Kataloński żongler

Moje perypetie wzmocniły mnie psychicznie – mówi o sobie Isaac Cuenka. Gdy w październiku 2011 roku jego ojciec Juan otrzymał SMS z informacją, że syn wystąpi w ligowym spotkaniu z Granadą, uradowany rzemieślnik z miasteczka Reus, natychmiast zamknął swój warsztat i popędził do bloku, w którym mieszka cała rodzina Cuenków, aby oglądać synowski debiut. Od tego czasu minął ponad rok, a państwo Cuenca mają swój mały familijnny rytuał, od kiedy Isaac dostaje szanse na regularne występy w pierwszej drużynie Barcelony.

Isaac Cuenca miał wybitnie krętą drogę do pierwszego zespołu Barcy. Kilka lat temu myślał nawet o tym, żeby zrezygnować z profesjonalnej gry w pikę i zająć się swoim hobby, czyli futbolowym freestylem. Cuenca bowiem znany jest z gorliwego uprawiania tej niezwykle widowiskowej sztuki i publicznego prezentowania umiejętności godnych Janusza Chomontka. A tak przy okazji kojarzycie typa? Chomontek (rocznik 1968) to były piłkarz i wielokrotny rekordzista Księgi rekordów Guinnessa w żonglowaniu futbolówką. Polski żongler ma na swoim koncie m.in. pokonanie 30 kilometrów (dystansu z Ustki do Słupska) żonglując bez ustanku piłką i notując przy tym 35 tysięcy odbić. Pokonał tym samym słynnego Diego Maradonę, ktory na zbliżonym dystansie odbił piłkę tylko siedem tysięcy razy!

Wróćmy jednak do historii naszego bohatera. Isaac Cuenca urodził się 27 kwietnia 1991 roku w katalońskim miasteczku Reus. Jego ojciec Juan opowiadał, że syn od zawsze objawiał zafascynowanie futbolem. Odbijał piłkę nawet w drodze do szkoły. Ćwiczył tak intensywnie, aż w końcu udało mu się przejść cały dystans, bez upadku piłki na ziemię.

Ojciec Isaaca, który z pewnością marzył, że syn kiedy dorośnie obejmie po nim warsztat, nigdy tak do końca nie podzielał zainteresowania syna. Jednak pasja dziecka przełamała jego wewnętrzny opór i senior Cuenca zaprowadził go na treningi Barcelony, choć próbował wszystkimi sposobami odwieźć chłopaka od uprawiania w przyszłości zawodu piłkarza. Zapisał go nawet w tym celu na zajęcia tekwondo, ale Isaac najpierw grzecznie poszedł do chłodnego, choć wcale nie klimatyzowanego dojo, aby za chwilę czmychnąć na plażę i pograć  z kolegami w piłkę na gorącym piasku. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie i w końcu wszystko się wydało, z czego oczywiście tata Isaaca nie był wcale zadowolony.

Szybko się jednak okazało, że chłopak nie pasuje mentalnie do szkółki Barcelony, a jego indywidualizm nie za bardzo dobrze był widziany przez trenerów. Musiał na jakiś czas porzucić marzenia o treningach w La Masii i zakotwiczył w szkółce Espanyolu. Tu też nie zagrzał długo miejsca. Ponownie pojawił się na boiskach ośrodka w Barcelonie i ponownie musiał je opuścić. Nie brakło mu jednak determinacji na drodze do zostania profesjonalnym piłkarzem. Podjął więc kolejną próbę realizacji swoich marzeń. Zaczął trenować w klubie z miasta Damm, skąd do rodzinnego Reus miał jednak skomplikowany dojazd. Wreszcie znudzony wczesnym wstawaniem i późnymi powrotami do domu, postanowił zostać ulicznym żonglerem. Pokazy piłkarskich sztuczek kosztowały przysłowiowy grosz wrzucony do kapelusza. Jeden z kolegów rejestrował jego popisy telefonem komórkowym, stąd na YouTubie mamy wiarygodny dowód jak niezwykłe umiejętności prezentował młody Cuenca.

Najwyraźniej jednak los był przychylniejszy jego piłkarskiej drodze, niż karierze ulicznego artysty. Isaac powrócił do treningów w Barcelonie. Było to w sezonie 2009/2010, kiedy zaczął grać dla zespołu Juvenil A. Przed powrotem na dobre do Barcelony w czerwcu 2011 roku, w sezonie rozgrywkowym 2010/2011, grał na wypożyczeniu w trzecioligowcu Sabadell zostając gwiazdą tego zespołu, prowadzoną przez pana Luisa Carrerasa. Szybko też zaaklimatyzował się w nowym klubie. Przebywając na boisku 2288 minut w 24 meczach. Sabadell awansowało do drugiej ligi, a że Carreras był serdecznym przyjacielem Pepa Guardioli, przed Cuencą otworzyła się szansa powrotu do FCB.

Pep zaufał możliwościom, a także w potencjał tego młodego, niedoświadczonego piłkarza i zdecydował, że powoła Cuenkę na przedsezonowy mecz z Hajdukiem Split. Tym meczem, 23 czerwca, Cuenca zadebiutował w drużynie. Lecz już na swój oficjalny debiut w Barcy B Cuenca musiał jednak poczekać prawie trzy miesiące, a dokładnie do 4. września 2011, gdy pojawił się na ostatnie 29 minut w wyjazdowym meczu z FC Cartagena. Barca wygrała 4:0, a Cuenca zdobył ostatniego gola spotkania. Ponad miesiąc później, bo 19 października, oficjalnie odnotowano jego kolejny debiut, tym razem w europejskich pucharach. Zmienił wtedy Davida Villę (zagrał zaledwie dwie minuty) w końcowych minutach meczu Ligi Mistrzów z Viktorią Pilzno. Od tamtej pory wystąpił w ośmiu meczach i zdobył dwie bramki. Jednak po świetnym debiucie, Cuenca jakby trochę przygasł.

25 października 2011, Cuenca zadebiutował w La Liga w wygranym 1:0, wyjazdowym meczu z Granadą, w którym zaliczył pełne 90 minut i obejrzał żółtą kartkę. Cztery dni później, pojawił się ponownie w pierwszej jedenastce na wygrany 5:0 mecz z Realem Mallorca, w którym zdobył bramkę po asyście Adriano. 19 listopada znów wystąpił pełne 90 minut przeciwko Zaragozie. 1 listopada 2011, Cuenca zaliczył asystę przy golu Cesca Fabregasa w wygranym 4:0 drugim pucharowym meczu przeciwko Viktori Pilzno. Przez pełne 90 minut wystąpił w LM jeszcze dwa razy w meczach z Bate Borysów i Milanem. Łącznie w rozgrywkach europejskich zagrał 347 minuty i nie strzelając w tym czasie ani jednego gola, za to notując jeden żółty kartonik.

19 listopada 2011 roku zagrał pełne 90 minut przeciwko Zaragozie. Na swojego kolejnego gola musiał czekać aż do 12 marca 2011 roku w meczu z Levante. Do 2 maja tego roku w ciągu 694 ligowych minut spędzonych na boisku nie strzelił żadnej bramki“. Tyle Wikipedia, w telegraficznym skrócie.

Nie wiadomo do końca czemu, kiedy nadszedł moment podpisania umowy o pracę na obecny sezon, 21-letni zawodnik odrzucił pierwszą ofertę finansową ze strony klubu. Podobno nie był zadowolony z warunków, jakie oferowano mu za pośrednictwem katalońskiego klubu, oczekując nieco więcej od zarządu. Młodemu skrzydłowemu kontrakt z klubem wygasał 30 czerwca 2012 roku, przez co coraz częściej pojawiały się znaki zapytania co do jego przyszłości.

Jednak mimo tego wydarzenia, zaraz po tym jak Katalończycy awansowali do półfinału Ligi Mistrzów, eliminując z tych rozgrywek AC Milan,  dość regularnie grający Cuenca zaczął być brany pod uwagę w pierwszym wyborze trenera. Młody piłkarz stwierdził, że jest niezwykle zadowolony z wyników osiąganych przez, jak to określił, “jego” drużynę. Włoscy piłkarze mieli wówczas pretensje do sędziego, który podyktował dla mistrzów Hiszpanii dwa rzuty karne. “Nie obchodzi mnie to. Zwracam uwagę tylko na to, co ostatnio osiągamy. Po raz piąty z rzędu awansowaliśmy do półfinału. Tworzymy historię” – zaznaczył Cuenca. Zawodnik powiedział też kilka słów o sytuacji z Leo Messim. Kamery wychwyciły złość Argentyńczyka na młodszego kolegę po tym, jak ten nie podał mu piłki. “To normalne. Czasem dużo biegasz i wystawiasz się na pozycję, ale koledzy cię nie dostrzegają. Wtedy masz prawo być zły. To tylko pozwala mi być lepszym piłkarzem. Muszę podnosić głowę i szukać partnerów do gry” – zakończył młodzieżowiec Barcy.

Andoni Zubizarreta, dyrektor sportowy katalońskiego klubu i były bramkarz, poinformował w styczniu, że sfinalizowano przedłużenie kontraktu z Cuenką do 2015 roku. Na chwilę obecną na  koncie Isaaca widnieją dwa gole zdobyte w lidze w ośmiu występach w pełnym wymiarze czasowym, a także dwa trafienia do siatki ekipy L’Hospitalitet 22 grudnia 2011 r. Cuenca rozegrał całe spotkanie w wygranym przez Barcelonę wysoko (9:0) meczu 1/16 Puchar Króla, w którym prócz bramek wywalczył dwa rzuty karne.

Czekam na kolejny sezon już pod wodzą nowego szkoleniowca Barcelony Tito Vilanovy. Ciekawe jak wypadnie ten młody piłkarz w kolejnych swoich wielkich meczach. Na pewno może zostać niezłym asystentem. Brakuje mu nieco w grze kombinacyjnej, choć ma ku temu zadatki. Stanowić może także alternatywę dla wysokiego napastnika, jeśli tylko udowodni swoją przydatność do gry w powietrzu, wykorzystując swoje freestylowe umiejętności. Życzę mu więc jak najlepiej, by podobnie jak bajecznie potrafi podbijać piłkę, podbił wymagające serca cules.