Jakiś problem? Skopię cię i nie będzie problemu

Są kibice Realu i Barcy, którzy nazywają się nimi, ponieważ na to zasługują. Szanują rywala, kochają swój ulubiony klub i w życiu nie przeklinali go po przegranym meczu. Są też sezonowcy, czyli wierni kibice oglądający dwa mecze w sezonie, natomiast znający się na futbolu jak mało kto. O stronniczości portali sportowych i ludzi je prowadzących nawet nie wspominam. Dlaczego więc  poruszam ten temat, skoro wszystko jest jasne, oczywiste i powszechnie znane? Ponieważ od dawna zastanawiałam się nad niektórymi kontrowersyjnymi gafami. Bądź co bądź, czasem warto o tym pomyśleć i zrozumieć kilka rzeczy. Konkretnie rzecz biorąc, zaintrygował mnie rysunek Mundo Deportivo, na którym to dziennikarze owej gazety umieścili Pepe daleko w tyle w grafice ewolucji człowieka. Kolejny raz pokazali, jak bardzo lubią się z madrycką prasą i drużyną Królewskich. Opublikowano to parę dni temu, a internauci wciąż pamiętają oraz na zmianę poniewierają gazetę i zainteresowanego. „Hit czy kit”?

Nie jestem zwolenniczką takich rozwiązań. Żurnaliści często zapominają, jaka jest ich rola, tworząc drugą rzeczywistość w świecie mediów. W efekcie tego na przykład zwykła wymiana zdań staje się potężnym konfliktem. Bardzo często reporterzy sami do tych konfliktów doprowadzają,  a w czwartek zrobili w tę stronę odpowiedni krok. Owszem, postawiony na celowniku MD Pepe nie jest, lekko mówiąc, rozsądnym człowiekiem, ostrożnym również, ale nikt, poza samymi zawodnikami czy trenerem, nie powinien wyręczać ofiar jego kretyńskich odruchów. Być może uznano, że nie zaliczają się one do ludzkich, ale to się nazywa niepotrzebne dolewanie oliwy do ognia, ponieważ gdzie nie gdzie już możemy przeczytać, iż Real zastanawia się nad krokami prawnymi.

Wszystko najprawdopodobniej zaczęło się zaraz po Gran Derbi, kiedy podczas swojego wywiadu obrońca Realu nazwał piłkarzy Barcelony teatralnymi, a chodziło oczywiście o incydent z Iniestą. Andres z opanowaniem zaprzeczył tym zarzutom, dla Portugalczyka natomiast był to dowód na to, iż jak najbardziej miał rację, ponieważ “prawda boli”. Ciekawe, nie powiem. Najwidoczniej nie pamięta on swoich własnych teatrzyków, a tych Pepe pokazał nam więcej, niż ma włosów na głowie. A, no tak, nie ma. Może dlatego jest pewien, że to Barceloniści są teatralni. Jak to fajnie oceniać innych i nie dostrzegać własnych win, co? Przykładów na bezsensowne postępowanie Portugalczyka mamy pod dostatkiem. W ćwierćfinale Pucharu Króla widzieliśmy, jak przewrócił Leo Messiego i pozornie rozmawiając z sędzią, nadepnął mu na dłoń. Krótko później, po kilku sekundach od pojedynku z Ceskiem Fabregasem (wtedy Cesc nieznacznie drasnął Pepe ramieniem) padł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu, jakoby niemiłosiernie dostał po twarzy. Są to dość świeże wypadki, bo wiele, wiele więcej możecie obejrzeć na YouTube, gdzie ktoś już zajął się kompilacją agresywnych zachowań  Pepe. Nie ukrywam, że właśnie dlatego go nie lubię. Powiem więcej, nie cierpię go. Połączenie chorych zagrywek i braku samokrytyki sprawia, że nikt już nie się waha nazywać reprezentanta Portugalii psycholem. Ja na razie powstrzymam się od bardziej kolokwialnych określeń, bo mimo wszystko staram się szanować ekipę Madrytu zarówno w całości, jak i każdego jej zawodnika z osobna. Nie neguję też umiejętności Pepe, ponieważ, jakby nie patrzeć, gra dla jednej z najlepszych drużyn na świecie, a na pozycję w takowej trzeba sobie zasłużyć, lecz trzeba umieć też używać głowy. Motywy dziennikarzy katalońskiej gazety również nie były odpowiednie, choć w sumie zrozumiałe: jasne jest, co zainspirowało ich do stworzenia takiego rysunku, ale umieszczenie go w gazecie jest wystarczającym powodem dla władz Realu, by pozwać Mundo Deportivo. Pytanie tylko, czy ich stoper zrozumie, dlaczego wszyscy porównują go do prymitywnego gatunku. Pepe, człowieku, szanujmy się nawzajem, tj. nie róbmy z siebie pośmiewiska w gazecie oraz nie depczmy sobie po dłoniach!

Biorąc wszystko w całość cały czas próbuję znaleźć złoty środek. Jak wspomniałam, bardzo, bardzo nie lubię Pepe, ale zachowanie mediów także mi się nie spodobało. Postanowili dotrzeć do zawodnika Madrytu od strony psychicznej, a  narobili wokół siebie zamieszania i spowodowali oburzenie, a przecież wystarczyło to wszystko przedstawić inaczej. Inna sprawa, iż w jakimś stopniu temu zawodnikowi się to należało, dlatego też nie zamierzam obrzucić błotem katalońskich rozgłośni. Trzeba było jedynie chwilę się zastanowić, wtedy pewnie, poza ślepymi kibicami Los Blancos, nikt by tego nie zrobił.