Klub z zaświatów odc. 2

Wśród niezwykłych historii futbolu, uratowanych z mroku dziejów i opisujących wielkie osiągnięcia, spektakularne awanse oraz wiekopomne sukcesy, nie brakuje też opowieści o upadkach, ale są one traktowane częstokroć po macoszemu, nawet przez luminarzy sportu. Zapraszam na drugi odcinek felietonu, z krótkim rysem historycznym w tle.

W 1927 roku hiszpańska federacja (Real Federacion Espanola de Futbol) zdecydowała się w końcu powołać do życia narodową ligę piłkarską. Po długich debatach dotyczących liczby drużyn w lidze oraz zespołów biorących w niej udział warunkowo zgodzono się na wystartowanie pierwszych rozgrywek Primera Division w 1928 roku z 10 drużynami. Uważany za inspiratora tego niezwykłego przedsięwzięcia, zmierzającego do profesjonalizacji iberyjskiego futbolu – Jose Maria Acha Larrea, był pierwszym ówczesnym menadżerem Arenas Club. Istnieje faktyczny dokument fundacyjny, uwieczniony na brązowej tabliczce, który po dziś dzień przechowywany jest w klubowej gablocie jak największy skarb.

Sześć miejsc przypadło triumfatorom Pucharu Króla. Były to drużyny: Athleticu Bilbao, Realu Madryt, Barcelony, Realu Sociedad, Realu Union oraz oczywiście Arenas Club. Trzy kolejne drużyny – Espanol Barcelona, Atletico Aviacion i Europę – odgórnie wyznaczono spośród finalistów CdR. Ostatnie, dziesiąte miejsce przypadło w udziale Racingowi Santander, który po prostu awansował na drodze kwalifikacji.  Tylko 3 z tych klubów – Barcelona, Real Madryt oraz Athletic Bilbao, nigdy nie spadły z Primera Division.

Po utworzeniu rozgrywek ligowych zespół z Getxo spisywał się nieźle, choć swój pierwszy mecz w La Liga przegrało z Atletico 2:3, w drugim też poniosło porażkę (2:5 z Europą). Dopiero piąta kolejka przyniosła komplet punktów. To nic, że późno. Kibicom baskijskim oczekiwanie osłodził fakt, że w pokonanym polu pozostawili Athletico. Po rozegraniu osiemnastu kolejek ekipa z okolic Bilbao była piąta. Pomimo tego, że Barcelona wygrała pierwszą edycję rozgrywek ligowych w Hiszpanii w 1929 roku i tego, że Real Madryt zdobył pierwsze tytuły mistrzowskie w 1932 i 1933, to Athletic Bilbao odnosił najwięcej sukcesów w pierwszych latach Primera Division.

Hiszpania dzięki La Liga wyrywała się z nijakości, pokonując paraliżującą niemożność i znów zaczęła powoli dorównywać światu. Dla futbolu hiszpańskiego nastał czas prosperity. Stadiony były pełne, zainteresowanie meczami kolosalne. To tu, w słonecznej Hiszpanii – najwcześniej bodaj w Europie wystąpiło w takiej skali zjawisko znane jako kult gwiazd. Zamora, Samitier czy Alcantara stali się bożyszczami tłumów, dosłownie noszonymi na rękach. Publiczność pożądała idoli, wielbiła ich, a oni zaspokajali jej marzenia. Sława hiszpańskich gwiazd wybiegała daleko poza granice kraju.

Wtem rozgrywki Primera Division trzeba było zawiesić podczas Hiszpańskiej Wojny Domowej! Był rok 936. Być może to właśnie wtedy najzdolniejsze generacje owych czasów rozproszyły się po świecie, ostatecznie okazując się kolejnym “straconym pokoleniem”. Wojna domowa, rujnując kraj, zdewastowała także rodzimy futbol. Zrównane z ziemią stadiony, zawodnicy na emigracji, w armii, w więzieniach; niektórzy stracili życie. Wprawdzie w 1939 r. wznowiono rozgrywki ligowe, ale już nadciągała II wojna światowa.

Podczas najlepszej w historii klubu edycji ligi sezonu 1929/1930, tylko punktu zabrakło Arenas do miejsca na podium. Wszystko układało się dobrze. W sezonie 1931/1932 było już o dwa oczka gorzej. W 1932 roku Real po raz pierwszy wygrywa Primera Division zdobywając 28 punktów w 18 spotkaniach. Dwa lata później Los Blancos odzyskali krajowy puchar, pokonując w finale Valencię. W 1936 w finale Pucharu Hiszpanii Real ogrywa Barcelonę 2:1, a fenomenlany, ostatni mecz w karierze rozgrywa Ricardo Zamora.

Tymczasem najbardziej doświadczeni gracze z Getaxo powoli zaczęli kończyć kariery, nie znajdując odpowiednich następców lub nie chcąc w nieskończoność przedłużać swoich zawodowych karier. Skład się starzał i kruszył. Nie pomogło szukanie wzmocnień w drużynach amatorskich. Mały klub, pod względem finansowym i organizacyjnym, przegrywał z ekipami z wielkich miast. Efekt był natychmiastowy - ostatnie miejsce na koniec następnego sezonu. Ekipa z Los Arenas nie spadła do Segunda Division tylko dlatego, że władze ligi zdecydowały się powiększyć liczbę drużyn w wyższej klasie rozgrywek.

W końcu w 1935 roku los sprawił, że Club Arenas po raz ostatni zagrał w Primera Division i to przeciwko Realowi Madryt na legendarnym stadionie Chamartin. Nic już nie zdołało uratować klubu z Kraju Basków przed spadkiem z La Liga. Do utrzymania się zabrakło dziewięciu punktów. Po 7 sezonach Arenas  pożegnało się z poziomem Primera Division, aby już nigdy nie wrócić na szczyt.

Można powiedzieć, że pierwszy sezon 1935-1936 w drugiej lidze mógł napawać nadzieją, bo drużyna Basków zajęła trzecie miejsce, na finiszu przegrywając tylko z Murcią walkę o awans. W 1936 roku, Arenas zostali mistrzami Copa Vasca, w turnieju rozgrywanym między drużynami baskijskimi. Pokonali wtedy Athletic 2:1.

W Getxo wszyscy wierzyli w rychły powrót na elitarny poziom rozgrywek. Niestety wojna pokrzyżowała wszystkie ambitne plany. Po zakończeniu działań zbrojnych już nic nie było takie samo. W 1944 roku Arenas Club spadł po pięciu sezonach do trzeciej ligi (Tercera Division) i nigdy nie wrócił do Segunda Division, mimo że kilka razy był tego bliski. Prawie udało się wywalczyć awans w sezonie 1959 – 1960, kiedy to zostając mistrzami Tercera walczyli o awans, przegrywając jednak z Burgos.

Zaczęły się straszne lata. W Las Arenas nikt nie potrafił znaleźć sposobu na wydźwignięcie się z kryzysu. Sezony mijały, a klub ciągle egzystował w Tercera Division. Pod koniec lat 70. władze ligi zdecydowały o utworzeniu ligi Segunda B. Getxo zostało do niej automatycznie przeniesione. I po roku znów spadło na samo dno zawodowego futbolu. Niżej są już tylko amatorskie ligi regionalne, do których Baskowie niestety również kilka razy zajrzeli.

Po licznych perturbacjach rok 2000 przyniósł ze sobą wydarzenie tak radosne, że aż nieoczekiwane dla klubu Basków: wygranie play off’ów i awans do Segunda Division,potem osiągnięcie trzeciego miejsca w La Liga. ” (…) trzeba było czekać kolejnych pięć sezonów, aby marzyć o wejściu do Segunda B, ale w tym wypadku rezerwy Saragossy, były tymi, którzy zakończyli nasze marzenie”. Tak oto pisały gazety o tym niespodziewanym wydarzeniu.

Z dawnej sławy i potęgi zostało tylko wspomnienie. Drużyna, która przed wojną jak równy z równym walczyła z Realem Madryt i Barceloną, teraz broni się przed spadkiem z czwartej ligi. Triumfator rozgrywek o Puchar Króla walczy z rezerwami trzecioligowców. I nie radzi sobie zbyt dobrze. Klub, który był jednym z dziesięciu inaugurujących rozgrywki Primera Division, dzierży niechlubny rekord największej liczby sezonów spędzonych w Tercera.

„Los Historicos” – „Historyczni”. Tak Hiszpanie nazywają piłkarzy z Getxo. Działacze drużyny Basków z dumą prezentują najważniejsze trofeum w stadionowej gablocie –  Puchar Króla. Pokazują trofea będące dowodem na to, że kiedyś coś znaczyli, kiedyś wzbudzali strach u największych. Kilkanaście lat temu działacze Athleticu Bilbao zaprosili piłkarzy Arenas Club de Getxo na obchody stulecia „Los Leones”. Hiszpania na moment przypomniała sobie o wspaniałej rywalizacji sprzed wielu dziesięcioleci. Choćby na moment.

Arenas gra obecnie na stadionie Goblete mieszczącym zaledwie 1200 osób. Najsławniejszym szkoleniowcem klubu w ostatnim dwudziestoleciu był Javier Clemente, a piłkarzami – obecny skrzydłowy Athleticu Joseba del Olmo i bramkarz Sportingu Gijon Inaki Lafuente.

źródło tekstu: „Tygodnik Powszechny” - wydania archiwalne, elmundodeportivo.es

źródło fotografii: arenasclub.com

podziękowania: Ola Juszczyk (Blog.fcb)