Jeszcze lepszy niż najlepszy

Messi strzela niesamowitą bramkę ponad murem Realu Madryt podczas ostatniego El Clasico.

Geniuszem futbolu można się nie tylko urodzić, można się nim także stać. To nie cecha nabyta, ale także wyuczona. Jeśli w to nie wierzycie, spytajcie Leo Messiego. Zawodnik, który nauczył się grać na granicy geniuszu, tak naprawdę nim nie będąc, zrobił więcej niż wszyscy, by stać się najlepszym. Nabył zdolność, która pozwala mu wręcz wirtuozersko dryblować między kilkoma obrońcami przed oddaniem decydującego strzału. Co więcej, jego strzały z sezonu na sezon, stają się coraz bardziej precyzyjne, witalne, spektakularne! Jeśli Messi rzeczywiście jest geniuszem, to jego geniusz wciąż się uaktywnia, gdyż Argentyńczyk zaskakuje bramkarzy przeciwników strzałami z główki(a jak wiadomo, wzrostem nie grzeszy) oraz coraz to lepszymi zagraniami teoretycznie gorszą, prawą nogą. Messi jest napastnikiem, który pieczołowicie dąży do poszerzenia repertuaru swoich piłkarskich możliwości. Ciężko pracuje, haruje, by być najlepszym.

Ostatnio za punkt honoru postawił sobie doskonalenie strzałów z rzutu wolnego. Mimo że sezon nie jest nawet jeszcze na półmetku, on zdążył już zachwycić trzema popisowymi golami, dwoma wymierzonymi Ikerowi Casillasowi i jednym, który zdobył w meczu przeciwko Paragwajowi. Jak mu się to udaje? Pracą, pracą i jeszcze raz pracą. „Wielokrotnie powtarzano mi, że perfekcję w zdobywaniu bramek z rzutów wolnych da się osiągnąć ćwicząc ten element gry. Tak więc staram się robić. Często zostajemy po treningu i próbujemy nie tylko szczęścia, ale też chcemy, by tego typu zagrania weszły nam w nawyk w jak najlepszym stylu.” Żeby nie było, Messi zawsze musi pokazywać swoją skromność. „To było coś, co musiałem poprawić i krok po kroku starałem się to osiągnąć. Teraz zaczęło mi to wychodzić, ale były czasy, gdy się nie udawało.” Co prawda, to prawda. Podczas stu dziesięciu meczów, które rozegrał za czasów Franka Rijkaarda, Messiemu nie udało się strzelić żadnego gola z rzutu wolnego. Zła passa, a może raczej worek z golami rozsypał się 4 października 2008 roku, kiedy to pokonał bramkarza Atletiku Madryt, Gregory’ego Coupet. Od tego czasu Argentyńczyk zanotował kolejne osiem celnych trafień, co jest liczbą ponad dwukrotnie większą niż dorobek Xaviego. Katalończyk może pochwalić się jedynie trzema.

Geniusz i praca to nie wszystko, ważne jest także wsparcie „na górze”. I nie mówię tu o litaniach odmawianych przez Leo każdego wieczora. Zarówno Pep Guardiola jak i Tito Vilanova wiedzą, z jakim człowiekiem przyszło im pracować. „Rozmawiając o Messim, mówimy o człowieku, który nie ma granic”, powiedział Tito. „Leo to osoba, która z sezonu na sezon stara się zamienić swoje słabe punkty w największy atut.” Dodał również, że zarówno on, jak i Pep zdawali sobie sprawę z tego, że praca nad tym elementem gry przyniesie oczekiwane efekty. Czyż nie tak się stało?