La Liga gra: 400 goli Messiego, Barca ponownie na szczycie, goleady na Camp Nou i Vicente Calderon

barc3a7a-6-0-granada-neymar-messi-2014Po tygodniowych emocjach związanych z rozgrywkami La Liga w końcu jest czas na odpoczynek. Hiszpańscy piłkarze zakończyli wczoraj dziesięciodniowy koncert gry na najwyższym poziomie. W 6. rundzie mieliśmy okazję zobaczyć kilka ciekawych, przynajmniej na papierze, spotkań. Dotychczasowy, dość niespodziewany lider z Valencii jechał na bardzo gorący stadion Realu Sociedad. Ciężki wyjazd czekał także Real Madryt, którego gościł Villarreal. Prawdziwym hitem miało być jednak starcie na Vicente Calderon. Atletico podejmowało Sevillę, dla której ten mecz miał być udowodnieniem ich dobrej passy. Barcelona, podrażniona niepowodzeniem kilka dni temu, tym razem grała na własnym obiekcie. Rywalem Blaugrany była Granada. Nieźle zapowiadały się również drugie mniejsze derby Kraju Basków. Zawodzący na całej linii Athletic mierzył się z jedną z rewelacji – Eibarem. Zapraszamy do podsumowania!

Mecze 6. kolejki:
Elche Celta

Kolejkę inaugurowaliśmy na Estadio Manuel Martinez Valero. Będąca w niezłej dyspozycji Celta Vigo mierzyła się na wyjeździe z nieobliczalnym, aczkolwiek przechodzącym niewielki kryzys Elche. Niewielkich faworytów dopatrywano się więc w piłkarzach gości. Takie stanowisko potwierdziło się niejako po pierwszym gwizdku arbitra. Nieźle spisywał się Nolito, który siał największe spustoszenie pod bramką rywala. Jego strzały były jednak albo niecelne, albo zbyt słabe, by pozwoliły skapitulować Manu Herrerze, który po raz kolejny posadził na ławce Przemysława Tytonia. Miejscowi w pierwszej części nie potrafili stworzyć wielkiego zagrożenia w szesnastce Sergio Alvareza. Efekt był taki, że kibice zgromadzeni na stadionie na ewentualne gole musieli czekać do drugich 45 minut. Chwilę po przerwie kapitalną okazję miał Garry Rodrigues. Skrzydłowy otrzymał idealną piłkę na piętnastym metrze od Jonathasa i niepilnowany oddał strzał. Ten jednak minimalnie minął bramkę, choć wydaje się, że to powinien być gol otwierający rezultat tego spotkania. Niewiele brakowało, by swojego golkipera zaskoczył Andreu Fontas, ale jego główka uderzyła tylko w poprzeczkę, po czym udanie interweniował Alvarez. Gospodarze mieli dużą przewagę. Swoich sił próbowali jeszcze Faycal Fajr oraz ponownie Rodrigues, ale bohater Celty sprzed kilku dni nie skapitulował ani razu. Niewykorzystane okazje zemściły się na Elche w 90. minucie. Wydawało się, że mniej więcej na 25. metrze od bramki z piłką nie ma co zrobić Michael Krohn-Dehli, ale Duńczyk dojrzał ruch Nolito i posłał genialne podanie. Byłemu zawodnikowi Barcelony pozostało tylko przyjąć futbolówkę i uderzyć tak, by Herrera nie miał żadnych szans. Rozpaczliwe ataki gospodarzy nie przyniosły już żadnego rezultatu, co sprawiło, że zajmują oni miejsce w ogonie stawki, a ich rywale po dobrym początku kampanii są na razie na miejscu premiowanym grą w europejskich pucharach.

Składy:
Elche: Manu Herrera – Damian Suarez, Enzo Roco, David Lomban, Edu Albacar – Pedro Mosquera, Jose Angel (77′ Adrian Gonzalez) – Garry Rodrigues, Victor Rodriguez (86′ Cristian Herrera), Faycal Fajr (69′ Coro) – Jonathas

Celta: Sergio Alvarez – Sergi Gomez, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Jonny Castro – Nemanja Radoja, Augusto Fernandez (26′ Michael Krohn-Dehli), Pablo Hernandez – Fabian Orellana, Charles (74′ Joaquin Larrivey), Nolito (90+4′ Hugo Mallo)

 

Villarreal Real

Villarreal po ostatnim remisie z Eibar przystępował do meczu z Realem niezwykle zmotywowany. Widoczne to było już od pierwszych minut, w których to o dziwo gracze Żółtej łodzi podwodnej dyktowali tempo. Niezwykle wysoki i agresywny pressing przyniósł świetne okazje dla gospodarzy. Obronę Królewskich starał się niepokoić Uche, który był blisko zdobycia gola, gdy po dobrym przyjęciu oddał niesygnalizowany strzał, który został jednak świetnie sparowany przez wracającego po meczu przerwy do bramki Ikera Casillasa. Kolejną dobrą sytuację zmarnował Vietto, który po zagraniu z lewej strony od Gomeza nie potrafił skierować piłki w światło bramki. Następną doskonałą okazję Vietto zmarnował kilka minut później. Wbiegając w pole karne, doskonale uwolnił się spod opieki obrońców i. będąc sam na sam z bramkarzem, oddał komiczny strzał, który poszybował w trybuny. Chwilę później, jak mówi przysłowie, niewykorzystane sytuacje się zemściły. Niegroźne rozegranie przed polem karnym zamieniło się w dobry strzał Modricia, który wpada do bramki obok zdezorientowanego Asenjo. Na kolejną bramkę nie trzeba było długo czekać, rozdrażniony Villarreal rzucił się do ataku, co w 40. minucie skrzętnie Real wykorzystał. Przejęcie piłki i doskonałe uruchomienie Benzemy, który poradził sobie i wyłożył piłkę do Cristiano Ronaldo, któremu nie pozostało nic innego, jak skierowanie jej do siatki. Pierwsza połowa z przewagą Villarrealu kończy się prowadzeniem Realu. To pokazuje jaki futbol jest nieprzewidywalny. Druga połowa to kolejne ataki gospodarzy, którzy zaprezentowali nam istny festiwal nieskuteczności. Doskonałe okazje marnowali kolejno Uche, Vietto i Trigueros. Real ograniczył się do defensywy i kilku zagrań z kontry, które nie przyniosły żadnej okazji. Spotkanie kończy się zwycięstwem gości w stosunku 0:2.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Gabriel Paulista – Cani, Manu Trigueros (68′ Jonathan dos Santos), Bruno Soriano, Moi Gomez (61′ Javier Espinosa) – Ikechukwu Uche (65′ Giovani dos Santos), Luciano Vietto

Real: Iker Casillas – Daniel Carvajal, Raphael Varane, Sergio Ramos, Marcelo (76′ Nacho Fernandez) – Luka Modrić, Toni Kroos – Gareth Bale, James Rodriguez (74′ Asier Illarramendi), Cristiano Ronaldo – Karim Benzema (84′ Isco)

 

Barcelona Granada

Przed Granadą czekało niełatwe zadanie. Podopieczni Joaquina Caparrosa gościli na Camp Nou, które miało być twierdzą rozzłoszczonych piłkarzy Barcy, niezadowolonych remisem z Malagą i utratą pozycji lidera. Zmotywowani piłkarze Luisa Enrique od początku meczu starali się zdominować przeciwnika, ale ci nieźle się odgryzali. Do tego kilka razy zaskoczyli defensywę Barcy. W 7. minucie gorąco mogło zrobić się Claudio Bravo. Chilijski portero nie musiał jednak interweniować. Najpierw próbę Youssefa El Arabiego zablokowali partnerzy z obrony, a potem snajper uderzył w poprzeczkę. Chwilę później skutecznie mogła odpowiedzieć Blaugrana. Do pustej siatki z bliska nie trafił jednak Munir. Po krótkim czasie gola zdobył w końcu Leo Messi, ale w momencie dośrodkowania od Adriano znajdował się na pozycji spalonej. Gospodarze dopięli swego dopiero w 26. minucie. Piłkę na swojej połowie stracił Hector Yuste, przejął ją Neymar i pomknął na bramkę. Kiedy znalazł się w polu karnym, uderzył na bramkę, a futbolówka po rykoszecie poszybowała nad golkiperem przeciwników. Kwadrans później niespodziewanie mogliśmy być świadkami wyrównania, ale kapitalnej kontry nie wykorzystał Isaac Success. Klasyk mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tak było w tym przypadku. Kilkadziesiąt sekund później na prawym skrzydle przedarł się Messi i dośrodkował w pole karne. Tam sprytnie zachował się Ivan Rakitić, który wbiegł w tempo, uprzedził obrońcę i zdobył bramkę uderzeniem głową. Jeszcze jednego gola, do szatni, zdobył Neymar, który wykorzystał swoje dobre ustawienie. Trzybramkowa przewaga do przerwy jest bardzo komfortowa i to wykorzystywali piłkarze Dumy Katalonii. Po pierwszym gwizdku w drugiej części kontrolowali przebieg wydarzeń i nie pozwalali rywalom na zbyt wiele. W efekcie Lucho mógł sobie pozwolić na podarowanie odpoczynku kluczowym piłkarzom i wprowadzenie tych, którzy szans otrzymują mniej. W 62. minucie dał o sobie znać geniusz Xaviego. Kapitan znakomicie uruchomił na prawej flance Daniego Alvesa, a Brazylijczyk z pierwszej piłki zagrał w szesnastkę do Messiego. Reprezentant Argentyny takich okazji nie marnuje i tutaj również nie miał z tym żadnych problemów. Było to trafienie numer 400 w jego profesjonalnej karierze. 4 minuty później Xavi znów świetnie wypatrzył kolegę, tym razem samego Messiego, a gwiazdor Katalończyków oddał futbolówkę Neymarowi, który skompletował hat-tricka. Dzieła zniszczenia dokonał Leo, wykorzystując karygodne zachowanie i stratę piłki na własnej połowie przez Jeisona Murillo. Piłkarze w bordowo-granatowych koszulkach sześciobramkową wygraną zmazali chyba większą część plamy, jaką zostawili wpadką w Maladze. Tak wysoki rezultat sprawiał także, że bardzo prawdopodobny był powrót na fotel lidera hiszpańskiej ekstraklasy. Na potwierdzenie trzeba było jednak czekać do niedzieli, kiedy swoje spotkanie rozgrywała Valencia.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Javier Mascherano, Jeremy Mathieu, Adriano – Sergio Busquets (64′ Marc Bartra), Xavi, Ivan Rakitić (58′ Sergi Roberto) – Munir (71′ Sandro), Leo Messi, Neymar

Granada: Roberto Fernandez – Allan Nyom, Jean Babin, Jeison Murillo, Dimitri Foulquier – Fran Rico (46′ Piti), Manuel Iturra, Hector Yuste (46′ Eddy), Javi Marquez – Isaac Success, Youssef El Arabi (66′ Luis Martins)

 

Atletico Sevila

Na Estadio Vicente Calderon niewątpliwie odbywało się spotkanie kolejki. Atletico Madryt gościło na własnym obiekcie Sevillę, która cały czas dotrzymuje kroku najlepszym drużynom. Diego Simeone powracał na ławkę trenerską po odbyciu kary za incydent w Superpucharze Hiszpanii, a Emery zaskoczył wyjściową jedenastką i brakiem typowego rozgrywającego, którego miejsce zajął Kolodziejczak. Defensywnie nastawiona ekipa Sevilli miała kłopoty od samego początku. W 19. minucie meczu akcję przy linii końcowej przeprowadził Saul, ale jego centrę wybił M’bia. Na nieszczęście gości na przedpolu dopadł do niej Koke i pięknym uderzeniem otworzył wynik spotkania. Futbolówka odbiła się jeszcze od jednego z interweniujących defensorów, co znacznie utrudniło zadanie Beto. Bramkarz był jedną z jaśniejszych postaci w jedenastce przyjezdnych. Chwilę po golu zaliczył świetną paradę przy główce Gabiego. Atletico przeważało, ale prowadzenie udało się podwyższyć dopiero pod koniec pierwszej części. Gabi wykonywał stały fragment, głową do tyłu zgrał piłkę Turan. Trafiła ona pod nogi Mirandy, który dośrodkował na długi słupek, gdzie w tempo wbiegł Saul i w ten sposób strzelił on pierwszego gola w tym sezonie. Emery nie mógł dłużej czekać i po przerwie na murawie pojawili się Suarez oraz Banega. Sevilla zaczęła mieć jakiekolwiek sytuacje, a pierwszą z nich zmarnował M’bia. W odpowiedzi główkował Mandzukic po centrze Juanfrana, ale również nieskutecznie. Zaskakującym strzałem z powietrza popisał się również Turan, ale jego z kolei zatrzymał Beto. Atletico cały czas napierało i zostało wynagrodzone. W 83. minucie Raul Garcia wykorzystał jedenastkę za faul Figueirasa na Griezmannie. To nie był koniec, ponieważ gospodarze wykonywali kolejny morderczy stały fragment. Koke dorzucał z prawej strony boiska, a tam szczupakiem wynik meczu ustalił Raul Jimenez, dla którego było to pierwsze trafienie ligowe. Hit skończył się totalnym pogromem Sevilli, a Atletico wraca na dobrą ścieżkę.

Składy:
Atletico: Miguel Angel Moya – Juanfran, Miranda, Diego Godin, Christian Ansaldi – Gabi (46′ Raul Garcia), Tiago – Arda Turan, Saul Niguez (66′ Antoine Griezmann), Koke – Mario Mandzukic (74′ Raul Jimenez)

Sevilla: Beto – Diogo Figueiras, Nico Pareja, Timothee Kolodziejczak (46′ Denis Suarez), Benoit Tremoulinas – Stephane M’bia, Daniel Carrico, Grzegorz Krychowiak – Aleix Vidal (77′ Gerard Deulofeu), Carlos Bacca, Vitolo (46′ Ever Banega)

 

Athletic EIbar

Spotkanie Bilbao z Eibarem było jednym z meczów tego typu, o których następnego dnia nikt już nie pamięta. Od samego początku zespoły prezentowały senne tempo, a jedyne okazje, jakie miały miejsce, pojawiały się po ewidentnych błędach przeciwników. Jako pierwsi strzał na bramkę oddali gospodarze. Jednak piłka po uderzeniu Susaety znacznie minęła bramkę. Kolejne minuty to przede wszystkim multum wrzutek z bocznych stref boiska, po których największe zagrożenie stworzył Albentosa, który omal nie pokonał własnego bramkarza. Gracze gości ograniczali się tylko do nielicznych kontr, które i tak zazwyczaj kończyły się przed polem karnym. Druga połowa rozpoczęła się od dobrej sytuacji dla Bilbao, do piłki ustawionej na 18. metrze od bramki podszedł Susaeta, jednak jego strzał z rzutu wolnego poszybował ponad poprzeczką bramki strzeżonej przez Iruretę. Jedyną naprawdę dogodną sytuację w tym spotkaniu zmarnował Viguera, który, uderzając głową z 6 metrów, fatalnie przestrzelił. Co nie udało się gospodarzom, mogło udać się gościom. W końcówce meczu po źle wykonanym rzucie wolnym piłkę przejął Capa i popędził z nią w stronę bramki Iraizoza. Niestety gracz Eibar, zamiast podawać do lepiej ustawionego partnera, decyduje się na strzał, który szybuje ponad bramką. Do końca meczu wynik się nie zmienia, sprawia to, że Eibar, który był skazywany na pożarcie, wywozi kolejny punkt z trudnego terenu i to on jest obecnie najlepszą baskijską
drużyną w lidze.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Andoni Iraola (72′ Oscar de Marcos), Carlos Gurpegui, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Markel Susaeta (76′ Benat Etxebarria), Ander Iturraspe, Mikel Rico, Iker Muniain – Borja Viguera (59′ Ibai Gomez), Aritz Aduriz

Eibar: Xabi Irureta – Eneko Boveda, Raul Albentosa, Raul Navas, Manuel Castellano – Jon Errasti, Dani Garcia – Ander Capa, Mikel Arruabarrena (80′ Javi Lara), Saul Berjon (77′ Abraham Minero) – Federico Piovaccari (61′ Angel Rodriguez)

 

Levante Rayo

Levante w poprzedniej kolejce w końcu odniosło wygraną i strzeliło pierwszą bramkę w spotkaniu z dotychczasową rewelacją – ekipą Granady. Rayo też w dobrych humorach po pokonaniu Athleticu Bilbao. Wydawało się, że obie ekipy w końcu złapały rytm, ale prawdziwe okazało się to tylko dla jednej z drużyn. Zaczęło się od dośrodkowania Baptistao i niegroźnego uderzenia Liki. W 12. minucie już sam Brazylijczyk trafił do siatki. Zagranie otrzymał od Roberto Trashorrasa, dla którego była to pierwsza asysta, a dla Leo 3. bramka w sezonie. Już po kwadransie Vyntra musiał zjawić się na murawie za kontuzjowanego Tono. Gospodarze rzadko odgryzali się przyjezdnym z Vallecas, to raczej piłkarze Paco Jemeza kontrolowali mecz. Zawodnicy z Valencii wywracali się w polu karnym, a goście strzelali kolejne gole. Z lewej strony kapitalną centrą popisał się Insua, a celną główką akcję ponownie wykończył Leo Baptistao. Napastnik Rayo znajduje się w wyśmienitej formie, a to było jego czwarte trafienie w tegorocznej kampanii. Przed przerwą miał on jeszcze okazję na hat-tricka, ale ta sztuka mu się nie udała. Druga połowa nie przyniosła wielkich zmian, choć Levante stworzyło swoje okazje, m.in. Rodas po zamieszaniu w polu karnym Tono Martineza. Później do ofensywy ponownie przeszli goście, a w 68. minucie arbiter podyktował jedenastkę za faul na Alberto Bueno. Mówi się, że faulowany nie powinien wykonywać rzutu karnego i tym razem ta teoria się sprawdziła, ponieważ były gracz Realu Madryt trafił w poprzeczkę. Na sam koniec jeszcze wynik mógł podwyższyć Aquino, ale po dośrodkowaniu z lewej strony i niesięgnięciu futbolówki przez Manucho skrzydłowy został zablokowany. Mimo to, Rayo wywozi drugi z rzędu komplet punktów, tym razem ofiarą padło Levante, o którym nie można powiedzieć, że wyszło z
kryzysu.

Składy:
Levante: Jesus Fernandez – Pedro Lopez, Hector Rodas, David Navarro, Tono (15′ Loukas Vyntra) – Pape Diop, Simao Mate (46′ Victor Perez) – Ruben Garcia, Victor Casadesus, Andreas Ivanschitz – David Barral (46′ Jose Luis Morales)

Rayo: Tono Martinez – Tito, Ze Castro, Abdoulaye Ba, Emiliano Insua – Raul Baena, Roberto Trashorras – Lica, Alberto Bueno (77′ Jonathan Pereira), Gael Kakuta (59′ Javier Aquino) – Leo Baptistao (82′ Manucho)

 

Getafe Malaga

W niedzielne południe zawędrowaliśmy na Coliseum Alfonso Perez, gdzie Getafe podejmowało Malagę. Do tej pory gospodarze, łagodnie mówiąc, nie zachwycają. Podobnie jak goście z Andaluzji, ale ci przyjeżdżali podbudowani remisem z Barceloną. Zaczęło się bardzo dobrze dla zawodników Cosmina Contry, znakomitą sytuację stworzył sobie Diego Castro, ale mimo że był bardzo blisko bramkarza, to kąt był dość ostry, a Kameni znakomicie pilnował krótkiego rogu, więc pewnie wybił piłkę. Malaga dość szybko odgryzła się uderzeniem Sancheza z głowy, ale ono było już totalnie niecelne. W 25. minucie Getafe pokazało jednak swój potencjał. Po odbiorze i wymianie dwóch podań w środku piłka trafiła do Sarabii. Ten wypuścił w bój Karima Yodę, który wpadł w pole karne, ale nie strzelał, a wycofał do nadbiegającego Michela. Pomocnik płaskim uderzeniem dopełnił dzieła i miejscowi prowadzili 1:0. Naprawdę genialna akcja Getafe. Gospodarze przeważali do przerwy, jak i tuż po niej. Malaga miała kłopoty ze skonstruowaniem dogodnej okazji. Druga połowa nie była tak bardzo ciekawa jak pierwsza. Wśród ekipy miejscowej wyróżniali się niewątpliwie Sarabia oraz Escudero. Zawodnicy w niebieskich strojach stwarzali sobie dużo klarownych okazji. Próbował między innymi Michel, ale tym razem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Malaga z rzadka przedostawała się pod pole karne rywala, a jak już oddawała strzał, to taki jak ten Boki, który z niedużą siłą poszybował nad poprzeczką. Niezwykłą głupotą wykazał się natomiast Weligton. Najpierw obejrzał żółtą kartkę w 87. minucie, 180 sekund później otrzymał drugi kartonik tego samego koloru i w konsekwencji musiał opuścić murawę. Obrońca uderzył w twarz Jorge Sammira, dla którego pokonanie Weligtona było ostatnią przeszkodą w starciu z bramkarzem. Rzutu wolnego z bliskiej odległości nie udało się jednak wykorzystać, więc Getafe odniosło bardzo skromne zwycięstwo po spotkaniu, które nie rzuciło na kolana.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Juan Valera, Emiliano Velazquez, Alexis, Damian Escudero (63′ Roberto Lago) – Michel Herrero (75′ Juan Rodriguez), Mehdi Lacen – Karim Yoda, Pablo Sarabia, Diego Castro – Baba Diawara (46′ Jorge Sammir)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Sergio Sanchez, Weligton, Arthur Boka – Sergi Darder, Ignacio Camacho (46′ Juanmi) – Roberto Horta, Luis Alberto (72′ Samuel Garcia Sanchez), Nordin Amrabat (46′ Duda), Roque Santa Cruz

 

Deportivo Almeria

Almeria przyjeżdżała na El Riazor po niewielkiej porażce z Atletico Madryt, natomiast Deportivo La Coruna chciało w końcu zamazać plamę po porażce 2:8 z Realem Madryt i klęsce 1:2 z Celtą Vigo. Zaczęło się znakomicie dla gości, bo Edgar, po tym jak został wyrzucony podaniem niemalże do narożnika boiska, wykonał znakomity drybling, a później jeszcze oddał strzał z prawej nogi, który obronił Lux. W odpowiedzi dwójkową akcję rozegrali Cuenca i Juafran, która zakończyła się minimalnym pudłem tego pierwszego. Chwilę później słupek uratował Almerię, bo po zamieszaniu w szesnastce gości strzał oddawał Sidnei. Deportivo było w natarciu, wyjście Rubena z bramki, choć niezakończone wyłapaniem piłki, utrudniło strzał Postidze po dośrodkowaniu Medunjanina z rzutu rożnego. Z kolejną szansą sunęła również Almeria. Thomas uderzał piekielnie mocno z około 25 metrów, Lux sparował piłkę wprost na głowę Azeeza, który sytuacyjnym strzałem nie mógł zaskoczyć bramkarza. Po przerwie z rzutu wolnego centrował Medunjanin, ponownie próbował szczęścia Postiga, ale tym razem Ruben popisał się fenomenalną paradą! Wybił piłkę niemalże z linii bramkowej! W 84. minucie Almerii udało się trafić do siatki, ale arbiter słusznie nie uznał tego gola. Z daleka uderzał Thievy, tę próbę wybronił Lux, ale dobitka Azeeza już była poza jego zasięgiem. Na jego szczęście liniowy zauważył, że w momencie strzału byłego gracza Espanyolu wychowanek Almerii był na pozycji spalonej. Młody Nigeryjczyk miał jeszcze jedną okazję po podaniu Soriano, ale i tym razem golkiper Deportivo nie miał problemów z interwencją. Wydawało się, że bezbramkowy remis jest nieunikniony, ale wtedy do głosu doszedł Edgar. Wellington wyszedł z piłką spod własnego pola karnego, na 35. metrze od bramki Luxa oddał ją do środka. Futbolówkę przepuścił Thievy, a za jego plecami był już Azeez. Nigeryjczyk podał na prawe skrzydło, gdzie znajdował się Edgar. Ten ustawił się do strzału z prawej nogi i uderzeniem od poprzeczki wpisał się na listę strzelców! Wydaje się, że piłka po drodze mogła się jeszcze odbić rykoszetem od Laure, ale nie zmienia to faktu, że gol był piękny i przede wszystkim bardzo ważny, ponieważ dał trzy oczka ekipie Francisco Rodrigueza. Spotkanie, mimo braku goli przez długi czas, stało na naprawdę wysokim poziomie.

Składy:
Deportivo: German Lux – Laure, Alberto Lopo, Sidnei, Luisinho – Alex Bergantinos, Haris Medunjanin – Juanfran Garcia (61′ Ivan Cavaleiro), Luis Farina (75′ Roberto Canella), Isaac Cuenca (70′ Toche) – Helder Postiga

Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Thomas Partey (71′ Fernando Soriano, Ramon Azeez – Jonathan Zongo (60′ Wellington), Jose Verza, Edgar Mendez – Tomer Hemed (81′ Thievy Bifouma)

 

Sociedad Valencia

Jedno z najciekawiej zapowiadających się spotkań tej rundy. Zawodzący na całej linii, poza potyczką z Realem Madryt, klub z Kraju Basków mierzył się z dotychczasowym liderem, Valencią. Nietoperze były jednak w bardzo trudnym położeniu, bo, by zachować pierwsze miejsce, musiały wygrać aż sześcioma bramkami. Nie pomagał im choćby fakt przegranych ostatnich sześciu meczów ze swoim przeciwnikiem. Gospodarze rozpoczęli starcie, jakby chcieli wynagrodzić swoim kibicom wszystkie poprzednie. Bardzo aktywny i efektowny był Carlos Vela, ale do strzelenia bramki trochę mu zabrakło. W 5. minucie jego bombę wybronił Diego Alves. Podobnie było w 12. minucie, kiedy szczęścia szukał Imanol Agirretxe. Goście ograniczali się tylko do mniej lub bardziej groźnych kontrataków. Jeden z nich, po kwadransie gry był piekielnie skuteczny. Z prawej strony piłkę wrzucał Rodrigo. W polu karnym dobrze zachował się Paco Alcacer, który, będąc w trudnej sytuacji, nie szukał na siłę uderzenia, ale przytomnie wycofał piłkę na czternasty metr. Tam nabiegał już Carles Gil, który dość niespodziewanie znalazł się w wyjściowym zestawieniu, i jego jedynym zmartwieniem było czyste trafienie w futbolówkę. To udało mu się bez kłopotów i dzięki temu goście prowadzili. Po golu niepotrzebnie się jednak cofnęli i wystawili się na obstrzał ze strony Basków. Kiedy patrzyło się na kolejne ich akcje, można było stwierdzić, że kwestią czasu jest, kiedy Alves w końcu polegnie. Na początku się jednak na to nie zapowiadało. W 27. minucie znowu był lepszy w pojedynku z Agirretxe. W 36. minucie musiał już skapitulować. Co prawda najpierw uratował go Jose Gaya, wybijając z linii bramkowej strzał Inigo Martineza, ale później nikt mu już nie pomógł, kiedy Sergio Canales wrzucił piłkę w pole karne. Centry tej nikt nie przeciął, więc futbolówka wtoczyła się do bramki. W drugiej części obraz gry zmienił się niewiele. Atakowali Txuri-Urdin, a Valencia organizowała kontry. Obu stronom brakowało jednak precyzji. Groźny był Filipe Augusto, wprowadzony w przerwie za Andre Gomesa. Oddał dwa niezłe strzały, ale żaden z nich nie wyprowadził drużyny na ponowne prowadzenie. W szeregach miejscowych najlepsze wrażenie sprawiał Sergio Canales, ale nie miał na tyle wystarczającego wsparcia, by po raz drugi zaskoczyć portero rywala. W samej końcówce były gracz Realu i Valencii uderzył bardzo sprytnie, ale na drodze piłki stanął Shkodran Mustafi, który wybił ją poza linię. W samej końcówce okazję miał jeszcze Esteban Granego, ale nieznacznie chybił. Valencia nie tylko nie zdołała obronić pozycji lidera, ale traci obecnie do niego dwa oczka. Baskowie, dzięki remisowi, tylko nieznacznie przesunęli się w górę tabeli.

Składy:
Sociedad: Enaut Zubikarai – Joseba Zaldua, Gorka Elustondo (71′ Mikel Gonzalez), Inigo Martinez, Alberto De La Bella – Markel Bergara, David Zurutuza (70′ Esteban Granero) – Carlos Vela, Xabi Prieto, Sergio Canales – Imanol Agirretxe (78′ Alfred Finnbogason)

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan, Shkodran Mustafi, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Javi Fuego, Dani Parejo (82′ Lucas Orban), Andre Gomes (46′ Filipe Augusto) – Rodrigo Moreno, Paco Alcacer, Carles Gil (46′ Sofiane Feghouli)

 

Cordoba Espanyol

Na sam koniec włodarze ligi zaplanowali niezbyt ciekawe na papierze starcie. Zamykająca tabelę Cordoba podejmowała grający równie przeciętnie Espanyol. Ostatnimi czasy zespół z Barcelony zaczął jednak w końcu osiągać wyniki, mimo nie zawsze porywającego stylu gry. Początek obfitował w walkę w środku pola. Dość powiedzieć, że najciekawszymi sytuacjami były niecelne uderzenia Patricka Ekenga oraz Nabila Ghilasa. Po półgodzinie gry rzut wolny tuż zza pola karnego wykonywał Victor Sanchez, ale środkowy pomocnik Papużek uderzył w sam środek, nie mogąc wyrządzić żadnej krzywdy Juanowi Carlosowi. W drugiej części nieźle prezentował się Fede Cartabia, który dwukrotnie próbował zaskoczyć Kiko Casillę, w tym raz uderzeniem z rzutu wolnego, ale w obu sytuacjach górą był doświadczony golkiper. W 78. minucie cały stadion uniósł ręce w geście triumfu, kiedy Aleksandar Pantić skierował piłkę do siatki, ale sędzia boczny słuszne zasygnalizował pozycję spaloną. Gol nie mógł więc być uznany. W końcówce okazję miał jeszcze Diego Colotto, ale jego mocny strzał na raty złapał Juan Carlos. Podział punktów sprawił, że beniaminek cały czas okupuje ostanią lokatę, a Katalończycy trzymają się blisko połowy tabeli, ale mają ledwie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.

Składy:
Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino, Inigo Lopez, Aleksandar Pantić, Jose Angel Crespo – Patrick Ekeng, Luso – Fede Cartabia, Fausto Rossi (73′ Fidel), Borja Garcia (78′ Xisco) – Nabil Ghilas

Espanyol: Kiko Casilla – Javi Lopez, Diego Colotto, Alvaro Gonzalez, Juan Fuentes – Victor Sanchez, Jose Canas, Salva Sevilla (65′ Felipe Mattioni), Lucas Vazquez – Christian Stuani, Sergio Garcia

 

Statystyki 6. kolejki:
- Padło 19 goli: 10 prawą nogą (53%), 4 lewą nogą (21%) i 5 główką (26%)
- Pokazano 63 żółte i 1 czerwoną kartkę
- Mecze oglądało 295,6 tysiąca widzów (29560 na mecz)

Mecz kolejki: Villarreal – Real

Jedenastka kolejki:11 kolejki

 

Piłkarz kolejki: Leo Messi (Barcelona)
Wielki mecz Leo Messiego. To on poprowadził swoich kolegów do wspaniałej, sześciobramkowej wiktorii z Granadą. Sam mecz zakończył z dwoma bramkami i dwoma asystami, choć gdyby koledzy byli bardziej skuteczni, tych drugich mógł mieć więcej. Poza tym znowu był decydujący. Czuł wielki luz w grze i był głównym architektem tego świetnego, choć jednostronnego, widowiska.

Cienias kolejki: Jeison Murillo (Granada)
Kolumbijczyka “wyróżniliśmy” tak naprawdę za postawę całego zespołu. O ile do straty pierwszego gola jako tako to wyglądało, o tyle przez 60 minut Andaluzyjczycy oddali piłkę Barcelonie i poprosili o najniższy wymiar kary. Sam Jeison może zapisać na swoim koncie ostatniego gola, ponieważ nie ma prawa tak się bawić przed własnym polem karnym. W innych sytuacjach również nie zachował się należycie, przez co będzie chciał o sobotnim wczesnym wieczorze jak najszybciej zapomnieć.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Eibar
Drużyna, która nie przestaje zaskakiwać. Nadzwyczaj dojrzały i odpowiedzialny styl gry przekłada się na dobre wyniki. Skazywani na pożarcie zdobyli już 8 punktów, które dają im obecnie 8. miejsce w tabeli. Wielkie słowa uznania również dla trenera, dzięki któremu każdy z zawodników wie dokładnie, za co na boisku odpowiada. Taka gra może napawać optymizmem i, jeśli forma baskijskiej drużny drastycznie się nie załamie, ich sen o grze w La Liga może potrwać znacznie dłużej niż tylko jeden sezon.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Weligton (Malaga)
Obrońca Malagi „grabił” sobie już od poprzedniej kolejki i spotkania z Barceloną, kiedy to złapał za twarz Messiego i powalił go na ziemię. Tym razem już mu się nie upiekło i za uderzenie w twarz Jorge Sammira dostał swoją drugą żółtą kartkę w końcówce meczu i przez to nie zagra w następnym spotkaniu. A tego można było uniknąć, gdyby Weligton trzymał swoje nerwy na wodzy.

Gol kolejki: Edgar Mendez (Almeria)
Już drugi raz Edgar jest według nas autorem najpiękniejszego gola w kolejce. Tym razem to trafienie nie było byle jakie, ponieważ do 90. minuty na El Riazor utrzymywał się remis 0:0, a wtedy to geniuszem błysnął skrzydłowy Almerii, który strzałem z prawej nogi w długi róg pokonał Luxa i dał ważne trzy oczka swojej drużynie. Bramka była niesamowitej urody, a piłka, zanim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od poprzeczki. Pytanie tylko czy po uderzeniu Edgara futbolówka nie odbiła się jeszcze rykoszetem od Laure?

Pudło kolejki: Munir El Haddadi (Barcelona)
Znów ciężko powiedzieć o występie Munira. Nie można mu odmówić chęci i woli walki, aczkolwiek po raz kolejny bardzo słabo było z precyzją. W 11. minucie po ładnej akcji Katalończyków otrzymał idealne podanie cztery metry przed pustą bramką. Tymczasem 19-latek źle podszedł do futbolówki i w efekcie nieczysto w nią trafił. Gola nie było, a być powinien musiał.

Klasyfikacje Terminarz 7. kolejki (3-5.10.2014): Terminarz 7 kolejka Uff, ten czas naprawdę pędzi. Za nami już sześć kolejek Primera Divison. Wyklarował się już pewien podział w tabeli, ale emocje nadal nie opadają. Przed przerwą na spotkania międzynarodowe jeszcze zobaczymy wiele bramek na boiskach hiszpańskich. Rozpoczniemy w piątek, 3 października na Colseum Alfonso Perez, gdzie Getafe podejmie ostatnią drużynę w tabeli – Cordobę. Beniaminek nie może odnaleźć się po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej i wciąż szuka swojej formy. Może na tle przeciętnego Getafe się to uda? Sobota natomiast rozpoczyna się od wielkiego hitu kolejki – Valencia na własnym boisku zmierzy się z Atletico Madryt. Obie drużyny są w ścisłym czubie tabeli i żadna z nich nie może sobie pozwolić na utratę oczek, bo to by oznaczało kolejne straty punktowe do Barcelony. Jednak ktoś będzie musiał przełknąć tę gorzką pigułkę, o ile nie obie drużyny. Później na Vallecas zobaczymy mecz Rayo z Barceloną, w którym Claudio Bravo zaatakuje rekord Artoli, który w 1977 roku nie puścił bramki przez 560 minut od momentu inauguracji ligi. Chilijczykowi brakuje zaledwie 21 minut z czystym kontem, aby zapisać się na kartach historii La Liga. O 20.00 wielkie zaskoczenie rozgrywek – beniaminek z Eibar stanie naprzeciw Levante, które cały czas nie może odnaleźć dobrej dyspozycji i obecnie ma tylko jedną bramkę strzeloną na koncie. To jest znakomita szansa dla Basków na kolejne oczka w La Liga. Na koniec soboty zobaczymy dwa spotkania rozgrywane równolegle: Almeria – Elche oraz Malaga – Granada. W niedzielne południe tym razem męczyć się będą gracze Sevilli i Deportivo. Obie ostatnio zaznały sromotnych porażek z drużynami z Madrytu. Zawodnicy z Andaluzji ulegli 0:4 Atletico, a ci z Galicji zbłaźnili się przed Realem, przegrywając 2:8. Na pewno Sevilla będzie faworytem tej potyczki, ponieważ ma aspiracje na czołową czwórkę. O 17.00 bardzo ciekawie zapowiadająca się konfrontacja Celty z Villarreal. Gracze z Vigo to obecnie szósta siła w lidze, choć grają w kratkę. Co prawda zdobywają punkty, ale potrafią je też głupio tracić. Liderem drużyny jest Nolito, który znowu będzie polował na bramki oraz asysty. Dwie godziny później w Barcelonie Espanyol zagra z Realem Sociedad, a na zakończenie kolejki Real Madryt zmierzy się na Bernabeu z Athletikiem Bilbao. Najwyraźniej Królewscy złapali już dobrą formę, odnosząc trzecią wygraną z rzędu. Natomiast pozbierać się nie mogą gracze Valverde, którzy ostatnio ulegli Rayo i Granadzie. Jeśli taki stan rzeczy się utrzyma, Baskowie nie będą mieli czego szukać w tym meczu, a zaczną się modlić, żeby wyjechać z Madrytu z jak najmniejszą ilością goli. To wszystko, co czeka na Was w najbliższy weekend. Zapraszamy serdecznie!

Autorzy: