Kto jest niewinny, niech rzuci kamieniem, czyli mowa obronna Victora Valdesa

Najczęściej obrażanym i wyśmiewanym człowiekiem ostatnich 48 godzin w sportowym świecie jest  niewątpliwie Victor Valdes. Jako kibic FC Barcelony czuję się zobowiązany do podjęcia próby przedstawienia innego punktu widzenia wszystkim ekspertom i znawcom bramkarskiego kunsztu, którzy obrażają portero Barcy. Czy słusznie? Moim zdaniem niekoniecznie i zanim uznasz mnie za heretyka, zapraszam do lektury tego tekstu.

Aby uprzedzić ewentualne pytania chciałbym oznajmić, że tak, oglądałem przedwczorajszy mecz i nie, nie uderzyłem się w głowę zanim wpadłem na pomysł napisania tekstu z zamiarem obrony Victora. To, że wczoraj nie zanotował dobrego występu, a w 85. minucie się skompromitował jest niepodważalnym faktem i nie zamierzam z tym dyskutować. Jednak tak silna krytyka piłkarza i rozglądanie się za jego następcą to konsekwencja utrzymującego się od początku jego kariery poglądu, że jest słabym golkiperem, co jest nieprawdą. Wiem, że dwa dni po TAKIM meczu głosząc tą opinię zostanę umieszczony w zakładzie psychiatrycznym jestem samotnym głosem w sieci.

Zastanówmy się na chwilę nad odpowiedzialnością na boisku piłkarskim. Teoretycznie jest to sport zespołowy i za wynik odpowiada cała drużyna. Tymczasem słyszymy nieraz, że “Messi w pojedynkę wygrał mecz”. Oczywiście nikt tego dosłownie nie traktuje, ale wyróżniający się piłkarze Barcy często są traktowani jako bohaterowie, a w prasie czytamy, że zwycięstwo nie zostało osiągnięte dzięki wierności niepowtarzalnemu stylowi gry i zgranemu zespołowi, tylko dzięki “błyskowi geniuszu Iniesty”. A jak jest po drugiej stronie medalu? Po kiepskim dwumeczu Messiego z Chelsea mówiło się, że ta drużyna mu nie leży, że nigdy nie strzelił bramki Cechowi, a o przestrzelonym karnym woleliśmy wszyscy nie wspominać. Kiedy nie trafił karnego w ostatniej minucie meczu z Sevillą, dostał owację na stojąco, tak na pocieszenie. Na każdym kroku usprawiedliwiamy graczy z pola: a to Pique nierówno gra bo spotyka się z Shakirą, Pedro gra pół sezonu koszmarnie, bo kiedyś tam miał kontuzję, a Cesc miał słabą dyspozycję w końcówce sezonu, ale to nieważne, bo na początku grał świetnie. A nasz portero? Czy ma on prawo tak jak najlepszy piłkarz świata do słabszego meczu? Dlaczego jest tak surowo traktowany przez rzeszę “kibiców”? Ci pseudoznawcy zachowują się jak chłopcy na asfaltowym boisku po stracie bramki, krytykując TYLKO bramkarza, bo przecież to on wpuścił gola! Nieważne jest to, że w meczu z Arsenalem (1/8 Ligi Mistrzów 2010/11 na Emirates)  zanim Valdes zostawił Robinowi Van Persie niekryty krótki słupek, obrona zawaliła na całej linii. Nieważne, że Valdes w przeciwieństwie do pozostałych bramkarzy, zamiast wykopywać “na aferę” posyła 30-metrowe podania, rozpoczynając akcje. Co z tego, że Victor zdecydowaną większość podań zagrywa dobrze, a myli się równie rzadko jak geniusz podań- Xavi, czyli średnio raz na kilka spotkań. Najważniejsze to gnoić go na każdym kroku, twierdzić, że to bramkarz dobry do Levante, a nie do Barcy.

Najlepsze jest to, że ci wszyscy internetowi (i nie tylko zresztą) eksperci znają Victora Valdesa z meczów Barcy w Champions League albo innych rozgrywek na TVP1, czyli średnio 3-4 mecze w sezonie. Szkoda, bo na co dzień gra bez zarzutu. Musi być skoncentrowany przez całe spotkanie mimo, że rywale przeważnie stwarzają czasami po 2-3 okazje na mecz. Obrońcy mu ufają, często wykorzystują go w inicjowaniu ataków pozycyjnych, które tak bardzo kochamy.

A na koniec ta wieczna rywalizacja Casillas- Valdes. Na facebooku przeczytałem ,że Iker nigdy nie wpuściłby takiej szmaty, jak Valdes w ostatnim meczu z Realem. Drodzy eksperci tutaj zobaczycie, że wpuścił on w zeszłym roku niemal identyczną bramkę, a tutaj, że bohater La Roja także popełnia błędy. Nie chcę porównywać tych bramkarzy, po prostu w Madrycie potrafią docenić swojego bramkarza mimo błędów, które popełnia, a my krytykujemy Valdesa mimo tego, że w sezonie ma 3-4 słabsze mecze. Mniej niż Messi, na którego przynajmniej ja w swoim otoczeniu nie dam powiedzieć złego słowa.

Piłka nożna to sport, w którym  grają ludzie, nie roboty i każdy piłkarz jest przez to skazany na popełnianie błędów. Szkoda, że kibice FC Barcelony, klubu, który jest całym życiem dla Victora, zapominają o tym, nie zostawiając mu żadnego marginesu błędu. W najbliższych meczach z Osasuną, Realem i przez cały najbliższy sezon będę spokojny o występy Victora Valdesa, bo to rewelacyjny gracz, najlepiej dostosowany do stylu Barcy spośród całej światowej czołówki. A hejterzy niech dalej gadają swoje, dzięki temu łatwiej odróżnić kibica od niedzielnego wgapiacza w telewizor.