Katalońskie opowieści: Impreza urodzinowa

Na początku przepraszam za ubiegłotygodniową absencję i brak Katalońskich, jednak choroba rozłożyła mnie totalnie na łopatki. Aktualnie odłożyłem na bok Fervex i Polopirynę, jednak z chusteczkami postanawiam się jeszcze nie rozstawać. Zatem opowiem Wam o tym, o czym miałem tydzień temu. Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie, ale dokładnie w ubiegły wtorek Real Madryt obchodził 110 urodziny. W związku z tym zrelacjonuję Wam ów dzień i dowiecie się, jakie prezenty dostali solenizanci.

Tak właściwie to chciałbym Wam przybliżyć przede wszystkim te momenty, które szczególnie są warte naszej uwagi. Dokładnie tydzień temu w madryckiej restauracji El Pescador miała miejsce huczna impreza. Zaproszone były wszystkie osobistości związane z Realem Madryt, czyli byli i aktualni piłkarze, działacze, trenerzy i tym podobni. Wszyscy się śmiali, pili szampana i opowiadali o tym, jak wspaniale jest być liderem w lidze. Jedni spotkali się w sali głównej, gdzie mieściła się też restauracja, parkiet do tańczenia oraz oczywiście stoliki, a inni obradowali w sali VIPów.

Jak VIPy, to VIPy – mała sala mieściła całą władzę Madrytu z Perezem na czele, Mourinho, Cristiano Ronaldo oraz gości specjalnych: władze LFP (m.in. Astiazaran i del Campo Colas), RFEF (Angel Maria Villar) oraz Perez Montero – arbiter. Jeśli kogoś ciekawi obecność władz ligi hiszpańskiej, niech przeczyta ten artykuł i samodzielnie wyciągnie wnioski. Ale nie o tym, nie o tym. W Vroomie doszło do ciekawej rozmowy:

- Oj Panie Villar – mówił Florentino Perez – Pana zaangażowanie w sukces Realu w lidze jest nieocenione. A Pan, Panie Astiazaran – bez Pańskich fantastycznych arbitrów Real nie byłby tak wysoko, jak jest teraz. Doskonałym przykładem jest Pan Montero. Wiecie dlaczego zaprosiłem do nas Pana Pereza? – zapytał prezydent. – Nie wiecie? To niedobrze! Oświecę Was zatem. Gdyby w sędziowaniu przyznawano nagrody Nobla, to Pan Montero byłby głównym faworytem za mecz z Mallorcą. Doskonale poprowadzenie gry na korzyść Madrytu dała mu gratyfikację w postaci… obecności tutaj! Brawa, brawa jeszcze raz za tamto spotkanie! – aplauzował Florentino, a wraz z nim cała grupa Vipów. Tak właśnie bawiono się w najbardziej ekskluzywnym miejscu w El Pescador.

Zabawa trwała, hulanki się odbywały, alkohol się lał, a parkiet płonął. Wybiła północ, co skutkowało mini plebiscytem organizowanym przez samego Florentino Pereza. Chwycił za mikrofon i zaapelował:

- Panie i Panowie, a szczególnie Panowie! Wybiła święta godzina, zatem proponuję, aby stworzyć dla wielu arbitrów naszej kochanej ligi możliwość pokazania swojej lojalności wobec klubu ze stolicy Hiszpanii. Zapraszam dwóch sędziów na środek do LICYTACJI! – zagrzmiał Florentino i od razu zaczął wyszukiwać dwóch chętnych spośród lasu rąk. – Zapraszam Pana Carballo i… Pana Saguesa! -

Zaczęło się szeptanie… “Kto to ten Sagues, on w ogóle sędziuje?”, “To ten młody, tak?” “Przecież on jest tylko liniowym, nie może sędziować. Jak on wygra z weteranem Velasco?”.

Dwoje wywołanych do tablicy usiadło na krzesłach na przeciw siebie i mieli za zadanie wymieniać czynności, jakie wykonają na korzyść Madrytu na zasadzie “Kto da więcej?”. Rozpoczął Carballo.

- Podyktuję karny z kapelusza! -

- Dwa karne! – odpowiedział młody Gorka Sagues.

- Trzy karne i udaremnię dwa brutalne faule Pepe i Ramosa – zripostował pewnie Velasco Carballo, nie powodując jeszcze zaskoczenia w tłumie – każdy wiedział, że dla niego takie rzeczy to błahostka i rutyna.

- Cztery karne, cztery faule i nie uznam dwóch bramek rywali! – huknął młokos, powodując zamieszanie na sali.

- Pięć karnych, sześć fauli i wyrzucę trzech graczy Barcelony za nic! – odpowiedział głośno Carballo, wywołując brawa i słowa uznania.

Sagues nie miał już za bardzo argumentów, aby przebić Carballo, dlatego uznał postawić wszystko na jedną kartę:

- Spowoduję sabotaż, w myśl którego sędzia główny dozna kontuzji, a ja jako techniczny wejdę na boisko! I dodatkowo – nie uznam dwóch ewidentnych karnych dla Realu! – krzyknął młody arbiter, słysząc w tle głośny wiwat, aplauz i oklaski.

—-

Wiecie już zatem kto wygrał ową licytację. Tak właśnie bawiono się w Madrycie i niestety – tak bawią się do dziś.

 

Katalońskie opowieści to seria fikcyjnych opowiadań publikowanych co wtorek na łamach BlogFcb.com, które zupełnie nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są jedynie wymysłem autora.