La Liga gra: “Dziś wygrywa Barca” – Real odpada z walki o mistrzostwo

Sezon już wkroczył w decydującą fazę, coraz bliżej do połowy rundy rewanżowej w La Liga. 26. seria gier miała jedno, ale jakże obfite danie główne. Kiedy naprzeciw siebie stają Real i Atletico, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Ostatnio madrycka rywalizacja osiąga wysokie temperatury i tak też miało być tym razem – przegrany praktycznie definitywnie żegnałby się z marzeniami o tytule. Łatwej przeprawy nie miała także Barcelona, lider rozgrywek. Katalończycy na własnym obiekcie mierzyli się z zawsze mocną Sevillą. Dobrą formę chciała potwierdzić Valencia, która podejmowała Athletic Bilbao, zraniony po ostatnich derbach Kraju Basków. Jak widać, na hiszpańskich boiskach działo się naprawdę sporo, a to przecież tylko część spotkań. Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 26. kolejki:
Eibar 0-1 Las Palmas

Beniaminek z Wysp Kanaryjskich jest jedną z dwóch ekip (obok Sevilli), która na wyjeździe jeszcze nie odniosła zwycięstwa. Z kolei Eibar to jeden z lepszych zespołów, jeśli spojrzymy na rezultaty osiągane na własnym boisku. Faworyt był zatem zdecydowany i – rzecz jasna – nie byli to przyjezdni. Pierwsza część zadała jednak kłam tej tezie. Po niemrawym początku spotkania bardziej aktywni byli goście, co przełożyło się na sytuacje podbramkowe. Najlepszą z nich miał Mubarak Wakaso, jednak Asier Riesgo popisał się dobrą interwencją. W kilku innych przypadkach graczom Quique Setiena brakowało im precyzji czy też dobrego ostatniego zagrania. Z kolei najgroźniejszą i w zasadzie jedyną godną próbą ze strony miejscowych był słaby strzał z dystansu Daniego Garcii. Kiedy wydawało się, że pomimo kilku niezłych akcji do przerwy będzie bezbramkowo, w doliczonym czasie gry wrzutkę z narożnika boiska autorstwa Nabila El Zhara wykorzystał Pedro Bigas, głową wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. W drugiej połowie więcej do powiedzenia mieli Baskowie, którzy byli zmuszeni do ataków przez sytuację na boisku. Z ich poczynań wynikało jednak niewiele. Niezbyt dobrze radzili sobie liderzy, widać było też brak Keko, który pociągnąłby swoich kolegów. Ostatecznie Javi Varas nie dał się ani razu pokonać, a jego koledzy z przednich formacji nie dołożyli kolejnych bramek, wobec czego beniaminek odniósł minimalną wygraną na niezbyt przyjaznym stadionie, jakim jest w tym sezonie Ipurua. Pierwsza wygrana w delegacji pozwoliła wydostać się ze strefy spadkowej, ale przewaga nad nią jest właściwie żadna.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Aleksandar Pantić, Ion Ansotegi, David Junca – Jota (46′ Adrian Gonzalez), Gonzalo Escalante, Dani Garcia, Takashi Inui (67′ Saul Berjon) – Borja Baston, Sergi Enrich (77′ Izet Hajrović)

Las Palmas: Javi Varas – David Garcia, Aythami, Pedro Bigas, Javier Garrido – Roque Mesa – Nabil El Zhar (90′ Nili), Tanausu (74′ Mauricio Lemos), Jonathan Viera (85′ Momo), Mubarak Wakaso – Willian Jose


Real 0-1 Atletico

„Dziś wygrywa Barca” – tak kataloński Sport zapowiadał w sobotę derby Madrytu na Estadio Santiago Bernabeu. Trudno było się nie zgodzić z taką opinią, ponieważ każdy rezultat w meczu pomiędzy Realem a Atletico był korzystny dla lidera tabeli, który i tak powiększyłby przewagę nad przynajmniej jednym z rywali do mistrzostwa Hiszpanii. Trudno było jednak wytypować faworyta spotkania. Najnowsza historia derbowych starć nakazywałaby wskazać na bandę Simeone, ale ostatnio Rojiblancos nie potrafią zdobywać wielu goli, a – jak wiadomo – Real na swoich śmieciach jest od pewnego czasu nie do pokonania. Najlepszy atak kontra najlepsza obrona w lidze – przez pierwsze fragmenty rywalizacji dało się tylko potwierdzić drugą część tego zdania, ponieważ Los Colchoneros umiejętnie wybijali Królewskich z rytmu. Optycznie wydawało się, że gospodarze mają przewagę, ale nie przekładało się to na żadne groźne akcje. Żeby poważnie zagrozić Oblakowi, miejscowi potrzebowali rzutu wolnego i potężnego uderzenia Cristiano Ronaldo. Mimo to golkiper gości został niepokonany do przerwy. Podobnie jak i Keylor Navas, którego poważniej zdołał przetestować jedynie Antoine Griezmann. Druga część mogła się rozpocząć od mocnego ciosu ze strony Realu. Cristiano po błędzie Godina zmarnował jednak sytuację bramkową, a te niewykorzystane, jak wiadomo, lubią się mścić. Griezmann wyprowadził akcję środkiem, zagrał na lewą stronę, skąd dostał podanie zwrotne od Filipe Luisa. Później już tylko pozostało celnie strzelić obok Navasa i to właśnie uczynił Francuz. Zidane miał wielki ból głowy, ponieważ z placu gry zdecydował się zdjąć Benzemę, następnie to samo musiał uczynić z bezproduktywnym Jamesem. Gwiazdy zawodziły, momentami szarpał tylko Ronaldo, ale jak miał już w miarę dogodną szansę, to nie potrafił sforsować ściany, jaką postawił w bramce Jan Oblak. Słoweniec zachował czyste konto do ostatniego gwizdka i tym samym Simeone kolejny już raz poczuł smak triumfu nad odwiecznym rywalem. Atletico zachowuje iluzoryczne szanse na mistrzostwo, a Real odpada z wyścigu o to trofeum.

Składy:
Real: Keylor Navas – Danilo, Raphael Varane, Sergio Ramos, Daniel Carvajal – Luka Modric, Toni Kroos, Isco (70′ Jese) – James Rodriguez (57′ Lucas Vazquez), Karim Benzema (46′ Borja Mayoral), Cristiano Ronaldo

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Diego Godin, Filipe Luis – Saul Niguez, Gabi, Augusto Fernandez (77′ Matias Kranevitter), Koke – Antoine Griezmann, Fernando Torres (81′ Angel Correa)


Getafe 0-1 Celta

Fatalnie prezentuje się ostatnio Getafe, kolejne porażki spychają je w dół tabeli i przewaga nad strefą spadkową jest coraz mniejsza. Następny rywal to czołówka ligowej klasyfikacji, choć Celta ostatnio też przechodziła kryzys i za wszelką cenę chciała osiągnąć drugie zwycięstwo z rzędu, by utrzymać swoje miejsce gwarantujące udział w europejskich pucharach. Pierwsza część gry obfitowała w wiele akcji podbramkowych, które mogły zostać wykorzystane. Piłkarzom brakowało jednak skuteczności – przeszkadzali albo bramkarze, albo obramowanie bramek, albo też oddawane strzały były nieznacznie chybione. Ze strony Celty najbliżej szczęścia byli Iago Aspas po uderzeniu z rzutu wolnego oraz Theo Bongonda przy próbie główki. Z kolei gospodarzy uszczęśliwić mogli Karim Yoda (centrostrzał) oraz Alvaro Vazquez, który zmarnował najlepszą okazję w pierwszych 45 minutach. Hiszpan podobne sytuacje sam na sam wykorzystywał już wielokrotnie, tym razem trafił jednak w boczną siatkę. Podobne tempo obserwowaliśmy po zmianie stron. Najpierw Bongonda obił słupek, a w odpowiedzi centymetry obok niego uderzali Lacen i Sarabia. Później wspaniały strzał zza szesnastki oddał Orellana, ale jeszcze lepszą robinsonadą wykazał się Vicente Guaita. Ożywienie na boisko wniósł Nolito, który w końcu trafił do siatki po raz pierwszy w tym meczu. Pablo Hernandez zgrał piłkę pod bramkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a stojący tam Nolito tylko dopełnił formalności. Wracający po kontuzji skrzydłowy i lider swojego zespołu został bohaterem, bo to trafienie było jedynym i trzy punkty powędrowały do Galicji. Getafe ma już tylko dwa oczka przewagi nad strefą spadkową, a z takimi wynikami jak ostatnio może znaleźć się tam bardzo szybko. Natomiast Celta cały czas stara się gonić czwarty Villarreal i uciekać rywalom, z którymi walczy o europejskie puchary.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez (49′ Emiliano Buendia), Emiliano Velazquez, Cala, Karim Yoda – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez (74′ Stefan Scepović) – Pablo Sarabia, Victor Rodriguez (84′ Moi Gomez), Wanderson – Alvaro Vazquez

Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Jonny – Nemanja Radoja, Pablo Hernandez – Iago Aspas (85′ Marcelo Diaz), Fabian Orellana, Theo Bongonda (75′ Daniel Wass) – John Guidetti (58′ Nolito)


Sporting 2-4 Espanyol

Sporting Gijon po raz ostatni wygrał jeszcze w styczniu. Taka passa sprawiła, że ekipa z El Molinon zbliża się nieuchronnie do strefy spadkowej. Tym razem na ten stadion przyjechał Espanyol – drużyna, która po serii kiepskich spotkań, wygrała tydzień wcześniej z Deportivo. Oba zespoły są ranne i potrzebują punktów “na wczoraj”. Mecz zapowiadał się zatem bardzo ciekawie, co szybko znalazło odzwierciedlenie na boisku. Aktywne drużyny od początku spotkania dążyły do napoczęcia przeciwnika i zdobycia bramki. W 20. minucie sztuka ta udała się gospodarzom. Na lewym skrzydle do akcji włączył się Isma Lopez, którego strzał obronił Pau Lopez, ale wobec dobitki niepilnowanego Carlosa Castro nie miał nic do powiedzenia. Tempo gry nieco później siadło, ale piłkarze jeszcze przed końcem pierwszej części je podkręcili. Źle wybitą futbolówkę przez defensywę Sportingu przejął Victor Alvarez, który dograł do Burguiego. Skrzydłowy Papużek powtórzył jeden zwód czterokrotnie, co wystarczyło do oszukania kilku zawodników rywala, a następnie pewnym uderzeniem pokonał Ivana Cuellara. Rozpędzony Espanyol po przerwie wyprowadził drugi cios. Tym razem asystę zanotował drugi boczny obrońca, Javi Lopez, który zagrał przed bramkę do niekrytego Gerarda Moreno. Były snajper Villarrealu takiego prezentu zmarnować nie mógł i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Dziesięć minut później jeszcze je podwyższył, świetnie odnajdując się w polu karnym i uderzając po długim rogu – Cuellar był bez szans. Dwubramkowa przewaga gości widniała na tablicy wyników tylko 240 sekund, po których nadzieje kibicom dał Castro. Napastnik beniaminka zdobył drugiego gola w meczu strzałem głową po centrze Jony’ego Rodrigueza. To było jednak wszystko, na co było stać graczy z Asturii. Ich kolejne ataki były rwane, często nieprzemyślane, co często kończyło się kontrami. Jedna z nich, przeprowadzona w 80. minucie, zakończyła się samobójem Luisa Hernandeza, który pechowo przeciął zagranie Hernana Pereza. Na domiar złego chwilę później czerwoną kartkę ujrzał Nacho Cases, co jednocześnie zakończyło emocje w tym spotkaniu. Espanyol wygrał mecz “za sześć punktów”, wobec czego zyskał nad ekipami walczącymi o utrzymanie pewną przewagę.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Ognjen Vranjes, Luis Hernandez, Jorge Mere, Isma Lopez – Carlos Carmona (57′ Alen Halilović), Omar Mascarell (73′ Nacho Cases), Rachid Ait-Atmane, Jony Rodriguez – Antonio Sanabria (88′ Alberto Lora), Carlos Castro

Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Victor Alvarez – Papakouli Diop, Victor Sanchez (73′ Enzo Roco), Abraham Gonzalez – Marco Asensio, Gerard Moreno (89′ Salva Sevilla), Burgui (66′ Hernan Perez)


Betis 2-2 Rayo

„Kryzys” to słowo, jakie od dawna nie pojawiło się na Vallecas. W ostatnim czasie drużyna Paco Jemeza zbiera punkty, które są im potrzebne do utrzymania, a passę porażek z rzędu zamieniła na serię meczów bez porażki. Następnym przystankiem w drodze do pozostania w Primera była Sewilla, a konkretnie Estadio Benito Villamarin. Betis jest odrobinę wyżej w zestawieniu od Rayo, ale nie oznacza to, że może być bezpieczny utrzymania. Trzy oczka pozwoliłyby jednak na większy luz w kolejnych spotkaniach. Goście kolejny raz postanowili postawić sprawę na ostrzu noża i bezkompromisowo starali się zdobyć pierwszą bramkę. Okazję, aby to uczynić, miał Embarba, ale jego próba zatrzymała się na poprzeczce. Następnie nadszedł jednak moment gospodarzy, który podciął skrzydła Piratom. Przed upływem kwadransa Ruben Castro (jeden z najniższych na murawie) po dośrodkowaniu z prawej strony uderzył głową i pokonał zaskoczonego Juana Carlosa. Drugie trafienie dołożył jeszcze przed tym jak na zegarze wybiła trzydziesta minuta. Tym razem jednak gol nie powinien zostać uznany, ponieważ powtórki pokazały, że w momencie podania głową od Moliny napastnik Betisu znajdował się na bardzo wyraźnym spalonym. Arbiter tego nie wypatrzył i dlatego gospodarze na przerwę schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Jemez postanowił nie czekać i po przerwie wpuścił na murawę Montiela i Manucho, dwóch ofensywnie nastawionych graczy. Trzeba przyznać, że szkoleniowiec gości miał nosa. 48. minuta – miękka wrzutka Trashorrasa na głowę do Manucho i jest już 1:2. Mija parę chwil, około stu pięćdziesięciu sekund, a po niefortunnym zagraniu obrońcy Betisu Angolczyk składa się do nożyc i jest już remis. Wejście smoka! Manucho sam w mgnieniu oka doprowadził mecz do momentu wyjścia. To jednak nie dało pozytywnego impulsu żadnej z drużyn. Verdiblancos przestali stwarzać jakiekolwiek okazje, a przyjezdni z Madrytu obserwowali jak Bebe próbuje stać się bohaterem, ale jego uderzenia jedynie frustrowały kibiców. Dlatego spotkanie skończyło się remisem 2:2. Dla Rayo jest to trzeci taki wynik z rzędu i czwarty w ostatnich pięciu meczach…

Składy:
Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero (82′ Fabian Ruiz), Bruno Gonzalez, German Pezzella, Juan Manuel Vargas – Joaquin (63′ Alvaro Cejudo), Dani Ceballos, Petros, Charly Musonda – Jorge Molina (56′ Leandro Damiao), Ruben Castro

Rayo: Juan Carlos – Quini, Diego Llorente, Ze Castro (46′ Manucho), Tito – Roberto Trashorras, Manuel Iturra – Adrian Embarba (73′ Antonio Amaya), Piti, Bebe – Miku (46′ Joni Montiel)


Sociedad 1-1 Malaga

Dzięki zwycięstwu na Athleticiem Bilbao w derbach Kraju Basków, gracze Sociedad odnieśli czwartą wygraną z rzędu. Ich kolejnym rywalem była Malaga, która zatrzymała w ostatniej kolejce Real Madryt. Przebieg spotkania był odzwierciedleniem tego, jak blisko w tabeli są oba zespoły. W pierwszej połowie dużo walki i mało ciekawych akcji, zresztą podobnie wyglądała druga część meczu. Dużą różnicą było jednak to, iż po zmianie stron padły bramki. Jako pierwsi do siatki rywala trafili piłkarze Malagi. Świetne podanie z głębi boiska odebrał Roberto Rosales, po czym zagrał wzdłuż bramki, gdzie całą akcję zamknął Duje Cop. Gospodarze trochę niemrawo zbierali się do odrabiania strat, a kibice na stadionie i przed telewizorami mieli okazję na drzemkę. Niecałe dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry szczęście uśmiechnęło się jednak do Sociedad. Wydatnie pomógł im w tym sędzia, który dwukrotnie podczas akcji bramkowej nie zauważył spalonego. Najpierw nie dostrzegł go u Xabiego Prieto, a później u strzelca gola Agirretxe. Mecz skończył się podziałem punktów i trzeba przyznać, że gospodarze nie udźwignęli ciężaru bycia delikatnym faworytem. Choć byli częściej przy piłce, to ich gra była zbyt monotonna. Częściej groźniejsze sytuacje tworzyła sobie Malaga. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, remis był w tym spotkaniu rezultatem najbardziej sprawiedliwym.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Mikel Gonzalez (73’ Esteban Granero), Inigo Martinez, Joseba Zaldua – Ruben Pardo, Diego Reyes – Bruma (73’ Imanol Agirretxe), Xabi Prieto, Carlos Vela – Mikel Oyarzabal

Malaga: Carlos Kameni – Federico Ricca, Raul Albentosa, Weligton, Roberto Rosales – Ricardo Horta (70’ Igor Filipenko), Pablo Fornals, Recio, Juanpi – Duje Cop (84’ Duda), Charles (89’ Roque Santa Cruz)


Villareal 3-0 Levante

Jeżeli ktoś na El Madrigal zakładał przed sezonem, że w lutym znajdą się tuż za plecami Realu Madryt, to musiał być niepoprawnym optymistą. Fakt był jednak taki, że w przypadku wygranej Żółtej Łodzi Podwodnej z Levante różnica oczek między Villarrealem a Królewskimi zmniejszyłaby się do zaledwie dwóch oczek. Mimo wszystko trener gospodarzy – Marcelino – postanowił priorytetowo potraktować spotkanie w środku tygodnia z Celtą, licząc na to, że wystawieni przez niego rezerwowi rozegrają dobry mecz i utrzymają korzystny rezultat. Piłkarze odwdzięczyli się za zaufanie i stłamsili graczy z Walencji. Strzelanie rozpoczęło się już w 12. minucie za sprawą Leo Baptistao. Brazylijczykowi znacznie pomógł Marino, który nie przypilnował dostatecznie krótkiego rogu i piłka po strzale napastnika przemknęła mu między nogami. Po kolejnych fragmentach dominacji Villarrealu na tablicy wyników pojawiło się kolejne trafienie. Tym razem po asyście Adriana futbolówkę do bramki lekkim uderzeniem posłał Samu Castillejo. Następnie gracze obu ekip zmarnowali po jednej setce. Na 3:0 powinien podwyższyć Baptistao po centrze Bailly’ego, ale znacznie lepszą szansę miał Morales, kiedy dostał podanie od Rossiego i miał przed sobą tylko Areolę. Piłka zaplątała mu się jednak między nogami, przez co uderzenie nie nastąpiło tak szybko, a co za tym idzie – bramkarz Villarrealu miał większe szanse, aby obronić tę próbę. El Madrigal jednak doczekał się kolejnego gola, lecz już po zmianie stron. Nahuel podał na wolne pole do Adriana, ten miał wiele miejsca i dużo czasu, aby najbardziej zbliżyć się do bramki i pokonać Marino. Jeśli Levante liczyło na korzystny rezultat, to po tym trafieniu nie zostały już nawet marzenia. Na domiar złego w 56. minucie David Navarro został wyrzucony z murawy za drugą żółtą kartkę. Gospodarze nie dobijali mimo to rywala i czekali na końcowy gwizdek, który oznaczał ich wygraną. Trzecie miejsce dla Żółtej Łodzi Podwodnej stało się nagle całkiem realne.

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Eric Bailly, Daniele Bonera, Mateo Musacchio (46′ Victor Ruiz), Adrian Marin – Nahuel Leiva, Manuel Trigueros (70′ Tomas Pina), Bruno Soriano, Samu Castillejo – Adrian Lopez (73′ Cedric Bakambu), Leo Baptistao

Levante: Diego Marino – Jefferson Lerma, Carl Medjani, David Navarro, Tono – Joan Verdu (54′ Mauricio Cuero), Jose Verza, Simao Mate, Jose Morales (72′ Jordi Xumetra) – Deyverson, Giuseppe Rossi (54′ Victor Camarasa)


Valencia 0-3 Bilbao

Mecz na Estadio Mestalla pomiędzy Valencią a Athletikiem Bilbao miał być przedsmakiem tego, co czeka nas w najbliższej rundzie Ligi Europy, gdzie również te zespoły zmierzą się w bezpośrednim pojedynku. Obaj szkoleniowcy zdecydowali się posadzić na ławce kilku dobrych zawodników, ale w znacznie bardziej rezerwowym składzie rozpoczęli ten mecz Baskowie. Valverde nie mógł liczyć na Williamsa czy Garcię, a Aduriza pozostawił poza jedenastką. Mimo to goście nie dali się zdominować. Sami też nie zachwycali, dlatego też przez 20 minut obserwowaliśmy „futbolowe szachy”. W meczu nie działo się praktycznie nic. Dopiero po upływie tego czasu przed stuprocentową szansą stanął Negredo, ale zdołał tylko utwierdzić kibiców Valencii w przekonaniu, że w obecnej chwili nie powinno być miejsca w zespole dla niego. W ramach odpowiedzi bardzo groźnie uderzał Muniain, ale on także chybił w dobrej sytuacji. Po zmianie stron mieliśmy już znacznie więcej emocji i klarownych okazji. „Sam na sam” z Iraizozem marnował Alcacer, a Etxeita po centrze z rzutu rożnego znakomicie główkował, ale piłkę zmierzającą do bramki Valencii wybił… Aduriz, który pojawił się na murawie w drugiej części. Fani na Mestalla długo musieli czekać na gole, ale te w końcu się pojawiły. Pozostaje tylko niedosyt, że trafiali jedynie zawodnicy z Bilbao. Wynik rywalizacji otworzył Sabin Merino. Napastnik Athleticu wykorzystał bardzo mocną centrę Mikela San Jose z prawej strony i uderzeniem głową dał prowadzenie swojej ekipę. Gospodarze nie zdążyli się nawet dobrze ustawić po straconym golu, a już przegrywali dwiema bramkami. Tym razem zawinił Dani Parejo, który chciał się zabawić z Mikelem Rico w środku boiska, ale ten bez kłopotów odebrał mu piłkę, obsłużył Muniaina, a ten już nie dał szans Alvesowi. To nie był koniec, ponieważ na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem podopieczni Valverde dokończyli Blitzkrieg, kiedy to po centrze z rzutu rożnego Aduriz wygrał pojedynek powietrzny z Parejo i ustalił rezultat na 0:3 dla Bilbao. Valencia została w kilka minut zabita i wypatroszona. Komplet oczek jedzie do Kraju Basków.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Joao Cancelo, Shkodran Mustafi, Aderlan Santos, Jose Gaya – Enzo Perez (76′ Pablo Piatti), Dani Parejo – Santi Mina, Andre Gomes, Denis Czeryszew (70′ Sofiane Feghouli) – Alvaro Negredo (58′ Paco Alcacer)

Athletic: Gorka Iraizoz – Eneko Boveda, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Gorka Elustondo (63′ Mikel San Jose), Benat Etxebarria – Oscar De Marcos (68′ Aritz Aduriz), Mikel Rico, Iker Muniain (83′ Markel Susaeta) – Sabin Merino


Deportivo 0-1 Granada

Nie ulega wątpliwości, że Granada potrzebuje punktów jak powietrza. W celu utrzymania się w lidze muszą szukać swojej okazji w każdym spotkaniu. Jeszcze dwa miesiące temu nikt nie stawiałby na drużynę ze strefy spadkowej w starciu z Deportivo, lecz forma jaką obecnie prezentuje klub z Galicji jest daleka od ideału. Ostatnio podopieczni Victora Fernandeza pozwolili się przełamać Espanyolowi, lecz tym razem nie zamierzali być aż tak mili dla rywala. Dość szybko stworzyli sobie wyśmienitą okazję do zdobycia gola, ale… nie wyszli na prowadzenie. Lucas Perez fatalnie przestrzelił. Granada grała bardzo mądrze przez całe spotkanie, co bardzo szybko zaowocowało wyjściem na prowadzenie. Przebłysk geniuszu Adalberto Penarandy, głupi faul obrońcy Deportivo i El-Arabi otworzył wynik rywalizacji z karnego. Gospodarze starali się skomasowanymi atakami przedzierać się pod bramkę przeciwnika, lecz trudno było oddać im strzał, a jeśli już się to udało, to Lucas Perez nadal nie potrafił dostrzec bramki. Po drugiej stronie Granada wyprowadzała niebezpieczne kontry, a po jednej z nich Arribas swoją twarzą uratował swoją drużynę przed stratą drugiego gola. Po zmianie stron w grze ofensywnej Deportivo było więcej chaosu niż przemyślanych poczynań. Poza tym destrukcja też nie wyglądała najlepiej i gdyby piłkarze Granady byli nieco bardziej skoncentrowani, mogliby wystrzelać rywali po kontrach. Już w doliczonym czasie gry postawę gospodarzy podsumował ich bramkarz German Lux, który po brzydkim faulu poza polem karnym wyleciał z boiska. Granada ujrzała znów światełko w tunelu, a Deportivo niebezpiecznie stacza się w tabeli.

Składy:
Deportivo: German Lux – Luisinho, Fernando Navarro, Alejandro Arribas, Juanfran (82’ Jonas Gutierrez) – Celso Borges (88’ Jonathan Rodriguez), Pedro Mosquera, Alex Bergantinos (62’ Oriol Riera) – Luis Alberto, Lucas Perez, Faycal Fajr

Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, Ricardo Costa, Jean-Sylvain Babin, Miguel Lopes – Isaac Success (90+1’ David Lomban), Rene Krhin, Abdoulaye Doucoure, Ruben Rochina (79’ David Barral) – Adalberto Penaranda (58’ Edgar Mendez), Youssef El-Arabi


Barcelona 2-1 Sevilla

Patrząc na statystyki zwycięzca mógł być tylko jeden. Barcelona kontynuowała nie tylko serię meczów bez porażki, lecz także passę wygranych na Camp Nou. Ponadto Sevilla nie wygrała jeszcze w delegacji. Choć pierwsze minuty gry toczyły się raczej w niemrawym tempie, to na poziom całego widowiska kibice nie mieli prawa narzekać. Na intensywność rozgrywki wpływ z pewnością miał fakt, że to Sevilla jako pierwsza trafiła do siatki, gdy po ładnym rozegraniu na lewym skrzydle Tremoulinas dośrodkował do Vitolo, a skrzydłowy gości pokonał Claudio Bravo. Gospodarze szybko odpowiedzieli i to w nie byle jaki sposób. Perfekcja w wykonywaniu rzutów wolnych przez Leo Messiego jest w ostatnich kilku miesiącach nieprawdopodobna. Tym razem kibice zgromadzeni na Camp Nou znów mieli możliwość oklaskiwania strzału w okienko Argentyńczyka. Sama pierwsza część gry mogła zakończyć się jeszcze większym popisem Messiego, bowiem La Pulga jeszcze przy wyniku remisowym był bliski wkręcenia piłki z rzutu rożnego. Po zmianie stron Barcelona dopięła swego, po zamieszaniu i podaniu Suareza do siatki trafił Pique. Od tej pory mecz się nieco uspokoił, choć obie drużyny miały swoje sytuacje. Fantastycznie spisywali się jednak bramkarze i po emocjonującej grze Barcelona odniosła kolejne zwycięstwo. Rywale Blaugrany są już coraz dalej za plecami podopiecznych Luisa Enrique. A Sevilla? Klub chcący bić się o najwyższe cele musi wygrać w końcu spotkanie na wyjeździe. W niedzielny wieczór na Camp Nou gracze Emery’ego mieli nawet realną szansę na remis, ale Duma Katalonii obecnie nie jest drużyną, która pozwoliłaby się ograć na własnym obiekcie.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Jeremy Mathieu, Gerard Pique, Aleix Vidal (54’ Daniel Alves) – Sergio Busquets, Sergi Roberto (74’ Ivan Rakitic), Arda Turan (63’ Andres Iniesta) – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi

Sevilla: Sergio Rico – Benoit Tremoulinas, Timothee Kolodziejczak, Adil Rami, Coke – Sebastian Cristoforo (62’ Jewhen Konoplanka), Steven N’Zonzi – Michael Krohn-Dehli, Vicente Iborra (74’ Juan Munoz), Vitolo – Kevin Gameiro


Mecz kolejki: Sporting – Espanyol 2:4

Liczby kolejki:
best_11_26kolejka

Piłkarz kolejki: Gerard Moreno (Espanyol)
Drużyna z Barcelony przechodziła ostatnio przez fatalny okres, który udało się przerwać dopiero tydzień temu, wygrywając z Deportivo. W ten weekend Papużki dołożyły kolejną wiktorię, pokonując na wyjeździe Sporting, mimo tego, iż jako pierwsi gola zdobyli rywale. W pogoni i remontadzie z nawiązką wydatnie pomógł Gerard Moreno, autor dwóch bramek. Były gracz Villarrealu doskonale odnalazł się w obu sytuacjach w polu karnym i nie dał szans bramkarzowi. Na pochwałę zasługuje także jego wkład w kreację, razem z Burguim oraz Marco Asensio znakomicie współpracował.

Cienias kolejki: Dani Parejo (Valencia)
Pod koniec spotkania Valencii z Athletikiem kibice na Mestalla każdy kontakt z piłką Parejo kwitowali gwizdami. Nie jest to dobry okres dla pomocnika. Nie tak dawno stracił opaskę kapitana, a na dodatek nie pozostało praktycznie nic z jego formy, którą prezentował w poprzednim sezonie. Mecz z Baskami tylko potwierdził tę teorię. Nietoperze przegrywały już 0:1, a wtedy Parejo zebrało się na zabawę z Mikelem Rico. Piłkarz z Bilbao nie dał jednak się zbałamucić i odebrał futbolówkę Daniemu, z czego zrodziła się bramka dla przyjezdnych. W tym momencie nie było już szans na korzystny rezultat dla miejscowych. Na domiar złego gola na 0:3 również można zapisać byłemu kapitanowi Los Che, ponieważ to on przegrał pojedynek główkowy z Aritzem Adurizem. Pytanie tylko, czy to on powinien być odpowiedzialny za walkę z jednym z najlepiej grających głową zawodników w Primera Division?

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Nolito (Celta)
Książę z Vigo powrócił w wielkim stylu! Pauzujący przez długi okres skrzydłowy Celty wszedł na boisko w drugiej części gry i swoją bramką dał drużynie trzy oczka. Wcześniej jego koledzy nie potrafili znaleźć sposobu na Vicente Guaitę (dwukrotnie obijali też obramowanie bramki) i męczyli się z Getafe. Lider klubu z Galicji potrafił zaś znaleźć się w polu karnym i rozstrzygnąć losy rywalizacji.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Betis
Po pierwszej połowie meczu w Sewilli wydawało się, że Betis ma mecz pod kontrolą. Prowadził 2:0 po dublecie Rubena Castro i naprawdę nic nie zapowiadało, żeby Rayo miało po przerwie odrobić stratę. A jednak… Nos nie zawiódł Paco Jemeza, który wraz z gwizdkiem rozpoczynającym drugą część wprowadził na murawę Manucho, a ten przez sześć minut gry doprowadził do wyrównania. Po gospodarzach nie było widać woli ponownego wyjścia na prowadzenie, przez co musieli się podzielić punktami z rywalem. Za to rozkojarzenie i brak walki do końca należy się bura dla graczy z Benito Villamarin.

Gol kolejki: Lionel Messi (Barcelona)
Mówiąc szczerze, po bramce Messiego z Sevillą kręciliśmy tylko głową z niedowierzaniem. Argentyńczyk jest nieprawdopodobnie regularny w tym sezonie, jeśli chodzi o strzały z rzutów wolnych. Tym razem jego fenomenalne uderzenie znów wylądowało w okienku bramki, a dodatkowo kompletnie zmyliło bramkarza. Prawdziwy majstersztyk!

Pudło kolejki: Lucas Perez (Deportivo)
Lucas Perez przyzwyczaił nas w tym sezonie do pięknych, plasowanych strzałów, które lądowały w siatce rywala. Jednak, gdy nie idzie drużynie, to snajper Deportivo wygląda tak, jakby zatracił swoje moce wraz z kolegami. Tym razem jego firmowe uderzenie nie trafiło nawet w światło bramki, mimo iż miejsca oraz czasu na przymierzenie było dużo. Niewykorzystana sytuacja się zemściła i nieco później z gola cieszyła się Granada.

klasyfikacje_26kolejka

Terminarz 27. kolejki (01-03.03.2016):
Wtorek, 01.03:
Atletico – Sociedad (godzina 21)
Las Palmas – Getafe (22)
Środa, 02.03:
Athletic – Deportivo (20)
Celta – Villarreal (20)
Malaga – Valencia (20)
Sevilla – Eibar (20)
Levante – Real (21)
Czwartek, 03.03:
Granada – Sporting (20)
Espanyol – Betis (20:30)
Rayo – Barcelona (21)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273