Katalońskie Opowieści: Pep Guardiola jako “El Salvador” Grzegorza Lato

Kto by pomyślał, że wtorkowa wpadka, związana ze Stadionem Narodowym, została wywołana przez… Pepa Guardiolę! Nie wierzycie? Nawet jakbyście wierzyli, to i tak zapraszam Was do lektury opowieści, która opowiada o przesunięciu meczu Polski z Anglią o jeden dzień.

Wydaje Wam się, że Pep Guardiola spokojnie odpoczywał sobie w domu, latając sobie na wycieczki do Nowego Jorku, Waszyngtonu czy gdzie tam jeszcze. Nic bardziej mylnego. Były trener FC Barcelony – na boku – …pomagał polskim piłkarzom do spotkania z reprezentacją Anglii. Grzegorz Lato koniecznie chciał mieć huczne pożegnanie na Stadionie Narodowym, dlatego postawił wszystko na jedną kartę.

- Eee… Dzień dobry, Panie. Do Pana, ten, Guardioli się dodzwoniłem? – zadzwonił Grzegorz.

- Yhm, perdon? Quien es usted? – zapytał zdezorientowany Pep.

- No no, uste sruste. Przyjeżdżaj Pan bo, no, czeba tych. No. Anglików przepędzić.

- Sorry? – znów zdezorientowany zapytał Guardiola, wiedząc, że po hiszpańsku z rozmówcą się nie dogada – Could you speak in english? -

- Przyjedź Pan, nie pierdol! Czego on nie rozumie, przecie dobrze mu mówie…? – pytał się zdenerwowany prezes do stojącego obok niego Kręciny – Mam dużo piniendzy. Money, understand? -

- Can I talk with transl... -

- Nie pierdol ino, czeba Polaków grać nauczyć no, Panie! He, he. Także, do widzenia, żegnam. -

Na szczęście były trener Barcy dostał o czasie stosownie napisanego mejla, w którym wszystko zrozumiał jak należy.

Tak zaczęła się kilka tygodni temu przygoda Guardioli z polskimi grajkami. Szkolił ich tego samego, co Mascherano, Messiego, Pique, Iniestę i Xaviego. Każdego chwalił, pokazywał jak mają grać, a nawet nazywał ich nazwiskami piłkarzy Barcy. Barcy B, w sensie.

Wszystko szło po myśli prezesa Laty, który już tylko odliczał dni do bitwy na Stadionie Narodowym.

***

Wtorek, godzina 12:00. Pep Guardiola jeszcze był we Francji, gdzie dopytywał się o osobowość i styl gry Ludovica Obraniaka. Chciał go ustawić tak, jak w Barcelonie ustawiał… sam nie wiedział kogo. Wnet, gdy kierował się już do swojego samochodu, by odbyć ostateczną podróż do Polski, zadzwonił jego telefon.

- Panie, kurwa, gdzie Pan?! – rozpoczął rozmowę Grzegorz Lato – My tu zara przecie mecz mamy, a Pan gdzie Pan jest?! -

- Jj… jusz. Jadę! – wymamrotał Guardiola łamanym polskim.

- No, mam nadzieję. Tylko się nie spóźnij, no. -

Godzina 17:00. Wściekły Guardiola dzwoni do prezesa.

- Mr Lato, nie zdążę! – krzyknął.

- CO?! Jak to nie zdążysz, co się dzieje, co Pan? – zapytał oniemiały Lato.

- Wjechałem właśnie do Polska. Pir… Pirwszy raz jestem tu auto. Czemu nie powie… powiedzieli mnie, szsze tu dro… dróg nie macie! – wyrecytował niemalże Pep ze słownika hiszpańsko-polskiego.

- Panie, no co Pan! Musi Pan przyjechać tutaj, powiedzieć piłkarzom ostatnie kazanie no! Proszę Pana no, zrób Pan coś! – rozkazał stanowczym głosem prezes.

- Tranquilo, Mr Lato. Mam pomysła! -

***

Tego samego dnia okazało się, że mecz został przełożony na dzień następny z powodu zalania murawy. Pep Guardiola na spokojnie spotkał się z piłkarzami polskiej reprezentacji i przekazał im najważniejsze informacje przed środowym spotkaniem z Anglikami. Konfrontacja zakończyła się remisem po naprawdę dobrej grze Polaków. Po końcowym gwizdku sędziego, Lato spotkał się z Guardiolą w VIP roomie. Obok Pepa stał tłumacz, który przekazywał to, co mówił były trener.

- Pan Guardiola cieszy się z dobrej gry Polaków. Szkoda tylko, że nie wygrali, ale mówi, że wstydu chyba nie było, nie? – zapytał tłumacz.

- No pewnie chłopie! – krzyknął głośno, pijany już, Lato. Objął szeroko ramieniem Guardiolę i prawił dalej – Ty, ale powiedz mi jeszcze jedną rzecz… Jak Ty to zrobiłeś, że wiesz, no. Że się udało, nie! -

- Pan Guardiola wynajął znajomego szamana, który zna nasze wschodnioeuropejskie czary. Mówi, że zna go od dawna i często mu pomagał. – wyjaśniał tłumacz.

- CZARY? Ooo, jak to? – zapytał, robiąc wielkie oczy, Lato.

- No tak, czary.

- To może i mi pomoże, przecie wybory tuż tuż, he he! Powiedz no, jak ten szaman sie zwie, co? -

- Dmitryi.

- No, takich to wielu u nas, he he, ale nazwisko, no?

- …Czygrinski.

 

Katalońskie Opowieści to seria fikcyjnych opowiadań, całkowicie zmyślonych przez autora, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością!