Kto kogo ukąsi?

Wepchnięcie w 2011 roku przez Jose Mourinho palca do oka ówczesnemu asystentowi trenera Barcelony, Pepa Gurdioli, a od niedawna następcy, przeszło już do klasyki gatunku. Dziś znów dojdzie do Clasico. W starciu kolosów Barca podejmuje Real, ale czy Mourinho będzie potrafił być równie celny jak w poprzednim sezonie? A może nieznany mu wtedy “ten Pito” zdoła obrzydzić Portugalczykowi słodkie życie, podobnie jak przez ostatnie sezony skutecznie robił to Guardiola?

Czy przezorny, zawsze bywa ubezpieczony? Nowy coach Barcelony, Tito Vilanova miał chorobę zwaną “Messidependencją”, lecz zależność od światowej klasy wirtuoza futbolu naszych czasów i niewątpliwie najjaśniejszej gwizdy Barcelony – Lionela Messiego, nie powinna być już tak wielka, zwłaszcza po tym jak Argentyńczyk zanotował (nie)najgorszy sezon od czterech lat. Zdobywając dla drużyny z Katalonii 73 bramki licząc wszystkie rozgrywki na koniec poprzedniego sezonu, teraz wszystko przestało być ważne.

Przed nim stoi nowy cel, kolejna szansa na zdobycie tego mniej prestiżowego tytułu. Drugie trofeum poprzedniej serii rozgrywek ligowych Messi ma już na swoim koncie. To Superpuchar Hiszpanii zdobyty także w starciu przeciw Realowi Madryt. Przez rok świat wywrócił się do góry nogami. Kiedy 12 miesięcy temu w rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii Cristiano Ronaldo zdobywał gola na Camp Nou, mówiono o przełamaniu złej passy.

Dla chorobliwie ambitnego Portugalczyka pokonanie Victora Valdesa graniczyło wtedy z cudem. Tymczasem to Leo Messi był największym katem dla Ikera Casillasa. Dziś sytuacja jest odwrotna, Portugalczyk zakończył z golem trzy ostatnie wizyty w Barcelonie, tymczasem Argentyńczyk nie pokonał bramkarza Realu od ponad 360 minut.

Dla dziesiątków tysięcy fanów “Dumy Katalonii”, którzy opuszczą stadion Camp Nou 75 minut po godzinie 23.00 (do tej pory kursuje w Barcelonie metro) dziś odbędzie się kolejne futbolowe święto. Do jaskini lwa zawita “Królewski” Real jako mistrz kraju. Gości wita zwycięzca Pucharu Hiszpanii. Kto kogo pokąsa bardziej dotkliwie?  Wszystko zależeć będzie od tego, jak wypadnie debiut w Gran Derbi Tito Vilanovy.

Spadkobierca i “Jedyny”

Przed nami pierwszy odcinek nowej edycji Gran Derbi. W erze Barcelony bez Guardioli, ale z jego spadkobiercą Tito Vilanovą. Wymiana złośliwości z Jose Mourinho już za nim. Wieczorem okaże się, który z nich jest lepszym taktykiem. Tymczasem spór o dominację w hiszpańskiej lidze trwa. “Wygraliśmy 14 tytułów. To nie jest hegemonia?” – pyta zgromadzonych na konferencji prasowej dziennikarzy Vilanova. “Czy Barcelona była hegemonem? Nie przypominam sobie, żeby wygrała dwie Ligi Mistrzów z rzędu” – podejmuje rękawicę Mourinho. Choć nie do końca jest pewny swego. Mimo iż trener Realu twierdzi, że jest mu bez różnicy, czy na ławce Barcy oglądał Pepa Guardiolę, czy będzie teraz jego następcę, to zdaje sobie sprawę, że skalę trudności wyzwania wciąż bowiem zdają się określać Xavi, Iniesta i Messi. “Wielcy piłkarze, tworzący wielką drużynę” – bez kozery zauważa Mourinho. Zdaniem hiszpańskiej prasy u trenera, który zmienił niedawno swój pseudonim z „The Special One” na „The Only One” wyczuwa się stan najwyższego napięcia.

Ukarany za to, że podziękował rodzinie.

Xavi Hernandez nie ma wątpliwości, co pozostanie wiadomością dnia z 19 sierpnia 2012 roku. Nie debiut Tito Vilanovy, nie wysokie zwycięstwo nad Realem Sociedad San Sebastian (bo Baskowie nie zmusili Barcelony do wysiłku). Nawet nie remis broniącego tytułu Realu Madryt z Valencią. Formę i jakość Katalończyków ma zdefiniować pierwsze Gran Derbi tego sezonu.

Na starcie ligowych rozgrywek przeciwko San Sebastian Barca ustrzeliła pierwszą “manitę” niezbyt wymagającemu rywalowi. Dość spektakularnym okazał się powrót po poważnej kontuzji Davida Villi, który ustalił wynik meczu z na 5:1 w . El Guaje na boisku był zaledwie 9 minut, kiedy Andres Iniesta podał mu piłkę tak, że ten pokonał bramkarza uderzeniem z lewej nogi właśnie, czyli tej, którą leczył przez wiele miesięcy. “Im szybciej trafił do siatki, tym lepiej” – w żołnierskich słowach skomentował nowy sternik Barcy.

30-letni napastnik wicemistrza Hiszpanii złamał nogę w półfinałowym meczu klubowych mistrzostw świata pod koniec ubiegłego roku i pauzował przez ponad osiem miesięcy. W końcu mógł świętować swoje inaugaracyjne trafienie, dziękując za wsparcie żonie i córkom. Zakładając podkoszulkę z napisem: „bez Was byłoby to niemożliwe”. “Imposible sin vosotras”, że Villa otrzymał karę 3000 tys. euro za zdjęcie koszulki klubowej, odsłaniając tym samym granatowy t-shirt. “Bez was niemożliwe”, z czego najbardziej niezadowolona okazała się tylko Hiszpańska Federacja Piłkarska (RFEF), powołując się na swoje przepisy.

W tym miejscu ręce same opadają nisko nad ziemię zgodnie z zasadami praw fizyki, a nawet jeszcze bardziej. Nie doszukuję się już nawet sprawiedliwości na tym świecie… jeden zawodnik za zdjęcie koszulki dostaje karę finansową, inny depcze rywalowi po ręce i…. śpi spokojnie.  Jednym słowem: żenada!

Klasyk nieobecnych i oczekujących

To będzie klasyk bez Guardioli, ale też bez Pepe, z którego Mourinho zrobił receptę na Messiego. Poskutkowała w ostatnim sezonie. W dzisiejszym spotkaniu Portugalczyk jednak nie zagra.

Obrońca Realu pauzuje z powodu urazy głowy, jakiego doznał w pierwszej kolejce ligi hiszpańskiej. Pepe dochodzi do siebie, nie może oglądać telewizji, używać telefonu i komputera. Wszystko po to, żeby jak najszybciej wrócił na boisko. W niedzielę nie było z nim najlepiej, gdy zderzył się z Ikerem Casillasem. W przerwie defensor nie wiedział, jak się nazywa (“nazywam się Pablo. Co ja tutaj robię?” – miał zwrócić się do klubowych lekarzy).

Obecni wieczorem będą za to Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Na myśl o ich pojedynku kibice zacierają ręce. O koronę króla strzelców La Liga minionego sezonu walczyli do samego końca. Z 50 golami na koncie wygrał Argentyńczyk, który też ma lepszy bilans bezpośrednich starć z CR7 (Messi i jego koledzy przeciwko Ronaldo i spółce wygrywali osiem razy, w pięciu przypadkach padał remis). Ale akurat portugalski snajper dobrze wie, jak smakuje gol na Camp Nou. Do siatki rywali na ich boisku trafiał podczas trzech ostatnich swoich wizyt w stolicy Katalonii. Kibice z Madrytu liczą, że zrobi to po raz czwarty.

Oczy madryckich fanów zwrócone są także w kierunku portugalskiego szkoleniowca. Mourinho ma jednak pewne powody do zadowolenia. Kiedy dwa lata temu podpisywał kontrakt z Realem powiedział w wywiadzie dla BBC, że jedzie do Hiszpanii, by rozprawić się z Barceloną. W pierwszym sezonie odebrał jej Puchar Króla, w drugim mistrzostwo Hiszpanii. Teraz czas na najważniejszy krok, czyli triumf w Champions League oczekiwany w stolicy Hiszpanii od dekady.

Superpuchar to trofeum uważane przez niektórych za bez porównania mniej prestiżowe. Vilanova zbytnio nie bagatelizuje rangi tego tytułu. “Nie myślę, ze to jest jakiś drugorzędny tytuł. Dla Barcy wszystkie mecze muszą być o najwyższą stawkę – zwłaszcza te do których dochodzi podczas starć z Realem Madryt“. Gra idzie o coś więcej niż o sam mecz, o osiągnięcie przewagi psychologicznej nad największym z rywali już na początku sezonu.

Dla Cristiano Ronaldo Superpuchar Hiszpanii ma podwójne znaczenie. Jest okazją, by bezpośrednio zmierzyć się z największymi rywalami do „Złotej Piłki” Leo Messim i Andresem Iniestą. W końcu też Messi i jego koledzy z Barcelony mają dość powodów, by pałać żądzą rewanżu. Real pobił ich ostatnio na Camp Nou odbierając tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii. Stracili tytuł mistrza kraju, przegrali ostatnie Gran Derbi na Camp Nou 1:2, a Ronaldo strzelał im gole w trzech ostatnich meczach rozegranych w Barcelonie. Gdyby zdobył Superpuchar, byłoby to dobitnym potwierdzeniem tezy o zmianie na pozycji nr 1.

Źródło zdjęcia: Reuters