Katalońskie opowieści: Scenariusz napisało życie

Oglądając w pubie mecz Villarreal z Realem Madryt myślałem, że pod koniec spotkania zajdę na zawał. Takich emocji, czerwonych kartek i obelg pod adresem arbitra, w tak krótkim przedziale czasowym, nie było chyba od ostatniego Gran Derbi (strzelam, ale po prostu to mi przychodzi jako pierwsze do głowy). Przedstawię Wam jak to tam było naprawdę, co kto powiedział, krzyknął, zrobił, nie zrobił…

Zaczęło się od tego, że podczas wyniku 1:0 dla gości, Rui Faria zaczął kwestionować decyzje arbitra. Kim jest ten pan? Jest to fizjolog i dobry kompan Mourinho, z którym pracuje już ósmy rok. Ekipa Mourinho postanowiła nieco oszukać sędziego i aby nie używać zbyt wulgarnych i jednoznacznych gestów, zaczęła sarkastycznie klaskać w jego kierunku. Na szczęście pan Paradas Romero wyrzucił zidiociałego do granic Faria, a ten niczym Pepe po faulu – rączki uniósł do góry, dłonie w modlitwę i błagał o najmniejszy wymiar kary.

To było dopiero preludium do prawdziwej arii czerwonych kartek i wydaleń z boiska. Gol na 1:1 Marcosa Senny pozbawił całkowicie umysłu wszystkim tym, którzy mieli tego dnia herb Realu Madryt na piersi. Sergio Ramos sfaulował na drugą żółtą kartkę, czege efektem była czerwona, wydalająca z boiska, kartka. Wtedy się zaczęło…

Ózil jako pierwszy podbiegł do arbitra, tłumacząc mu o swojej błędnej decyzji. Hmmm, to musiało zabrzmieć bardzo eufemistycznie, ponieważ swoim usprawiedliwianiem kolegi tak wkurzył Romero, że ten go wyrzucił z boiska. “Efekt domino” czy po prostu skumulowanie całego zła i nieszczęścia spowodowała później absurdalne zachowanie Mourinho? Ten też zaczął klaskać, za co dostał, mówiąc językiem internautów, bana. Skoro wiedział, że Romero jest przewrażliwiony na punkcie klaskania, to po co to powtórzył?

To było niemal wszystko co zarejestrowali arbitrzy i spisali do protokołu pomeczowego. Najbardziej zabawna była jednak wzmianka w dziale “Inne”, gdzie można było się doczytać:

“Képler Laveran Lima Ferreira, czyli inaczej Pepe, w korytarzu po meczu krzyknął w kierunku arbitrów: “Co za kradzież, skurwysyni!”. Doprawdy, rzadko cytowane są takie wulgaryzmy słowo w słowo w raportach pomeczowych, stąd to moje rozbawienie. To tak, jakby w encyklopedii autorzy do hasła “stół” dopisali: “No, najbardziej zajebiste są drewniane, nie Stefan?”

Co zatem zarejestrowały kamery? “Złodziejstwo, złodziejstwo, złodziejstwo” Cristiano Ronaldo oraz słabe i strasznie absurdalne płakanie Marcelo, jakoby “sędziowie mocno skrzywdzili Real Madryt, po raz kolejny zresztą”.

Co jest w tym wszystkim najśmniejsze, a jednocześnie przerażające? W tym odcinku tylko jedna rzecz została wymyślona przeze mnie – mecz oglądałem w domu, a nie w pubie. Tym razem scenariusz do Katalońskich pisało samo życie.

Katalońskie opowieści to seria fikcyjnych opowiadań publikowanych co wtorek na łamach BlogFcb.com, które zupełnie nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są jedynie wymysłem autora.