Katarska epopeja

Robiąc ostatnio porządki w szafie, natrafiłem na koszulkę, którą, myślałem, że zgubiłem. Radość była niemała, bo udało mi się odnaleźć trykot w bordowo – granatowe pasy, jedynie z herbem, bez zbędnych reklam, z napisem wielkiego cracka na plecach. W myślach dość szybko przebyłem drogę od sezonu 2004/2005 do dziś. Zacząłem się zastanawiać, jak 113-letnią tradycję można zaprzepaścić dla pieniędzy, które nie będą stanowiły nawet 10% budżetu. Roztrząsanie tego znów byłoby bez sensu, ale na początku roku obecny zarząd przebąkiwał nieśmiało o nieprzedłużaniu współpracy z Katarczykami. Czyżby planowali przywrócenie tradycji?

Mydlenie oczu

Szczerze mówiąc to akurat najmniej prawdopodobna opcja. Rzucenie wyborczej kiełbasy, która dodatkowo zagra na uczuciach kibiców to całkiem niegłupi pomysł. W teorii. Nikt nic co prawda wprost nie powiedział, ale zauważalne “puszczenie oka” między słowami dało się zauważyć. Takie podchody i igranie z emocjami cules i socios jest zwyczajnie niesmaczne. Powrót do korzeni i “czystych” koszulek należy aktualnie rozpatrywać w kategoriach cudu. Mimo wszystko nadal jest to jedna z opcji. Abstrahując od bełkotu ludzi z zarządu warto zastanowić się, jakie warianty ma Barcelona w związku z kończącą się umową z Katarczykami.

Wariant nihil novi

Oczywiście ludzie będący u klubowych sterów mogą zdecydować się na przedłużenie współpracy z aktualnym sponsorem. Jeśli już, byłaby to zapewne umowa zawarta na lepszych warunkach. To duży plus finansowy, ale nie zawsze jak dają więcej to powinniśmy się tylko cieszyć. Warto spojrzeć też na ewentualne konsekwencje. Nie jest bowiem tajemnicą, że ludzie związani z Qatar Investment Group mają o wiele szerzej zakrojone plany. Czy jeśli zaproponują partycypację w nazwie stadionu to znów potulnie jak baranki zgodzimy się, bo dają grubą kasę? Aktualnie po takiej decyzji kibice roznieśliby zarząd, ale w dalszej perspektywie, gdy wciąż żywe głosy mówiące o powrocie do tradycji przycichną, może dojść nawet do tego. To co, jak będzie się nazywał nowy stadion Barcy? Qatar Nou? Camp Airways? To jednak nie jedyny minus. Głównym powodem niezadowolenia jest obecnie fakt, że Katarczycy są posądzani o finansowanie organizacji terrorystycznych. Delikatnie mówiąc, odbiega to od wartości reprezentowanych przez Blaugranę. Wypowiedzi choćby Sandro Rosella świadczą o tym, iż zarząd zdawał sobie sprawę, z jakimi grupami łączony jest nowy sponsor. Bądźmy jednak sprawiedliwi, Barcelona była już na skraju bankructwa, wszystko wisiało na włosku i tylko Qatar Investment Group mogło uratować Katalończyków. Przecież to oczywiste.

Wariant dojenia krowy

Jeśli umowa z Katarczykami szkodzi wizerunkowi klubu, to zawsze można zgarnąć grubą kasę od kogoś innego. Może ktoś dorobił się na hodowli kucyków. A tak zupełnie serio to Duma Katalonii jest na tyle kuszącą opcją na inwestycję, że firma niemająca szemranych powiązań, oferująca naturalnie większe pieniądze, może się skusić. Manchester United inkasuje obecnie 30 milionów funtów od Chevroleta, Barca 30 milionów, ale euro, od Katarczyków. Potencjał marketingowy obu klubów jest z pewnością zbliżony, dlatego też lukratywna umowa “z kimś nowym” wydaje się realną opcją.

Wariant tęczowy

Jak można łatwo wywnioskować, jest to opcja piękna, lecz mało realna. Barcelona straciła już co prawda koszulkowe dziewictwo, ale  powrót do tradycji jest możliwy w każdym momencie. Pięknym byłoby zobaczyć piłkarzy Dumy Katalonii nieoklejonych reklamami na piersi. Do tego różowego wariantu dorzucę jeszcze możliwość do powrotu UNICEF-u na front koszulek. Opcja bardzo szlachetna, którą też jestem w stanie zaakceptować jako piękną. Jedno jest pewne, obojętnie na jaki wariant zdecyduje się zarząd, będzie to na pewno wybór najrozsądniejszy i solidnie przemyślany.