Klasyczne zwycięstwo, którego nam zaczynało brakować

Cristian-Tello-anoto-tres-gole_54400403702_54115221154_600_396

Pierwszy mecz ćwierćfinału La Copa miał być okazją do rewanżu, na dobrą sprawę, dla obu drużyn. Na szczęście to my, jako Cules, jesteśmy najbardziej rozpieszczonymi kibicami świata – to Barcelona może zaliczyć ten mecz do wyjątkowo udanych, gdyż skończył się on wynikiem 1:4. Co ciekawe, Blaugrana nie miała z górki tak, jak się to wydaje, dlatego mamy powód do zadowolenia.

Pierwsza połowa,  choć wydawała się być zdecydowanie zdominowaną przez Barcę, nie przyniosła oczekiwanych efektów. Levante przez większość czasu uginało się pod pressingiem Blaugrany, która często ograniczała pole gry do połowy gospodarzy, lecz nie udało się tego pokwitować golem. Granotas z kolei potrzebowali jednej dobrej okazji, aby w najmniej spodziewany sposób pokonać Jose Manuela Pinto.

Widać było, iż Barca ewidentnie nie wyciągnęła jeszcze żadnych wniosków z niedzielnego remisu – dała się zaskoczyć pomimo namacalnej przewagi. Gol padł po trzydziestu minutach – wówczas Katalończycy, a przynajmniej na to wyglądało, zdecydowali się przyśpieszyć tempo. Zaowocowało to jednak tylko większą ilością nerwów i podań, które w pewnej chwili regularnie się powtarzały, jak film odtwarzany na porysowanej płycie. Dowodziło to niestety braku sposobu na czujną obronę Levante. Z całą pewnością nie tego oczekiwali Cules.

Na drugą partię spotkania Barcelona wyszła jak po zimnym prysznicu – i słusznie. Jej przewaga wreszcie zaczęła przynosić pożądane efekty. Wyrównanie wyniku co prawda było zasługą fatalnego błędu Juanfrana, później jednak był to koncert Cristiana Tello, któremu bez wahania przyznaję, iż wygrał Barcy mecz. Zwieńczeniem jego świetnej dyspozycji i uroczej gry był hat-trick, a to naprawdę przydało się całej drużynie. Nie można odmówić jej co prawda urzekających podań i sprytnych akcji, zwłaszcza w ostatnim kwadransie meczu, kiedy to gra przebiegała przede wszystkim w pobliżu bramki Javiego Jimeneza. Brakowało jednak skuteczności, nawet komuś takiemu, jak Leo Messi, grającemu dziś swój jubileuszowy mecz w barwach Blaugrany.

Na całe szczęście fenomen tej drużyny polega na tym, że trzonem, sercem i rozumem nie jest tylko jeden zawodnik i pomimo ostatnich potknięć okazało się, że żadnego z barcelonistów nie należy lekceważyć. To bardzo optymistyczny wywód, sądzę jednak, że takie uczucia nasuwają się nie tylko mnie po tym pierwszym meczu ćwierćfinałowym.

Swoją drogą oprawa meczu zasługuje, mym zdaniem, na pochwałę – trzeba przyznać kibicom gospodarzy, że solidnie dopingowali swoich zawodników podśpiewując coś na podobieństwo ragtime’u Scotta Joplina czy wiwatując El Zharowi, zdobywcy pierwszego gola tego spotkania. Gdybym była jednym z kibiców tych rywali Barcy z całą pewnością zakręciłaby mi się łezka w oku. Po pierwszej połowie w sumie zakręciła się, ale nie ze wzruszenia. Później, jak mniemam, to gospodarze mieli ten problem, lecz, co również trzeba pochwalić – nie zostawili swojej drużyny nawet, gdy Barca rozpoczęła niebezpieczną strzelaninę w końcówce meczu. Pojawiało się oczywiście też oburzenie, jak to na każdym sportowym wydarzeniu, lecz miły klimat utrzymał się do końca spotkania.

Teraz wreszcie możemy być w pełni dumni. Mała remontada napawa optymizmem po nie do końca udanych meczach w La Lidze. Oczywiście drugie dziewięćdziesiąt minut starcia z Levante dopiero przed nami, ale uważam, że możemy śmiało zakładać pozytywny scenariusz. Właśnie takiej Blaugrany oczekujemy i taką chcemy oglądać – chętną do walki, czujną i groźną, kiedy tytuł “el protagonista del partido” zyskują nie tylko najwięksi zawodnicy świata – tak, jak dzisiaj zyskał go Cristian Tello.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273