Każdy statek musi mieć swojego kapitana

15667_10152759632819305_1776952323943458011_n

Po zakończeniu kariery przez Carlesa Puyola i odejściu z Barcelony Victora Valdesa, jasnym stało się, że musi dojść do małych roszad w szeregach kapitańskich Dumy Katalonii. W wyniku tajnego głosowania, w którym wzięli udział wszyscy zawodnicy, pierwszym kapitanem został ten, który przez ostatnie sześć sezonów piastował funkcję vice-kapitana, czyli Xavi Hernández. Na jego zastępców wybrano zaś w kolejności: Andrésa Iniestę, Leo Messiego i Sergio Busquetsa.

Opaska kapitańska to nie tylko kawałek materiału na ramieniu piłkarza, to coś więcej. Nie każdy dobry piłkarz może być równie dobrym kapitanem, tak samo jak nie każdy dobry kapitan, musi być fenomenalnym piłkarzem. O tym, czy jest się odpowiednim przywódcą dla swojego zespołu decyduje wiele czynników. Nie jest tajemnicą, że trzeba mieć przede wszystkim niepodważalny autorytet u swoich kolegów z drużyny. Zdanie to jest oczywiście wyświechtane, ale z drugiej strony zawiera w sobie sporą dawkę prawdy. Dobry kapitan to tak naprawdę człowiek, który nigdy nie zawodzi. Pół biedy, kiedy drużyna wygrywa, wszystko idzie jak po maśle i każdy jest zadowolony. Schody zaczynają się wówczas, gdy mówiąc po ludzku, gra się nie klei, zespół przegrywa, piłkarze są sfrustrowani, czas ucieka, a wynik trzeba gonić. W takich momentach postać kapitana drużyny jest kluczowa. Przez wiele lat kibice FC Barcelony mieli okazję obserwować jak fenomenalnie w tej właśnie roli odnajduje się Carles Puyol. To on niejednokrotnie stanowił podporę drużyny w najtrudniejszych dla niej momentach. Wspierał, brał na siebie odpowiedzialność, dawał przykład. Ja osobiście nigdy nie zapomnę jak w 2011 roku kiedy Barcelona wygrała Ligę Mistrzów puchar w geście zwycięstwa wzniósł Eric Abidal. To był symbol triumfu nie tylko nad przeciwnikiem, ale również nad ciężką chorobą, z którą przyszło mu się zmagać. Właśnie na tę chwilę Abidal otrzymał opaskę kapitańską od Puyola, który w moim mniemaniu udowodnił, że jest nie tylko wielkim sportowcem, lecz także wielkim człowiekiem. Przychodzi jednak w życiu każdego człowieka taki moment, kiedy trzeba zejść ze sceny niepokonanym. Jeden z głównych filarów Blaugrany – wspomniany Carles Puyol zdecydował się na taki krok oficjalnie w maju tego roku. Mimo ogromnego przywiązania do piłkarza, który całe swoje życie poświęcił jednemu klubowi, należy pamiętać, że świat nie znosi próżni, a drużyna bez kapitana grać nie może. Przetasowania w tej kwestii musiały nastąpić w Barcelonie prędzej czy później, nie tylko z powodu zakończenia kariery przez jej dotychczasowego kapitana, ale również ze względu na odejście Victora Valdesa.

Jak potwierdziły władze klubu, wyboru pierwszego kapitana FC Barcelony i jego zastępców na sezon 2014/2015 dokonali sami zawodnicy w wyniku tajnego głosowania. W ten oto sposób, wolą większości stery w drużynie Barcy przejął Xavi Hernandez. Piłkarz, podobnie jak jego poprzednik, całe swoje sportowe życie związał z Dumą Katalonii. Do Barcelony trafił w 1991 roku mając zaledwie 11 lat i pozostał tam aż po dzień dzisiejszy. Drugim kapitanem wybrano nie mniej zasłużonego Andresa Iniestę, który wbił się w szeregi Blaugrany w 1996 roku. Trzecie miejsce zajął nie kto inny jak Leo Messi – cudowne dziecko futbolu i pociecha Camp Nou. Jako ostatni skład kapitański zasilił Sergio Busquets. Last, but not the least można powiedzieć, ponieważ ten zawodnik mimo, iż w głosowaniu zajął czwarte miejsce, to jego morale skutecznie podbudował w ostatnim czasie sam Carles Puyol, który właśnie w nim upatruje swojego następcę i na którego wyraźną prośbę Busquets przywdzieje od tego sezonu koszulkę z numerem 5, noszoną do tej pory przez Puyola.

Reasumując całą sytuację można stwierdzić, że doświadczenie zdecydowanie wygrywa z młodością i popularnością. Tak naprawdę selekcja czwórki kapitanów nikogo nie powinna dziwić. Xavi, Iniesta, Messi i Busquets- te nazwiska kojarzone przede wszystkim z Dumą Katalonii. Czy była jakaś alternatywa? Według mnie nie. Neymar? Przy ogromnym szacunku dla tego piłkarza, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż w Barcelonie nie wypracował sobie takiej pozycji jak chociażby w reprezentacji Brazylii. Pique? Ostatnio bardziej zajęty Shakirą, zdecydowanie nie ma na tyle silnej osobowości aby pokierować drużyną, od której wymaga się tylko i wyłącznie sukcesów. Ktoś jeszcze? Taki, a nie inny wybór nie dziwi, ponieważ jest jedynym logicznym rozwiązaniem, które zdaje się dawać Barcelonie stabilizację i pewność przed wejściem w nowy sezon. Nowy kapitan, nowe wyzwania, nowe nadzieje. Oby Barcelona wypłynęła na szerokie wody i zakończyła swój rejs dumna i niepokonana. Tego chcemy i w to głęboko wierzymy.