniec końców najważniejsze jest przecież to, co prezentują na boisku. A o tym, co takiego są w stanie nam pokazać, przekonamy się niebawem, bowiem przed nami kolejne spotkania zarówno w La Liga jak i w Champions League.