La Liga gra: Gdzie Madryt traci, tam Barcelona zyskuje

Rozgrywki Primera Division nie zwalniają. 21. kolejka, rozgrywana w ubiegły weekend, przyniosła fanom hiszpańskiej piłki kilka bardzo interesujących spotkań, z których przed szerego wybijało się starcie Atletico Madryt z Sevillą. Ekipa Grzegorza Krychowiaka radzi sobie coraz lepiej i tym razem chciała popsuć nastroje liderowi tabeli. Ciekawie zapowiadały się derby Kraju Basków, czyli potyczka Athleticu z Eibarem. Emocji można było szukać także na El Riazor, gdzie Deportivo gościło Valencię. Barcelona i Real wybrały się zaś do Andaluzji i zmierzyły odpowiednio z Malagą oraz Betisem. Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 21. kolejki:
Sporting 5-1 Sociedad

Nie ma drużyny gorszej pod względem ostatnich wyników niż Sporting. Z tego też względu nie patrzono z nadmiernym optymizmem na starcie z Realem Sociedad. Mimo tego, że mecz był rozgrywany na własnym stadionie, w dodatku z ekipą, która również nie prezentuje się dobrze, postawić na gospodarzy było rzeczą i tak ryzykowną. Jednak już po kilkudziesięciu sekundach na El Molinon zapanowała euforia. Zagranej z lewego skrzydła piłki złapać nie potrafił Geronimo Rulli, a jego niefrasobliwość wykorzystał Carlos Carmona, który z najbliższej odległości wpakował ją na pustą bramkę. Osiem minut później miejscowi zdobyli równie kuriozalnego gola. Ponownie zagrożenie nadeszło z lewej flanki, znów źle zachował się Rulli, który nie wyszedł do futbolówki, a formalności dopełnił Dani Ndi. Sporting miał okazję, by jeszcze przed przerwą zamknąć to spotkanie, ale w 37. minucie do siatki trafili rywale. Carlos Vela huknął lewą nogą z całej siły w kierunku dalszego słupka tak, że Ivan Cuellar mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Na koniec pierwszej części wynik meczu wrócił jednak do poprzedniego stanu, a to za sprawą Antonio Sanabrii, który wykorzystał opieszałość i nieodpowiedzialność stoperów, a następnie minął wychodzącego Rulliego. Osiem minut po wznowieniu gry ten sam piłkarz dobił Basków, poprawiając uderzenie swojego kolegi, a dziesięć minut przed końcem spotkania skompletował hat-tricka, korzystając z ładnej asysty Alena Halilovicia. Tym samym klub z Gijon odniósł pierwsze zwycięstwo od 6 grudnia i traci tylko jedno oczko do bezpiecznego Rayo. Z kolei od Realu Sociedad Asturyjczyków dzielą ledwie trzy punkty.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Alberto Lora, Luis Hernandez, Jorge Mere, Isma Lopez – Sergio Alvarez (63′ Omar Mascarell), Rachid Ait-Atmane – Carlos Carmona, Dani Ndi (75′ Alen Halilović), Jony Rodriguez (79′ Alex Menendez) – Antonio Sanabria

Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Aritz Elustondo (45+2′ Mikel Gonzalez), Inigo Martinez, Hector Hernandez – Markel Bergara (75′ Ruben Pardo), Asier Illarramendi – Carlos Vela, Xabi Prieto, Bruma (46′ Mikel Oyarzabal) – Jonathas


Malaga 1-2 Barcelona

Malaga nie jest w ostatnim czasie łatwym rywalem dla Barcelony. W ubiegłym sezonie podopieczni Luisa Enrique nie strzelili temu rywalowi ani jednej bramki, a w obecnym wygrali skromnie na Camp Nou 1:0. Dodatkowo, całkiem niedawno Malaga dzierżyła imponującą serię zwycięstw z rzędu. Już praktycznie pierwsza akcja w meczu zaprzeczyła niejako wszystkim obawom. Po otrzymaniu podania w polu karnym, Luis Suarez zdołał przepchnąć do Kameniego, by zagraniem wzdłuż bramki obsłużyć Munira. Po zaledwie dwóch minutach Barcelona prowadziła. To jednak był koniec pozytywnych informacji dla przyjezdnych w pierwszej połowie. Katastrofalnie spisywała się bowiem defensywa Dumy Katalonii. Vermaelen był myślami na lodowisku, Mascherano na Sali sądowej, a reszta graczy też raczej nie na boisku. Wszystko to skończyło się wyrównaniem. Złe wybicie Mascherano zostało przechwycone, piłka trafiła ostatecznie do Charlesa, który zdołał jeszcze odegrać do Juanpiego. Mimo asysty obrońców i z pomocą wślizgu Mascherano futbolówka znalazła drogę do siatki. Gospodarze mogli w pierwszej części gry strzelić jeszcze więcej goli, lecz Bravo i raz Mascherano udaremnili groźne próby. Trafić mogła też, a nawet powinna Barcelona. Po kontrze przeprowadzonej przez Messiego piłkę otrzymał Munir, a jego strzał Kameni odbił w taki sposób, iż Argentyńczyk musiał zdobyć bramkę. Uprzedził go jednak ofiarnie interweniujący obrońca. Po zmianie stron goście przystąpili do gry z większym animuszem. Dość szybko przyniosło to skutek. Na lewej stronie boiska, akcje do środka złamał Adriano, po czym dośrodkował prawą nogą w kierunku Messiego. La Pulga doskonale złożył się do nożyc i pokonał Kameniego. Niestety to była jedna z nielicznych sytuacjiwartych uwagi w drugiej połowie. Barcelona nie forsowała zbytnio tempa, ale też nie popełniała rażących błędów w defensywie. Złożyło się to na wymęczone zwycięstwo Dumy Katalonii i mimo wszystko zmarnowaną szansę Malagi i urwaniu punktów drużynie z czołówki.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Miguel Torres, Weligton (82’ Duda), Marcos Angeleri, Roberto Rosales – Gonzalo Castro, Recio (68’ Pablo Fornals), Ignacio Camacho, Juanpi – Duje Cop (79’ Roque Santa Cruz), Charles

Barcelona: Claudio Bravo – Adriano Correia (71’ Sergi Roberto), Javier Mascherano, Thomas Vermaelen (46’ Jeremy Mathieu), Aleix Vidal – Sergio Busquets, Arda Turan, Andres Iniesta – Munir El Haddadi (55’ Ivan Rakitić), Luis Suarez, Lionel Messi


Espanyol 2-2 Villareal

W ostatnim czasie Espanyol spisuje się dobrze na własnym obiekcie. Najlepszym przykładem był remis z Barceloną po twardej, zaciętej grze. W delegacjach nieźle radzi sobie jednak także Villarreal, który z ostatnich dwóch wyjazdów przywiózł komplet punktów i cały czas utrzymuje się na czwartej lokacie w lidze. Zwiastowało nam to niemałe emocje, co zostało potwierdzone już w 4. minucie. Felipe Caicedo przyjął piłkę w środkowej strefie boiska, a następnie zdecydował się na indywidualny rajd i minął z łatwością kilku rywali. Będąc sam na sam z Alphonse Areolą nie spanikował i pewnym uderzeniem zapewnił swojej drużynie prowadzenie. Szybko do odrabiania strat zabrali się jednak przeciwnicy, którym nie podobał się obecny wynik spotkania. Na wyrównanie nie trzeba było długo czekać, bo już w 24. minucie po pięknej, koronkowej akcji do siatki Pau Lopeza trafił Manu Trigueros. Mecz był toczonym w zadowalającym tempie. Obie ekipy miały szanse na kolejne trafienia, najbliżej tej sztuki byli Burgui oraz Cedric Bakambu. Dokonał tego jednak dopiero Gerard Moreno. 5 minut przed zmianą stron były snajper Villarrealu wyprzedził kryjących go obrońców i wykończył dośrodkowanie Burgui. Druga część miała podobny przebieg. Także wówczas oba zespoły miały swoje okazje. Wśród przyjezdnych niecelne próby zapisali na swoje konto Trigueros i Bakambu, a z Areolą dwukrotnie pojedynki przegrywał Marco Asensio. Kiedy wydawało się, że już żaden z golkiperów nie skapituluje, w 88. minucie wynik ustalił Mateo Musacchio. Argentyńczyk wyskoczył najwyżej po centrze z rzutu rożnego i z kilku metrów głową pokonał Lopeza. Podział punktów niewiele wniósł w sytuację obu klubów w tabeli.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Ruben Duarte – Papakouli Diop, Joan Jordan – Gerard Moreno, Marco Asensio, Burgui (68′ Victor Alvarez) – Felipe Caicedo (43′ Salva Sevilla)

Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Eric Bailly (46′ Daniele Bonera), Jaume Costa – Jonathan dos Santos (65′ Leo Baptistao), Manu Trigueros, Bruno Soriano, Denis Suarez – Cedric Bakambu, Roberto Soldado


Granada 3-2 Getafe

Getafe notuje ostatnio bardzo dobre występy. Tym razem piłkarzy z podmadryckiej miejscowości udali się w podróż do Granady, gdzie miejscowy zespół znów znajdował się w strefie spadkowej. Pierwsza połowa wskazywałaby jednka, iż to gospodarze znajdują się aktualnie w lepszej dyspozycji. Co prawda to goście jako pierwsi rozpoczęli od mocnego uderzenia, gdy po strzale Lacena zadrżała cała bramka, lecz to Granada cieszyła się z prowadzenia po 27 minutach. Success rozegrał piłkę na prawej stronie boiska z Miguelem Lopesem, a piękne dośrodkowanie Portugalczyka wykończył Fran Rico. W 36 minucie nadszedł drugi cios. Wybitą futbolówkę przed polem karnym opanował Rochina, po czym uderzył z dystansu. Vicente Guaita interweniował na tyle nieporadnie, że odbił strzał przed siebie, gdzie na dobitkę czekał El-Arabi. Jeszcze w pierwszej połowie świetną szansę na złapanie kontaktu miało Getafe, lecz Alvaro Vazquez nie potrafił wykorzystać zagraniu kolegi, nie trafiając w bramkę z metra. Po zmianie stron bardzo blisko podwyższenia wyniku była Granada, jednak tym razem nieco zrehabilitował się Guaita, który zachował czujność po uderzeniu Lombana. Kiedy wydawało się, iż spotkanie zmierza w kierunku łatwego zwycięstwa Granady, przebudziło się Getafe. Gospodarze przeprowadzili niezwykle prostą akcję. Cala zagrał długą piłkę z własnej połowy do Scepovicia, a napastnik pewnie przyjął podanie, poradził sobie z obrońcą i przelobował bramkarza. Choć prosty to z pewnością piękny gol. Getafe poszło za ciosem i kilka minut później doprowadziło do wyrównania. Cala przerzucił futbolówkę na prawe do skrzydło do Sarabi, a ten wyczekał idealnie moment do dośrodkowaniu i ostatecznie dograł idealnie do Moi Gomeza. Mieliśmy 74 minutę, lecz mecz nie zamierzał zwalniać. Zaledwie 180 sekund później kibicie mogli oklaskiwać kolejnego gola. Podczas niepozornie wyglądającej akcji zawodnicy Getafe wybili piłkę przed szesnastkę. Zebrali ją gospodarze i szybko dostarczyli do Rubena Rochiny. Zawodnik Granady zbliżył się do pola karnego i huknął w samo okienko. Mówiąc kolokwialnie, po takim strzale nie było co zbierać. Przyjezdni nie pozbierali się już do końca spotkania i to Granada mogła cieszyć się z trzech oczek, choć ostatecznie nie były one wywalczone łatwo.

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Dimitri Foulquier, David Lomban, Jean-Sylvain Babin, Miguel Lopes – Fran Rico (75’ Rene Krhin), Ruben Perez – Isaac Success, Ruben Rochina (83’ Javi Marquez), Edgar Mendez (65’ Robert Ibanez) – Youssef El-Arabi

Getafe: Vicente Guaita – Karim Yoda, Santiago Vergini, Juan Cala, Damian Suarez – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez (56’ Wanderson) – Victor Rodriguez (70’ Moi Gomez), Pablo Sarabia, Pedro Leon (56’ Stefan Scepovic) – Alvaro Vazquez


Rayo 3-0 Celta

W poprzedniej kolejce Celta nareszcie zawróciła z rowni pochyłej I odniosła zwycięstwo, choć nie bez trudu. Ich następnym przeciwnikiem miało być Rayo Vallecano, które przystępowało do potyczki z pozycji drużyny ze strefy spadkowej. Mecz wyglądał jednak tak, jakby w strefie spadkowej znajdowała się Celta, i to bardzo głęboko. Gospodarze rozpoczęli spotkanie niezwykle mocno. Najpierw po solowej akcji w słupek trafił Bebe, potem po rzucie rożnym w drugi słupek uderzł Diego Llorente, a dobijający Roberto Trashorras również był bliski zdobycia gola. Po takiej salwie Rayo nie zwolniło jednak tempa. W 21 minucie gospodarze przeprowadzili dynamiczna akcję lewą stronę boiska. Ostatecznie z piłką w kierunku pola karnego popędził Trashorras i dograł do ustawionego w szesnastce Miku. Wenezuelczyk najpierw trafił…w słupek, ale później dobił swój strzał. Pierwsza krew również nie zatrzymała Rayo. Już 5 minut później podopieczni Paco Jemeza podwyższyli na 2:0. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Trashorras, a najlepiej w polu karnym odnalazł się Tito. Jeszcze przed przerwą schemat się powtórzył. Tym razem z lewej strony z rzutu wolnego dośrodkowywał Trashorras, a głową strzelał Jozabed. Po zmianie stron Rayo atakowało nadal. Tym razem wysiłki nie dały jednak efektu bramkowego. Bardzo blisko dubletu był Miku, który przechwycił strzał Bebe i znalazł się oko w oko z Sergio Alvarezem, lecz z jedenastu metrów fatalnie przestrzelił. Swoje szanse zmarnowali też Jozabed i Javi Guerra, ale kibice Rayo i tak mieli pelne prawo do świętowania przekonującego zwycięstwa swoich pupili. A Celta? Zawodnicy Berizzo po prostu byli na boisku. Choć caly czas znajdują się na miejscu premiowanym grą w europejskich pucharach, to z taką formą szybko mogą spaść.

Składy:
Rayo: Juan Carlos – Nacho, Tito (75’ Chechu Dorado), Ze Castro, Quini – Diego Llorente, Roberto Trashorras – Bebe, Jozabed Sanchez, Pablo Hernandez (62’ Joni Montiel) – Miku (68’ Javi Guerra)

Celta: Sergio Alvarez – Carles Planas (72’ Jonny Castro), Sergi Gomez, David Goldar, Hugo Mallo – Borja Fernandez, Nemanja Radoja (46’ Pablo Hernandez) – Theo Bongonda, Dejan Drazic (65’ Pape Cheikh), Josep Sene – Claudio Beauvue


Bilbao 5-2 Eibar

W niedzielne południe kibice piłki hiszpańskiej mieli okazję obserwować obecnie najciekawsze, przynajmniej na papierze, derby Kraju Basków. Obecnie Eibar znajduje się najwyżej w tabeli spośród drużyn z tego regionu kraju. Athletic jednak zawsze jest groźny na swoim obiekcie i nie można było lekceważyć zagrożenia z ich strony. Strzelanie w meczu rozpoczęło się bardzo szybko, bo już w czwartej minucie, a na prowadzenie wyszli goście. Na listę strzelców wpisał się Borja Baston, który wykorzystał płaską centrę Andera Capy i przepuszczenie Sergiego Enricha. Na odpowiedź miejscowych nie trzeba było długo czekać. W bardzo efektownym stylu zrobił to Aritz Aduriz, który po centrze De Marcosa złożył się do wspaniałych nożyc i Riesgo mógł tylko patrzeć jak piłka wpada do siatki. Chwilę później Saul Berjon powinien wyprowadzić swoją drużynę ponownie na prowadzenie, ale zmarnował sytuację „sam na sam”. Niewykorzystane szanse się mszczą, więc jeszcze przed upływem pół godziny gry Sabin Merino dał Athleticowi drugą bramkę po tym, jak z rzutu rożnego dośrodkowywał Benat. To nie był koniec ataków ze strony podopiecznych Valverde, ponieważ jeszcze przed przerwą znów centrował asystent przy drugim trafieniu dla Lwów, ale tym razem jego podanie zamienił na bramkę Aymeric Laporte. W tamtym momencie wydawało się, że gospodarze zmierzają po pewne zwycięstwo. Po przerwie jednak arbiter postanowił pomóc trochę Eibarowi, dyktując wątpliwy rzut karny za faul stopera miejscowych na Keko. Skutecznym wykonawcą jedenastki okazał się Borja Baston, dla którego było to czternaste trafienie w tym sezonie. Goście z Ipurua złapali kontakt jedynie na kilkaset sekund, ponieważ w 53. minucie wrzutkę Balenziagi wykorzystał Aduriz, uderzając z półwoleja. Sprawa już była załatwiona, ale w ostatnich fragmentach meczu, symbolicznie futbolówkę do własnej siatki wepchnął Mauro Dos Santos i w ten sposób pogrążył siebie i kolegów, a wynik spotkania ustalił na 5:2. Pamiętamy jak Eibar spisywał się w rundzie wiosennej poprzednich rozgrywek. Oby ta historia nie powtórzyła się i tym razem.

Składy:
Athletic: Iago Herrerin – Oscar De Marcos, Eneko Boveda, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (84’ Borja Viguera) – Markel Susaeta, Iker Muniain (72’ Mikel Rico), Sabin Merino (78’ Inigo Lekue) – Aritz Aduriz

Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Mauro Dos Santos, Ivan Ramis (14’ Aleksandar Pantic), David Junca – Keko, Dani Garcia, Adrian Gonzalez (46’ Gonzalo Escalante) – Saul Berjon (57’ Jota) – Borja Baston, Sergi Enrich


Atletico 0-0 Sevilla

Niekwestionowany hit tej rundy. Sevilla, która zdaje się wracać na dobre tory, mierzyła się z Atletico Madryt, które swoją grą nie zachwyca, ale odnosi pozytywne dla siebie wyniki, będąc przy tym liderem ligi. Ponadto spotkanie miało kilka smaczków, więc zapowiadało się na danie główne tej serii gier. Od początku meczu lepiej spisywali się miejscowi, którzy zdecydowanie częściej byli przy piłce. To oni stwarzali także większe zagrożenie w polu karnym przeciwnika, choć nie przekładało się to na porażającą liczbę uderzeń w kierunku bramki Sergio Rico. Najgroźniej strzelali Saul oraz Diego Godin, ale żadnemu z nich nie udało się choćby zatrudnić hiszpańskiego portero. Goście ograniczali się zaś do kontrataków, ale jeden z nich mógł przyprawić fanów Atleti o nerwy. Strzał Evera Banegi został podbity i niewiele brakowało, by futbolówka wpadła za kołnierz Janowi Oblakowi. Po zmianie stron nie uległ zmianie. Cały czas więcej z gry mieli Los Colchoneros, jednak brakowało w ich poczynaniach konkretów, wobec czego nie potrafili stworzyć takiej akcji, która dałaby bramkę. Zadanie postanowili im ułatwić podopieczni Unaia Emery’ego, którzy przez ostatnie pół godziny musieli sobie radzić bez Vitolo – hiszpański skrzydłowy został wyrzucony z boiska za dwie żółte kartki. Mimo usilnych prób i czasami wręcz oblężenia bramki Sevilli, nie udało się przechylić szali na własną korzyść. Wynik ten sprawił, że gracze ze stolicy musieli pożegnać się na przynajmniej tydzień z fotelem lidera. Z kolei Sevilla ugruntowuje swoją pozycję w czołówce, plasując się obecnie na siódmym miejscu.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savic, Diego Godin, Filipe Luis – Saul Niguez (76’ Jackson Martinez), Gabi, Augusto Fernandez (46’ Yannick Ferreira-Carrasco), Koke – Luciano Vietto (80’ Angel Correa), Antoine Griezmann

Sevilla: Sergio Rico – Coke, Adil Rami, Daniel Carrico, Benoit Tremoulinas – Grzegorz Krychowiak, Steven N’Zonzi – Vitolo, Ever Banega (76’ Sebastian Cristoforo), Sergio Escudero (55’ Michael Krohn-Dehli) – Fernando Llorente (71’ Kevin Gameiro)


Deportivo 1-1 Valencia

Zarówno Deportivo, jak i Valencia nie mogą zaliczyć ostatnich kolejek do udanych. Aktualnie obie drużyny polują na rekord remisów w sezonie wzorując się na Wiśle Kraków Tomasza Moskala, lecz to nie przybliża ich do przesuwania się w górę tabeli. Pierwszą groźną sytuację stworzyli goście. Andre Gomes zagrał prostopadłą piłkę do Alvaro Negredo, a będący w wybornej sytuacji napastnik Valencii nie trafił w bramkę. Większą skutecznością wykazali się gospodarze. Ich pierwsza groźna akcja zakończyla się bowiem golem. Mosquera odnalazł podaniem Luisa Alberto, a zawodnik Depor podholował nieco futbolówkę i wypatrzył wychodzącego na pozycję Lucasa Pereza. Snajper gospodarzy poradził sobie z Abdennourem i Ryanem, po czym skierowal piłkę do pustej bramki. Spotkanie nie obfitowało w wiele niebezpiecznych sytuacji pod obiema bramkami. Groźniej zrobiło się dopiero w drugiej połowie po solowej akcji Luisa Alberto, jednak uderzenie okazało się mało precyzyjne. Z przeciwnej strony odpowiedział Negredo, który chciał zaskoczyć wysuniętego Luxa strzałem zza szesnastki, lecz nieznacznie się pomylił. Napastnik Valencci zdołał jednak wpisać się na listę strzelcow. Już w trzeciej minucie doliczonego czasu gry na wrzutkę zdecydował się Dani Parejo. Zagranie było na tyle dobre, że Negredo po wygraniu pojedynku z obrońcą mógł umieścić futbolówkę w siatce. Jak przystało na spotkanie zespołów z największą liczbą remisów, mecz zakończył się podziałem punktów. W tym wypadku żadna z drużyn nie jest raczej zadowolona. Na poprawę położenia znów przyjdzie czekać do następnej kolejki.

Składy:
Deportivo: German Lux – Fernando Navarro, Alejandro Arribas, Sidnei, Juanfran (86’ Jonathan Rodriguez) – Pedro Mosquera, Alex Bergantinos – Cani (67’ Luisinho), Luis Alberto, Faycal Fajr (78’ Laure) – Lucas Perez

Valencia: Matt Ryan – Jose Gaya, Aymen Abdennour, Shkodran Mustafi, Antonio Barragan (52’ Ruben Vezo) – Danilo Barbosa, Wilfried Zahibo (59’ Zakaria Bakkali) – Andre Gomes, Daniel Parejo, Santi Mina (71’ Rodrigo Moreno) – Alvaro Negredo


Betis 1-1 Real

Powiedzieć, że Betis gra na własnym stadionie źle, to właściwie nie powiedzieć nic. Jedno zwycięstwo i trzy remisy w dziewięciu spotkaniach to bilans fatalny, który może przeszkodzić klubowi z Sewilli w utrzymaniu się w elicie. Tym razem zadanie należało do ekstremalnie trudnych, ponieważ na Benito Villamarin przyjechał Real Madryt, który pod wodzą Zinedine’a Zidane’a spisuje się na razie bardzo dobrze. Przebieg pierwszych minut meczu zaskoczył jednak wszystkich. Betis rozpoczął odważnie – wysoki pressing, atak na obrońców Realu oraz częste akcje ofensywne. Królewscy nie poradzili sobie z tym naporem i już w 7. minucie przegrywali. Wybitą przez Keylora Navasa piłkę zgrał Fabian Ruiz, a stojący na linii pola karnego Alvaro Cejudo bez zastanowienia kropnął z powietrza. Kostarykański bramkarz nie miał nic do powiedzenia w tej sytuacji, takiej bomby nie obroniłby nikt na świecie. Jak się można było spodziewać – Real od razu ruszył do odrabiania strat. W ich atakach brakowało jednak opanowania i wykończenia, ponieważ większość strzałów mijała słupek bramki Antonio Adana o znaczną odległość. Próbowali Isco, Pepe, Cristiano Ronaldo (dwukrotnie), ale żaden z nich nie pokonał byłego golkipera… Realu. Gościom nie sprzyjał także arbiter, który nie podyktował jedenastki za faul na Karimie Benzemie (“zrehabilitował się” zresztą w drugiej części, czyniąc to samo pod drugą bramką). Napór graczy z Madrytu nie zmalał po zmianie stron. Wtedy jednak rozpoczął się recital Adana. Golkiper gospodarzy wyczyniał na linii rzeczy niesamowite, czasami broniąc sytuacje wręcz nie do wybronienia. Największego pecha miał James, który zmarnował trzy dogodne okazje. Poradzić sobie nie mógł także przez długi czas Benzema. Francuz znalazł jednak sposób na zdobycie gola w 71. minucie. Toni Kroos zagrał prostopadle do Jamesa, a Kolumbijczyk wyłożył snajperowi piłkę jak na tacy, tuż przed pustą bramką. Trafienie nie powinno być jednak uznane, ponieważ w chwili podania Niemca, Rodriguez był na minimalnym ofsajdzie. Kolejne minuty to następne frontalne ataki Realu oraz fenomenalne interwencje Adana, który uratował swojemu zespołowi punkt. Punkt, chociaż w doliczonym czasie gry była szansa na dwa więcej. Ruben Castro poradził sobie z dwoma defensorami rywali, ale strzał zza pola karnego nieznacznie minął bramkę Navasa. Po serii kiepskich występów, mecz ten dał kibicom Betisu nadzieję na lepszą rundę wiosenną. Obecnie beniaminek jest czternasty i ma cztery oczka przewagi nad strefą spadkową. Z kolei Real jest cały czas trzeci i traci już cztery punkty do prowadzącej Barcelony (przy jednym meczu rozegranym więcej).

Składy:
Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero, German Pezzella, Bruno Gonzalez, Juan Vargas – Alfred N’Diaye, Petros – Foued Kadir (58′ Joaquin), Fabian Ruiz (51′ Dani Ceballos), Alvaro Cejudo (76′ Francisco Portillo) – Ruben Castro

Real: Keylor Navas – Danilo (64′ Dani Carvajal), Pepe, Raphael Varane, Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić, Isco – James Rodriguez (80′ Jese), Karim Benzema, Cristiano Ronaldo


Levante 3-2 Las Palmas

Tak zwany mecz za sześć punktów, ponieważ przed jego rozpoczęciem obie ekipy znajdowały się w strefie spadkowej. W gorszej sytuacji było Levante, które zamykało ligową tabelę i traciło do swojego rywala cztery oczka. Klub z Walencji w zimowym okienku się jednak wzmocnił, więc runda wiosenna może być dla niego bardziej udana. Tym razem szansę debiutu w nowych barwach miał Giuseppe Rossi, ale Włoch rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych. Początek nie obfitował w wielką liczbę okazji strzeleckich. Pierwsze zagrożenie przyszło tak naprawdę dopiero w 25. minucie. Z ponad dwudziestu metrów z rzutu wolnego w słupek uderzył Verza, ale z celną dobitką pospieszył Jose Morales, wykorzystując opieszałość obrońców Las Palmas. Do końca pierwszej części gry kibice oglądali więcej walki w środku pola niż efektywnej gry, która przyniosłaby kolejne okazje na bramkę. Widowisko ożywiło się tuż po przerwie, gdy w cztery minuty ludzie na Ciudad de Valencia byli świadkami dwóch bramek. Najpierw podanie Jeffersona Lermy wykończył Deyverson, ładnie uderzając po długim rogu, a chwilę później kontaktowego gola dla gości z Wysp Kanaryjskich strzelił Willian Jose. Snajper tegorocznego beniaminka pokazał, że on i jego koledzy jeszcze broni nie złożyli. W 63. minucie musieli przełknąć jednak utratę trzeciego gola. Na lewym skrzydle z piłką przy nodze rozpędził się Jose Morales, który wpadł w pole karne i sam postanowił wykończyć akcję. Decyzja była bardzo dobra, uderzenie – także. Jeden z lepszych w ostatnim czasie graczy Levante sprawił, że fani już mogli myśleć o dopisywaniu trzech punktów. Ambitni przeciwnicy ani myśleli o takim obrocie spraw i znów odpowiedzieli po trzech minutach. Egzekutorem po raz kolejny został Willian Jose, który wykorzystał nieporozumienie między Diego Marino a Zouhairem Feddalem. W końcówce przed znakomitą szansą stanął jeszcze rezerwowy Rossi, ale nie udało mu się przywitać z nowymi kibicami bramką. Mimo to, mógł się cieszyć z kompletu punktów już w pierwszym meczu w nowym klubie. Levante cały czas jest ostatnie, ale do Las Palmas traci już tylko jedno oczko, a do bezpiecznej strefy – dwa.

Składy:
Levante: Diego Marino – Pedro Lopez (42′ Ivan Lopez), David Navarro, Zouhair Feddal, Tono – Victor Camarasa (65′ Simao Mate), Jefferson Lerma, Verza – Jordi Xumetra (75′ Giuseppe Rossi), Deyverson, Jose Morales

Las Palmas: Javi Varas – David Simon (79′ Nabil El Zhar), David Garcia, Aythami, Dani Castellano – Roque Mesa, Juan Carlos Valeron – Jonathan Viera, Tanausu (76′ Sergio Araujo), Mubarak Wakaso – Willian Jose


Mecz kolejki: Athletic – Eibar 5:2

Liczby kolejki:

best_11_21kolejka

Piłkarz kolejki: Antonio Sanabria (Sporting)
Za Paragwajczykiem bardzo dobre spotkanie, w którym zdobył trzy bramki i zapewnił drużynie trzy oczka. W bramkowych sytuacjach pokazał wszystkie cechy, jakie powinien mieć dobry napastnik – umiejętność znalezienia się w odpowiednim miejscu, opanowanie, zimna krew oraz skuteczność. Były zawodnik rezerw Barcelony jest jedną z jaśniejszych postaci swojego zespołu w tym sezonie i może odegrać kluczową rolę w utrzymaniu Sportingu w elicie.

Cienias kolejki: Geronimo Rulli (Sociedad)
Dla argentyńskiego porteto był zaś to weekend fatalny. Geronimo nie pomógł swojej ekipie w uniknięciu porażki, a można wręcz stwierdzić, że się do niej przyczynił. Dwie bramki, które Sporting Gijon zdobył na początku meczu, można zapisać na jego konto. Nie najlepiej zachował się także przy kolejnych dwóch trafieniach rywali.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Betis
Andaluzyjczyków pochwalić należy zwłaszcza za podejście do spotkania z faworyzowanym Realem. Nastawienie Rubena Castro i spółki od pierwszego gwizdka było wręcz wzorowe, co poskutkowało wyjściem na prowadzenie już na początku starcia. Ofiarność w grze obronnej, mobilizacja oraz odpowiedzialność (plus fenomenalny Antonio Adan) to z kolei cechy, dzięki którym udało im się dowieźć korzystny rezultat do końca. A mogło być jeszcze cudowniej, gdyby w samej końcówce Castro uderzył nieznacznie lepiej…

Negatywne wyróżnienie kolejki: Formacja defensywna Barcelony
W pierwszej połowie spotkania z Malagą Barcelona zaprezentowała festiwal pomyłek w obronie. Nerwowe podania, za krótkie wybicia i poślizgi przyprawiały wszystkich kibiców Bluagrany o palpitację serca. Ostatecznie przeciwnicy zachowali się miłosiernie i nie zgotowali Barcelonie katastrofy.

Gol kolejki: Ruben Rochina (Granada) & Alvaro Cejudo (Betis)
Rochina: Strzał marzenie. Kiedy wydawało się, że Getafe dogoniło Granadę, Ruben Rochina popisał się niesamowitym strzałem. Piękne uderzenie w samo okienko bramki nie pozostawiło złudzeń rywalom, to Granada musiała wygrać to spotkanie.
Cejudo: Trafienie Cejudo można oglądać w nieskończoność. Skrzydłowy Betisu uderzył fantastycznie z woleja, nie dając żadnych szans Keylorowi Navasowi. Bramka bardzo ważna, ponieważ sytuacja Betisu w lidze robi się coraz mniej pewna, a punkt w starciu z Realem to z pewnością dla tego klubu wartość dodana.

Pudło kolejki: Alvaro Vazquez (Getafe)
Jeszcze przed szybkim odrobieniem strat w drugiej połowie, Getafe mogło złapać kontakt w pierwszej części gry. Po dobrze rozegranej akcji Damian Suarez zagrał wzdłuż bramki, gdzie na podanie czekał Alvaro Vazquez. Napastnik Getafe stał metr przed linią bramkową, ale i tak prawie złamał nogę podczas strzału, a futbolówka powędrowała nad bramką. Dalszy komentarz zbędny.

klasyfikacje_21kolejka

Terminarz 22. kolejki (30.01-01.02.2016):
Sobota, 30.01:
Barcelona – Atletico (godzina 16)
Eibar – Malaga (18:15)
Getafe – Athletic (18:15)
Villarreal – Granada (20:30)
Sociedad – Betis (22:05)
Niedziela, 31.01:
Sevilla – Levante (12)
Valencia – Sporting (16)
Las Palmas – Celta (18:15)
Real – Espanyol (20:30)
Poniedziałek, 01.02:
Deportivo – Rayo (20:30)

Autorzy: