La Liga gra: Historyczny Messi, świetna Barcelona, niespodziewana strata punktów Valencii

Po kolejnej przerwie w rozgrywkach spowodowanej meczami w reprezentacjach narodowych wróciła piłka w wydaniu hiszpańskim. Już w 12. kolejce otrzymaliśmy dawkę solidnych spotkań, które miały zrekompensować dwutygodniowy rozbrat z Półwyspem Iberyjskim. Kto by pomyślał, że jednym z najciekawszych bojów będzie starcie Malagi z Atletico rozgrywane w Madrycie. Forma Andaluzyjczyków od początku kampanii jest jednak bardzo dobra i był to dla nich prawdziwy test. Jak się okazało, była to tylko przystawka przed daniem głównym. Tym była potyczka na Camp Nou, gdzie Barcelona podejmowała Sevillę. Zarówno dla jednej, jak i drugiej drużyny to prawdziwe wyzwanie, które będzie pomocne w odpowiedzi na pytanie, dokąd obie zmierzają. A czy kogoś trzeba przekonywać do derbów? Proszę, mamy także w ofercie starcie o panowanie w Walencji, czyli Levante kontra Valencia.Interesująco miało być również na Vallecas – gospodarze mierzyli się z Celtą. Wielu z zaciekawieniem spoglądało też na mecz Deportivo – Real Sociedad, w którym na ławce gości debiutował David Moyes. Real Madryt z kolei miał zadanie w teorii nieco łatwiejsze, gdyż wybrał się do Kraju Basków, by zagrać z Eibarem. Jak widać, powodów do oglądania La Liga w poprzedni weekend było sporo, my zaś zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 12. kolejki:
Bilbao Espanyol

Na San Mames coraz lepiej spisująca się drużyna Athleticu podejmowała kataloński Espanyol. Zaczęło się od paru strzałów gości, ale nie okazały się one groźne dla Iraizoza. Za to w 29. minucie na prowadzenie wyszła ekipa gospodarzy. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Markela Susaety wykorzystał celnym uderzeniem głową Aritz Aduriz. Jeszcze przed przerwą nierozsądnie z bramki wyszedł Casilla i sfaulował napastnika Bilbao, ale sędzia nie zdecydował się podyktować jedenastki. Minutę przed gwizdkiem kończącym pierwszą część maestrią popisał się ponownie Aduriz, który zagrał genialną piłkę do Viguery, a ten płaskim uderzeniem zadebiutował na liście strzelców w obecnym sezonie. Po zmianie stron w szesnastce upadał Iker Muniain, ale sędzia nie dał się złapać na symulację i nie wskazał na jedenasty metr. Espanyol powoli się budził, na początku próbował Stuani, ale minimalnie chybił. Następnie w słupek trafił Salva Sevilla, a w 78. minucie Ander Iturraspe zdobył gola kolejki! Dostał znakomite zagranie od Mikela Rico, a później przebiegł kilka metrów i genialnym strzałem z daleka pokonał Kiko Casillę. Piłka odbiła się jeszcze od słupka zanim wpadła do siatki. Katalończyków było stać na jeden zryw. Dobry rajd do linii końcowej przeprowadził Salva Sevilla, wyłożył piłkę do Victora Sancheza, a ten płaskim strzałem dał honorowego gola swojej drużynie. Wynik na 4:1 mógł ustalić pięknym strzałem Viguera, ale nie zdołał posłać piłki w światło bramki. W ten sposób Baskowie odnieśli bardzo ważne zwycięstwo, które winduje ich w górę tabeli.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel Rico, Ander Iturraspe – Markel Susaeta (69′ Benat Etxebarria), Iker Muniain (89′ Unai Lopez), Borja Viguera – Aritz Aduriz (82′ Mikel San Jose)

Espanyol: Kiko Casilla – Javi Lopez (68′ Anaitz Arbilla), Diego Colotto, Alvaro Gonzalez, Juan Fuentes – Jose Canas, Victor Sanchez, Abraham Gonzalez (56′ Salva Sevilla) – Christian Stuani, Lucas Vazquez (56′ Felipe Caicedo) – Sergio Garcia

Atletico Malaga

Sobotni dzień w Hiszpanii rozpoczynało starcie mistrza kraju, Atletico, z jedną z największych rewelacji rozgrywek – Malagą. Faworytem byli oczywiście podopieczni Diego Simeone, jednak Andaluzyjczycy mogli zaoferować walkę do końca, co zapowiadało nam emocje na najwyższym poziomie. Gospodarze szybko przejęli kontrolę nad meczem. Przyniosło to efekt już w 13. minucie. Z narożnika boiska dośrodkowywał Koke, a największą broń Los Colchoneros wykorzystał Tiago, mocno uderzając piłkę głową. Nawet rozpaczliwie interweniujący Carlos Kameni nie miał szans wyciągnąć tego uderzenia. Madrytczycy poszli za ciosem. I choć nie mieli wielu sytuacji strzeleckich, to byli do bólu skuteczni. Na kolejną groźną okazję trzeba było czekać do 42. minuty. Po ładnej dwójkowej akcji Mandzukicia i Turana ten drugi zagrał wzdłuż bramki do Antoine’a Griezmanna, a Francuzowi nie pozostało nic innego, jak wpakować futbolówkę do siatki. Gol do szatni na pewno podłamał nieco gości, ale szkoleniowiec miał kwadrans, by odbudować ich morale. Udało mu się to dość dobrze, ponieważ od pierwszego gwizdka w drugiej części mecz był bardziej wyrównany. Więcej z gry cały czas jednak mieli miejscowi. Dobrej wrzutki Ansaldiego nie wykorzystał Mandzukić, trafiając wprost w golkipera rywali. W 64. minucie dość niespodziewanie gola zdobyła Malaga. Z lewego skrzydła dośrodkował Samuel Castillejo, a zamykający akcję na długim słupku Santa Cruz ubiegł Ansaldiego i strzałem pod poprzeczkę dał jeszcze swoim kolegom nadzieję na korzystny rezultat. Podrażnieni gospodarze postanowili szybko skończyć zawody, zdobywając decydującą bramkę. Sztuka ta nie udała się Raulowi Jimenezowi, który strzelił zbyt lekko i w środek bramki, więc Kameni nie mógł mieć żadnych problemów z obroną. W 74. minucie za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Samuel Garcia, osłabiając swój zespół i stawiając go w jeszcze gorszym położeniu. Grę w przewadze próbowali wykorzystać Rojiblancos, ale brakowało im czegoś w ostatniej fazie akcji. Dwukrotnie w niezłym położeniu znalazł się Griezmann. Najpierw, zamiast podawać, strzelał, a potem odwrotnie – będąc na siódmym metrze od bramki, zdecydował się na szukanie Jimeneza, który nie odczytał jego intencji. Wszystko skończyło się jednak dla gospodarzy pozytywnie. W 84. minucie po zamieszaniu w szesnastce futbolówka w końcu spadła na głowę Diego Godina, który takich prezentów nie marnuje. Jasnym stało się wówczas, że trzy oczka zostaną w stolicy kraju. W samej końcówce za głupi faul drugą zółtą kartkę ujrzał Gabi, przez co był uprzywilejowany, jeśli chodzi o kolejkę do pryszniców w szatni. Do końca nic ciekawego się już nie wydarzyło. Malaga miała walczyć i nie pozostawiła po sobie złego wrażenia. Przy odrobinie szczęścia mogła wywieźć z Madrytu dobry wynik, ale wataha Simeone jest na tyle dojrzałą ekipą, że poradziła sobie z taką postawą przeciwnika. W efekcie Koke i spółka wywarli presję na swoich największych ligowych oponentach, poprawiając swoją pozycję w czołówce.

Składy:
Atletico: Miguel Angel Moya – Juanfran, Jose Gimenez, Diego Godin, Cristian Ansaldi – Gabi, Tiago – Koke, Arda Turan (87′ Raul Garcia), Antoine Griezmann (82′ Saul Niguez) – Mario Mandzukić (57′ Raul Jimenez)

Malaga: Carlos Kameni – Miguel Torres (62′ Ricardo Horta), Sergio Sanchez, Weligton, Vitorino Antunes – Ignacio Camacho, Sergi Darder (74′ Recio) – Samuel Garcia, Juanmi (86′ Luis Alberto), Samuel Castillejo – Roque Santa Cruz

Eibar Real

Chwilę po zakończeniu potyczki na Vicente Calderon wielu z nas przeniosło się do Kraju Basków, gdzie tegoroczny beniaminek miał sprawić problemy będącemu w gazie Realowi Madryt. Dla tak małego klubu jak Eibar mecz traktowano jak święto, stąd na trybunach pojawił się nadkomplet widzów, atomsfera była bojowa. Nastrój ten udzielił się piłkarzom gospodarzy, którzy w pierwszych minutach wyglądali, jakby podeszli bez jakiegokolwiek respektu dla utytułowanego rywala. Brakowało im jednak precyzji w ostatniej fazie akcji, a najgroźniejszą sytuacją było w zasadzie podanie Manu do Ikera Casillasa. Z biegiem czasu coraz pewniej czuli się Królewscy. W 16. minucie z rzutu wolnego świetnie uderzył aktywny od początku Gareth Bale, ale w ostatniej chwili dobrze interweniował Xabi Irureta. Dobitka Sergio Ramosa była za to bardzo niecelna. 7 minut później wszystko już jednak zagrało. Na prawym skrzydle przedarł się Ronaldo i, choć jego akcja z Benzemą nie była skuteczna, to Portugalczyk zdołał jednak dograć piłkę do Jamesa Rodrigueza, który, niepilnowany na dalszym słupku, zamknął akcję i otworzył wynik meczu. Wydaje się jednak, że chwilę wcześniej, przy zagraniu do Francuza, arbiter powinien odgwizdać pozycję spaloną. Piłkarze Gaizki Garitano nie poddawali się. Po półgodzinie gry mógł i, chyba, powinien być remis. Ładnego podania Andera Capy nie potrafił jednak wykorzystać Saul Berjon, który w pojedynku sam na sam z Casillasem uderzył wprost w golkipera. Niedługo później zaczęły się jednak ataki graczy z Madrytu, którzy co chwilę nacierali na pole karne gospodarzy. Najpierw nieczysto w piłkę trafił Ramos, dostarczając ją tak naprawdę do Irurety, a po dwóch minutach minimalnie obok bramki uderzył Bale. W 43. nie był już żadnych niedociągnięć. Na prawej flance przewagę zrobił Daniel Carvajal, wycofał futbolówkę do Ronaldo, a Portugalczyk strzałem przy słupku podwyższył prowadzenie swojej ekipy. Po przerwie obraz gry praktycznie się nie zmienił. Cały czas inicjatywę posiadali goście. Próbował Ramos, lecz zbyt lekko, swoją okazję miał również Isco, ale jeden z bohaterów ostatnich tygodni tym razem uderzył niecelnie. W 70. minucie było już i wystarczająco mocno, i precyzyjnie. Kiedy wydawało się, że Eneko Boveda odprowadzi piłkę poza boisko, zza jego pleców wyskoczył Marcelo, który do spółki z Jamesem Rodriguezem dostarczył futbolówkę Benzemie. Niepilnowany snajper stał na tyle blisko, że nie mógł nie trafić do siatki. Wątpliwością jednak pozostaje zagranie Kolumbijczyka – czy piłka nie była już poza obrębem boiska? Mimo wielu powtórek, trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. W 83. minucie ostateczny cios zadał Ronaldo, pewnie egzekwując jedenastkę podyktowaną za zaganie ręką piłkarza z muru przy wcześniejszym rzucie wolnym wykonywanym przez gwiazdora Realu. Ambitni gospodarze nie poddawali się do samego końca i mieli jeszcze jedną okazję. Dejan Lekić nie trafił jednak w światło bramki. W efekcie Baskowie ponieśli więc dotkliwą porażkę, a Real utrzymał pozycję lidera w tabeli.

Składy:
Eibar: Xabi Irureta – Eneko Boveda, Raul Albentosa, Borja Ekiza, Abraham Minero – Jon Errasti, Dani Garcia – Ander Capa, Mikel Arruabarrena (78′ Dejan Lekić), Saul Berjon (78′ Javi Lara) – Manu Del Moral (70′ Angel Rodriguez)

Real: Iker Casillas – Daniel Carvajal, Pepe, Sergio Ramos (73′ Raphael Varane), Marcelo – Gareth Bale, Toni Kroos, Isco, James Rodriguez (78′ Fabio Coentrao) – Cristiano Ronaldo (84′ Alvaro Arbeloa), Karim Benzema

Barcelona Sevilla

Szlagier kolejki, czyli spotkanie Barcelony z Sevillą było okazją, aby przekonać się czy wicemistrzowie Hiszpanii wracają do dobrej dyspozycji, czy ugrzęźli w dołku po trzech kiepskich meczach w lidze. Szybko Beto przetestował Messi, ale bramkarz Sevilli bardzo dobrze się ustawił i wyłapał futbolówkę. W 21. minucie golkiper nie mógł już jednak nic powiedzieć przy trafieniu Argentyńczyka z rzutu wolnego. Precyzyjne uderzenie Messiego z około 20 metrów dało mu wyrównanie rekordu wszechczasów Telmo Zarry, jeśli chodzi o zdobyte gole w Primera Division. Barcelona miała mnóstwo okazji na podwyższenie wyniku, a jedną z nich zmarnował Alba, który po podaniu Messiego za lekko zagrał piłkę do Suareza. Następnie Neymar zmarnował okazję sam na sam z Beto. Natomiast po przerwie Sevilla szybko zaskoczyła Barcelonę. Dośrodkowanie z lewej strony Vitolo niefortunnie przeciął Jordi Alba, pakując jednocześnie futbolówkę do własnej bramki. To była 47. minuta, a już kilkadziesiąt sekund później gospodarze znów znaleźli się na prowadzeniu. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Xavi, a to zagranie głową przedłużył Neymar i dał swojej ekipie ponowne prowadzenie. Po tym golu miejscowym grało się już znacznie lepiej. W międzyczasie na murawie pojawił się Gerard Deulofeu i dostał burzę oklasków na Camp Nou. W 65. minucie na 3:1 podwyższył głową Rakitic, który dostał genialne zagranie od Luisa Suareza. Dla Urugwajczyka była to już czwarta asysta w sezonie, lecz do tej pory nie trafił jeszcze do siatki rywala w barwach swojego obecnego zespołu. Później po dwójkowej akcji byłego gracza Liverpoolu i Jordiego Alby narodziła się kolejna szansa, ale lewy obrońca w dogodnej sytuacji nie zdołał nawet oddać celnego strzału. W 72. minucie stworzyła się historia przed widzami na Camp Nou. Messi wyprowadził atak Barcelony, zagrał na lewo do Neymara, a Brazylijczyk wyłożył piłkę Argentyńczykowi na pustą bramkę, dzięki czemu 27-latek z Ameryki Południowej został najlepszym strzelcem w historii La Liga! Po tym zdarzeniu koledzy z drużyny zaczęli podrzucać filigranowym napastnikiem Blaugrany w geście radości. To było jednak dla niego za mało. W 78. minucie rozegrał znakomitą akcję z Neymarem i trzeci raz tego wieczoru wpisał się na listę strzelców, jednocześnie ustalając wynik spotkania na 5:1! Wielki mecz podopiecznych Enrique i wielki dzień dla Messiego, który na sam koniec otrzymał szpaler od kolegów z zespołu, a piłkę z tego meczu zabrał do domu.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Daniel Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba (82′ Adriano) – Sergio Busquets, Xavi (77′ Rafinha), Ivan Rakitić – Luis Suarez (73′ Pedro), Lionel Messi, Neymar

Sevilla: Beto – Coke, Nicolas Pareja, Daniel Carrico, Diogo Figueiras – Grzegorz Krychowiak, Ever Banega – Aleix Vidal (61′ Gerard Deulofeu), Denis Suarez (61′ Kevin Gameiro), Vitolo – Carlos Bacca (73′ Iago Aspas)

Deportivo RSSS

Sobotni dzień kończył się potyczką w Galicji, w której zmierzyły się uznane marki, które jednak od początku sezonu nie znajdują się w dobrej formie. Dla obu była to znakomita okazja, by, zdobywając trzy oczka, poprawić nieco swoją pozycję w tabeli. Dodatkowo, w ekipie z Kraju Basków po raz pierwszy na ławce trenerskiej usiadł były szkoleniowiec Manchesteru United, David Moyes. Zmotywowani goście bardzo szybko ruszyli do ataku. W ich atakach brakowało jednak precyzji. W 8. minucie strzał Sergio Canalesa został przyblokowany przez defensora gospodarzy. Po centrze z rzutu rożnego gościom należał się rzut karny po przewinieniu, jakiego dopuścili się broniący na Imanolu Agirretxe – snajper był ewidentne pociągany za koszulkę. Chwilę później znowu uderzał Canales. Tym razem Fabri zanotował dobrą interwencję… twarzą. Golkiper gospodarzy po raz kolejny musiał się wykazać w 30. minucie, broniąc strzał Carlosa Veli. Z upływem minut temperatura spotkania rosła. Udzielała się ona nie tylko piłkarzom, ale również ławkom rezerwowych, które wykrzykiwały do siebie zapewne niezbyt piękne słowa, narażając się na uciszanie ze strony arbitra. Chwilowe zamieszane próbowali wykorzystać zawodnicy El Depor, którzy pod koniec pierwszej części prezentowali się korzystniej od przeciwnika. Stać ich jednak było zaledwie na lekki strzał ze skraju pola karnego Luisinho. Po przerwie gracze potrzebowali dużo czasu, by wejść na odpowiedni poziom. Dopiero w 66. minucie mieliśmy zagrożenie pod bramką Realu Sociedad. W piłkę nieczysto trafił Pablo Insua, dostarczając ją prosto w ręce Enauta Zubikaraia. Po 8 minutach jeszcze groźniej było, kiedy Carlos Vela wpadł z futbolówką w szesnastkę Deportivo. Miał ją jednak na prawej, gorszej stopie, stąd pewnie jego próba minęła bramkę Fabriego w dość znacznej odlegości. Później, w przeciągu trzech minut dwukrotnie uderzał Jose Rodriguez, ale oba strzały nie były na tyle dokładne, by mogły otworzyć wynik meczu. W samej końcówce piłki ręką w polu szesnastu metrów dotknął Markel Bergara, ale o jedenastce nie mogło być mowy, ponieważ pomocnik Txuri-Urdin miał ją ułożoną w sposób naturalny, przy ciele. Mimo że starcie zakończyło się bezbramkowym remisem, to stało ono na przyzwoitym poziomie. Sytuacja obu ekip się jednak nie zmieniła. Po zakończonym meczu obie zajmowały miejsca tuż nad strefą spadkową.

Składy:
Deportivo: Fabri – Juanfran, Alberto Lopo, Sidnei, Pablo Insua – Juan Dominguez (46′ Cezary Wilk), Jose Rodriguez, Haris Medunjanin – Ivan Cavaleiro (83′ Isaac Cuenca), Helder Postiga (75′ Toche), Luisinho

Sociedad: Enaut Zubikarai – Carlos Martinez, Gorka Elustondo, Ion Ansotegi, Alberto De La Bella – Markel Bergara, Esteban Granero – Sergio Canales (76′ Pablo Hervias), Carlos Vela, Chory Castro (69′ Ruben Pardo) – Imanol Agirretxe (87′ Alfred Finnbogason)

Rayo Celta

Nazywane małymi kopiami Barcelony drużyny mierzyły się ze sobą na Vallecas w niedzielne południe. Zważając na styl gry obu zespołów oraz to, że stawiają na atak, można było się spodziewać niezłego widowiska obarczonego na dodatek dużą liczbą bramek. Na stare śmieci wracał Joaquin Larrivey, który w zeszłym sezonie przywdziewał koszulkę klubu z przedmieść Madrytu. Obie ekipy wchodziły w mecz bardzo powoli. Pierwszy kwadrans to walka o środek pola oraz większą kontrolę nad futbolówką, co w zasadzie tylko spowalniało zmagania. W 18. minucie pierwszą niezłą okazję mieli miejscowi. Tuż zza pola karnego lewą nogą uderzał Roberto Trashorras, ale ta próba nie mogła sprawić Sergio Alvarezowi żadnych kłopotów. Golkiper Celty dwie minuty później nie miał już jednak nic do powiedzenia. Z prawej strony dośrodkował Gael Kakuta, a wbiegający Alberto Bueno w dość ekwilibrystyczny sposób umieścił piłkę głową w siatce. Od tego momentu goście ruszyli do odrabiania strat, ale ich akcje były rozgrywane dość nieporadnie. Skutkiem była mała liczba sytuacji podbramkowych, które mogły okazać się groźne dla drugiego Alvareza w bramce, tym razem mowa o Cristianie. W 33. minucie bramkarzowi Rayo mogło się jednak zrobić gorąco, ponieważ strzał Michaela Krohn-Dehliego zza pola karnego wylądował na słupku, a próbę Augusto Fernandeza zdołał wybić doskonałą interwencją nogami. Do przerwy nie oglądaliśmy już żadnych strzałów mogących zakończyć swój lot w siatce. Od pierwszego gwizdka w drugiej części aktywniejsi wydawali się przyjezdni, ale jak wiadomo, aktywność w futbolu to tylko jedna z wielu składowych sukcesu. W 52. minucie przed szansą ponownie stanął Fernandez, ale znów nie dał rady C. Alvarezowi. Po niecałej minucie głową w poprzeczkę uderzył Gustavo Cabral. Niewykorzystane sytuacje się mszczą – to powiedzenie mogło się okazać dla Celty brutalne. Mogło, ale nie było. Gol Gaela Kakuty w 58. minucie został nieuznany, bo były gracz Chelsea znajdował się na spalonym. 20 minut później piłkę meczową mieli Galicyjczycy. Lewym skrzydłem świetnie przedarł się Jonny, ale do Krohn-Dehliego zagrał za plecy, więc rozpędzony Duńczyk nie miał szans, by trafić do siatki. Mimo kolejnych prób gości, nie udało się zdobyć wyrównującej bramki, co skończyło się drugim niewygranym meczem z rzędu. Natomiast zwycięstwo Rayo przerwało nie najlepszą passę trzech porażek.

Składy:
Rayo: Cristian Alvarez – Tito, Abdoulaye Ba, Ze Castro, Nacho Martinez (56′ Quini) – Raul Baena, Roberto Trashorras – Lica (74′ Javier Aquino), Alberto Bueno (57′ Manucho), Gael Kakuta – Leo Baptistao

Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Jonny Castro – Nemanja Radoja, Alex Lopez (57′ Fabian Orellana), Michael Krohn-Dehli (81′ Charles) – Augusto Fernandez (67′ Pablo Hernandez), Joaquin Larrivey, Nolito

Levante Valencia

Derby Walencji to kolejny ciekawy akt weekendowych zmagań. Po przyjściu Lucasa Alcaraza ekipa Levante zdecydowanie odżyła, nie będąc już najgorzej wyglądającą drużyną ligi. W poprzednich dwóch meczach zdobyli cztery oczka, między innymi remisując na wyjeździe z Sevillą. Z kolei Valencia utrzymywała się w czołowej trójce, choć po sobotnich zwycięstwach Atletico, Realu i Barcelony zmuszona była wygrać, by zachować status quo. Zadanie miała o tyle utrudnione, że z powodu kontuzji niedostępny był Paco Alcacer, który nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. W związku z tym szansę występu od pierwszej minuty otrzymał Alvaro Negredo. W 12. minucie po małym bilardzie w polu karnym Levante przed szansą stanął Jose Gaya, który znalazł się niepilnowany na czternastym metrze, jednak uderzył fatalnie, posyłając piłkę na wysokości piątego piętra. Valencia cały czas przeważała. Mimo tego, cały czas nie udawało się pokonać Diego Marino. Po centrze z rzutu rożnego Alvaro Negredo przeniósł futbolówkę nad poprzeczkę, a Carles Gil strzelił z dystansu tuż przy słupku, ale bramkarz rywali był na posterunku. W odpowiedzi duże pudło zaliczył David Barral, który kompletnie odpuszczony w kryciu źle trafił w piłkę i uderzył daleko od bramki. Przed przerwą mieliśmy jeszcze jedną kontrowersyjną sytuację. Wychodzący na czystą pozycję Alvaro Negredo wyprzedził Loukasa Vyntrę. Grek nie chciał dać za wygraną, ale mógł przyczynić się do upadku hiszpańskiego snajpera. Jeśli sędzia zdecydowałby się odgwizdać przewinienie, musiałby podyktować rzut karny i wyrzucić obrońcę z boiska. Reakcji żadnej jednak nie było. Po 45 minutach na tablicy widniał więc rezultat 0:0. Druga część rozpoczęła się od ciekawych sytuacji z obu stron. Najpierw po zamieszaniu po wrzucie z autu piłka spadła pod nogi Victora Casadesusa, który uderzył jednak prosto w Diego Alvesa. Podobnie strzelił z woleja po drugiej stronie boiska Andre Gomes, nie zatrudniając Marino. W 57. minucie w niewiarygodny sposób spudłował Barral. Napastnik otrzymał idealne podanie od Andreasa Ivanschitza, ale nie potrafił pokonać Alvesa, będąc pięć metrów przed w połowie pustą bramką! Co się odwlecze, to nie uciecze. Po centrze z właśnie podyktowanego rzutu rożnego najwyżej do piłki wyskoczył Casadesus, który wyprzedził Shkodrana Mustafiego i otworzył rezultat spotkania strzałem głową. Rozjuszona Valencia od razu wzięła się za odrabianie strat. Swoje okazje mieli Rodrigo oraz Dani Parejo, ale pierwszy uderzył zbyt lekko, a drugi – niecelnie. Wszystko zagrało już w 73. minucie. Błąd Ivana Lopeza wykorzystał Parejo, który rozegrał futbolówkę z Negredo i pewnie wykorzystał sytuację sam na sam. Jakież musiało być zdziwienie Nietoperzy, kiedy tuż po rozpoczęciu gry szybko odpowiedział Jose Morales pięknym strzałem z dystansu. Po raz kolejny za wszelką cenę dążyli do wyrównania. Tym razem, mimo dobrych sytuacji Negredo oraz Rodrigo De Paula, zabrakło czasu. Derby dla Levante! Żaby w ostatnich trzech spotkaniach zdobyły 7 oczek (w poprzednich 9 meczach zaledwie pięć) i awansowały na początek drugiej dziesiątki. Z kolei Valencia wypadła z podium, plasując się obecnie tuż za nim.

Składy:
Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, David Navarro, Loukas Vyntra, Nikolaos Karabelas – Ruben Garcia (72′ Jose Luis Morales), Mohamed Sissoko, Papakouli Diop, Andreas Ivanschitz (78′ Juanfran) – Victor Casadesus (88′ Nabil El Zhar), David Barral

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan (64′ Sofiane Feghouli), Shkodran Mustafi, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Carles Gil, Javi Fuego, Andre Gomes, Pablo Piatti (64′ Dani Parejo) – Rodrigo Moreno (80′ Rodrigo De Paul), Alvaro Negredo

Elche Cordoba

W niedzielny wieczór gościliśmy na Estadio Martinez Valero, gdzie Elche podejmowało beniaminka z Cordoby. W wyjściowym składzie gospodarzy na ten mecz znalazł się Przemysław Tytoń. Czerwona latarnia Primera Division, czyli goście tego spotkania, najwięcej razy dzieliła się punktami spośród wszystkich drużyn La Liga (sześciokrotnie), ale jeszcze nie odniosła żadnego zwycięstwa. Spotkanie zaczęło się znakomicie dla miejscowych, bo Jonathas został sfaulowany przez Panticia w polu karnym, a arbiter zdecydował się podyktować jedenastkę. Stara zasada w futbolu mówi, że poszkodowany nie powinien wymierzać kary, ale tym razem napastnik Elche zdecydował się wziąć ten ciężar na siebie. Tyle że nie zdołał wykorzystać tej okazji, ponieważ jego uderzenie obronił Juan Carlos. W 12. minucie sprawdziło się kolejne piłkarskie porzekadło – “niewykorzystane okazje się mszczą”. Genialnym podaniem popisał się Borja Garcia, a na czystej pozycji znalazł się Fidel, który miał dużo czasu, aby ułożyć sobie piłkę na prawej nodze i trafić do siatki obok Tytonia. Jonathas był jednak cały czas bardzo groźny, a w pewnym momencie trafił z około 25 metrów w poprzeczkę bramki Cordoby. Po godzinie gry i zmianie stron stało się coś, czego nie spodziewali się ani zawodnicy Elche, ani kibice zgromadzeni na stadionie. Dwójkową akcję rozegrali Cartabia oraz Borja Garcia i po asyście tego drugiego “10″ ekipy gości wpisała się na listę strzelców. Wydawało się, że szanse podopiecznych Djukica na pierwszą wygraną są już bardzo realne. Jednak zaczęli oni sami utrudniać sobie zadanie, ponieważ sędzia był zmuszony podyktować drugi rzut karny na ich niekorzyść. Faulowany był Fajr, a decyzja arbitra była jak najbardziej słuszna. Tym razem do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Lomban i nie pomylił się. Było to świeżo po utracie gola przez Elche, bo już w 63. minucie. Natomiast kwadrans przed końcem sen Cordoby o trzech oczkach prysł. Z lewej strony centrował Cisma, a w odpowiednim momencie do piłki dopadł Jonathas i genialnym uderzeniem z powietrza dał wyrównanie swojej drużynie. To niewątpliwie była jedna z najładniejszych bramek kolejki. Na sam koniec meczu nie popisał się arbiter liniowy, ponieważ wskazał pozycję spaloną Ghilasa, podczas gdy nie znajdował się on na niej, a wychodził na czystą pozycję i miał przed sobą tylko bramkarza. Wynik 2:2 jednak nie uległ zmianie, a beniaminek pozostaje cały czas na ostatnim miejscu w tabeli i bez ani jednego zwycięstwa.

Składy:
Elche: Przemysław Tytoń – Damian Suarez, Enzo Roco, David Lomban, Domingo Cisma – Faycal Fajr, Mario Pasalić (67′ Coro), Pedro Mosquera, Victor Rodriguez (85′ Garry Rodrigues) – Jonathas, Cristian Herrera (76′ Alvaro Gimenez)

Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino, Inigo Lopez, Aleksandar Pantić, Dani Pinillos – Deivid, Abel Gomez (86′ Aritz Lopez Garai) – Fede Cartabia (76′ Fede Vico), Borja Garcia (90+3′ Carlos Caballero), Fidel – Nabil Ghilas

Vilarreal Getafe

Villarreal, mający passę trzech ostatnich spotkań bez zwycięstwa, tym razem gościł na swoim obiekcie Getafe, utrzymujące się pod koniec pierwszej dziesiątki. Patrząc na potencjał kadrowy obu ekip, faworyta trzeba było upatrywać w drużynie gospodarzy, ale nierówna forma obu klubów nakazywała zachować pewną ostrożność. Rzeczywiście, nie była ona czystą kurtuazją, bowiem początek starcia należał do przyjezdnych. Na samym początku dobrą sytuację miał Fredy Hinestroza, ale uderzył tylko w boczną siatkę. Szkoda, że nie dostrzegł wbiegającego Pablo Sarabii, gdyż ten miał przed sobą w połowie pustą bramkę Villarrealu. Po kwadransie gry szarżą popisał się drugi ze skrzydłowych, Karim Yoda. Następnie wykonał coś między strzałem a podaniem, ponieważ piłka ani nie leciała w światło bramki, ani też nie dotarła do wchodzących z głębi partnerów. Przed kolejną szansą stanął Sergio Escudero, ale ze swojej słabszej prawej nogi uderzył niedaleko obok słupka. Z kolei następne uderzenie Hinestrozy wybronił Sergio Asenjo. Po początkowym letargu w końcu obudził się Villarreal. Pierwszą składną akcję gospodarze przeprowadzili w 32. minucie. Futbolówka dotarła w pole karne do Denisa Czeryszewa, ale reprezentant Rosji nie potrafił jej odpowiednio uderzyć – strzelił prosto w Vicente Guaitę. 6 minut później było 1:0. Wbiegającego na pełnej szybkości w szesnastkę Mario Gaspara dojrzał Luciano Vietto i zagrał mu piłkę. Prawy obrońca pewnym mocnym strzałem z pierwszej piłki dał prowadzenie swojemu zespołowi. Po kolejnych pięciu minutach Guaita wyciągał sięgał do siatki drugi raz. Dwójkowa akcja Czeryszewa i Gerardo Moreno zakończyła się uderzeniem tego drugiego, które było na tyle mocne, że były golkiper Valencii nie dał rady go wybronić. Po pierwszej części, mimo lepszej początkowej gry i większej ilości sytuacji podbramkowych Getafe, to Żółta Łódź Podwodna prowadziła, i to dwoma bramkami. Po przerwie tempo gry spadło. Kwadrans po wznowieniu meczu kontaktowe trafienie zaliczył Mehdi Lacen, strzelając gola po ładnym mierzonym uderzeniu. Goście nie potrafili jednak już wyrównać. Z kolei miejscowi ograniczyli się głównie do przeszkadzania przeciwnikowi, samemu rzadko dochodząc do pola karnego. Dzięki wygranej Villarreal nadrobił nieco punktów do zespołów znajdujących się tuż nad nim i równocześnie uciekł od Getafe na dystans 4 oczek.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Gabriel Paulista, Victor Ruiz, Jaume Costa – Moi Gomez, Manu Trigueros (74′ Jonathan dos Santos), Tomas Pina, Denis Czeryszew (69′ Cani) – Luciano Vietto, Gerardo Moreno (79′ Ikechukwu Uche)

Getafe: Vicente Guaita – Alvaro Arroyo, Naldo, Emiliano Velazquez, Sergio Escudero – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez (63′ Michel Herrero) – Karim Yoda, Pablo Sarabia (60′ Sammir), Fredy Hinestroza (69′ Babacar Diawara) – Angel Lafita

Granada Almeria

Na sam koniec rundy udaliśmy się do Andaluzji na małe derby tego regionu. Obie ekipy nie grzeszyły jednak swoją ostatnią dyspozycją. W poprzednich pięciu kolejkach Granada ugrała ledwie dwa oczka, ale jeszcze gorsza była Almeria, która uzbierała punkt. Nie było w tym okresie gorszych zespołów. Nie mogliśmy zatem spodziewać się emocjonującego widowiska, trzymającego kibiców w napięciu od samego początku do końca. Potwierdziła to pierwsza połowa, która należała do najnudniejszych w cały weekend. Przewagę posiadała Granada, jednak bardzo dobrze w bramce spisywał się Ruben Martinez, dwukrotnie zatrzymując Youssefa El Arabiego, a raz Rubena Rochinę. Gości stać było na niecelne, choć niezłe uderzenie głową Fernando Soriano. 8 minut po przerwie z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Ramon Azeez. Od tego momentu podopieczni Joaquina Caparrosa mieli jeszcze większą inicjatywę. Aktywny był Jhon Cordoba, który dwa razy stanął przed szansą – najpierw uderzył zbyt słabo, a potem piłka po jego strzale prawie musnęła słupek bramki Rubena. Mimo gry 40 minut w osłabieniu Almeria momentami prezentowała się lepiej niż ich rywal, dość często wychodząc z piłką z własnej połowy. Z kolei gospodarze w ataku wyglądali czasem, jakby grali ze sobą po raz pierwszy. Grali chaotycznie, bez pomysłu, bez polotu, można było nawet zaryzykować stwierdzenie, że brakuje im ambicji i woli zwycięstwa. Z takim nastawieniem o trzy oczka bardzo trudno i tym razem się to nie udało. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, które niczego nie zmienia – oba zespoły znajdują się w dolnych rejonach klasyfikacji.

Składy:
Granada: Roberto Fernandez – Dimitri Foulquier, Jean Babin, Jeison Murillo (81′ Diego Mainz), Juan Carlos – Manuel Iturra, Fran Rico – Ruben Rochina, Piti, Abdoulwahid Sissoko (54′ Jhon Cordoba) – Youssef El Arabi (65′ Isaac Success)

Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Fran Velez, Verza, Ramon Azeez – Fernando Soriano (60′ Carlos Selfa), Jonathan Zongo, Thievy Bifouma

 

Mecz kolejki: Elche – Cordoba

Jedenastka kolejki:11 kolejki z infografiką

Piłkarz kolejki: Lionel Messi (Barcelona)
W końcu! Leo osiągnął to, co męczyło go przez ostatnie tygodnie, czyli pobił rekord wszechczasów Telmo Zarry w ilości bramek w Primera Division. Poza tym Argentyńczyk miał jeszcze więcej powodów do radości, ponieważ w meczu z Sevillą ustrzelił hat-tricka i był znaczącą postacią drużyny, która pewnie ograła mocnego rywala. Miejmy nadzieję, że to był wielki przebłysk Messiego, który teraz bez blokady psychicznej wróci do wielkiej formy.

Cienias kolejki: Zdecydowaliśmy, aby nie nominować nikogo.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Barcelona
Trzy spotkania, w których Barcelona zaprezentowała kiepski styl, mogły lekko zdenerwować kibiców katalońskiej drużyny, ale po wygranej z Sevillą przynajmniej na chwilę będą oni mogli zapomnieć o problemach. Goście z Andaluzji byli na papierze mocnym rywalem, ale na boisku nie istnieli. Mecz zakończył się wynikiem 5:1, ale nikt nie narzekałby, gdyby gospodarze jeszcze coś trafili, a okazje ku temu mieli.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Granada
40 minut. Tyle czasu w przewadze grali piłkarze Granady. Mimo tego, nie potrafili ani razu pokonać Rubena Martineza, a co za tym idzie, zwyciężyć w meczu z Almerią. W ofensywie piłkarze zagrali bardzo słabo. Swoim nastawieniem piłkarze nie przypominali ludzi, którzy dążą do wygrania spotkania. W rozegraniu piłki byli bardzo chaotyczni, niedokładni. Wyglądali, jakby chcieli odnieść zwycięstwo jak najmniejszym nakładem sił. Dziś już jednak tak się nie da…

Gol kolejki: Ander Iturraspe (Athletic)
O dziwo nie wybraliśmy gola Leo Messiego z rzutu wolnego, ponieważ zdecydowaliśmy, że co prawda trafienie Argentyńczyka dało mu wyrównanie rekordu Zarry, ale bardziej urodziwa była bramka Iturraspe, który najpierw otrzymał genialne podanie od Mikela Rico, a później uderzeniem z dystansu trafił do bramki Espanyolu. Futbolówka jeszcze odbiła się od słupka, zanim wpadła do siatki! Gol warty powtórnego obejrzenia.

Pudło kolejki: David Barral (Levante)
Kilka metrów przed bramką znajdował się snajper klubu z Walencji, a i tak nie potrafił minąć strzałem Diego Alvesa i wpakować piłki do siatki. Powinien się cieszyć, że chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jego drużyna wyszła na prowadzenie, bo inaczej miałby tę sytuację długo wypominaną.

Klasyfikacje 12 kolejka

Terminarz 13. kolejki (28.11-1.12.2014):

Piątek, 28.11:
Sociedad – Elche (20:45)
Sobota, 29.11:
Getafe – Athletic (16)
Espanyol – Levante (18)
Malaga Real (20)
Celta – Eibar (22)
Niedziela, 30.11:
Atletico – Deportivo (12)
Sevilla – Granada (17)
Cordoba – Villarreal (19)
Valencia – Barcelona (21)
Poniedziałek, 1.12:
Almeria – Rayo (20:45)

Wielka piłka powróciła na hiszpańskie boiska po przerwie na mecze międzynarodowe, a za tydzień kontynuujemy zmagania w La Liga. W piątek, 28 listopada przywitają nas zawodnicy Elche i Realu Sociedad. Obie drużyny inkasują coraz więcej punktów, choć Baskowie nadal mimo wszystko cieniują w porównaniu do poprzedniej kampanii, a oczekiwania kibiców na pewno są znacznie większe. W sobotę o godzinie 16 na murawę Coliseum Alfonso Perez wyjdą zawodnicy Getafe oraz Athleticu Bilbao i to będzie starcie w samym środku tabeli. Później przeniesiemy się do Barcelony, gdzie Espanyol, który nie wygrał już od pięciu spotkań, stanie naprzeciw Levante, które poczyna sobie w lidze coraz lepiej, a problemy z początku sezonu zniknęły za plecami ekipy z Valencii. O 20.00 mecz Malagi z liderem tabeli, czyli Realem Madryt. Podopieczni Carlo Ancelottiego nie zwalniają tempa, ale tym razem będą mieli do czynienia z drużyną, która w ostatnim czasie prezentuje bardzo dobry futbol i nie zmienia tego nawet ostatnia porażka z Atletico. Na sam koniec dnia spotkanie Celty z Eibarem na Balaidos. W niedzielne południe tym razem los skrzyżował mistrza kraju z beniaminkiem – Deportivo. Faworyt jest tylko jeden, ale goście będą chcieli pokusić się o niespodziankę, ponieważ między słupkami mają znajdującego się w dobrej formie Fabriego. O 17.00 podrażniona porażką z Barceloną Sevilla zagra na własnym obiekcie z Granadą, która po serii spotkań bez wygranej powoli spada w dół tabeli i od strefy spadkowej dzieli ją naprawdę niewiele. Dwie godziny później na Nuevo Arcangel swojej pierwszej wygranej poszuka Cordoba, ale zadanie będzie bardzo trudne, bo na jej obiekt przyjedzie Villarreal. Ostatnio Żółta Łódź Podwodna nie była w jakiejś świetnej dyspozycji, ale po wygranej nad Getafe może nabrać wiatru w żagle. Na sam koniec dnia niekwestionowany hit kolejki, czyli spotkanie Valencia-Barcelona na Mestalla. Gospodarze zapewne mają w głowach porażkę w derbach z Levante, a gości może ponieść dobra fala po pewnym zwycięstwie z Sevillą. Jednak w takich meczach może zdarzyć się wszystko. Kolejkę zamkniemy na Stadionie Igrzysk Śródziemnomorskich, gdzie Almeria podejmie Rayo Vallecano. Goście posiadają w swoich szeregach duet Bueno-Baptistao, więc to oni mogą się okazać kluczem do sukcesu drużyny Paco Jemeza. My już nie możemy się doczekać kolejnej kolejki, a Wy? Jeśli tak, to bądźcie z nami w weekend i za tydzień w podsumowaniu 13. kolejki! Miłego oglądania i wielkich emocji!

Autorzy: