La Liga gra: Krok bliżej do mistrzostwa, kolejna ofiara Barcelony

29. runda La Liga, rozegrana w weekend, stała pod znakiem walki o europejskie puchary. Hitem było bowiem starcie Sevilli i Villarrealu, czyli drużyn, które na ten moment mają największe szanse na zajęcie czwartej lokaty. Wygrana Żółtej Łodzi Podwodnej mogła tę rywalizację zakończyć, zatem ekipa Unaia Emery’ego musiała zgarnąć trzy oczka. O Europę walczono także w Vigo, gdzie Celta podejmowała Real Sociedad. Barcelona i Atletico miały w teorii łatwe mecze u siebie, odpowiednio z Getafe i Deportivo, zaś Real wybrał się na Wyspy Kanaryjskie na wymagające spotkanie z Las Palmas. Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 29. kolejki:
Malaga 1-0 Sporting

Zmagania 29. kolejki La liga otwierało starcie między Malagą a Sportingiem Gijon. Gospodarze w obecnych rozgrywkach radzą sobie przyzwoicie, dzięki czemu utrzymują kontakt ze środkiem tabeli. O wiele gorzej wygląda sytuacja gości, którzy walczą o pozostanie w lidze, jednak ich ostatnie próby zdobycia punktów spełzły na niczym. Tym razem znów Sporting nie sprostał zadaniu. Malaga nie pokazała może bajecznego futbolu, lecz jedna akcja i przebłysk geniuszu Juanpiego wystarczyły. Skrzydłowy gospodarzy popisał się pięknym strzałem zza pola karnego i tak naprawdę tyle wystarczyło do odniesienia zwycięstwa. Przyjezdni starali się, mieli swoje okazaje, ale zawsze czegoś brakowało. Raz chodziło o skuteczność, gdy Carlos Castro z bliska trafił w słupek. Innym razem świetnie między słupkami spisywał się Ochoa, który rozegrał świetne zawody. Nie pomagał też arbiter. Po jednym z dośrodkowań nie dopatrzył się bowiem zagrania ręką Pablo Fornalsa i mimo wysiłków gracze z Gijon ponownie przegrali. Wygrana Levante sprawiła dodatkowo, że przesunęli się na ostatnie miejsce w tabeli. Znacznie lepiej po spotkaniu z pewnością czuje się Malaga, która wskoczyła az na dziewiątą lokatę.

Składy:
Malaga: Guillermo Ochoa – Miguel Torres, Weligton, Raul Albentosa, Roberto Rosales – Gonzalo Castro (71’ Duda), Pablo Fornals, Recio, Juanpi (85’ Christian Atsu) – Ikechukwu Uche (64’ Juan Carlos), Charles

Sporting: Ivan Cuellar – Isma Lopez, Jorge Mere, Luis Hernandez, Alberto Lora – Omar Mascarell, Sergio Alvarez – Jony, Dani Ndi (46’ Carlos Castro), Carlos Carmona (71’ Pablo Perez) – Antonio Sanabria (62’ Alen Halilovic)


Barcelona 6-0 Getafe

Barcelona, zmierzając po kolejny tytuł mistrza Hiszpanii, musiała tym razem stawić czoła Getafe. Drużyna przyjezdnych zmagała się z wielkimi problemami. Forma zawodników odbiega daleko od oczekiwań, a na dodatek na Camp Nou nie przyjechali m.in. Sarabia, Vazquez czy Cala. Wynik tego meczu mógł być tylko jeden i gospodarze nie zawiedli oczekiwań kibiców. Już w ósmej minucie po dośrodkowaniu Alby piłkę do własnej bramki skierował Juan Rodriguez. Dosłownie sekundy po rozpoczęciu gry od środka miejscowi dostali rzut karny za faul na Neymarze. Do jedenastki podszedł tym razem Leo Messi, więc wydawało się, że pewnie podwyższy wynik, ale jego uderzenie obronił Guaita. Argentyńczyk był zły, więc postanowił zdemolować rywala w inny sposób. Najpierw po zagraniu Iniesty nabił piłką Munira w ten sposób, że ten skierował ją głową do bramki i było 2:0. Po pół godziny gry swoje trafienie dołożył także Neymar, który wykorzystał prostopadłe podanie Leo Messiego. Getafe było już na kolanach, ale Barcelona nie myślała, żeby odpuszczać. Przed gwizdkiem kończącym pierwszą część Messi otrzymał podanie na środek przedpola od Turana, a potem tak uderzył z lewej nogi, że Guaita mimo dobrych chęci nie miał prawa uchronić Getafe od stracenia czwartego gola. Przewaga gospodarzy utrzymała się także po zmianie stron, kiedy to Leo Messi zanotował swoją trzecią asystę w spotkaniu, co Argentyńczyk uczynił pierwszy raz, odkąd występuje w Primera Division. Adresatem podania był Neymar, dla którego było to dwudzieste trafienie ligowe w tym sezonie. Barca ustaliła wynik dość szybko, ponieważ przed upływem godziny gry. Dośrodkowanie z rzutu rożnego dość przypadkowo przedłużył Pique, ale futbolówka idealnie trafiła do Ardy Turana, który zdecydował się na przewrotkę z około pięciu metrów i w ten sposób zapisał się na listę strzelców. Lider tabeli umacnia swoją pozycję, odnosząc wysoką wygraną nad drużyną, która niedługo będzie musiała oswoić się z przebywaniem w strefie spadkowej, o ile nic nie zmieni się w drużynie Frana Escriby.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Aleix Vidal, Gerard Pique (69′ Marc Bartra), Jeremy Mathieu (61′ Thomas Vermaelen), Jordi Alba – Arda Turan, Sergi Roberto, Andres Iniesta (61′ Sergi Samper) – Munir El-Haddadi, Leo Messi, Neymar Jr

Getafe: Vicente Guaita – Emi Buendia, Santiago Vergini, Emiliano Velazquez, Alvaro Pereira – Wanderson (78′ Bernard Mensah), Juan Rodriguez, Alvaro Medran – Pedro Leon (54′ Victor Rodriguez), Stefan Scepovic (54′ Moi Gomez), Karim Yoda


Celta 1-0 Sociedad

Celta dwóch ostatnich potyczek nie może zaliczyć do udanych. Ekipa z Galicji zgarnęła w nich ledwie jedno oczko, tydzień temu ulegając Realowi aż 1:7. Mimo to Nolito i spółka mają szansę nawet na czwartą lokatę, która dawałby możliwość gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jeszcze gorszą serię ma za sobą Real Sociedad – Baskowie nie wygrali trzech poprzednich starć. Chcąc włączyć się w walkę o europejskie puchary, muszą swoją formę ustabilizować i zacząć regularnie punktować z bezpośrednimi rywalami. Nim jednak mecz rozpoczął się na dobre, Geronimo Rulli musiał sięgać po futbolówkę do siatki. W 16. minucie świetne z głębi pola za obronę zagrał Nolito, ale jeszcze lepiej zachował się Iago Aspas, który finezyjnym lobem pokonał Argentyńczyka. Jednak ani gospodarze nie poszli za ciosem, ani goście nie starali się szybko odpowiedzieć. Oba zespoły przez dłuższy czas trzymały się w klinczu, z którego wyjść było niezwykle trudno. Wiele powie statystyka strzałów – w pierwszych czterdziestu pięciu minutach oddano ich siedem, ale tylko dwa z nich zmierzały w światło bramki, po jednym z każdej strony. Więcej działo się po przerwie. Przewagę zyskał Real Sociedad, który starał się doprowadzić do wyrównania. Przyjezdni częściej utrzymywali się przy piłce i gościli z nią pod polem karnym przeciwnika. Uderzenia pozostawiały zazwyczaj wiele do życzenia. Najlepszą okazję zmarnował Jonathas, który z kilku metrów posłał piłkę ponad spojeniem słupka z poprzeczką. Ostatecznie o wyniku tego spotkania przesądził błysk geniuszu dwóch liderów Celty, która dowiozła jednobramkową zaliczkę do ostatniego gwizdka sędziego.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Jonny – Marcelo Diaz, Nemanja Radoja, Daniel Wass (74′ Josep Sene) – Iago Aspas (79′ Theo Bongonda), John Guidetti (62′ Claude Beauvue), Nolito

Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua (56′ Carlos Vela), Aritz Elustondo, Inigo Martinez, Yuri Berchiche (83′ Hector Hernandez) – Diego Reyes, Asier Illarramendi, Ruben Pardo – Xabi Prieto (77′ Bruma), Jonathas, Mikel Oyarzabal


Atletico 3-0 Deportivo

Tylko Getafe jest drużyną gorszą od Deportivo, jeśli spojrzymy na wyniki z rundy wiosennej. Ekipa z Galicji wpadła w jakąś wielką zapaść i coraz bardziej osuwa się w tabeli. Co prawda zaliczka z jesieni jeszcze daje pewną przewagę, ale w głowach kibiców Depor musi zapalić się czerwona lampka, który przypomina, co stało się w zeszłej kampanii z Eibarem. Kolejny rywal nie służył temu, by szukać pierwszej wygranej w rundzie rewanżowej. Atletico bowiem na swoim stadionie myli się naprawdę rzadko, a w ostatnim czasie prezentuje dobrą formę i utrzymuje się na drugim miejscu w tabeli. Przewaga gospodarzy od początku nie była może przytłaczająca, bo przy piłce obie ekipy utrzymywały się mniej więcej po równo, ale jakość gry była zupełnie inna. Osłabieni (zwłaszcza w linii obronnej) przyjezdni sprawiali wrażenie, jakby chcieli przetrwać 90 minut na Vicente Calderon bez żadnej próby ataku. Taka taktyka nie mogła przynieść oczekiwanego efektu, o czym przekonaliśmy się już w 18. minucie. Z lewej strony futbolówkę w pole karne wrzucił Filipe Luis, a bierność doświadczonej defensywy Deportivo wykorzystał Saul, wchodząc w drugim tempie i głową pokonując Germana Luxa. Jeśli ktoś spodziewał się jakiejkolwiek reakcji rywali, musiał się mocno zawieść. Pozbawiona Lucasa Pereza i Luisa Alberto linia ataku nie potrafiła sforsować solidnej jak zawsze formacji obronnej Atletico z Diego Godinem na czele. W efekcie Jan Oblak piłki dotykał tylko wtedy, gdy zagrywali do niego partnerzy, Deportivo oddało bowiem tylko jeden niecelny strzał. Piłkarze Diego Simeone nie forsowali tempa, czekając na błąd oponentów, po którym mogliby wyprowadzić drugi cios. Taka usterka w ustawieniu pojawiła się w 59. minucie. Antoine Griezmann znalazł w polu karnym miejsce, w którym żaden z rywali go nie krył, i z pierwszej piłki po podaniu Koke oddał strzał w długi róg, który zamienił się na bramkę. Scenariusz kolejnych minut był taki sam jak po pierwszym trafieniu. Atleti czekało, czekało i… się doczekało. W 83. minucie do prostopadłego zagrania ruszył rezerwowy Angel Correa, który po raz trzeci zmusił do kapitulacji golkipera Deportivo. Rojiblancos utrzymują zarówno przewagę nad trzecim Realem, jak i stratę do liderującej Barcelony. Goście z kolei muszą coraz uważniej oglądać się w lusterka. Strefa spadkowa podjeżdża coraz bliżej…

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Gimenez, Diego Godin, Filipe Luis – Yannick Ferreira-Carrasco (79′ Oliver Torres), Gabi, Saul Niguez, Koke – Luciano Vietto (58′ Angel Correa), Antoine Griezmann (65′ Matias Kranevitter)

Deportivo: German Lux – Laure, Alberto Lopo, Alejandro Arribas, Manuel Pablo (59′ Rober Vilalba) – Alex Bergantinos (59′ Luis Alberto), Pedro Mosquera, Celso Borges – Fede Cartabia (74′ Oriol Riera), Jonathan Rodriguez, Faycal Fajr


Rayo 1-1 Eibar

Ważna potyczka dla obu klubów, mimo że znajdują się w zupełnie różnych miejscach w tabeli. Wygrana Rayo mogła spowodować, że madrytczycy uciekną nieco od strefy spadkowej, z kolei komplet punktów Eibaru pozostawiał go jeszcze w walce o europejskie puchary. Już pierwsze minuty pokazały, że będzie to ciekawe spotkanie, w którym obie strony chcą zwyciężyć. W siódmej minucie na prowadzenie wyszli gospodarze. Z rzutu rożnego z prawej strony dośrodkował Roberto Trashorras, a w powietrzu najlepiej zachował się Ze Castro i głową wyprowadził Piratów na prowadzenie. Podopieczni Paco Jemeza poszli za ciosem i mieli okazje na kolejne bramki, ale szwankowała skuteczność, przez brak której uderzenia mijały bramkę Asiera Riesgo. Z czasem do głosu zaczęli więc dochodzić Rusznikarze. Dwie okazje miał Gonzalo Escalante. W pierwszym przypadku uderzył jeszcze niecelnie, ale w 36. minucie się nie pomylił. Pomocnik Eibaru wykorzystał kilkudziesięciometrowe podanie od swojego kolegi i – przede wszystkim – fatalne zachowanie oraz bierność przeciwnika. W efekcie także głową doprowadził do wyrównania. Baskowie poczuli krew. Do końca pierwszej części i na początku drugiej częściej potrafili stworzyć zagrożenie pod bramką Yoela, lecz problem leżał w ostatniej fazie, gdy należało trafić między słupki. W kolejnych fragmentach raz po raz budziło się Rayo. Najlepszą okazję w drugich trzech kwadransach miał Miku, ale z kilku metrów nie trafił w światło bramki. Ostatecznie okazji było z minuty na minutę coraz mniej, na czym ucierpiał poziom widowiska. Podział punktów nie zadowolił żadnej ze stron, ale był jak najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem.

Składy:
Rayo: Yoel Rodriguez – Tito, Ze Castro, Diego Llorente, Nacho Martinez (46′ Quini) – Manuel Iturra, Roberto Trashorras – Araz Oezbiliz (46′ Adrian Embarba), Piti (70′ Manucho), Bebe – Miku

Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Mauro dos Santos, Ivan Ramis, David Junca – Dani Garcia – Adrian Gonzalez, Josip Radosević, Gonzalo Escalante (79′ Sergi Enrich), Takashi Inui (89′ Inigo Barrenetxea) – Borja Baston (90′ Ion Ansotegi)


Levante 1-0 Valencia

Derby zawsze rządzą się swoimi prawami. Z tego powodu wskazanie faworyta w spotkaniu Levante z Valencią wcale nie było takie łatwe. Pierwsi chcą jak najszybciej opuścić strefę spadkową, drudzy odzyskać balans za kadencji Gary’ego Neville’a. Choć pierwsza znakomita okazja do strzelenia gola należała do gości, to gospodarze byli stroną przeważająca. Uderzenie Feghouliego wyłapane przez Diego Marino było bowiem jedyną celną próbą Valencia. Więcej do zaoferowania miało Levante. Jeszcze w pierwszej połowie Giuseppe Rossi trafił w słupek, a Feddal po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zmusił do największego wysiłku Diego Alvesa. Blisko wpisania się na listę strzelców był również Deyverson, lecz były to jedynie ostrzeżenia. Najgorsze przyszło po zmianie stron. Z autu piłkę wyrzucił Juanfran, a Rossi wykorzystał gapiostwo obrońców i skierował futbolówkę do siatki. Właśnie w taki sposób Levante opuściło ostatnie miejsce w tabeli, pokonując Valencię, która nadal nie może złapać odpowiedniego rytmu. Zasadne staje się więc pytanie o cierpliwość właściciela Nietoperzy. Przy obecnej dyspozycji drużyny Gary Neville wcale nie musi doczekać końca sezonu.

Składy:
Levante: Diego Marino – Juanfran, Zouhir Feddal, Carl Medjani, Jefferson Lerma – Jose Morales, Verza, Simao Mate (73’ Pedro Lopez), Joan Verdu – Deyverson (85’ Victor Camarasa), Giuseppe Rossi (75’ Victor Casadesus)

Valencia: Diego Alves – Guilherme Siqueira, Aymen Abdennour, Shkodran Mustafi, Joao Cancelo (17’ Antonio Barragan) – Javi Fuego, Andre Gomes (60’ Rodrigo Moreno), Daniel Parejo – Pablo Piatti (69’ Alvaro Negredo), Paco Alcacer, Sofiane Feghouli


Sevilla 4-2 Villareal

Na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan mogliśmy obserwować bezpośrednią walkę o czwarte miejsce, które daje grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Na obiekt Sevilli przybył trzeci w tabeli Villarreal, który do niedawna miał jeszcze walczyć o trzecią lokatę, ale seria spotkań bez wygranej oddaliła Żółtą Łódź Podwodną od tego celu i zmusiła, aby zawodnicy Marcelino skupili się na obronie czwartej lokaty. Zadanie oczywiście nie należało do łatwych, bo gracze Emery’ego również mieli chrapkę, aby w następnym sezonie znów występować w Champions League. Spotkanie lepiej rozpoczęło się dla miejscowych, którzy w pierwszych fragmentach meczu przeważali, ale zdołali to dopiero udokumentować w 23. minucie. Gameiro swoją szybkością rozszarpał defensywę gości, doszedł do sytuacji „sam na sam” z bramkarzem, ale postanowił sprezentować bramkę Iborrze, który dostał podanie na pustą bramkę. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo chwilę później po tych wydarzeniach gola na 1:1 zdobył Cedric Bakambu. Goście od tego momentu zaczynali się budzić, w końcu grali na poziomie, jaki powinna prezentować ekipa, która ma tak duże ambicje. W 37. minucie gości wyszli na prowadzenie w wielkim stylu. Adrian zagrał podciętą piłkę za obronę, gdzie ponownie wbiegał Bakambu i uderzeniem z powietrza ponownie wpisał się na listę strzelców. Po zmianie stron Sevilla dostała prezent od rywala, aby móc powrócić do tego spotkania. Z lewej strony zagrywał Konoplanka, a niefortunnie futbolówkę do własnej bramki skierował Victor Ruiz. Ukrainiec okazał się bohaterem swojej drużyny, ponieważ w 65. minucie zdecydował się na strzał z około 30 metrów i to była fantastyczna decyzja, bo piłka poszybowała w sam róg bramki Areoli. W ten sposób Konoplanka wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie i jednocześnie zapewnił sobie tytuł autora najpiękniejszego gola kolejki. Villarreal przestał stanowić takie zagrożenie, jak jeszcze przed przerwą, ale gorąco dla Sevilli zrobiło się na 10 minut przed końcem gry, kiedy za drugą żółtą kartkę z boiska został usunięty Ever Banega. To w żaden sposób nie pomogło gościom, a na domiar złego w doliczonym czasie gry stracili oni czwartą bramkę. Ruiz stracił futbolówkę na połowie rywala, a ten wyprowadził zabójczą kontrę. Gameiro znów ograł Bonerę, ale zmarnował okazję „jeden na jeden” z Areolą. Z dobitką zdążył jednak rezerwowy tego dnia Reyes i ustalił wynik na 4:2. Znakomity mecz na Ramon Sanchez Pizjuan! Villarreal ma coraz większe problemy.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Daniel Carrico, Benoit Tremoulinas – Vicente Iborra (75′ Sergio Escudero), Steven N’Zonzi (17′ Sebastian Cristoforo) – Michael Krohn-Dehli, Ever Banega, Jewhen Konoplanka (70′ Jose Antonio Reyes) – Kevin Gameiro

Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Daniele Bonera, Victor Ruiz, Eric Bailly (46′ Samu Castillejo) – Antonio Rukavina, Tomas Pina, Bruno Soriano, Denis Suarez – Cedric Bakambu, Adrian Lopez (70′ Leo Baptistao)


Bilbao 3-1 Betis

Athletic Bilbao powoli wychodzi na prostą i odzyskał wysoką pozycję w tabeli, która gwarantuje mu na razie grę w Lidze Europy. Marzenia Basków są jednak większe, a układ tabeli cały czas pozwala im myśleć o grze w Champions League. Betis także nie przegrał już od sześciu meczów, więc na San Mames szykowało nam się prawdziwe święto futbolu. Zostało ono jednak zdominowane tylko przez jedną drużynę – gospodarzy. W pierwszej części goście nie potrafili praktycznie wyjść z piłką na połowę rywala, więc ciężko było pokusić się nawet o uderzenie na bramkę Iraizoza. Baskowie otworzyli wynik spotkania w 34. minucie, kiedy San Jose zagrał piłkę za obronę, a w polu karnym opanował ją Sabin, a później skierował ją do bramki. Betis dostał jeszcze bramkę do szatni, bo w 44. minucie Mikel Rico strzałem z powietrza zaskoczył Adana. Futbolówka jeszcze zanim zatrzepotała w siatce, to odbiła się od słupka. Po zmianie stron sytuacja się nie zmieniła, a bohaterowie z pierwszej części dali swojej drużynie trzybramkowe prowadzenie. Po centrze z rzutu rożnego znakomitym uderzeniem z woleja popisał się Mikel Rico. Tę próbę wybronił jeszcze Adan, ale sparował piłkę tak niefortunnie, że trafiła ona pod nogi Sabina, który dobił strzał swojego kolegi z zespołu. W samej końcówce meczu obudził się Betis, a konkretnie najlepszy strzelec ekipy z Sewilli, czyli Ruben Castro. Najpierw w sytuacji „sam na sam” z Iraizozem trafił w słupek, ale w następnej akcji już się nie pomylił. Po wrzutce z rzutu rożnego futbolówka dość niespodziewanie znalazła się na głowie Rubena Castro, ale obrona gospodarzy nie popisała się, ponieważ snajper Betisu nie miał obok siebie praktycznie żadnego przeciwnika, dlatego mógł spokojnie przymierzyć i to też uczynił. Tyle że ta bramka nie dała Verdiblancos żadnej nadziei na korzystny rezultat, więc podopieczni Valverde, w dość rezerwowym składzie, zdołali utrzymać trzy oczka na San Mames.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Eneko Boveda, Carlos Gurpegi, Aymeric Laporte (80′ Xabier Etxeita), Inigo Lekue – Mikel San Jose, Mikel Rico – Markel Susaeta, Raul Garcia (64′ Aritz Aduriz), Iker Muniain (67′ Gorka Elustondo) – Sabin Merino

Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero, German Pezzella, Bruno Gonzalez (80′ Alvaro Cejudo), Martin Montoya – Joaquin, Alfred N’Diaye, Petros (51′ Dani Ceballos), Charly Musonda – Jorge Molina (51′ Fabian Ruiz), Ruben Castro


Las Palmas 1-2 Real

Jak trudno gra się na Wyspach Kanaryjskich, dowiedziała się Barcelona jakiś czas temu, a tym razem na Estadio de Gran Canaria przyjechał Real Madryt. Królewscy wciąż nie mogli skorzystać z usług Karima Benzemy, więc jego miejsce w wyjściowej jedenastce zajął Lucas Vazquez. Rzeczywiście to spotkanie nie okazało się łatwe dla Realu. Mimo że dość szybko okazję „sam na sam” zmarnował Cristiano Ronaldo, a chwilę później dośrodkowanie z rzutu rożnego Isco zamienił na bramkę Sergio Ramos. Las Palmas miało swoje sytuacje, nawet jedną bardzo dobrą, kiedy próbę Williana Jose obronił Keylor Navas. Po zmianie stron sytuacja się nie zmieniła, mecz był bardzo wyrównany. W drużynie miejscowych brylował Momo, który skutecznie stwarzał sytuacje kolegom, ale ci byli zatrzymywani przez bramkarza z Kostaryki. Później do sytuacji doszedł Gareth Bale, ale jego mocne uderzenie poszybowało ponad poprzeczką. Walijczyk nie ustawał w próbach i następna także była bardzo dobra, ale wciąż nie zmusiła Varasa do interwencji. Z każdą minutą coraz bardziej stawał się widoczny sędzia Borbalan, który w 73. minucie podyktował rzut wolny pośredni z pola karnego Realu Madryt dla Las Palmas. Arbeloa zagrał piłkę do Navasa, a bramkarz gości złapał ją w ręce. Sytuacja nie została wykorzystana przez miejscowych, bo uderzenie Momo zablokował Casemiro. Końcówka spotkania przyniosła dwie wielkie okazje dla podopiecznych Setiena. Najpierw po dośrodkowaniu Bigasa z lewej strony minimalnie pomylił się rezerwowy Araujo. W 87. minucie goście przeżyli szok, kiedy Momo zagrał do Williana Jose, a ten tym razem podciął piłkę nad Keylorem Navasem i doprowadził do wyrównania. Wydawało się, że tym razem nic nie zabierze punktu, którego gospodarze wyrwali z gardła lwa. Drapieżnik zacisnął jednak szczęki. Jese posłał piłkę z rzutu rożnego, a obrona Las Palmas nie upilnowała Casemiro, który zapewnił Realowi komplet oczek. Zidane ma się nad czym zastanawiać, ponieważ mecz na Wyspach Kanaryjskich był dla jego drużyny niewiarygodnie trudny.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – David Garcia (84′ Sergio Araujo), Mauricio Lemos, Pedro Bigas, Javier Garrido (46′ Dani Castellano) – Momo, Angel Montoro, Roque Mesa – Nili (72′ Nabil El Zhar), Willian Jose, Jonathan Viera

Real: Keylor Navas – Dani Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Alvaro Arbeloa – Luka Modric (90′ Marcelo), Casemiro, Isco (60′ Mateo Kovacic) – Lucas Vazquez, Cristiano Ronaldo, Gareth Bale (79′ Jese)


Granada 1-1 Espanyol

W walce o niepójście na ligowe dno Granada i Espanyol znajdują się w nienajgorszej sytuacji, choć też idealnie. Pierwsi jak na razie wychylili zaledwie nos nad powierzchnię wody, a drudzy już całą głowę. Mimo, iż warunki do oddychania na chwilę obecną są, to w obu zespołach chęć zdobycia punktów była z pewnością duża. Goście postanowili spożytkować swoją energię na ataki, a gospodarze, nieco za bardzo wzięli sobie do serca pojęcie walki, w szczególności David Barral. Po upływie 32 minut zawodnik Granady mógł już udać się do szatni po głupiej czerwonej kartce. Co ciekawe, nieco później to właśnie osłabiona drużyna objęła prowadzenie. Po akcji przeprowadzonej przez Successa, piłka trafiła ostecznie do Rubena Rochiny, a ten z zimną krwią wykorzystał szansę. Po zmianie stron Espanyol chciał wykorzystać sytuację, jednak chęci niekoniecznie szły w parze z efektami. Ostatecznie udało się zdobyć wyrównującą bramkę… za sprawą rywala. Po dośrodkowaniu z prawej strony futbolówkę do własnej bramki wpakował Miguel Lopes i mecz zakończył się remisem. Podział punktów nie zachwycił może obu ekip, lecz może okazać się kluczowy o ostatecznym rozrachunku.

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, Ricardo Costa, David Lomban, Miguel Lopes – Isaac Success (74’ Edgar Mendez), Ruben Perez, Aboulaye Doucoure, Ruben Rochina (90+1’ Rene Krhin) – David Barral, Youssef El-Arabi

Espanyol: Pau Lopez – Ruben Duarte, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Javi Lopez – Oscar Duarte – Burgui (69’ Mamadou Sylla), Marcos Asensio (85’ Salva Sevilla), Abraham, Hernan Perez – Gerard Moreno


Mecz kolejki: Sevilla – Villarreal 4:2

Liczby kolejki:
best_11_29kolejka

Piłkarz kolejki: Lionel Messi (Barcelona)
Można wypominać Leo kolejnego niestrzelonego w tym sezonie karnego, ale co z tego, jeśli Argentyńczyk zagrał i tak kapitalnie? Raz po raz rozrywał obronę Getafe swoimi mierzonymi podaniami za plecy, które w większości docierały do partnerów i stwarzały zagrożenie pod bramką Vicente Guaity. Skompletował dzięki temu hat-tricka z asyst, ale kluczowych podań było w jego wykonaniu znacznie więcej. Do tego dołożył fenomenalnego gola, który pokazał jego wszystkie najlepsze umiejętności. Gdyby strzelił z jedenastu metrów, mecz byłby kompletny, a tak było “tylko” świetnie.

Cienias kolejki: Victor Ruiz (Villarreal)
Żółta Łódź Podwodna prowadziła do przerwy z Sevillą 2:1, ale w drugiej połowie dała się totalnie rozbić. Spora w tym „zasługa” Victora Ruiza. O ile przy jego samobójczym trafieniu na 2:2 można było go w jakiś sposób usprawiedliwiać, o tyle trafienie gospodarzy na 4:2 można w całości zapisać na jego konto. Wyszedł z piłką bardzo głęboko, aż pod pole karne rywala. Tam ją stracił, Sevilla wyprowadziła kontrę, a Gameiro musiał obiec tylko Daniele Bonerę, co uczynił z łatwością. Ruiz nie zdążył także powrócić na swoją połowę i upilnować Reyesa, który dobijał na pustą bramkę próbę Gameiro.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Drużyna Unaia Emery’ego zagrała naprawdę dobre spotkanie, za wyjątkiem ostatnich 20 minut pierwszej części. Ta chwila słabości kosztowała gospodarzy utratę dwóch goli, ale zdołali się oni podnieść. Spora zasługa w tym Gameiro oraz Konoplanki, którzy okazali się kluczowi w odrabianiu strat. Napastnik raz po raz obiegał obrońców Villarrealu jak tyczki, a Ukrainiec zdobył gola i „zapisał asystę” przy samobóju Ruiza. Z taką wolą walki Andaluzyjczycy mogą śmiało myśleć o zajęciu czwartej lokaty na koniec sezonu.

Negatywne wyróżnienie kolejki: David Barral (Granada)
Trudno określić uzyskanie czerwonej kartki jeszcze w pierwszej połowie jako mądre posunięcie. David Barral tak bardzo wziął sobie do serca walkę o utrzymanie jego zespołu, że przedobrzył z zaangażowaniem. Granada co prawda zdołała wyjść na prowadzenie, lecz grając w osłabieniu ostatecznie nie utrzymała przewagi.

Gol kolejki: Jewhen Konoplanka (Sevilla)
Kiedy Cedric Bakambu wyprowadzał Villarreal na prowadzenie w meczu na Ramon Sanchez Pizjuan, to wydawało się, że ładniejszego gola już nie uświadczymy, a na pewno nie w tym spotkaniu. Jednak w drugiej połowie Konoplanka pokazał, że potrafi pięknie uderzyć z dystansu. Przy wyniku 2:2 zdecydował się na samotny rajd, zejście do środka i strzał z około 30 metrów, który zakończył się przepięknym trafieniem. Piłka wylądowała w samym rogu siatki, a Areola nie miał nic do powiedzenia przy tej próbie. Ukłony dla skrzydłowego Sevilli.

Pudło kolejki: Carlos Castro (Sporting)
Obrońca w odległości pozwalającej na strzał, bramkarz leży na murawie po poprzedniej interwencji, wydawać by się mogło, iż to idealna sytuacja do zdobycia gola. Nie dla Carlosa Castro. Napastnik Sportingu Gijon w takiej sytuacji trafił jedynie w słupek, a jego drużyna przegrała spotkanie. Za błędy czasem trzeba słono zapłacić.

klasyfikacje_29kolejka

Terminarz 30. kolejki (18-20.03.2016):
Piątek, 18.03:
Getafe – Eibar (godzina 20:30)
Sobota, 19.03:
Sporting – Atletico (16)
Granada – Rayo (18:15)
Sociedad – Las Palmas (18:15)
Deportivo – Levante (20:30)
Betis – Malaga (22:05)
Niedziela, 20.03:
Espanyol – Athletic (12)
Villarreal – Barcelona (16)
Valencia – Celta (18:15)
Real – Sevilla (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek