Katalońskie Opowieści: W Barcelonie zazdroszczą Messiemu


Wieść o biciu kolejnych rekordów przez Leo Messiego powinna zadowalać każdego, a szczególnie kolegów z jego własnej drużyny. Niestety, ale w ekipie Blaugrany więcej jest zazdrośników, niż przyjaciół żyjących szczęściem kumpla. Od wczoraj na jaw wyszło sporo niesamowitych historii, którymi muszę się z Wami podzielić. A szczególnie jedną z nich.

Jak już zostało wspomniane, Leo Messi pobił rekord Gerda Mullera, o czym od meczu z Betisem trąbią wszyscy. Niektórzy jego koledzy wiedząc, że w pozytywnej sportowej rywalizacji nie uda im się doskoczyć chociaż do stóp Argentyńczyka, postanowili zapisać się w kartach FC Barcelony w nieco inny sposób. Choć ich próby były ambitne, to i tak spaliły na panewce.

Alexis Sanchez chciał wypalić więcej zioła w jeden dzień, niż sam Maradona w ciągu całego życia. Niestety, ale cały towar trzyma Tito w swoim gabinecie. Plan Chilijczyka się nie powiódł, natomiast trener przed meczem wypala sobie odpowiednią ilość “trawki”, po czym ustala takie składy, że głowa boli.

Pod lupę wzięto również rekord Jeffrena. Młody piłkarz, niegdyś strzelec bramki Realowi Madryt, charakteryzował się tym, że częściej miał kontuzje i nie było go widać na boisku, niż odwrotnie. Nawet, w ramach hołdu dla najbardziej nieobecnego piłkarza w historii Barcy, poświęcone zostało jedno łoże szpitalne, które do tej pory świeci w muzeum na Camp Nou. Zakład o pobicie rekordu podjęli defensorzy Barcelony, co rusz starając się odnosić bezsensowne kontuzje na treningach lub podczas spotkań. Niestety, ale ich plan się nie powiódł. Łączny czas absencji obrońców Barcy w tym sezonie to zaledwie kilkanaście tygodni, a tyle czasu to Jeffren leczył tylko palec u stopy i część śledziony. Jedynie Eric Abidal dzielnie się trzyma, choć i tak nie dojdzie nawet do połowy rekordu hiszpańskiego gracza Sportingu Lizbona.

Najbardziej spektakularną próbą pobicia rekordu była akcja Marka Muniesy…

- Hola Marc, que tal? – zapytał Messi mijając w piątkowy wieczór młodego piłkarza na korytarzu Camp Nou – Słyszałeś o moim rekordzie? -

- Hola, Leo. Tak, słyszałem. Grtlcje… – wypowiedział przez zęby Muniesa – A, a, a… a ja jutro pobije rekord samego Ronaldinho, ha ha! – z pokrzykiwaniem pochwalił się Argentyńczykowi. – Ale nic więcej nie powiem, tralalala! – zakończył i uciekł uradowany. Messi jedynie spojrzał na oddalające się roztańczone plecy Muniesy z politowaniem.

***

Poniedziałek, godzina 11:00, Ciutat Esportiva. Piłkarze Barcelony, wraz z kolegami z Barca B, trenują przed następnym pojedynkiem ligowym. Nagle na murawę wbiega zmartwiony Muniesa.

- E, młody! Cho no tu. Ponoć przez weekend miałeś pobić jakiś rekord Ronaldinho? – spytał się Pique, który jako pierwszy dowiedział się o próbie Muniesy.

- Daj spokój, nie ma o czym mówić – starał się zakończyć temat Marc.

- No dawaj no, o co chodziło? Nie udało Ci się jednak? Toż to niemożliwe! – drwił dalej Pique przy zainteresowanym audytorium.

- …No dobra, powiem Wam. Chciałem stać się mężczyzną, zacząć prowadzić dorosłe życie. Dlatego poszedłem w sobotę na miasto, żeby uderzyć w jakiś balet. Chciałem tylko pobić rekord Ronaldinho... -

- Ale jaki ten rekord?! – pytał zniecierpliwiony Gerard.

- Zaliczenia największej ilości kobiet w ciągu jednej nocy. O! -

Na murawie zapadła chwilowa cisza… i nagle wszyscy piłkarze zaczęli zwijać się ze śmiechu.

- Ohahaha! – śmiał się Alves wniebogłosy, wycierając co chwilę łzy – To, lovelasie, ile żeś wyrwał lachonów? -

- Ani jednej – przyznał się Muniesa, choć dalej ciągnął – Ale była taka sytuacja, że jedna w warkoczykach się do mnie odwróciła, kiedy jej wcześniej zapodałem tekścik na podryw. -

- No, i co? – zapytali niemalże chórkiem koledzy, wiedząc, że pewnie odpowiedź zwali ich z nóg ponownie.

- Okazało się, że… to był Pinto. -

Katalońskie Opowieści to seria fikcyjnych opowiadań, całkowicie zmyślonych przez autora, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością!