Jeden punkt zamiast dziesięciu

Mówi się, że tabela nigdy nie kłamie. Ten kto prowadzi, ten po prostu zasługuje na tytuł mistrza danych rozgrywek. Jak się jednak okazuje – nie zawsze jest to takie oczywiste” – tak rozpoczyna swój artykuł Ben Hayward, redaktor Goal.com. Angielski dziennikarz dokonał świetnego rachunku, w którym zestawia wszystkie błędy lub kontrowersyjne decyzje arbitrów podczas spotkań Barcelony i Realu Madryt. Rezultat tych badań nie jest wbrew pozorom wielce zaskakujący. Przedstawię i przetłumaczę Wam artykuł Haywarda oraz zaprezentowane przez niego tabele, które dają bardzo wiele do myślenia.

—————————–

UWAGA: Artykuł został napisany przed 23. kolejką.

Mówi się, że tabela nigdy nie kłamie. Ten kto prowadzi, ten po prostu zasługuje na tytuł mistrza rozgrywek. Jak się jednak okazuje – nie jest to wcale takie oczywiste. Wyniki nie są zawsze sprawiedliwe, a czasem zwykłe szczęście może doprowadzić do niezasłużenie korzystnego rezultatu. Najczęściej to jednak fatalne decyzje sędziów wypaczają chronologię drużyn w tabeli po zakończeniu rozgrywek ligowych.

Jak doskonale wiadomo, po trzyletniej dominacji Barcelony w La Liga, sytuacja diametralnie się zmieniła. W sezonie 2011/2012 to Real Madryt jest “w czubie” tabeli Ligi BBVA, a nie Barcelona, mając kolosalną przewagę aż 10 punktów. Sprawa mistrzostwa jest już praktycznie przesądzona, bez względu na aż 16 kolejek ligowych, których pozostało do końca rozgrywek.

Madryt w tym sezonie stracił jedynie osiem punktów, a Barcelona dokładnie dwukrotnie więcej na wyjazdach (16) a ogólnie, jak można się łatwo domyśleć – 18. Nawet jeśli podopieczni Pepa Guardioli mieliby wygrać wszystkie spotkania pozostające do rozegrania, to i tak istnieją małe szanse na czwarte z rzędu zwycięstwo w Primera Division.

Natomiast jeśli zawodnicy Jose Mourinho utrzymają swoją formę, będą świętować mistrzostwo Hiszpanii. Nie muszą się nawet obawiać wizyty na Camp Nou pod koniec kwietnia, bo właściwie jest już “pozamiatane”.

Aczkolwiek tak być nie powinno.

Redakcja Goal.com spojrzała bliżej na kontrowersyjne decyzje sędziów w La Liga. Jak się okazało, walka w Primera Division powinna być dużo bardziej zażarta, gdyby arbitrzy podejmowali decyzje zgodne z przepisami gry w piłkę nożną.

 

Madryt pod wodzą Mourinho jedynie dwukrotnie przegrał, raz zremisował i wygrał aż 19 spotkań w La Liga, zdobywając aż 58 punktów, z możliwych do zgarnięcia 66. Jednakże sędziowie poszli “na rękę” stołecznemu zespołowi niejednokrotnie w kluczowych momentach spotkań.

Jednym z przykładów jest mecz w drugiej kolejce rozgrywek, kiedy Real podejmował Getafe. Rywale Los Blancos prowadzili 1:0, jednak sędzia odgwizdał faul i wskazał na “wapno”, które zostało zamienione na bramkę wyrównującą przez Cristiano Ronaldo. Okazało się, że przewinienie miało miejsce poza polem karnym. Po tej sytuacji Getafe zdecydowanie spuściło z tonu, a Madryt łatwo wygrał 4:1.

Kolejny kontrowersyjny karny został podyktowany w meczu przeciwko Levante w 22. kolejce. Vicente Iborra bardzo niesfornie i przypadkowo dotknął piłkę obiema rękoma. Madryt po strzelonej “jedenastce” wrócił do gry i zwyciężył 4:1.

Zdarzyły się również rzuty karne, które zmieniły bieg spotkania, jednak zostały podyktowane prawidłowo. Mówimy tu o dwóch w meczu z Bilbao oraz przeciwko Atletico Madryt.

Miały miejsce także niepodyktowane rzuty karne, kiedy to bohaterami byli piłkarze Realu Madryt, Mowa tu o Pepe w meczu z Getafe oraz Gonzalo Higuainie z Valencią. W obu przypadkach sytuacja mogła wyglądać całkiem przejrzyście, jednak w powtórkach widać było, że prędzej to piłka pragnęła ręki, niż ręka piłki. Dlatego były to słuszne decyzje arbitrów o niekaraniu Realu Madryt.

Królewscy mieli ogromne szczęście grając przeciwko Mallorce. Fatalnie zachował się arbiter liniowy w tym meczu, gdyż nie uznał kompletnie prawidłowego gola na 2:0 dla Mallorki. Rywale Realu podłamali się po tej akcji i przegrali w rezultacie 2:1, choć powinno być odwrotnie.

Były arbiter Sergi Albert powiedział w wywiadzie dla Goal.com: “Ręka Pepe nie była celowa. Jeśli się przyjrzymy tej sytuacji, jego ręce są w normalnej pozycji i kiedy piłka nabrała tempa, jego ręce nadal pozostały w stałej pozycji. Higuain natomiast nie miał szans na reakcję, ponieważ piłka uderzyła go najpierw w brzuch. Real Madryt generalnie ma i tak dużo szczęścia w tym sezonie, ponieważ niektórzy gracze powinni zostać wyrzuceni z boiska. Co mnie najbardziej martwi to fakt, że sędziowie zamiast czerwonych kartek używają żółtych w przypadku piłkarzy z Madrytu. Mourinho zapewnił, że jego piłkarze nie zostaną już wyrzuceni z boiska – co jest jego wielką zaletą. Tacy gracze jak Sergio Ramos, Pepe i Sami Khedira nie zostali wyproszeni z boiska w momentach, gdy na to zasługiwali, dlatego mogli grać w kolejnych spotkaniach działając na korzyść klubu ze stolicy.

Jeśli Madryt miał prawo narzekać na błędne decyzje sędziów, w takim razie Barcelona może czuć się wielce zawiedziona.

Katalończycy widzieli jeszcze swoje szanse w walce o mistrzostwo Hiszpanii tuż przed spotkaniem z Osasuną, jednak po tym niefortunnym meczu nadzieje wyraźnie zmalały. Barcelona grała rzeczywiście bardzo źle i niechlujnie, jednak to Alexis Sanchez został “złapany” na spalonym, na którym w efekcie nie był. Wtedy to padł gol na 1:1, który powinien zostać uznany za prawidłowo strzeloną bramkę. Co więcej – Dejan Lekic strzelił gola na 2:0 będąc na wyraźnym spalonym. Sanchez później znów strzelił bramkę po gwizdku arbitra, jednak wydaje się, że była to wtedy decyzja słuszna. Co nie zmienia faktu, że wówczas tak słaba Barca i tak powinna wygrać, aniżeli przegrać.

Była to druga porażka Blaugrany w lidze, choć i tak powinna zostać w niej niepokonana. W przegranej konfrontacji z Getafe 0:1, wynik końcowy powinien być remisowy. Prawidłowego gola strzelil Lionel Messi, jednak sędziowie uznali, że był na spalonym. Jak udowodniły powtórki, asystentem Argentyńczyka nie był Seydou Keita, a rywal z Getafe.

O takim samym pechu może mówić Guardiola i cała jego ekipa, gdy zespół walczył z Espanyolem. Wtedy w ostatnich minutach meczu Pedro uderzył na bramkę rywali i trafił prosto w rękę Raula Rodrigueza. W innym meczu, tym razem z Valencią, Barca powinna dostać dwa rzuty karne. Co więcej (!) Adil Remi powinien obejrzeć za jedno z przewinień czerwoną kartkę.

Były arbiter Sergi Albert powiedział w wywiadzie dla Goal.com: “Barcelona nie została obdarowana tyloma rzutami karnymi co Real, jednak nie ma co się temu dziwić. Królewscy grają bardziej bezpośrednią piłkę i po prostu częściej bywają w obrębie pola 16. metrów niż Barca. Jeśli chodzi o zagranie ręką w meczu przeciwko Espanyolowi lub odnośnie tej sytuacji, gdy Barca grała z Getafe – trudno podjąć jednogłośnego stanowiska. Akcje działy się bardzo prędko i decyzje arbitrów są w jakimś stopniu zrozumiałe. Jednak sędzia liniowy powinien ponieść konsekwencje w meczu przeciwko Osasunie, gdy takich rzeczy na boiskach La Liga być nie powinno.

Prawda, że robi różnicę? Podopieczni Mourinho powinni dziękować szczęściu i arbitrom, że mają aż 10 punktową przewagę.

Czasami tak jest, że tabela może kłamać.

—————————–

Pragnę, już jako autor tego wpisu zaznaczyć, iż redaktor tejże strony internetowej (Goal.com) jest osobą postronną, szukającą przede wszystkim obiektywizmu. Ja i tak jestem zaskoczony, że w badaniach nad Realem Madryt nie zostały uwzględnione słabe zachowania Sergio Ramosa czy Pepe. Dlatego i tak jest to zestawienie dosyć pobłażliwe dla kibiców stołecznego klubu. Już nie mówię o tym, że hiszpańskie prasy (przy ich wyliczeniach) uznawały trzypunktową przewagę Barcy w tabeli La Liga (!).

Prawda jest taka, że Madryt zasłużenie prowadzi w tabeli La Liga. Jest lepiej przygotowany fizycznie, bardziej skuteczny i widać, że Królewskim zależy na zwycięstwach. Barcelona zbyt często lekceważy rywali i gra na pół gwizdka. Nie zmienia to faktu, że przewaga Madrytu powinna być znacznie mniejsza i walka o La Liga powinna być dużo bardziej równorzędna.

Oto oryginał tekstu z Goal.com. – kliknij.