Katalońskie opowieści: Biedna Shakira

Tuż po meczu Barcelony z Atletico Madryt na Vicente Calderon, Pep Guardiola powiedział dziennikarzom na konferencji prasowej bardzo ciekawą rzecz. Na pytanie: Dlaczego Gerard Pique nie znalazł się w podstawowym składzie, trener odpowiedział, że podobno nie zdążył zrobić sobie opatrunku. Ech, cóż za brednie. My doskonale wiemy, co tak naprawdę się stało w trakcie domniemanej absencji stopera Barcy.

Tuż przed spotkaniem z Atletico, szatnia Blaugrany.

- Dobra, to zrobimy tak jak planowaliśmy, Pique. Przejdź się tam na górę, musisz wyjść tamtędy, potem windą na trzecie piętro. Nadążasz? – instruuje Pep.

- Tak, chyba tak. Potem w lewo do samego końca i minę stanowisko komentatorów, a potem będą Ci… – zawahał się Pique, próbując zapamiętać drogę do pokoju obserwatorów LFP.

- …obserwatorzy. Oni mogą dać szybki sygnał arbitrom. Nie może być tak, że ciągle sędziowie nas karcą za nic, a Realowi to idzie na sucho. Jak oni chcą oszukiwać, to my nie pozostaniemy dłużni. – zdenerwował się Mister, unosząc przy tym ręce do góry w geście złości.

- No dobrze, dobrze. Mam dwa pytania jeszcze. Co mam zrobić? – zapytał zdezorientowany Gerard.

- Przekonaj ich jakoś, żeby dali sygnał Perezowi Lasie, żeby trochę nam pomógł dzisiaj. Weź użyj swoich zdolności… no wiesz… dobra, użyj cokolwiek – byle podziałało! -

- Dobrze. I jeszcze: Dlaczego akurat ja mam tam iść? -

- Sam nie wiem i trochę dziwię się swojej decyzji. No ale już za późno, nie ma czasu, leć tam do nich i się nie zgub. Nie przejmuj się, jakbyś nie zdążył na mecz, najwyżej wejdziesz później na murawę. – zapewnił Pep i poklepał Hiszpana po plecach w geście życzenia powodzenia.

Stoper szybko zatem czmychnął w otchłań Vicente Calderon, próbując dostać się jakoś niezauważalnie do pomieszczenia z obserwatorami ligi hiszpańskiej. Po długiej, niemalże 15 minutowej podróży, Pique dotarł do celu i bez pardonu i pukania do drzwi “wparował” do pokoju.

- Witam, witam! Co tam u “Los Blancos Arbitros”? Dobrze się bawicie? – wszedł z hukiem i z uśmiechem na ustach do pomieszczenia, gdzie znajdowało się czterech oficjalnych reprezentatów LFP.

- Panie, a co Pan tu robi? To nie szatnia, proszę stąd wyjść! – krzyknął Antonio, jeden z obserwatorów.

- Nie tak prędko mój drogi. Doskonale wiemy, że jesteście “umoczeni” i przekupieni przez Madryt. My wszystko wiemy! – oskarżył Gerard i pewnym wzrokiem wpatrywał się w oficjele LFP.

- Co niby wiecie? Słucham z uwagą. – spytał grzecznie, choć już troszkę spocony Antonio.

- Piłkarze Realu Madryt, każdy z osobna, dali Wam swoje najcenniejsze rzeczy w zamian za korzystne sędziowanie na korzyść Galacticos. Myślicie, że nie widzieliśmy tych ciężarówek, w których znajdowały się książki do nauki karate, maczugi oraz krzemienie? Albo tego vana z Avonu z dwoma tonami żelu do włosów od Cristiano Ronaldo? – zapytał srogo Pique, rzucając fotografiami na biurko, na których zostały uwiecznione wyżej wspomniane momenty.

Panowie lekko się zdenerwowali, zaczęli luzować kołnierzyki i jąkać się w trakcie odpowiadania na zarzuty. Antonio starał się zachowywać jednak zimną krew i na pytanie o to, czego chce Pique, stoper Blaugrany odpowiedział:

- Niech Perez Lasa sędziuje dzisiaj pod Barcelonę. -

- Nie ma takiej opcji, nie zgadzamy się. Nawet jakbyś miał rozpowiedzieć Twoje brednie – i tak nikt Ci w to nie uwierzy. Mamy zobowiązanie wobec Madrytu i nie złamiemy zasady. – zapewniał odprężony już Antonio.

Gerard wydawał się już być troszkę zrezygnowany. Jednak do głowy przyszedł mu jeden, dosyć niekonwencjonalny pomysł.

- Panowie… A może jeszcze chwilkę ponegocjujemy? – zasugerował Gerard, szepcąc coś obserwatorom do ucha. Panowie wyglądali na co najmniej… zadowolonych.

- Mister, już jestem! – krzyknął Pique dobiegając do ławki rezerwowej Barcy.

- Noooo, dobra robota chłopie. Wszystko się układa po naszej myśli, Perez Lasa jest dzisiaj blaugrana! – ucieszył się Mister. - A powiedz mi jeszcze: jak Ty ich przekonałeś do tego? -

- Oj Mister, tajemnica. Serio. -

- Oj, no powiedz! Nikomu nie rozpowiem, słowo cule! -

- No bo wszystkie tradycyjne metody zawiodły, w ogóle ich nie przestraszyłem tymi doniesieniami i sfingowanymi zdjęciami. Zatem zaproponowałem… żeby może Shakira… wie Mister. Waka-waka i te sprawy… – odpowiedział cicho. – Dałem im jej numer… -

- Ooooo chłopie, ona to Ci teraz zrobi taką La Torturę że hoho! Przecież ona Cię zabije! Ech… Dobra, właź na boisko. Biedna Shakira. – złapał się za głowę Pep. – No ale trudno, ważne że podziałało! – zawiwatował trener.

 

Katalońskie opowieści to seria fikcyjnych opowiadań publikowanych co wtorek na łamach BlogFcb.com, które zupełnie nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są jedynie wymysłem autora.