Katalońskie Opowieści: Sanchez i jego nowe autorytety

Alexis Sanchez Barcelona

Do klubu zwoływano już lekarzy, psychologów, trenerów, wróżbitów, egzorcystów, a nawet chilijską kapelę muzyczną, aby odnaleźć w Alexisie Sanchezie jego dawny blask. Sam piłkarz postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce, czego dowodem ma być historia, którą pragnąłbym Wam opowiedzieć.

Sanchez ma naprawdę ostatnio przekichane. W tym sezonie strzelił tyle goli, że można policzyć je na palcach jednej ręki. Co więcej – okazji do podwyższenia sobie tej statystyki miał bez liku, jednakże zawsze w ostatecznym momencie musiał się przewrócić lub spudłować. Śmieją się z niego kibice oraz poniektórzy dziennikarze, natomiast u samych cules wygląda to bardziej na śmiech przez łzy. Chilijczyk sam sobie na taki los zasłużył, jednakże chce zrobić wszystko, aby postrzeganie jego osoby zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.

***

Trening Barcelony, osiemnasta godzina. Piłkarze ćwiczą na Ciutat Esportiva, a Vilanova zaczynał liczyć zawodników. Coś mu jednak nie pasowało. Kazał piłkarzom stanąć w miejscu, a wysokim przesunąć się o krok w bok, w razie gdyby jakiś niziołek jak Messi mógł również być widoczny. Jak byk – jednego brakowało. Okazało się, że tym nieobecnym był Alexis Sanchez.

- Ktoś wie gdzie jest Sanchi? – zapytał grupę Vilanova.

- Coś wczoraj opowiadał na siłowni, że dzisiaj go nie będzie, ale nie czaiłem o co mu chodzi – odpowiedział Pique, czekając aż w końcu Mister pozwoli wreszcie trenować piłkarzom na nowo.

- Ja mu dam! Dopiero co wróciłem z Nowego Jorku, a ten mi takie jaja odstawia. Nie wiecie czy dzisiaj nie ma żadnego specjalnego dnia w Chile? Dzień niepodległości, czy narodowy dzień papryczki? Tylko to by go usprawiedliwiło – pogroził trener, spoglądając na bezradnych zawodników, skaczących z nogi na nogę, jakby każdemu chciało się prędko do toalety – Dobra, sam to ogarnę jakoś. Możecie wrócić do treningów! -

Tego samego dnia, nieco bardziej wieczorem, Tito Vilanova przyszedł do gabinetu Roury na herbatkę.

- Cholera, nie było go cały dzień! – żali się trener.

- Kogo? – odpowiedział asystent.

- No Sancheza! Co on sobie myśli? Sprawdzałem dzisiaj na Wikipedii, że dzisiaj żadnego święta nie ma, więc po prostu albo coś mu się nagłego stało, albo poleciał ostro w kulki! -

- Tituś – rozpoczął łagodnie Roura – uspokój się, proszę. Przy twoim zdrowiu takie nerwy, łojojoj, niebezpieczne, mówię Ci! Pij już herbatkę, usiądź i pokaże ci coś, bo chyba wiem gdzie podziewał się dzisiaj nasz Sanchez. -

Więcej dowiesz się czytając Flash BlogFCB na 28 stronie!