La Liga gra: Ciasno w strefie europejskiej

23. kolejka La Liga stała pod znakiem walki o europejskie puchary oraz uniknięcie spadku. O to pierwsze walczono w dwóch hitach rundy – Villarreal wybrał się do Kraju Basków, gdzie na stadionie Athleticu bronił swojej przewagi, a Sevilla grała na Balaidos z Celtą, pragnąc utrzymać piątą lokatę w lidze. O byt w elicie toczyły się z kolei starcia w Barcelonie między Espanyolem i Realem Sociedad, a także w stolicy kraju między Rayo a beniaminkiem z Las Palmas. Łatwiejsze zadania czekały z kolei na Barcelonę i Real, które mierzyły się na wyjazdach ze znajdującymi się w strefie spadkowej Levante oraz Granadą. Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 23. kolejki:
Malaga 3-0 Getafe

Na pierwszy ogień poszły ekipy znajdujące się w środku tabeli. Wygrany mógł zbliżyć się do drużyn walczących o Ligę Europy, a przede wszystkim oddalić się znacznie od strefy spadkowej. Ostatnie domowe potyczki w wykonaniu Andaluzyjczyków nakazywały jednak ich upatrywać jako faworytów, zwłaszcza że madrytczycy na wyjeździe wygrali tylko raz. Od początku konkretnie spisywali się podopieczni Javiego Gracii. To z ich akcji wynikało więcej, co zostało potwierdzone już w 9. minucie. Juanpi otrzymał futbolówkę przed polem karnym, następnie z łatwością jednym zwodem położył dwóch defensorów rywala i pewnym uderzeniem pokonał Vicente Guaitę. Kwadrans później były golkiper Valencii musiał sięgać po piłkę z siatki po raz drugi. Miejscowi świetnie rozegrali swoją akcję. Juanpi dostrzegł Charlesa, dograł mu prostopadle, a napastnik idealnie obsłużył Christiana Atsu. Reprezentant Ghany, który debiutował w nowych barwach przyjął i nie miał żadnych problemów, by podwyższyć prowadzenie. Konsekwencja, z jaką grała Malaga, zasługuje na uznania. Dwie minuty przed przerwą jej piłkarze znów przeprowadzili składny atak. Po raz kolejny wszystko napędził Juanpi, który zagrał do Duje Copa. Chorwat dośrodkował zaś wprost do Charlesa, który zdobył gola do szatni. Dość powiedzieć, że Los Boquoneros oddali trzy celne strzały i wszystkie zakończyły się strzeleniem bramki. Goście nie byli w stanie odpowiedzieć. Uderzenia Moi Gomeza oraz Victora Rodrigueza nie stanowiły większego zagrożenia. Po przerwie gospodarze nie szturmowali już bramki Getafe. Skupili się na szczelnej defensywie i kontroli wyniku. Z kolei ich przeciwnicy atakowali bardzo nieporadnie, nie potrafiąc stworzyć sobie dogodnej okazji. Wobec tego spotkanie zakończyło się tak naprawdę w pierwszej połowie, druga posłużyła bardziej jako trening i rozbieganie. Dzięki wygranej Malaga traci już tylko trzy punkty do ósmego Eibaru.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Miguel Torres, Egor Filipenko, Arthur Boka – Juanpi, Ignacio Camacho, Recio (61′ Pablo Fornals), Christian Atsu (46′ Ricardo Horta) – Duje Cop, Charles (77′ Roque Santa Cruz)

Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez (67′ Karim Yoda), Santiago Vergini, Emiliano Velazquez, Carlos Vigaray – Juan Rodriguez (76′ Alvaro Medran), Mehdi Lacen (46′ Alvaro Vazquez) – Pedro Leon, Victor Rodriguez, Moi Gomez – Stefan Scepović


Atletico 3-1 Eibar

Sobotę rozpoczęliśmy na Vicente Calderon, gdzie wicelider tabeli – Atletico – podejmował Eibar. Drużyna baskijska na trzy spotkania rundy wiosennej wygrała tylko jedno, a pozostałe dwa przegrała. Nie zapowiadało się na to, aby w sobotnie popołudnie podopieczni Mendillibara mieli sobie dopisać kolejny komplet oczek. Gospodarze natomiast po porażce na Camp Nou chcieli jak najszybciej nadrabiać straty. Pierwsza połowa zawiodła jednak oczekiwania kibiców gospodarzy, gości, ale również tych bez sympatii do żadnego z zespołów. Bezbramkowy remis utrzymał się przez 45 minut, a sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Najciekawszą szansę miał Griezmann, który po długim podaniu próbował mocnego uderzenia z powietrza, ale nieznacznie chybił. Widowisko rozkręciło się dopiero po przerwie. Już w pierwszych sekundach drugiej części padła pierwsza bramka. Fatalny błąd popełnił Saul Niguez, który wyjątkowo w tym spotkaniu grał na pozycji stopera, ponieważ z różnych powodów nie mogli wystąpić inni defensorzy – Godin, Filipe Luis i Stefan Savic. Pomyłkę piłkarza Atletico wykorzystał Sergi Enrich, który odebrał piłkę, zagrał ją do Keko, a ten zadał cios swojemu byłemu klubowi. Niedowierzanie fanów zgromadzonych na Vicente Calderon nie trwało długo, ponieważ dziesięć minut później Atletico wykorzystało swoją najsilniejszą broń, czyli stały fragment gry. Koke wrzucił piłkę z rzutu rożnego niemal na linię bramkową, a Jose Maria Gimenez wpakował ją głową z najbliższej odległości. Gospodarze uzyskiwali coraz większą przewagę, aż w końcu wyszli na prowadzenie. Ponownie Koke dośrodkowywał z narożnika boiska, ale tym razem katem Eibaru został Saul, który zrehabilitował się za błąd z początku drugiej połowy. Od tamtego momentu miejscowi kontrolowali grę i chcieli za wszelką cenę podwyższyć rezultat. Vietto nawet trafił do siatki, ale sędzia nie uznał jego trafienia, ponieważ Argentyńczyk znalazł się na spalonym. Próbował również inny rezerwowy – Fernando Torres, ale ten zmarnował sytuację „sam na sam” z Riesgo. Co się odwlecze, to nie uciecze. El Nino polował na swojego setnego gola w trykocie Atletico i w końcu ta sztuka mu się udała. Z niewielkiej odległości wykończył centrę z lewej strony i mógł świętować zarówno osobisty, jak i drużynowy sukces. Podopieczni Simeone nie zwalniają tempa i cały czas naciskają na Barcelonę.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Jesus Gamez, Jose Maria Gimenez, Saul Niguez, Lucas Hernandez – Koke, Gabi, Thomas Partey (59′ Oliver Torres), Yannick Ferreira-Carrasco (76′ Fernando Torres) – Antoine Griezmann, Angel Correa (60′ Luciano Vietto)

Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Lillo, Mauro Dos Santos, David Junca – Dani Garcia, Gonzalo Escalante (70′ Takashi Inui), Keko (85′ Saul Berjon), Adrian Gonzalez (90′ Josip Radosevic), Jota Peleteiro – Sergi Enrich


Rayo 2-0 Las Palmas

O takich spotkaniach zwykło się mawiać – „mecz o 6 punktów”. Ostatnio w lidze hiszpańskiej mamy wiele takich starć, ponieważ tabela w dolnej części bardzo się spłaszczyła i każde oczko dla drużyn zagrożonych spadkiem jest na wagę złota. Rayo w końcu zaczęło rozgrywać spotkania do końca, a nie tylko do połowy i efektem tego były trzy spotkania bez porażki i coraz lepsze perspektywy na najbliższe kolejki. Natomiast goście z Wysp Kanaryjskich na ostatnie trzy rywalizacje wygrali tylko jedną, więc teoretycznie nie byli tego dnia faworytami. Mecz rzeczywiście kontrolowali gospodarze, szybko wychodząc na prowadzenie. Bebe przeprowadził rajd lewą stroną, kąśliwie uderzył, ale piłkę odbił Varas. Przed bramką zakotłowało się, ale najlepiej w tym gąszczu poradził sobie Miku, który skutecznie dobił próbę partnera z drużyny. Po kwadransie gry na odważną próbę zdecydował się Jozabed, który spróbował lobu z połowy boiska, ale trafił w poprzeczkę. To nie był koniec groźnych szans dla gospodarzy w tej części gry. W 40. minucie dośrodkowanie z prawej flanki wykańczał Miku, ale tym razem dobrą interwencją popisał się Javi Varas. Podobną okazję napastnik Rayo stworzył sobie niedługo po zmianie stron, jednak i tym razem golkiper Las Palmas wyszedł obronną ręką z tego pojedynku. Piłkarze Quique Setiena długo nie mogli znaleźć swojej okazji na gola. Ta nadeszła dopiero w 68. minucie, kiedy na uderzenie z dystansu zdecydował się Willian Jose, ale nie zdołał zaskoczyć Juana Carlosa. Za to miejscowi szybko odpowiedzieli dwoma akcjami. Najpierw Bebe sprawdzał czujność Varasa. Bramkarz odbił piłkę, ale o mało nie pod nogi Miku, który minimalnie znalazł się przed futbolówką i nie miał jej jak sięgnąć. Kwadrans przed końcem Piraci w końcu trafili do bramki drugi raz. Jozabed z prawej flanki zagrał do środka, tam Miku piętą przedłużył podanie do wbiegającego Bebe. Portugalczyk miał dużo miejsca i wykorzystał je, wpisując się na listę strzelców. To trafienie pozwoliło podopiecznym Paco Jemeza kontrolować spotkanie do ostatniej jego sekundy i w ten sposób Rayo zepchnęło Las Palmas do strefy spadkowej, a samo wskoczyło na 15. miejsce.

Składy:
Rayo: Juan Carlos – Quini, Ze Castro, Diego Llorente, Tito – Roberto Trashorras, Raul Baena (65′ Chechu Dorado) – Pablo Hernandez (62′ Piti), Jozabed, Bebe – Miku (85′ Javi Guerra)

Las Palmas: Javi Varas – David Simon, Aythami, Pedro Bigas, Dani Castellano – Momo (72′ Nauzet Aleman), Roque Mesa, Juan Valeron (61′ Wakaso Mubarak), Jonathan Viera (82′ Sergio Araujo) – Tanasu Dominguez – Willian Jose


Bilbao 0-0 Villareal

Jako hit kolejki zapowiadano mecz drużyn, które biły się o miejsce dające udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów w następnym sezonie. Athletic na własnym stadionie podejmował Villarreal. Obie drużyny grają jeszcze na dwóch frontach i niedługo wznawiają walkę w Lidze Europy. Nic dziwnego, że kibice zacierali dłonie na myśl o konfrontacji ekip Valverde i Marcelino. Szumne zapowiedzi nie przekuły się jednak w ciekawe spotkanie. Stroną aktywniejszą na pewno byli gospodarze, ale nie można powiedzieć, że byli oni blisko strzelenia gola. W ciągu kwadransa oddali trzy uderzenia, lecz żadne z nich nie znalazło drogi do bramki, mimo że Areola miał przy nich trochę problemów. Piłkarze za to szybko łapali żółte kartki. Przed przerwą arbiter Melero Lopez ukarał czterech zawodników. Po przerwie niewiele więcej się zmieniło. Athletic osiągał posiadanie piłki w granicach 70%, ale nie posiadał klarownych sytuacji. Villarreal starał się kontrować, wykorzystując Denisa Suareza, ale ten również nie mógł przebić się przez obronę Basków. Do 77. minuty wręczanie kolejnych żółtych kartek przeplatało się ze zmianami, stąd też gra była rwana. Dopiero parę chwil przed końcem spotkania Żółta Łódź Podwodna mogła przechylić szalę na swoją stronę. Akcję wyprowadził Suarez, który zagrał do Castillejo. Ten nie trafił w piłkę, ale dopadł jeszcze do niej Soldado, lecz jego próbę obronił ofiarnie głową Iraizoz. Wydawało się, że to będzie koniec emocji w tym meczu. Jeśli chodzi o sytuacje bramkowe, to rzeczywiście tak było, ale w doliczonym czasie gry sędzia postanowił wyrzucić z placu gry jeszcze dwóch graczy. Najpierw za drugą żółtą kartkę wykluczony został Inaki Williams, a chwilę później jego los podzielił obrońca Villarrealu – Daniele Bonera, który wszedł z ławki w 64. minucie, a po pół godziny został z powrotem odesłany do szatni. Obie ekipy kończyły więc w dziesiątkę i ostatecznie podzieliły się punktami po bardzo słabym spotkaniu.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Inigo Lekue, Eneko Boveda, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose (87′ Ander Iturraspe), Benat Etxebarria – Markel Susaeta (63′ Sabin Merino), Javier Eraso (71′ Iker Muniain), Inaki Williams – Aritz Aduriz

Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Mateo Musacchio (72′ Daniele Bonera), Victor Ruiz, Jaume Costa – Jonathan Dos Santos (78′ Samu Castillejo), Bruno Soriano, Manu Trigueros, Denis Suarez – Cedric Bakambu (46′ Leo Baptistao), Roberto Soldado


Sporting 1-1 Deportivo

Po ostatnich dwóch zwycięstwach Sporting Gijon wydostał się ze strefy spadkowej. W sobotni wieczór ich przeciwnikiem było Deportivo, które od trzech spotkań nie poniosło porażki, lecz zanotowało same remisy. Mecz zapowiadał się więc na niezwykle zacięty. Oba zespoły rozpoczęły ostrożnie. Mało było bramkowych okazji. Najbardziej na placu gry wyróżniał się Jony, który prawie pokonał Luxa podczas próby dośrodkowania. Ten sam zawodnik otworzył wynik spotkania w pierwszej połowie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Ait-Atmane, Jony idealnie złożył się do uderzenia z woleja, a futbolówka po rykoszycie wpadła do siatki. Gospodarze cieszyli się prowadzeniem tylko kilka minut. Deportivo przeprowadziło efektowną akcję lewą stroną boiska, Lucas Perez poradził sobie z defensorami, po czym wyłożył piłkę do Luisa Alberto. Zawodnik gości pewnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do remisu. W drugiej połowie jako pierwsi zaatakowali piłkarze Deportivo. Tym razem na indywidualną akcję zdecydował się Luis Alberto, lecz jego strzał był zbyt słaby. Po przeciwnej stronie swojego szczęścia próbował Sanabria, ale snajper Sportingu nawet nie trafił w światło bramki. Jak zwykle bardzo dobrze współpracował duet Lucas Perez – Luis Alberto. Niewiele brakowało, a po raz drugi w meczu ugodziliby gospodarzy. Na posterunku czujny pozostał jednak Ivan Cuellar. Spotkanie ostatecznie zakończyło się podziałem punktów, z którego bardziej zadowoleni powinni być zawodnicy Sportingu, bowiem dla nich każde oczko jest niezwykle cenne. Deportivo znów nie udało się wygrać, czwarty remis z rzędu sprawił, że Depor osuwa się coraz niżej w tabeli.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Isma Lopez, Luis Hernandez, Jorge Mere, Ognjen Vranjes – Sergio Alvarez, Rachid Ait-Atmane – Jony, Dani Ndi (78’ Pablo Perez), Carlos Carmona (65’ Alen Halilovic) – Antonio Sanabria (83’ Guerrero)

Deportivo: German Lux – Fernando Navarro, Sidnei, Alejandro Arribas, Juanfran – Alex Bergantinos, Pedro Mosquera – Cani (69’ Luisinho), Luis Alberto (81’ Fede Cartabia), Faycal Fajr – Lucas Perez


Levante 0-2 Barcelona

Spotkanie lidera tabeli z ostatnią drużyną mogło mieć tylko jednego faworyta. Choć godzina 12 w południe nie jest typową porą dla Barcelony na rozgrywanie meczów, to nikt nie wyobrażał sobie innego wyniku niż wysokie zwycięstwo gości. Blaugrana zaczęła z animuszem i już w 3. minucie Leo Messi trafił do siatki. Arbiter jednak niesłusznie gola nie uznał. Podopieczni Luisa Enrique atakowali nadal, a groźny strzał oddał Andres Iniesta. Po okresie naporu rywala do głosu doszło Levante. Piłkarze Barcelony snuli się po boisku, gdy gospodarze przeprowadzali coraz groźniejsze akcje. Niebezpiecznie z rzutu wolnego uderzał Verza, kilka razy dobrze w polu karnym odnalazł się Deyverson, lecz najbliżej zdobycia bramki był Jose Morales. Po jednym z wielu błędów Daniego Alvesa, skrzydłowy Levante doskonale przyjął futbolówkę, co pozwoliło mu na zyskanie kilku metrów nad obrońcami. Gorzej wyglądał strzał, który wylądował jedynie na słupku. Zanim jednak doszło do tej sytuacji, Barcelona była już na prowadzeniu. Blaugrana przeprowadziła akcję lewą stroną boiska, Neymar zagrał prostopadle do Jordiego Alby, a dośrodkowanie Hiszpana do własnej bramki skierował David Navarro. Goście mieli jeszcze jedną okazję do zdobycia gola, lecz indywidualną akcję Neymara zatrzymał Diego Marino. Po zmianie stron gospodarze zaczęli opadać z sił i coraz rzadziej stwarzali zagrożenie. Barcelona z kolei stabilizowała swoją grę, w czym pomogło jeszcze wprowadzenie na boisko Sergio Busquetsa. Nie było jednak zbyt wielu bramkowych okazji. Po rzucie rożnym groźnie strzelał Rakitic, lecz na tylko tyle stać było gości. Gospodarze również nie zachwycali i cała druga połowa nie należała do najciekawszych. Pod koniec spotkania Levante ruszyło całą drużyną do ataku podczas stałego fragmentu gry. Szarża nie przyniosła skutku, ale stworzyła sposobność do kontry dla Barcelony. Leo Messi ruszył prawą stroną, po czym podaniem odnalazł Luisa Suareza. Urugwajczyk pięknym strzałem zewnętrzną częścią stopy pokonał bramkarza i ustalił wynik spotkania. Goście nie zaprezentowali się przeciwko ostatniej drużynie ligi zbyt okazale, lecz zrealizowali cel, nadal utrzymując pozycję lidera. Choć Levante przegrało, to ich postawa przeciwko Blaugranie dobrze rokuje w walce o utrzymanie.

Składy:
Levante: Diego Marino – Tono, David Navarro (68’ Victor Camarasa), Zouahir Feddal, Ivan Lopez – Simao Mate, Jefferson Lerma, Verza (76’ Mauricio Cuero) – Jose Morales, Giuseppe Rossi, Deyverson (68’ Nabil Ghilas)

Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Gerard Pique, Javier Mascherano. Daniel Alves (73’ Aleix Vidal) – Sergi Roberto, Ivan Rakitic (67’ Sergio Busquets), Andres Iniesta – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi


Betis 1-0 Valencia

Po druzgocącej porażce w półfinale Pucharu Króla z Barceloną, sytuacja Valencii i pozycja Gary’ego Neville’a stały się bardzo kruche. Kolejnym przeciwnikiem Nietoperzy był Betis, który gra w kratkę, lecz cały czas zachowuje przewagę nad strefą spadkową. O pierwszej połowie chcieliby zapomnieć z pewnością i piłkarze, i kibice. Działo się w niej niewiele, a z boiska wiało nudą. Jedyną groźną akcję przeprowadzili gospodarze. Strzałem zakończył ją van Wolfswinkel, lecz Ryan urzymał futbolówkę po uderzeniu, mimo problemów. W pierwszej połowie Valencia wyróżniła się jedynie dużą ilością żółtych kartek, a zaledwie 4 minuty po zmianie stron Nietoperze straciły gola. Z futbolówką przy nodze dobrze zachował się Ruben Castro, który przed wbiegnięciem w pole karne odegrał do Alfreda N’Diaye. Francuz przedłużył podanie do van Wolfswinkela, a Holender płaskim dośrodkowaniem odnalazł Castro. Goście po stracie gola nareszcie stworzyli sobie dogodną sytuację. Szybki atak rozprowadził Andre Gomes, podał na skrzydło do Czeryszewa, a Rosjanin odegrał do Negredo. W międzyczasie bramkę opuścił już Antonio Adan, lecz strzał Negredo sprzed linii bramkowej zdołał wybić Juan Vargas. Nieco później Betis zdobył drugiego gola, ale sędzia gola nie uznał. Wydaje się, iż miał rację, chociaż Jorge Molina był na minimalnym spalonym podczas dośrodkowania z rzutu wolnego. Podobna sytuacja przydarzyła się także Valencii. Sędzia znów miał rację, ponieważ Shkodran Mustafi był na minimalnym ofsajdzie. Duża liczba żółtych kartek zemściła się na gościach w końcówce spotkania, gdy boisko za drugą karę indywidualną musiał opuścić Jose Gaya. Mimo to, Valencia miała jeszcze znakomitą sytuację na wtrównanie. Długie zagranie na połowę przeciwnika przedłużył głową Negredo. Do futbolówki dopadł wbegający w pole karne Rodrigo Moreno, lecz Antonio Adan fantastycznie wyszedł z bramki i zatrzymał strzał. Nietoperze poniosły kolejną porażkę, sytuacja drużyny Gary’ego Neville’a robi się coraz bardziej dramatyczna. A Betis? Kolejne ważne punkty przybliżają ekipę z Sewilli do utrzymania w lidze.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Juan Vargas, German Pezzella, Bruno, Martin Montoya – Dani Ceballos (74’ Francisco Portillo), Alfred N’Diaye, Petros, Charly Musonda – Ricky van Wolfswinkel (72’ Jorge Molina), Ruben Castro (89’ Didier Digard)

Valencia: Mathew Ryan – Guilherme Siqueira (43’ Jose Gaya), Aymen Abdennour, Shkodran Mustafi, Antonio Barragan – Wilfried Zahibo (75’ Santi Mina), Daniel Parejo – Denis Czeryszew, Andre Gomes, Sofiane Feghouli (59’ Rodrigo Moreno) – Alvaro Negredo


Celta 1-1 Sevilla

Mecz na Balaidos pomiędzy Celtą a Sevillą miał dać przynajmniej częściową odpowiedź na to, czy gospodarze będą w stanie na tym obiekcie odrobić czterobramkową stratę z pierwszego spotkania półfinału Copa del Rey pomiędzy tymi drużynami. Na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan Sevilla wygrała aż 4:0 i wydaje się, że awans do finału ma już w kieszeni. Piłkarze z Galicji chcieli jednak nastraszyć rywala przed meczem w środku tygodnia. Rzeczywiście zawodnicy z Vigo byli lepsi w początkowej fazie meczu. Jednak dwie próby Wassa i jedna Bongondy nie były chociażby blisko celu. Fazio, który rozgrywał swój pierwszy mecz po powrocie do drużyny gości, postanowił jednak ułatwić zadanie rywalom. W 25 minut zarobił dwie idiotyczne kartki i w ten sposób osłabił swoją drużynę na większość meczu. Mimo to goście, grając w osłabieniu, byli w stanie zdobyć gola do szatni. Po dośrodkowaniu uderzał głową Llorente, piłkę z linii wybił jeden z piłkarzy Celty, ale pod nogi dostał ją Carrico, który już nie miał problemów, aby z bliskiej odległości pokonać Alvareza. Druga połowa rozpoczęła się bardzo podobnie jak poprzednia. Znów Celta atakowała, ale nie miała żadnej stuprocentowej szansy. Najbardziej aktywni byli Radoja i Pablo Hernandez, ale ich próby wyłapywał Rico. Berizzo postanowił nie czekać i wpuścił na murawę Guidettiego, który wszedł za wcześniej wspomnianego Radoję. Na boisku zjawił się też Diaz. To jednak nie oni mieli udział przy bramce, która doprowadziła do remisu. Na prawym skrzydle piłkę otrzymał Wass, a następnie mocno wstrzelił ją w pole karne, gdzie akcję zamknął Beauvue. Był to pierwszy gol ściągniętego zimą napastnika dla Celty Vigo. Po tym trafieniu miejscowi nie oddali inicjatywy już do ostatnich sekund. Co więcej, mieli bardzo dobre sytuacje, aby zakończyć mecz z trzema punktami. Najlepszą miał Pablo Hernandez w 74. minucie, kiedy uderzał głową i pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. Na sam koniec jeszcze Guidetti znalazł się w dobrej pozycji do oddania strzału, ale uprzedził go Sergio Rico. W ten sposób Celta podzieliła się oczkami z Sevillą, która długo grała w dziesiątkę. Gospodarze nie mogą być szczęśliwi, ponieważ nie pokazali nic, co mogłoby dawać szansę na korzystny rezultat w rewanżowym meczu półfinału Pucharu Króla. Na dodatek za tydzień ekipę z Galicji czeka mecz na Camp Nou, a z powodu nadmiaru kartek nie zagrają tam Bongonda i Aspas. Parszywy okres dla Celty.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Jonny (62′ Marcelo Diaz), Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Carles Planas – Daniel Wass, Nemanja Radoja (62′ John Guidetti) – Claudio Beauvue, Pablo Hernandez, Theo Bongonda – Iago Aspas

Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Federico Fazio, Sergio Escudero – Daniel Carrico, Steven N’Zonzi – Jose Antonio Reyes (64′ Ever Banega), Michael Krohn-Dehli, Jewhen Konoplanka (58′ Vitolo) – Fernando Llorente (69′ Kevin Gameiro)


Granada 1-2 Real

Był mecz lidera z ostatnią drużyną, ale czekało nas także starcie trzeciej drużyny z kolejną ekipą ze strefy spadkowej. W potyczce Granady z Realem Madryt faworyt mógł być tylko jeden, mimo faktu, że to Andaluzyjczycy byli gospodarzem. Królewscy nie rozpoczęli jednak tak jak by tego oczekiwali. Mieli przewagę, byli częściej przy piłce, ale im bliżej pola karnego, bym było gorzej. Swoje szanse marnowali Benzema czy Ronaldo. W odpowiedzi bliska szczęścia była Granada. Penaranda zdobył nawet bramkę, ale chwilę wcześniej znajdował się na pozycji spalonej, więc trafienie nie mogło zostać uznane. Mimo to, akcja była ostrzeżeniem dla madrytczyków, ponieważ kontry gospodarzy wyglądały bardzo konkretnie i mogły być zagrożeniem dla Keylora Navasa. Z biegiem czasu śrubę dokręcał Real. W końcu dopiął swego po 30 minutach. Po raz kolejny zaspał Foulquier, któremu uciekł Dani Carvajal. Hiszpan odnalazł stojącego przed bramką Karima Benzemę, a Francuz dołożył tylko nogę i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Była to ostatnia klarowna sytuacja w pierwszej części. Po przerwie cały czas lepiej spisywał się Real. W pierwszych kilkunastu minutach dwie okazje zmarnował Benzema. Najpierw z ostrego kąta uderzył w boczną siatkę, a później nie wykorzystał świetnego podania od Luki Modricia i uderzył wprost w Andresa Fernandeza. Niwykorzystane sytuacje zemściły się w 60. minucie. Piłkę stracił Modrić, któremu nieco przeszkodził arbiter. Ruben Rochina wykorzystał błąd i wypuścił w bój Youssefa El-Arabiego. Rezerwowy napastnik wykorzystał sytuację sam na sam i pokonał wychodzącego Navasa. Gospodarze zwietrzyli niespodziewaną okazję i mieli jeszcze kilka niezłych okazji, jednak żadna z nich nie była już tak skuteczna. Długo pozbierać nie mógł się z kolei Real, który jednak ma w swoim składzie Lukę Modricia. Chorwat, będąc niepilnowany przed polem karnym, zdecydował się na uderzenie, którego nie obroniłby żaden z bramkarzy na świecie. Futbolówka poszybowała idealnie pod poprzeczkę. Gospodarze mieli już zbyt mało czasu na przeprowadzenie skutecznej akcji, wobec czego faworyt wyszarpał komplet punktów, który utrzymuje go w grze o najwyższe cele.

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Miguel Lopes, David Lomban, Ricardo Costa, Dimitri Foulquier – Fran Rico (77′ Rene Krhin), Ruben Perez – Isaac Success, Ruben Rochina, Adalberto Penaranda (81′ Abdoulaye Doucoure) – David Barral (58′ Youssef El-Arabi)

Real: Keylor Navas – Dani Carvajal (86′ Nacho), Raphael Varane, Sergio Ramos, Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić, Isco (78′ Mateo Kovacić) – James Rodriguez (61′ Jese), Karim Benzema, Cristiano Ronaldo


Espanyol 0-5 Sociedad

Następne bardzo ważne spotkanie dla losów dołu tabeli. Real Sociedad miał nad Espanyolem dwa punkty więcej, a Papużki były z kolei tylko oczko nad strefą spadkową. Każda zdobycz była więc dla obu ekip na wagę złota. Złoty był także początek meczu w wykonaniu gości. Po ośmiu minutach mieli na koncie już dwa gole, oba były bliźniaczo podobne. Najpierw Carlos Vela uruchomił prostopadłym zagraniem Jonathasa, a chwilę później Ruben Pardo takim samym zagraniem uraczył Velę. Egzekutorzy wybrali taki sam sposób na pokonanie Gierdiusa Arlauskisa – po prostu go przelobowali. Jaka była odpowiedź Espanyolu? Piłkarze nie odpowiedzieli praktycznie w ogóle, kibice zaś zrobili to za nich, przeraźliwie gwiżdżąc i okazując swoje niezadowolenie po często wręcz żałosnych zagraniach swoich “ulubieńców”. Podopieczni Constantina Galki byli kompletnie bezradni, w żaden sposób nie potrafili przedrzeć się przez zasieki Basków, którzy byli bardzo dobrze poukładani i kontrolowali przebieg wydarzeń. Jak zła była sytuacja Katalończyków, świadczy sytuacja tuż przed rozpoczęciem drugiej części. Broniącego Litwina zastąpił Pau Lopez, który otrzymał owację od kibiców zgromadzonych na Power8 Stadium. W żaden sposób nie uchroniło to jednak gospodarzy od katastrofy. Już pierwsza groźna okazja rywali zakończyła się bramką. Dwójkową akcję rozegrali Pardo z Mikelem Oyarzabalem, a wszystko wykończył ten drugi. Jeśli Espanyol miał nadzieję na litość, musiał się srogo zawieść. Po chwili Pau Lopez sięgał po piłkę do bramki po raz kolejny. Tym razem dośrodkowanie z rzutu rożnego wykończył Diego Reyes. Papużki próbowały się odgryźć, ale najgroźniejsza okazja, jaką stworzył Burgui, to było zdecydowanie za mało. Widząc to, zawodnicy Eusebio Sacristana, dopełnili w końcówce manity. Po małym bilardzie w szesnastce miejscowych piłka trafiła do Jonathasa, a ten zamknął klamrą całe spotkanie. Schodzących do szatni gospodarzy pożegnały (oprócz gwizdów) białe chusteczki. Zresztą był to cud, że jeszcze ktokolwiek na trybunach wówczas się znajdował, ponieważ po każdum kolejnym trafieniu przeciwników realizator pokazywał wychodzących fanów. Real Sociedad oddalił się od strefy spadkowej i zajmuje obecnie jedenaste miejsce. Widać więc, jak spłaszczona jest dolna część tabeli.

Składy:
Espanyol: Giedrius Arlauskis (46′ Pau Lopez) – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Mickael Ciani, Juan Fuentes (54′ Salva Sevilla) – Papakouli Diop, Joan Jordan – Hernan Perez (46′ Burgui), Marco Asensio, Victor Alvarez – Gerard Moreno

Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua (82′ Alberto de la Bella), Mikel Gonzalez, Inigo Martinez, Hector Hernandez – Diego Reyes (72′ Xabi Prieto), Asier Illarramendi – Carlos Vela, Ruben Pardo, Mikel Oyarzabal (76′ Bruma) – Jonathas


Mecz kolejki: Celta – Sevilla 1:1

Liczby kolejki:
best_11_23kolejka

Piłkarz kolejki: Ruben Pardo (Sociedad)
Hiszpan zagrał nieco wyżej niż zwykle. Był to jednak strzał w dziesiątkę trenera, któremu Ruben odpłacił się trzema (na upartego czterema) asystami. Pomocnik był motorem napędowym swojej drużyny i kluczowym elementem praktycznie przy każdym golu. Zdominował całkowicie środek pola, pokazując swoje umiejętności oraz przegląd pola.

Cienias kolejki: Espanyol
Choć Dani Alves był konkurencją niezwykle poważną, to przebili go jednak koledzy zza miedzy. Trudno wyróżnić tak naprawdę jedno ogniwo, które zagrało słabo przeciwko Realowi Sociedad, na naganę zasługuje wszstkich czternastu zawodników reprezentujących w poniedziałek barwy Papużek. Gra obronna Espanyolu była właściwie taka, że… jej nie było, a atak – o nim lepiej też nie mówić. Katastrofa.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Saul Niguez (Atletico)
Grający na pozycji stopera Saul popełnił co prawda karygodny błąd, po którym gola zdobyli rywale, ale jego rehabilitacja z nawiązką zasługuje na uznanie. Hiszpan nie dość, że sam strzelił bramkę, to grał jeszcze bardzo pewnie i ofiarnie w obronie, nie pozwalając Eibarowi na więcej niż jedno trafienie. Reakcję młodego piłkarza dostrzegli także fani oraz koledzy z zespołu, dając mu ogromne wsparcie.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Federico Fazio (Sevilla)
Ostatnie miesiące dla Argentyńczyka nie należą do udanych. W Tottenhamie właściwie nie grał, a w pierwszym meczu po powrocie do Sevilli zachował się karygodnie. Dwie bezsensowne kartki w 25 minut to wystarczający powód, by “wygrać” w tej kategorii.

Gol kolejki: Luka Modrić (Real)
Chorwat był jedną z wyróżniających się postaci meczu z Granadą. Uczestniczył przy każdym golu (także tym zdobytym przez rywali), ale to trafienie z 85. minuty zapadnie wszystkim w pamięci. Nie dość, że Luka dał wygraną swojej ekipie, to uczynił to w sposób widowiskowy. Perfekcyjny strzał z 20 metrów, piłka w samym okienku, tuż pod poprzeczką – nic, tylko bić brawo.

Pudło kolejki: Karim Benzema (Real)
Modrić miałby na koncie także asystę, gdyby jego świetne prostopadłe podanie wykorzystał Karim Benzema. Francuz poradził sobie z przyjęciem futbolówki i odwróceniem się w kierunku bramki, ale najprostszej rzeczy już nie podołał. Uderzył tak, że futbolówka była w zasięgu Andresa Fernandeza, który świetną paradą dał nadzieję swoim kolegom z drużyny na osiągnięcie dobrego rezultatu.

klasyfikacje_23kolejka

Terminarz 24. kolejki (12-14.02.2016):
Piątek, 12.02:
Sporting – Rayo (godzina 20:30)
Sobota, 13.02:
Real – Athletic (godzina 16)
Villarreal – Malaga (18:15)
Valencia – Espanyol (20:30)
Deportivo – Betis (22:05)
Niedziela, 14.02:
Sociedad – Granada (12)
Sevilla – Las Palmas (16)
Eibar – Levante (18:15)
Getafe – Atletico (18:15)
Barcelona – Celta (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek