La Liga gra: Barcelona czaruje i zachowuje przewagę nad Madrytem

Dwa spotkania z udziałem Barcelony i Realu były hitami 24. serii gier Primera Division. Duma Katalonii podejmowała na swoim obiekcie osłabioną Celtę Vigo, a Królewscy gościli także przetrzebiony kontuzjami Athletic Bilbao. Faworytów czekało zatem niełatwe zadanie, bo musieli mierzyć się z ekipami, które walczą o występ w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Ciekawie zapowiadało się też starcie Villarrealu z radzącą sobie coraz lepiej Malagą. Ważne było również spotkanie Valencii z Espanyolem. Oba kluby ostatnio zawodzą i znajdują się w tabeli niebezpiecznie nisko, zatem wygrana przydałaby im się niczym tlen. Zapraszamy na podsumowanie weekendowej rundy!

Mecze 24. kolejki:
Sporting 2-2 Rayo

Bardzo ważne spotkanie w kotntekście walki o utrzymanie. Oba zespoły dzielił zaledwie punkt, a dodatkowo nie miały dużej zaliczki nad klubami ze strefy spadkowej. Celem było zatem zwycięstwo, które pozwoliłoby się od niej oddalić. Bardzo szybko na prowadzenie zdołali wyjść gospodarze. Daleka piłka od Ivana Cuellara minęło linię obrony, ale Quini popełnił błąd, nie zauważając Guerrero i zaliczył “asystę” przy jego trafieniu. Chwilę później w jednym ze starć ucierpiał Dani Ndi, którego zmienić musiał Alen Halilović. Nim Chorwat zaczął kreować grę, trochę czasu minęło. Coraz lepiej poczynali sobie goście, którzy chcieli wyrównać jeszcze przed przerwą. Udało się to w 39. minucie. Do prostopadłego zagrania pobiegł Pablo Hernandez, który wyłożył futbolówkę Miku, a Wenezuelczyk nie miał żadnych kłopotów, by umieścić ją w bramce. Jednak jeszcze przed zmianą stron wynik wrócił do poprzedniego stanu, a to za sprawą Halilovicia. Alen rozpoczął kontrę, zagrywając do Jony’ego. Skrzydłowy miał problemy, by wypożyczonemu z Barcelony pomocnikowi odegrać, ale w końcu mu się to udało i Chorwat zdobył gola do szatni. W drugiej części istniał już tylko jeden zespół – było to Rayo. Wyrównujące trafienie padło w 58. minucie, kiedy Jozabed wykorzystał fatalną pomyłkę Cuellara, ale na tym goście nie poprzestali. Sporting uratowały jednak słupek i poprzeczka, które sprzyjały bramkarzowi miejscowych. Żadna z ekip nie potrafiła już przechylić szali na swoją korzyść i kluby podzieliły się punktami, co w pełni nie zadowala nikogo.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Ognjen Vranjes, Luis Hernandez, Jorge Mere, Isma Lopez – Rachid Ait-Atmane, Sergio Alvarez – Carlos Carmona (81′ Alex Menendez), Dani Ndi (9′ Alen Halilović), Jony Rodriguez – Miguel Angel Guerrero (70′ Carlos Castro)

Rayo: Juan Carlos – Quini (46′ Manuel Iturra), Tito, Jose Dorado, Nacho Martinez – Diego Llorente, Roberto Trashorras – Pablo Hernandez (81′ Piti), Jozabed, Bebe (71′ Adrian Embarba) – Miku


Real 4-2 Bilbao

Real Zidane’a na własnym boisku jest niepokonany. Na dodatek gromi kolejnych rywali bez żadnego problemu. Do tej pory przeciwnicy nie byli raczej wymagający, więc starcie z Athletikiem zapowiadało się jako pierwszy poważny sprawdzian francuskiego menadżera. Piłkarze Ernesto Valverde przyjechali do Madrytu po pełną pulę, mimo że trener nie mógł skorzystać m.in. z Inakiego Williamsa, który musiał odbyć mecz zawieszenia. Kiedy w 3. minucie Real otwierał wynik, wydawało się, że będziemy świadkami kolejnego łomotu. Benzema zagrał do Cristiano Ronaldo, ten ograł Etxeitę i mocnym uderzeniem po długim rogu zdobył swoją dwudziestą bramkę w tym sezonie ligowym. Królewscy nie poszli jednak za ciosem, więc Baskowie stworzyli sobie swoje okazje. Najpierw przed niemal stuprocentową szansą stanął Aritz Aduriz, ale chybił z niedużej odległości. Athletic wspomógł Raphael Varane do spółki z Keylorem Navasem. Błąd w komunikacji pomiędzy tymi zawodnikami wykorzystał w 10. minucie Javier Eraso, który strzelił do pustej bramki. Piłkarze w pasiastych koszulkach zwietrzyli moment, aby zdobyć kolejne trafienie. W 29. minucie Aritz Aduriz uderzył wprost w poprzeczkę po zagraniu z lewej strony boiska. Ta niewykorzystana szansa zemściła się na Lwach jeszcze przed przerwą i to dwukrotnie. Najpierw geniuszem i precyzyjnym strzałem popisał się James, który udowodnił, że nadal posiada ten błysk pozwalający mu brylować w poprzednim sezonie. Przed gwizdkiem zapraszającym piłkarzy na przerwę Cristiano dograł jeszcze piłkę w pole karne do niepilnowanego Kroosa, który początkowo był lekko zaskoczony, że posiada tak dużo miejsca, ale ostatecznie zachował zimną krew i przed drugą połową Real miał dwubramkową zaliczkę. Po zmianie stron widowisko straciło na tempie, ale to też mogliśmy obserwować w meczach Realu choćby ze Sportingiem Gijon czy też Deportivo. Dopiero w 82. minucie trybuny ożywiły się, ponieważ drugą żółtą kartkę otrzymał Varane. Francuz dwukrotnie uderzał łokciem Aritza Aduriza, a arbiter, chcąc być konsekwentnym, musiał odesłać stopera do szatni. Wydawało się, że Athletic będzie miał przewagę w końcówce, ale nieoczekiwanie to Real podwyższył prowadzenie. Rezerwowy Vazquez wrzucił piłkę do Ronaldo, De Marcos położył się przed Portugalczykiem, co pozwoliło temu na zdobycie swojego drugiego gola w tym spotkaniu. Obrońca Athleticu częściowo zrehabilitował się za ten błąd, dośrodkowując piłkę z rzutu rożnego na głowę Elustondo, który pojawił się na murawie w drugiej połowie. Obrońca z Bilbao wykorzystał sytuację i ustalił wynik meczu na 4:2. Real nie zachwycił, ale kolejny raz zaprezentował skuteczność i wygrał zasłużenie.

Składy:
Real: Keylor Navas – Dani Carvajal, Raphael Varane, Sergio Ramos, Danilo (68′ Nacho) – Luka Modric, Toni Kroos, Mateo Kovacic (72′ Isco) – James Rodriguez (80′ Lucas Vazquez), Karim Benzema, Cristiano Ronaldo

Athletic: Gorka Iraizoz – Inigo Lekue (69′ Iker Muniain), Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Benat Etxebarria, Ander Iturraspe (62′ Gorka Elustondo) – Oscar De Marcos, Javier Eraso, Sabin Merino (80′ Borja Viguera) – Aritz Aduriz


Villareal 1-0 Malaga

Villarreal to największa rewelacja ligi. Żółta Łódź Podwodna zajmuje czwarte miejsce z solidną zaliczką nad następnymi drużynami. Malaga miała być kolejnym przystankiem na drodze do Ligi Mistrzów, do której ekipa Marcelino zmierza. Gospodarze faktycznie mieli przewagę od pierwszego gwizdka. Aktywny był Roberto Soldado, któremu w początkowej fazie spotkania brakowało naprawdę niewiele, by znaleźć się w dogodnej sytuacji. W takiej nie był do końca także w 18. minucie, gdy otrzymał podanie od Leo Baptistao. Jednak znajdując się około dwadzieścia metrów od bramki zdecydował się na uderzenie, z którym nie poradził sobie Carlos Kameni i piłka zatrzepotała w siatce. Najlepszą okazję na podwyższenie wyniku miał po kolejnych trzech minutach Jonathan. Meksykanin przegrał jednak pojedynek indywidualny z kameruńskim bramkarzem, który odkupił część swoich win. Miejscowi w pierwszej połowie sprawiali dużo lepsze wrażenie od rywali. Częściej utrzymywali się przy piłce, uderzali w kierunku bramki. Żadna z następnych prób nie była już tak skuteczna i na przerwę obie drużyny schodziły z minimalną przewagą gospodarzy. Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Gra się wyrównała, a coraz częściej do głosu dochodziła Malaga, która nie miała nic do stracenia. Brakowało jednak konkretów, bo jeden, w dodatku niezbyt groźny, strzał w światło bramki w wykonaniu Duje Copa to zbyt mało. W efekcie Villarreal dowiózł korzystny wynik do końca i mógł cieszyć się z utrzymaniem swojej przewagi nad Sevillą.

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Jaume Costa – Jonathan dos Santos, Manu Trigueros, Bruno Soriano, Denis Suarez (65′ Samuel Castillejo) – Leo Baptistao (88′ Tomas Pina), Roberto Soldado (75′ Cedric Bakambu)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Miguel Torres – Juanpi (84′ Ikechukwu Uche), Ignacio Camacho, Fernando Tissone (63′ Duda), Pablo Fornals – Duje Cop (75′ Roque Santa Cruz), Charles


Valencia 2-1 Espanyol

Constantin Galca i Gary Neville to obecnie trenerzy, którzy spośród wszystkich dwudziestu w Primera Division mogą najbardziej obawiać się o swoje stanowisko. Nic dziwnego, że pojedynek Valencii z Espanyolem zapowiadał się tak interesująco, skoro spotkały się ze sobą drużyny, które po prostu nie mogły kolejny raz stracić punktów. Papużki pod wodzą rumuńskiego szkoleniowca wygrały tylko jedno spotkanie w lidze. To i tak lepszy wynik od Nietoperzy prowadzonych przez Anglika, który jeszcze kompletu oczek w La Liga nie zanotował. Dla jednej z ekip sobotni wieczór miał być momentem przełomowym. Do bramki gospodarzy po wielomiesięcznej absencji wrócił Diego Alves, który już w pierwszych fragmentach spotkania pokazał, że nadal jest w wyśmienitej formie. Sytuacyjne uderzenie z bliskiej odległości oddawał Caicedo, ale Ekwadorczyk musiał uznać wyższość golkipera z Brazylii. To obudziło trochę Valencię, która także miała dogodną szansę na objęcie prowadzenia, ale zawalił Paco Alcacer. Jeszcze przed upływem kwadransa obaj trenerzy musieli wykorzystać po jednej zmianie. Najpierw urazu doznał stoper Valencii – Abdennour, a zmienił go Vezo. Z kolei Galca musiał ściągnąć Syllę, a wpuścić Gerarda Moreno. Nastąpiły korekty w ustawieniach i mecz się wyrównał. Obie drużyny miały swoje okazje, głównie po stałych fragmentach, ale żadna z ekip nie dała rady objąć prowadzenia w pierwszej połowie. Za to po zmianie stron widzieliśmy już widowisko pełną gębą. W 53. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Burgui, a piłkę do bramki skierował Oscar Duarte. W swoim debiucie – podczas spotkania z Realem Madryt – zdobył samobója, ale tym razem dał swojej drużynie ważnego gola. Dosłownie parę chwil później sytuacja nieomal się powtórzyła. Po kornerze znowu dogodną sytuację miał Kostarykańczyk, lecz tym razem próbował uderzenia nogą z bliskiej odległości, które obronił Alves. Duarte mógł pluć sobie w brodę tym bardziej, że w 71. minucie Alvaro Negredo doprowadził do wyrównania po tym, jak Cancelo ograł trzech rywali i wyłożył Hiszpanowi piłkę na złotej tacy. Gol nie powinien jednak zostać uznany, bo Negredo był na spalonym w momencie podania od partnera. Espanyol kolejny raz w tym meczu zebrał się do odpowiedzi. Znów stały fragment, znów wrzutka… i znów Duarte główkuje, i myli się dosłownie o centymetry! Stoper Papużek mógł w tym starciu zapisać na swoim koncie hat-tricka. Nie zrobił jednak tego, za to Valencia zdołała wyjść na prowadzenie. Z lewej nogi dośrodkowywał Feghouli, a prawie z samej linii wbił piłkę do siatki Czeryszew. Zrzedła mina Galce i z takim grymasem musiał pozostać do ostatniego gwizdka, ponieważ nic w tym meczu już się nie zmieniło. Neville w końcu wygrywa w lidze, a Espanyol już tylko minimalnie nad kreską.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Joao Cancelo, Aderlan Santos, Aymen Abdennour (7′ Ruben Vezo), Guillerme Siqueira – Dani Parejo, Enzo Perez – Sofiane Feghouli, Rodrigo Moreno (58′ Alvaro Negredo), Denis Czeryszew (84′ Antonio Barragan) – Paco Alcacer

Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Victor Alvarez – Marco Asensio, Pape Diop, Abraham, Burgui (80′ Enzo Roco) – Felipe Caicedo (66′ Victor Sanchez), Mammadou Sylla (12′ Gerard Moreno)


Deportvio 2-2 Betis

Nadal utrzymujące się w górnej połowie tabeli Deportivo zamierzało przerwać serię remisów i tym samym znów podjąć walkę o wyższe cele. Na ich drodze stanął Betis, który po ostatniej wygranej z Valencią liczył na kolejne punkty mogące zwiększyć przewagę nad strefą spadkową. Strzelanie już w 15. minucie rozpoczęli gospodarze. Z rzutu rożnego dośrodkował Lucas Perez, a najlepiej w polu karnym odnalazł się Alex Bergantinos, który strzałem głową trafił do siatki. Zaledwie pięć minut później był już remis. Lewym skrzydłem popędził Vargas, po czym dośrodkował do wbiegającego Musondy. Niepilnowany zawodnik Betisu celną główką zmienił wynik spotkania. Deportivo nacierało i miało swoje okazje, lecz brakowało skuteczności, przez co futbolówka nie chciała zatrzepotać w siatce. Skuteczni aż do bólu byli za to goście. W 38. minucie petardę z rzutu wolnego na bramkę Luxa posłał Vargas i drugi celny strzał Betisu zakończył się bramką. Gospodarze dopięli jednak swego kilka minut po wznowieniu gry. Akcję rozprowadził Lucas Perez, który podał na lewe skrzydło. Szybko dostał idealne podanie zwrotne, lecz nieczysto trafił w piłkę. Na jego szczęście akcję zamykał Faycal Fajr, wślizgiem strzelając na bramkę. Dla Deportivo kolejny remis nie był szczytem marzeń. Bardzo dobrze spisywał się jednak Antonio Adan, a gdy jego nie było między słupkami, to dobrze asekurowali go obrońcy, jak choćby Juan Vargas, który po strzale Lucasa Pereza wybił futbolówkę sprzed linii bramkowej. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem. Betis miał w sobotni wieczór dużo szczęścia, a duet Adan-Vargas był w niesamowitej formie. To wystarczyło, żeby zatrzymać ataki Deportivo. Piłkarze z Galicji są nadal niepokonani, lecz z pewnością chcieliby w końcu poznać smak zwycięstwa.

Składy:
Deportivo: German Lux – Fernando Navarro (62’ Luisinho), Alejandro Arribas, Sidnei, Juanfran – Pedro Mosquera, Alex Bergantinos – Cani (54’ Fede Cartabia), Luis Alberto (78’ Oriol Riera), Faycal Fajr – Lucas Perez

Betis: Antonio Adan – Juan Vargas, Bruno, Heiko Westermann, Martin Montoya – Foued Kadir (68’ Alvaro Cejudo), Alfred N’Diaye, Petros, Charly Musonda – Ricky van Wolfswinkel (62’ Dani Ceballos), Ruben Castro (88’ Jorge Molina)


Sociedad 3-0 Granada

Real Sociedad ostatnio porusza się jak na rollercoasterze. Potrafi przegrać 1:5 ze Sportingiem Gijon, żeby dwa tygodnie później rozgromić Espanyol 5:0. Fakt jest taki, że Baskowie nie przegrali od trzech spotkań. Z kolei goście z Andaluzji zdołali ledwie nie tak dawno uciułać trzy oczka w meczu z Getafe, lecz poza tym spisują się tragicznie. Dlatego na Anoeta mimo wszystko faworytem byli gospodarze, którzy rozpoczęli to spotkanie niemrawo. Nie można powiedzieć, żeby Granada grała jakąś wielką piłkę, ale Real dawał się dominować, a w ofensywie brakowało mu argumentów. Dopiero po 20 minutach Oyarzabal dał impuls, aby gospodarze zaczęli grać lepiej. Młody gracz rozpoczął akcję podaniem do Prieto, ten z kolei trafił w słupek. Piłka znalazła się pod nogami Yuriego, który zagrał ponownie do Oyarzabala, a skrzydłowy otworzył wynik meczu. Pierwsza połowa nie obfitowała w więcej okazji bramkowych aż do ostatniej jej minuty, kiedy Vela genialnym podaniem obsłużył Jonathasa, a ten uderzył z pierwszej piłki i zaskoczył Fernandeza. Po przerwie nadal to gospodarze mieli przewagę, ale Granada mogła złapać kontakt za sprawą próby El-Arabiego z bliska – czujny między słupkami był Rulli. Po godzinie gry było już 3:0, kiedy to znakomicie zachował się Vela. Meksykanin wyciągnął z bramki golkipera, a potem wyłożył futbolówkę Oyzarzabalowi, któremu tylko pozostało umieścić ją w bramce. Granada była na kolanach i już z nich nie powstała. Nie pomogli nowi zawodnicy, gra cały czas wygląda tak samo słabo jak tydzień, dwa tygodnie i miesiąc temu. Poprawy nie widać, a piłkarzom z Andaluzji coraz bardziej zagląda w oczy widmo degradacji.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Aritz Elustondo, Mikel Gonzalez, Diego Reyes, Yuri Berchiche – Asier Illarramendi, Ruben Pardo (77′ Markel Bergara) – Carlos Vela, Xabi Prieto, Mikel Oyarzabal (87′ Hector Hernandez) – Jonathas (68′ Bruma)

Granada: Andres Fernandez – Dimitri Foulquier, David Lomban, Ricardo Costa, Cristiano Biraghi – Fran Rico, Ruben Perez (74′ Abdoulaye Doucoure) – Isaac Success, Ruben Rochina, Adalberto Penaranda (64′ Isaac Cuenca) – Youssef El-Arabi (64′ David Barral)


Sevilla 2-0 Las Palmas

Sevilla znała wynik w meczu Villarrealu i wiedziała, że musi wygrać, jeśli chce utrzymać 8-punktową stratę do czwartej lokaty okupowanej właśnie przez Roberto Soldado i spółkę. Las Palmas nie powinno być przeszkodą nie do przeskoczenia, ponieważ beniaminek w dotychczasowych jedenastu wyjazdowych starciach uzbierał ledwie trzy oczka, ani razu nie wygrywając. Z kolei Sevilla to jedna z leszych ekip grających w domu. Przebieg pierwszej połowy był jednak zaskakujący. Co prawda obu ekipom stwarzanie sytuacji podbramkowych szło jak krew z nosa, ale więcej z gry mieli Kanaryjczycy. To oni oddali sześć strzałów przy zaledwie dwóch próbach faworyzowanych gospodarzy. Najbliżej szczęścia był Jonathan Viera, którego zatrzymał słupek bramki Sergio Rico. Wcześniej najlepszą okazję dla gospodarzy miał Jose Antonio Reyes, lecz jego bombę sparować zdołał Javi Varas, były golkiper Sevilli. Gospodarze wrzucili wyższy bieg po zmianie stron, a wymiernie przyczynili się do tego rezerwowi wprowadzeni przez Unaia Emery’ego. Ofensywę Andaluzyjczyków rozruszali Vitolo i Michael Krohn-Dehli. Na efekty trzeba było zaczekać do 69. minuty, gdy Hiszpan asystował przy bramce Evera Banegi. Ostatnią fazę akcji poprzedziła ładna gra na małej przestrzeni. Kilka chwil później sędzia miał podstawy, by podyktować rzut karny dla Las Palmas, ale nie zauważył zagrania ręką. W odpowiedzi padła bramka dla miejscowych, która była decydująca. Kontrę rozprowadził Krohn-Dehli, zagrał prostopadle do Vitolo, a ten wyłożył futbolówkę Kevinowi Gameiro. Francuzowi pozostało tylko dołożyć nogę, co nie było żadnym problemem. Ekipa nieobecnego Grzegorza Krychowiaka kontrolowała już grę do końca meczu i zgarnęła komplet punktów, choć przyszło jej to nadspodziewanie trudno.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas – Steven N’Zonzi, Sebastian Cristoforo – Jose Antonio Reyes (57′ Vitolo), Ever Banega, Jewhen Konoplanka (66′ Michael Krohn-Dehli) – Kevin Gameiro (79′ Juan Munoz)

Las Palmas: Javi Varas – David Garcia (79′ Nili), Aythami, Pedro Bigas, Javier Garrido – Roque Mesa (72′ Hernan) – Nabil El Zhar, Tanausu, Jonathan Viera, Mubarak Wakaso – Willian Jose (84′ Sergio Araujo)


Getafe 0-1 Atletico

By utrzymać drugą lokatę, Atletico musiało wygrać w derbach z Getafe. Rywale przegrali w ostatnich trzech meczach, więc zadanie zdecydowanie nie należało do ekstremalnie trudnych. Goście poradzili sobie z obroną oraz bramkarzem bardzo szybko, ponieważ po kilkudziesięciu sekundach. Lewą stroną popędził Yannick Ferreira-Carrasco, który wyłożył piłkę na tacy Fernando Torresowi, a hiszpański snajper zdobył gola w drugim meczu z rzędu. Po tak piorunującym początku spodziewaliśmy się niezłego widowiska, ale piłkarze spuścili z tonu wyraźnie. Na boisku rządziły niedokładność i chaos, a składne akcje zakończone strzałem oglądaliśmy od wielkiego dzwonu. Najlepsze okazje zmarnowali Pablo Sarabia i Torres – w obu przypadkach uderzenia były niecelne. Po przerwie o wyrównanie starało się Getafe. Piłkarze wyglądali jednak, jakby zjedli przed meczem trzy porcje obiadowe, ponieważ w swoich akcjach byli bardzo ociężali. Dość powiedzieć, że przez całe 90 minut nie udało się im oddać choćby jednego celnego strzału na bramkę Jana Oblaka. O poziomie tej potyczki niech świadczy także fakt, że Atletico nie potrafiło wykorzystać sytuacji, w której dwóch zawodników miało przed sobą tylko bramkarza. Emocji było jak na lekarstwo, a piłkarze sprawiali wrażenie zadowolonych z wyniku. Podopiecznym Diego Simeone nie ma się co dziwić – minimalne wygrane to dla nich chleb powszedni. Getafe mogło się jednak nieco bardziej postarać.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Karim Yoda – Juan Rodriguez – Pedro Leon (85′ Bernard Mensah), Pablo Sarabia, Victor Rodriguez, Moi Gomez (74′ Wanderson) – Alvaro Vazquez (69′ Stefan Scepović)

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Diego Godin, Jose Gimenez, Filipe Luis – Koke, Gabi, Saul, Yannick Ferreira-Carrasco (54′ Oliver Torres) – Fernando Torres (67′ Matias Kranevitter), Antoine Griezmann (86′ Angel Correa)


Eibar 2-0 Levante

Trzy porażki z rzędu Eibaru zepchnęły Basków z pozycji gwarantującej grę w europejskich pucharach. Ich kolejnym przeciwnikiem było ostatnie w tabeli Levante, dla którego każdy punkt jest teraz na wagę złota. Już na początku spotkania Inui swoją błyskotliwą akcją mógł zaskoczyć Diego Marino. Brmakarz Levante był jednak czujny i obronił coś na kształt centrostrzału. Gospodarze byli stroną przeważającą i w 37. minucie udało im się zdobyć gola. Inui otrzymał długie podanie na lewe skrzydło, po czym błyskawicznie zgrał futbolówkę w pole karne z pierwszej piłki. Tam czekał już Borja Baston, który takich okazji nie marnuje. W drugiej połowie nadal aktywny był Takashi Inui, który swoimi dryblingami nękał obrońców. Po jednej z jego solowych akcji znów interweniować musiał Diego Marino. W 58. minucie Eibar podwyższył prowadzenie w nieco kontrowersyjnych okolicznościach. Wspaniale z defensorami na prawej stronie boiska poradził sobie Lucas Orban. Dośrodkował płasko w pole karne, a tam doszło do karambolu między Marino i Tono a Bastonem. Podczas całego zamieszania piłka wturlała się do bramki, a samobójcze trafienie zaliczono obrońcy Levante. Goście domagali się odgwizdania przewinienia, lecz trudno stwierdzić, czy mieli rację. Mimo dwubramkowego prowadzenia gospodarze nadal naciskali, a prym wiedli Inui oraz Jota. Przegrywali oni jednak pojedynki z Marino, a Inui raz trafił nawet w słupek. Ostatecznie Eibar odniósł ważne zwycięstwo, dzięki czemu powrócił na miejsce gwarantujące występy w Lidze Europy. Z kolei sytuacja Levante wydaje się coraz trudniejsza, punkty są tam potrzebne od zaraz.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Lillo, Mauro Dos Santos, Ion Ansotegi, Ander Capa – Gonzalo Escalante, Dani Garcia – Takashi Inui (90+2‘ Imanol Matellan), Adrian (78‘ Josip Radosevic), Jota – Borja Baston (76’ Sergi Enrich)

Levante: Diego Marino – Lucas Orban, Zouahir Feddal, David Navarro, Tono – Jose Morales, Simao Mate (63‘ Victor Camarasa), Verza, Jordi Xumetra (63‘ Joan Verdu) – Giuseppe Rossi (79‘ Nabil Ghilas), Deyverson


Barcelona 6-1 Celta

Po dotkliwej porażce jesienią na Estadio Balaidos, Barcelona pragnęła się odegrać i pokazać Celcie miejsce w szyku. Dodatkowo, w zespole goście zabrakło kilku kluczowych zawodników, więc gospodarze byli zdecydowanymi faworytami potyczki. Mecz dobrze zaczęli przyjezdni, a Carles Planas miał nawet dogodną okazję na zdobycie gola. Jednak to Barcelona jako pierwsza trafiła do siatki. W znacznej odległości przed polem karnym faulowany był Luis Suarez. Do stałego fragmentu gry podszedł Leo Messi i pięknym strzałem w okienko dał prowadzenie swojej drużynie. Przetrwało ono zaledwie 10 minut. Jeszcze przed przerwą Jordi Alba zahaczył w szesnastce Johna Guidettiego, a arbiter wskazał na jedenastkę. Pewnie na gola zamienił ją sam poszkodowany i po początkowych 45 minutach mieliśmy remis. Po zmianie stron Blaugrana wrzuciła nieosiągalny dla przeciwnika bieg. Najpierw po indywidualnej akcji Neymara Suarez trafił w słupek, lecz później Urugwajczyk był już bezlitosny. Przeprowadził koronkową akcję z Messim, Argentyńczyk wrzucił mu piłkę w pole karne, a El Pistolero uderzeniem pod poprzeczkę znów dał prowadzenie Dumie Katalonii. Nieco później kolejnym genialnym podaniem popisał się Messi, tym razem do Neymara. Brazylijczyk minął bramkarza i ostatkiem sił zdołał jeszcze skierować futbolówkę w kierunku bramki, lecz na posterunku pozostał obrońca. Czujny był też Luis Suarez, który ostatecznie wepchnął piłkę do siatki. Czwartego gola dla gospodarzy także strzelił Urugwajczyk. Tym razem sędzia podyktował rzut karny dla Barcelony po faulu na Messim. Argentyńczyk podszedł do futbolówki i… wyłożył ją wbiegającemu Suarezowi. Po tak codziennym rozegraniu jedenastki na tablicy wyników widniał rezultat 4:1. To jednak nie był koniec strzelaniny. Później Suarez wcielił się w rolę asystenta. Najpierw pięknym długim podaniem odnalazł w polu karnym Rakiticia, a Chorwat ze spokojem przelobował Sergio Alvareza. Następnie już w doliczonym czasie gry w podobny sposób dostrzegł Neymara. Brazylijczyk podciął futbolówkę nad bramkarzem, czym ustalił wynik spotkania. Barcelona w drugiej połowie zademonstrował prawdziwy koncert gry w piłkę nożną. Lider nie zamierza zwalniać tempa. Celta z kolei bez swoich kluczowych zawodników nie była w stanie nawiązać walki z rywalem. Podopieczni Berizzo nadal tracą dystans.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Javier Mascherano, Gerard Pique, Daniel Alves (60’ Aleix Vidal) – Sergio Busquets, Sergi Roberto (60’ Ivan Rakitic), Andres Iniesta (77’ Arda Turan) – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi

Celta: Sergio Alvarez – Carles Planas, Gustavo Cabral, Jonny Castro, Hugo Mallo – Nemanja Radoja, Daniel Wass (82’ Pape Cheikh), Pablo Hernandez (64’ Marcelo Diaz) – Josep Sene, John Guidetti (76’ Dejan Drazic), Claudio Beauvue


Mecz kolejki: Barcelona – Celta 6:1

Liczby kolejki:
best_11_24kolejka

Piłkarz kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
Kolejny wspaniały występ El Pistolero. Urugwajczyk znów samodzielnie przewodzi w tabeli strzelców, a wydatnie pomógł mu w tym hat-trick z Celtą. Warto podkreślić, ze w niedzielnym spotkaniu Barcelony Suarez miał udział przy każdej bramce dla Blaugrany. Trzy gole, dwie asysty, a ponadto wywalczenie rzutu wolnego, po którym Leo Messi trafił do siatki. Występ kompletny.

Cienias kolejki: Nie wybraliśmy nikogo.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Rezerwowi Sevilli
Faworyzowanym Andaluzyjczykom nie szło w starciu z Las Palmas. W pierwszej części lepsze wrażenie sprawiali goście, ale po przerwie Unai Emery zdecydował się na wprowadzenie Vitolo oraz Michaela Krohn-Dehliego. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ pierwszy asystował przy obu trafieniach, a drugi napędził drugą akcję bramkową. Ponadto bardzo często brali na siebie odpowiedzialność, dając się obrońcom beniaminka we znaki.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Espanyol
Mecz z Valencią miał być przełomowy dla któregoś z zespołów. Oba ostatnio kompletnie zawodzą, prezentując bardzo słaby styl gry i osiągając wyniki znacznie odbiegające wymaganiom. Choć Espanyol miał swoje okazje i grał nieco lepiej niż w poprzednich meczach, to szwankowała skuteczność, która była decydującym czynnikiem. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i mimo prowadzenia ostatecznie po raz kolejny drużyna z Barcelony przegrała. Jeden punkt w pięciu ostatnich spotkaniach i piłkarze Constantina Galki mają tylko oczko przewagi nad strefą spadkową.

Gol kolejki: Lionel Messi (Barcelona)
W niedzielny wieczór na Camp Nou goleadę rozpoczął Leo Messi. Rozpoczął w niezwykły sposób. Mimo iż do bramki było aż 28 metrów, Argentyńczyk popisał się pięknym strzałem w okienko bramki. To genialne trafienie potwierdza, do jak dobrej dyspozycji doszedł Messi pod względem strzelania rzutów wolnych. Czysta maestria.

Pudło kolejki: Sergi Roberto (Barcelona)
Niedługo po przerwie Barcelona miała znakomitą okazję na ponowne wyjście na prowadzenie. Świetną solową akcję przeprowadził Neymar, który w końcowej fazie wyłożył piłkę do Luisa Suareza. Urugwajczyk trafił jedynie w słupek, lecz futbolówka spadła jeszcze na nogę Sergiego Roberto. Hiszpan fatalnie jednak przestrzelił, a Barcelona musiała trochę poczekać na rozpoczęcie swojego festiwalu.

klasyfikacje_24kolejka

Terminarz 25. kolejki (19-21.02.2016):
Piątek, 19.02:
Levante – Getafe (godzina 20:30)
Sobota, 20.02:
Las Palmas – Barcelona (16)
Espanyol – Deportivo (18:15)
Betis – Sporting (20:30)
Celta – Eibar (22:05)
Niedziela, 21.02:
Rayo – Sevilla (12)
Malaga – Real (16)
Athletic – Sociedad (18:15)
Granada – Valencia (18:15)
Atletico – Villarreal (20:30)

W środę 17 lutego o godzinie 18:30 zostanie rozegrane zaległe spotkanie 16. kolejki między Sportingiem Gijon a Barceloną.

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek