La Liga gra: Barca wygrywa Klasyk i ucieka rywalom, coraz ciekawiej w strefie pucharów

Trudno wyjść przed szereg, kiedy w tej samej kolejce odbywa się El Clasico. W ten weekend znakomita większość sympatyków hiszpańskiej piłki emocjonowała się najbardziej właśnie potyczką najbardziej prestiżową na Półwyspie Iberyjskim. Ale jak każda runda, tak i ta składała się z dziewięciu innych spotkań, które miały być przystawką do dania głównego. Najciekawiej z reszty meczów miało być na El Madrigal. Trzeci raz w ostatnim czasie zmierzyły się tam ekipy Villarrealu oraz Sevilli. Obie walczą o piątą lokatę, tak więc nie powinniśmy narzekać na poziom. Nieźle zapowiadał się także bój na Vallecas. Rayo, grające zawsze otwarty futbol, podejmowało dobrze dysponowaną Malagę. Valencię czekała w teorii dość łatwa przeprawa z Elche na wyjeździe, a Atletico w małych derbach stolicy gościło Getafe. Zapraszamy do podsumowania 28. rundy La Liga!

Mecze 28. kolejki:
11091173_10202845662017357_813806373_n

Zajmujące niezbyt bezpieczne przed tą kolejką miejsce Elche z Przemysławem Tytoniem w bramce podejmowało Valencię. Ekipa Nietoperzy swój cel miała jasny – trzy oczka, które pozwolą zachować trzecią lokatę, a dodatkowo zbliżyć się do przynajmniej jednego z dwóch zespołów znajdujących się przed nią. Różnica klas między oboma klubami była widoczna od pierwszego gwizdka sędziego. Dość powiedzieć, że miejscowi w pierwszej części nie oddali ani jednego celnego strzału, w całym meczu – ledwie jeden. Z kolei przeciwnicy tworzyli sobie dogodne okazje bardzo często. U nich szwankowało z kolei wykończenie. A kiedy piłka znalazła się już w siatce, sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. W 44. minucie w końcu jednak dopięli swego. Bramkę do szatni zdobył dobrze dysponowany Andre Gomes. Trafienie to zdecydowanie podopiecznych Nuno Espirito uspokoiło. 13 minut po przerwie było 2:0 i w zasadzie po meczu. Ładną akcję przeprowadził Sofiane Faghouli, podał do Gomesa, a ten dośrodkował w kierunku Paco Alcacera. Hiszpański snajper nie miał problemów, by z bliska wpakować futbolówkę do siatki. Po kolejnym kwadransie swoją drużynę dobił Enzo Roco, który w niegroźnej sytuacji wpakował piłkę do własnej bramki, kompletnie zaskakując polskiego golkipera. W doliczonym czasie gry rezultat ustalił Nicolas Otamendi, główkując po dośrodkowaniu z narożnika boiska. Valencia mogła być pewna, że podczas przerwy reprezentacyjnej będzie cały czas trzecią siłą w lidze. Z kolei Elche, przy niekorzystnych wynikach innych spotkań, mogło spaść nawet do strefy spadkowej.

Składy:
Elche: Przemysław Tytoń – Damian Suarez, Enzo Roco, David Lomban, Domingo Cisma – Adrian Gonzalez (77′ Pedro Mosquera), Mario Pasalić (59′ Cristian Herrera) – Garry Rodrigues (75′ Coro), Faycal Fajr, Victor Rodriguez – Jonathas

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan, Shkodran Mustafi, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Javi Fuego, Daniel Parejo (90′ Tropi), Andre Gomes – Sofiane Feghouli (83′ Joao Cancelo), Paco Alcacer (67′ Alvaro Negredo), Pablo Piatti

11088119_10202845673657648_8955465_n

Zepchnięte z ligowego podium Atletico miało wyborną okazję, żeby zmazać plamę przed własną publicznością. Na Calderon przyjechał bowiem ligowy przeciętniak, czyli Getafe. W składzie Los Colchoneros zaskakiwać mógł brak w wyjściowej jedenastce najlepszego strzelca zespołu – Antoine’a Griezmanna. Jak się jednak później okazało para Fernando Torres – Raul Jimenez spisała się w ofensywie bez zarzutu. Pierwszy zdobył bramkę, a drugi zaliczył asystę. Oczywiście oba trafienia podopieczni Diego Simeone odnotowali po stałych fragmentach gry. Prawdziwym królem widowiska był bez wątpienia Koke. Kładł stempel na każdej akcji zaczepnej, zaliczył asystę, a przy odrobinie szczęścia i lepszej skuteczności mógł zdobyć nawet gola. Atletico zdominowało rywala pod każdym względem, a dwubramkowe zwycięstwo to najniższy wymiar kary. A co można powiedzieć o gościach? Szybko stracona bramka wypuściła z nich powietrze. Poza kilkoma indywidualnymi zagraniami trudno było znaleźć jakiekolwiek pozytywy. Rojiblancos nadal trzymają kontakt z czołówką, po raz kolejny pokazując jak bardzo należy się bać wykonywanych przez nich stałych fragmentów gry. Z kolei gościom w obecnym sezonie nie grozi chyba nic więcej niż trzynaste miejsce, na którym aktualnie się znajdują.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Jesus Gamez, Diego Godin, Jose Gimenez, Juanfran – Koke, Tiago, Gabi, Arda Turan (90’ Mario Suarez) – Fernando Torres (90’ Cani), Raul Jimenez (64’ Antoine Griezmann)

Getafe: Vicente Guaita – Sergio Escudero, Naldo, Emiliano Velazquez, Carlos Vigaray – Mehdi Lacen, Diego Castro – Fredy Hinestroza (72’ Karim Yoda (83’ Alex Felip)), Pablo Sarabia, Pedro Leon (79’ Baba Diawara) – Alvaro Vazquez

11073826_10202845734819177_1406934581_n

Rayo, które bardzo dobrze radzi sobie ostatnio na własnym obiekcie (3 wygrane z rzędu), gościło ekipę Malagi. Ekipa Javiego Gracii spisuje się w tym sezonie powyżej oczekiwań, co przy słabszej formie teoretycznie lepszych drużyn pozwala jej zajmować siódmą lokatę. Zważając na fakt, że będące przed nią Sevilla i Villarreal zmierzą się w bezpośredniej potyczce, można było zbliżyć się do obu klubów. To zapowiadało nam ciekawe widowisko. W pierwszych trzech kwadransach kibice zgromadzeni na Vallecas faktycznie nie mogli narzekać na poziom gry. Przez długi okres brakowało jednak najważniejszego – akcji zakończonych groźnymi uderzeniami i co za tym idzie – bramek. W 22. minucie przypomniał o sobie będący w doskonałej formie Alberto Bueno. Hiszpan otrzymał piłkę na skrzydle, zahipnotyzował pilnujących go defensorów i dośrodkował na drugą stronę pola karnego. Tam czekał już Gael Kakuta, który strzałem głową pokonał Carlosa Kameniego. Goście jak najszybciej chcieli doprowadzić do wyrównania, ale ich próby wyglądały dobrze tylko do momentu wejścia w pole karne madrytczyków. A jeśli już dochodzili do pozycji strzeleckich, robili to nieskutecznie lub zbyt lekko. Również piłkarze Paco Jemeza próbowali zdobyć jeszcze jednego gola, który prawdopodobnie pozbawiłby oponentów nadziei, ale również oni nie mieli już szczęścia. Ani Manucho, który kilka razy doszedł do strzału, ani Bueno nie byli w stanie zmusić do kapitulacji Kameniego. W końcówce drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Marcos Angeleri. Trzy oczka po raz kolejny zostały na przedmieściach Madrytu, gdzie powoli mogą chyba świętować utrzymanie. Z kolei Malaga zaprzepaściła okazję, by zbliżyć się do czołowej szóstki, narażając się dodatkowo na pogoń rozpędzonego Athleticu Bilbao.

Składy:
Rayo: Cristian Alvarez – Tito, Ze Castro, Antonio Amaya, Nacho Martinez (54′ Emiliano Insua) – Raul Baena, Roberto Trashorras – Gael Kakuta (70′ Lica), Alberto Bueno, Adrian Embarba – Leo Baptistao (36′ Manucho)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Marcos Angeleri, Weligton, Miguel Torres (56′ Arthur Boka) – Sergi Darder, Recio – Samuel Garcia, Ricardo Horta (56′ Nordin Amrabat), Samuel Castillejo (79′ Duda) – Juanmi

11088974_10202845734419167_1669743143_n

Również Levante mogło się poszczycić wygranymi trzema ostatnimi meczami przed własną publicznością. Seria ta mogła napawać optymizmem, zwłaszcza że tym razem ekipa z Walencji podejmowała niewygodną Celtę Vigo, który w ostatnim czasie zanotowała zdecydowaną poprawę, która przekłada się na lepsze wyniki. Trudno więc było wskazać faworyta. Mecz stał na niezłym poziomie, jednak tak jak w wielu potyczkach w tej rundzie szwankowała precyzja. Nieco więcej z gry mieli Galicyjczycy, ale nie potrafili przekuć tego na bramkę otwierającą wynik meczu. Pecha miał Fabian Orellana, który trafił w słupek. Po przerwie zmieniło się niewiele. Cały czas byliśmy świadkami dość wyrównanego starcia, które rozstrzygnąć mógł jeden błąd. Pomyłki może nie było, ale to nie znaczy, że spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. W 86. minucie goście przeprowadzili składną akcję. W jej ostatniej fazie Nolito przytomnie zagrał przed bramkę do Charlesa, a wprowadzony kilka minut wcześniej napastnik wturlał futbolówkę między słupki, ustalając jednocześnie wynik. Komplet oczek Celty pozwolił jej utrzymać się w środku ligowego zestawienia. Levante natomiast cały czas znajduje się pod kreską. Na szczęście dla Lucasa Alcaraza i jego zawodników – różnice punktowe w dole tabeli są naprawdę niewielkie.

Składy:
Levante: Diego Marino – Jose Morales, David Navarro, Ivan Ramis, Tono – Jordi Xumetra (66′ Nabil El Zhar), Simao Mate, Papakouli Diop (56′ Jose Mari), Ruben Garcia (82′ Rafael Martins) – Kalu Uche, David Barral

Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Jonny Castro – Augusto Fernandez, Michael Krohn-Dehli (90′ Nemanja Radoja), Fabian Orellana – Santi Mina (74′ Pablo Hernandez), Joaquin Larrivey (78′ Charles), Nolito

961726_10202845755419692_1498590813_n

Do wieczornego spotkania na Nuevo San Mames obie drużyny przystępowały w odmiennych nastrojach. Gospodarze liczyli na piąte zwycięstwo z rzędu, kontynuując swoją świetną passę. Goście mieli nadzieję na cud i pierwszą wygraną od sześciu spotkań, tym bardziej że cały czas biją się o utrzymanie. Los tym razem nie okazał się łaskawy dla słabszych. Baskowie rozegrali kapitalne zawody i tylko brak skuteczności zdecydował o tym, iż nie wygrali wyżej. Warto podkreślić, że nie był to jedynie teatr jednego, określonego autora. Wszyscy zawodnicy Ernesto Valverde zaprezentowali zbliżony do siebie, wysoki poziom. Goście co prawda próbowali podnosić głowę, ale najczęściej nadziewali się na kontry gospodarzy. Na dodatkową wzmiankę zasługuje trafienie Mikela Rico, który uderzeniem zza pola karnego przelobował portero Almerii. Tym samym piąte zwycięstwo z rzędu Athleticu stało się faktem. Europejskie puchary dla Basków mogą okazać się jeszcze osiągalne. Almeria z kolei punktów będzie musiała szukać za dwa tygodnie w arcyważnym pojedynku z Levante.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Oscar De Marcos – Benat Etxebarria, Mikel Rico – Ibai Gomez (72’ Andoni Iraola), Iker Muniain, Inaki Williams (78’ Ander Iturraspe) – Guillermo Fernandez (88’ Kike Sola)

Almeria: Julian Cuesta – Sebastian Dubarbier, Angel Trujillo, Fran Velez, Michel Macedo – Verza, Thomas Teye – Edgar Mendez (85’ Javier Espinosa), Corona (60’ Fernando Soriano), Wellington Silva (61’ Thievy Bifouma) – Tomer Hemed

11004421_10202845746139460_609818673_n

Na Nuevo Los Carmenes w sobotę rozgrywano ważne spotkanie dla układu tabeli w dolnej jej części. Naprzeciw siebie stanęły ekipy Granady i Eibaru. Goście ostatnio grają fatalną piłkę i osiągają okropne wyniki, więc wydawało się, że miejscowi powinni zdobyć w tym meczu kompley oczek. Rzeczywiście gospodarze kontrolowali przebieg pojedynku na jego początku. Dwa dobre strzały oddali Adrian oraz Piti, ale nie znalazły one drogi do bramki. Sytuacja gości układała się coraz gorzej. Jeszcze przed przerwą Garitano musiał dokonać zmiany i ściągnąć z murawy Raula Navasa, który doznał urazu. Po zmianie stron sytuacja się trochę odmieniła. Częściej zaczęli atakować goście, ale Granada nie pozostawała dłużna. Najlepszą szansę miał Cordoba, którego uderzenie minęło się ze słupkiem dosłownie o centymetry. Jeśli chodzi o gości, to niemal stuprocentowe szanse miał Boveda, który genialnie odnajdywał się w polu karnym rywala. Oddał dwa strzały – jeden z nich genialnie obronił Oier, a drugi okazał się minimalnie niecelny. W przekroju całego starcia z pewnością można było bardziej wyróżnić Granadę, która miała więcej sytuacji. Natomiast Eibar wywalczył w końcu punkt, ale na wygraną nadal muszą poczekać. Licznik zatrzymał się na liczbie „9” i nie widać nadziei na poprawę.

Składy:
Granada: Oier Olazabal – Allan Nyom, Jean-Sylvain Babin, Jeison Murillo, Emanuel Insua – Fran Rico, Ruben Perez – Lass Bangoura (53′ Robert Ibanez), Piti (66′ Javi Marquez), Adrian Colunga (74′ Ruben Rochina) – Jhon Cordoba

Eibar: Jaime Jimenez – Eneko Boveda, Txema Anibarro, Raul Navas (29′ Javi Lara), Lillo – Dani Garcia, Borja – Saul Berjon, Mikel Arruabarrena (65′ Federico Piovaccari), Abraham Minero (74′ Didac Vila) – Manu del Moral

11074149_10202845765179936_241986243_n

W niedzielne południe naprzeciw siebie stanęły dwa zespoły z dolnej połowy tabeli. Deportivo czekało pięć spotkań na wygraną, Espanyol – dwa. Padł wynik bezbramkowy i ten fakt może, choć nie musi, mówić wiele o całym spotkaniu. Nie było bowiem aż tak źle. Obie drużyny stwarzały sobie sytuacje, ale to, w jaki sposób je wykańczały, wołało o pomstę do nieba. Bliżej zdobycia bramki byli goście. Najpiew jednak doskonale zachował się Fabricio, a w drugiej połowie gospodarzy uchroniła poprzeczka. Mimo iż to Deportivo oddało więcej strzałów w meczu, to nie przekładało się to na szczególne zagrożenie. Trzeba przyznać, że pojedynki tych klubów w obecnym sezonie nie przejdą do historii jako najbardziej emocjonujące. W pierwszym spotkaniu w Barcelonie również padł bezbramkowy remis. Deportivo zmarnowało szansę, by oddalić widmo spadku, Espanyol zmarnował szansę na awans do pierwszej dziesiątki. Mecz bez większego wyrazu przybliżył jedynie oba zespoły do końca sezonu.

Składy:
Deportivo: Fabricio – Luisinho, Alerto Lopo, Sidnei, Juanfran – Alex Bergantinos (75’ Juan Dominguez), Celso Borges – Ivan Cavaleiro, Luis Farina (58’ Diogo Salomao), Lucas Perez – Oriol Riera (67’ Toche)

Espanyol: Kiko Casilla – Ruben Duarte, Alvaro Gonzalez, Hector Moreno, Anaitz Arbilla – Jose Canas (70’ Paco Montanes), Javi Lopez – Victor Sanchez, Salva Sevilla (78’ Felipe Mattioni), Lucas Vazquez – Felipe Caicedo (53’ Christian Stuani)

11086956_10202845790620572_1287917661_n

Na El Madrigal przedsmak przed ligowym klasykiem – starcie Villarrealu z Sevillą. Można je nazwać pojedynkiem starych znajomych, ponieważ niedawno oba kluby grały ze sobą w Lidze Europy, a z tego dwumeczu zwycięsko wyszła ekipa z Andaluzji, która i tym razem była uznawana za nieznacznego faworyta. Boisko było bardzo nasiąknięte wodą, co znacznie utrudniało występ zawodnikom, ale nie dało się zauważyć, że to Sevilla zdominowała mecz. Początek spotkania to przede wszystkim bomba z dystansu Diogo Figueirasa, ale trafiona wprost w Asenjo. Z czasem coraz bardziej zaczęli zagrażać gospodarze i to zakończyło się genialną szansę Tomasa Piny, który został jednak zatrzymany przez Nico Pareję, który wybijał futbolówkę już z linii bramkowej. Szczęście nie sprzyjało gospodarzom, ponieważ na domiar złego przed przerwą w słupek z bliska trafił Gerard Moreno. Strzelanie bramek zaczęło się dopiero po przerwie, kiedy Figueras znakomicie zagrał piłkę do Coke, a ten posłał płaski strzał obok bramkarza, po którym piłka obiła słupek i wpadła do siatki. Drugie trafienie dla Sevilli to dzieło Vitolo, który technicznym wolejem całkowicie zaskoczył Asenjo. Końcówka należała z kolei do gospodarzy, którym znowu brakowało szczęścia. Najpierw golkiper Villarrealu został zmuszony przez Uche do wielkiego wysiłku, a później mógł tylko stać i patrzeć jak futbolówka po uderzeniu Gerarda trafia w słupek. Mimo to Sevilla zachowała korzystny rezultat, który cały czas pozwala myśleć zawodnikom z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan o Lidze Mistzów w przyszłym sezonie.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Eric Bailly, Antonio Rukavina – Moi Gomez, Jonathan dos Santos (59′ Manu Trigueros), Tomas Pina, Joel Campbell (59′ Luciano Vietto)– Giovani dos Santos (71′ Ikechukwu Uche), Gerard Moreno

Sevilla: Sergio Rico – Coke, Nico Pareja, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas (50′ Fernando Navarro) – Daniel Carrico, Stephane M’Bia – Diogo Figueiras, Vicente Iborra (61′ Ever Banega), Vitolo – Carlos Bacca (80′ Iago Aspas)

11079382_10202845909663548_542946034_n

Real Sociedad po raz ostatni na własnym obiekcie przegrał 17 stycznia. Od tego czasu zanotował tam trzy zwycięstwa oraz jeden remis. Z kolei Cordoba odniosła ostatnio osiem (!) porażek z rzędu, po raz ostatni zdobywając punkt 16 stycznia. Beniaminek wobec tego znajduje się na szarym końcu ligowej tabeli, mając coraz większą stratę do bezpośrednich rywali i coraz mniej szans na odwrócenie tej niekorzystnej sytuacji. Zdecydowanym faworytem był zespół prowadzony przed Davida Moyesa. Od samego początku wszystko układało się po myśli Szkota i spółki. Już w szóstej minucie z boiska wyleciał Aleksandar Pantić, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Imanola Agirretxe. Jeśli jednak ktoś pomyślał, że Baskowie rzucą się na swojego rywala i pewnie wygrają, był w błędzie. Po dwunastu minutach nieoczekiwanie prowadzili… goście. Z rzutu rożnego dośrodkował Bebe, a głową do bramki strzelił Florin Andone. Przyjezdni nie zamierzali się tym zadowalać, tworząc sobie kilka kolejnych niezłych okazji. Żadnej nie potrafili jednak wykorzystać, co zemściło się w 33. minucie. Centrę Sergio Canalesa wykorzystał Agirretxe. Txuri-Urdin poczuli wiatr, ale mimo licznych prób na kolejne trafienie czekali aż do ostatniego kwadransa. Futbolówkę w szesnastce otrzymał Chori Castro, który umiejętnie się z nią odwrócił i pokonał Juana Carlosa. Cordoba utrudniała sobie życie jak tylko mogła. Goście spotkanie kończyli w… ośmiu. Czerwone kartki otrzymali jeszcze Inigo Lopez oraz Dani Pinillos. Adrian Gunino został zatem jedynym obrońcą z wyjściowego składu, który kończył spotkanie na murawie. W międzyczasie gola strzelił jeszcze Alfred Finnbogason, który pojawił się na placu gry chwilę wcześniej. Real Sociedad zanotował trzecią wiktorię z rzędu, która pozwoliła na awans na dziewiąte miejsce. Cordoba zaś cały czas traci do bezpiecznego miejsca 7 oczek. Nadzieja umiera ostatnia, ale… trzeba ją jeszcze mieć.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Ion Ansotegi, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Ruben Pardo, Esteban Granero (66′ Carlos Vela) – Sergio Canales, Xabi Prieto, Chori Castro (80′ Markel Bergara) – Imanol Agirretxe (89′ Alfred Finnbogason)

Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino, Aleksandar Pantić, Inigo Lopez, Dani Pinillos – Rene Krhin, Bruno Zuculini (50′ Fidel) – Bebe, Borja Garcia, Heldon (35′ Luso) – Florin Andone (80′ Fede Cartabia)

11077723_10202845920303814_1999980703_n

Zakończenie kolejki na Camp Nou zwiastowało wielkie emocje i rzeczywiście kibice na stadionie w Barcelonie nie zawiedli się El Clasico. Real Madryt przybył na obiekt rywala skazywany przez media na porażkę, ale za wszelką cenę chciał pokazać, że jest zbyt wielkim zespołem, żeby odmawiać mu wygranej. Początek mógł się ułożyć znakomicie dla Królewskich. Marcelo pognał lewą stroną, po czym zagrał za obronę do Benzemy, i kiedy wydawało się, że ten spowolnił akcję swoim zatrzymaniem się, wtedy Francuz posłał dośrodkowanie w kierunku Cristiano, który jednak trafił w poprzeczkę. Real grał, a Barca strzelała. W 19. minucie po centrze Messiego z rzutu wolnego piłkę do siatki posłał głową Mathieu. Dla obrońcy był to pierwszy gol ligowy w sezonie i drugi w barwach Blaugrany. Chwilę później powinno być 2:0, ale z chaosu w polu karnym Realu i podaniu Suareza nie potrafił skorzystać Neymar, który miał przed sobą tylko Ikera Casillasa. Hiszpan szybko uruchomił kontrę gości, którzy doprowadzili do wyrównania po piętce Benzemy i celnym strzale czubkiem buta Cristiano Ronaldo. Do przerwy grał już tylko Real Madryt, który nawet strzelił drugą bramkę, ale w momencie przedłużania piłki zagrywanej od Benzemy do Bale’a CR7 był na pozycji spalonej. Kilka parad zaliczył również Claudio Bravo, głównie po próbach Portugalczyka. Po zamianie stron tylko początkowo inicjatywę mieli przyjezdni, która zaowocowała jedynie sytuacją Benzemy, którą Francuz zmarnował. W 56. minucie Luis Suarez po długim zagraniu Daniego Alvesa zdobył gola, który totalnie odmienił nie tylko wynik, ale również przebieg meczu. Barcelona już do końca potyczki nie dała się zepchnąć do obrony, a co więcej, atakowała bardzo odważnie. Najpierw Neymar zmarnował genialną szansę, po swoim równie genialnym rajdzie, oddając kiepskie uderzenie zza pola karnego. Następnie z celem minął się Leo Messi, a później w akcji „3 na 1” spudłował ponownie Brazylijczyk. Widząc nieporadność kolegów z przodu, pomóc chciał Jordi Alba, ale Hiszpan wpadł dynamicznie w szesnastkę, ale oddał strzał, który obronił Casillas. Na pożegnanie z Camp Nou bramkarz Realu ponownie wybronił próbę, ale tym razem Leo i jednocześnie uratował swój zespół przed blamażem. Barca jednak wygrała El Clasico i powiększyła przewagę w tabeli nad Realem do 4 punktów.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Javier Mascherano, Ivan Rakitic (76′ Sergio Busquets), Andres Iniesta (80′ Xavi) – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar Jr (85′ Rafinha)

Real: Iker Casillas – Dani Carvajal, Sergio Ramos, Pepe (73′ Raphael Varane), Marcelo – Toni Kroos, Luka Modric (88′ Lucas Silva), Isco (80′ Jese) – Gareth Bale, Karim Benzema, Cristiano Ronaldo

Mecz kolejki: Barcelona – Real

Liczby kolejki:
11086646_10202843720328816_1430320648_n

Piłkarz kolejki: Gerard Pique (Barcelona)
Profesor! Genialna partia stopera w El Clásico. Hiszpan długo szukał formy z początku swojej gry w pierwszej drużynie Barcy, ale wygląda na to, że wraca do swojej genialnej dyspozycji. Zaliczył wiele ważnych przechwytow, a jego wślizgi były odważne, ale skuteczne. Poza tym znakomicie układała mu się współpraca z Mathieu, który rozegrał równie udany mecz. Nie tak dawno obrona była najbardziej kulejącą formacją drużyny, a teraz to jej pewny element.

Cienias kolejki: Oriol Riera (Deportivo)
Ciężko zdobywa się w tym sezonie punkty zawodnikom Deportivo. Zdecydowanie nie pomaga im człowiek, który jest odpowiedzialny za strzelanie goli. Oriol Riera do tej pory jedynie dwukrotnie znajdował drogę do siatki bramki przeciwnika. Delikatnie mówiąc, nie jest to wynik powalający. Na jego niekorzyść dodatkowo przemawia fakt, że niemal w każdym meczu marnuje dogodne sytuacje. Nawet kiedy trafienie wydaje się już pewne, to napastnik Deportivo potrafi wszystko zniweczyć. Podobnie było w bezbramkowym starciu z Espanyolem. Strzały do wiwatu, skuteczność gracza B–klasy. Riera znów się nie popisał.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Athletic Bilbao & Mikel Rico
Czy wiecie, która drużyna w La Liga ma aktualnie najdłuższą serię zwycięstw? Nie jest to żaden z gigantów na szczycie tabeli, lecz Athletic Bilbao. Podobieczni Ernesto Valverde odnotowali w weekend już piąte zwycięstwo z rzędu, a ich forma niewiele odbiega od tej, gdy było o nich głośno w Europie. Młodzi Muniain i Williams na skrzydłach czy doświadczony Aduriz na szpicy są aktualnie główną bronią Basków. Mecz z Almerią miał jednak innego bohatera, mianowicie Mikela Rico. Oprócz przedniej urody bramki walnie przyczynił się do panowania Athleticu w środku pola. Mógł nawet ustrzelić dublet, lecz bramkarz Almerii popisał się doskonałą paradą. Jak długo gracze z Bilbao utrzymają obecną dyspozycję?

Negatywne wyróżnienie kolejki: Cordoba
Cordoba zanotowała dziewiątą porażkę z rzędu. “Wyróżniając” czerwoną latarnię ligi, nie to było jednak naszym głównym kryterium. Bardziej chodziło o styl, w jakim przegrali. Otrzymać trzy czerwone kartki, w dodatku ogląda ja trio obrońców z wyjściowej jedenastki – nie jest to wyczyn powszechny, ale także nie do pochwalenia. Drużyna nie wytrzymuje już chyba napięcia i zbyt często puszczają jej piłkarzom nerwy. A szkoda, bo Real Sociedad nie zagrał wybitnego spotkania i przy innym przebiegu gry można było wywalczyć korzystny rezultat.

Gol kolejki: Vitolo (Sevilla)
Andaluzyjczycy kolejny raz w ostatnim czasie znaleźli sposób na Villarreal. Najpierw wyeliminowali ekipę Marcelino z Ligi Europy, a teraz pokonali ją w lidze. Wielki w tym wkład Vitolo, który obecnie jest kluczowym graczem u Unaia Emery’ego. Zdobywa bramki, asystuje, a nawet otrzymał powołanie do kadry Hiszpanii na najbliższy mecz w eliminacjach do Mistrzostw Europy. W pojedynku z Villarrealem skrzydłowy znów nie zawiódł. Zdobył pięknego gola z woleja po centrze z prawej strony, choć pomógł mu w tym rykoszet, dzięki któremu piłka trafiła pod jego nogi. Mimo to uderzenie było bardzo urodziwe, a w samej bramce nie było żadnego przypadku.

Pudło kolejki: Neymar (Barcelona)
Druga połowa w wykonaniu Barcelony w El Clásico była bardzo dobra. Gospodarze mieli mnóstwo akcji, aby wygrać wysoko ten mecz, ale marnowanie sytuacji, a w szczególności Neymar, który mimo że sam sobie wypracował te okazje, to później miał problemy z zachowaniem zimnej krwi. Najgorsze pudło zaliczył jednak w pierwszej części, kiedy dostał podanie z prawej strony i miał przed sobą tylko Casillasa, a stał tuż przed bramką. Zamiast jednak skierować piłkę do siatki, to odbił ją lekko udem, co nie zagroziło Ikerowi. Warto odnotować, że ten błąd umożliwił Realowi wyprowadzenie kontry, która skończyła się golem dla Królewskich.

11051292_10202843733529146_809067347_n

10997042_10202845612056108_1758082274_n11086643_10202845930864078_1016594726_n

Terminarz 29. kolejki (3-6.04.2015):
Piątek, 3.04:
Eibar – Rayo (godzina 20:45)
Sobota, 4.04:
Sevilla – Athletic (16)
Cordoba – Atletico (18)
Almeria – Levante (20)
Malaga – Sociedad (22)
Niedziela, 5.04:
Real – Granada (12)
Valencia – Villarreal (17)
Getafe – Deportivo (19)
Celta – Barcelona (21)
Poniedziałek, 6.04:
Espanyol – Elche (20)

Czas na odpoczynek. Poprzedni tydzień doprowadził nas na skraj emocji, ale ostatecznie mamy powody do radości. Manchester City i Real Madryt nie dały rady Barcelonie i przez czas przerwy na mecze reprezentacyjne ze spokojem możemy wyczekiwać ćwierćfinałów Ligi Mistrzów oraz kolejnych kolejek La Ligi. Terminarz będzie bardzo napięty, ponieważ od 3 do 13 kwietnia rozegrane zostaną aż trzy tury spotkań. To będzie bardzo intensywny czas. 29. kolejka zacznie się w piątek przed świętami wielkanocnymi. Eibar na własnym stadionie zagra z Rayo. Ciężko wytypować wynik tego spotkania, ponieważ gospodarze odnieśli ostatnią wygraną 9 meczów temu, a Rayo na wyjeździe nie zdobyło oczka od czterech pojedynków. Wygląda na to, że zapowiada się ciekawe starcie. Sobota zacznie się od interesującego spotkania na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie Sevilla zagra ważne 90 minut ze wstającym z kolan Athletikiem. Później przeniesiemy się do Cordoby, gdzie beniaminek zagra o honor z Atletico Madryt. Ekipa Simeone nie może sobie pozwolić już na żadną stratę oczek, więc na pewno zagra na najwyższych obrotach. O 20 rywalizacja pomiędzy Almerią i Levante, a na koniec dnia deser, który zapowiada się całkiem smakowicie – Malaga kontra Real Sociedad. Niedziela stoi głównie pod znakiem czołówki tabeli. W południe Real Madryt podejmie u siebie Granadę. Teraz każde oczko będzie miało wagę złota dla podopiecznych Ancelottiego, więc będzie na co patrzeć. Podobnie jak na Mestalla, gdzie zagramy hit kolejki, czyli potyczkę Valencii z Villarrealem. Żółta Łódź Podwodna porażką z Sevillą praktycznie przekreśliła swoje szanse na grę w Lidze Mistrzów na lato, ale nadal w zasięgu jest Liga Europy. Chcąc zrealizować te plany, potrzebny jest korzystny rezultat w Walencji, ale gracze Nuno Esprito Santo również mają o co walczyć – mistrzostwo kraju nie wydaje się jeszcze totalnie nierealne, ale również nie jest obecnie prawdopodobne. W każdym razie Champions League to jest to, w co celuje na tę chwilę Valencia. O 19 Getafe podejmie na własnym obiekcie Deportivo, a na koniec dnia Celta zmierzy się z Barceloną. W poprzedniej rundzie zawodnicy z Galicji ograli Barcą na Camp Nou, więc wydaje się, że to jedna z szans Królewskich na zmniejszenie straty do lidera. Kolejkę zakończymy w świąteczny poniedziałek o 20.00 pojedynkiem pomiędzy Espanyolem a Elche. Przemysław Tytoń będzie prowadził dalszą walkę o powołanie do kadry w następnych spotkaniach, tym razem próbując powstrzymać Sergio Garcię i spółkę. Tymczasem życzymy jednak wszystkim wesołych i spokojnych świąt, a w „La Liga gra” widzimy się za dwa tygodnie. Do zobaczenia!

Autorzy:





Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273