La Liga gra: Madrycko-barceloński tandem odjeżdża, świetna Celta

Piłkarze drużyn z hiszpańskiej La Liga mają już w nogach dziesięć kolejek. Ta ostatnia, rozegrana w weekend, stała pod znakiem kilku ciekawie zapowiadających się widowisk. Najbardziej interesująco miało być na El Madrigal, gdzie Villarreal mierzył się z odradzającą się Sevillą. Nudzić się nie powinni kibice na derbach Walencji – Nietoperze podejmowały Levante. Emocjo nie powinno zabraknąć w starciach Deportivo z Atletico oraz Realu Sociedad z Celtą. Główni faworyci spotykali się zaś ze znacznie słabszymi – Barcelona gościła na przedmieściach Madrytu (mecz z Getafe), a Real grał z Las Palmas. Zapraszamy na podsumowanie zmagań w dzesiątej serii gier!

Mecze 10. kolejki:
Deportivo 1-1 Atletico

Po serii nie najlepszych rezultatów Atletico zanotowało w końcu dwa zwycięstwa w ostatnich dwóch spotkaniach. Dzięki temu Los Colchoneros awansowali na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Na przeciwnym biegunie było Deportivo. Zespół z Galicji co prawda utrzymuje się cały czas w górnej połowie tabeli, jednak w trzech poprzednich potyczkach nie potrafili pokonać rywala. Faworytem na El Riazor zdawali się zatem być goście. Istotnie, od początku spotkania mieli przewagę, jednak problemy pojawiły się z jej udokumentowaniem. Nieskuteczny był Jackson Martinez, szczęścia brakowało też Antoine’owi Griezmannowi. Dopiero w 34. minucie Germana Luxa pokonał Tiago. Po bilardowej przebitce w polu karnym gospodarzy piłka trafiła w końcu do ustawionego na 20. metrze Portugalczyka, a ten bez zastanowienia huknął po ziemi. Bramkarz nie miał żadnych szans. Pięć minut później mogło być 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z najbliższej odległości nie trafił jednak Diego Godin. Na sensowną odpowiedź Depor trzeba było poczekać aż do drugiej części. Wówczas przebudził się Fede, który napędzał ataki swojej ekipy. Ani jego strzały, ani dogrania do kolegów nie przynosiły rezultatów. Z każdą kolejną minutą wydawało się, że faworyt dowiezie korzystny wynik do końcowego gwizdka, ale na kwadrans przed końcem błąd popełnił Jose Gimenez. Stoper stracił futbolówkę przy linii końcowej. Skutecznie powalczył o nią Lucas Perez, który następnie pognał w kierunku bramki. Po drodze położył jeszcze Jana Oblaka i uderzył do bramki, wprawiając kibiców w euforię. Miejscowi poszli za ciosem. W 88. minucie do szczęścia zabrakło im centymetrów. Uderzenie Faycala Fajra z kilkudziesięciu metrów zatrzymało się na spojeniu bramki. Deportivo czwarty raz z rzędu nie potrafi wygrać spotkania, jednak ten remis to ogromny sukces dla zespołu. Strata punktów dla Atleti oznaczała natomiast spadek z podium.

Składy:
Deportivo: German Lux – Laure (76′ Juanfran), Alberto Lopo, Sidnei, Fernando Navarro – Pedro Mosquera, Celso Borges – Fede Cartabia, Faycal Fajr, Jonas Gutierrez (69′ Luis Alberto) – Lucas Perez

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Gimenez, Diego Godin, Filipe Luis – Koke, Gabi, Tiago (82′ Fernando Torres), Yannick Ferreira-Carrasco (61′ Angel Correa) – Antoine Griezmann, Jackson Martinez (72′ Saul Niguez)

<hr />

Real 3-1 Las Palmas

Lider z Madrytu podejmował na własnym stadionie ekipę beniaminka, czyli Las Palmas. Losy obu zespołów toczą się tak, jak przewidywano przed sezonem. Królewscy to ostatnia niepokonana drużyna w lidze, a Kanaryjczycy zajmują miejsce w strefie spadkowej. Rafa Benitez z powodu urazów i chęci oszczędzenia niektórych zawodników wystawił eksperymentalny skład. W wyjściowej jedenastce pojawili się m.in. Jese, Nacho czy Kiko Casilla, który zadebiutował w oficjalnym spotkaniu Realu Madryt. Mecz na Bernabeu, co nie jest żadnym zaskoczeniem, toczył się pod dyktando zawodników w białych koszulkach. Pierwsze trafienie mieliśmy już w czwartej minucie meczu, kiedy to Varas na spółkę z kolegą z pola sprezentowali piłkę na trzydziestym metrze piłkarzom Realu. Po odbiorze piłki fenomenalnym przeglądem i podaniem wykazał się Casemiro, który wyłożył piłkę Isco na złotej tacy, a ten uderzeniem lewą nogą dał prowadzenie swojej drużynie. Chwilę później rezultat podwyższył Cristiano Ronaldo, który wykorzystał centrę Marcelo i szczupakiem umieścił piłkę w bramce. Zapowiadało się tęgie lanie w Madrycie, ale przez długi okres miejscowi nie potrafili dobić leżącego. To pobudziło trochę gości, którzy oddali dwa niegroźne strzały, a za trzecim razem zaskoczyli Casillę. Dośrodkowanie z rzutu rożnego El Zhara zamienił na gola Hernan. Wydawało się, że Las Palmas, utrzymując taki wynik do przerwy, będzie w stanie powalczyć z faworytem, ale te marzenia rozwiał w mig Jese. W 43. minucie Hiszpan dostał krótkie podanie od Kroosa, następnie zwiódł obrońcę i strzelił prawą nogą w długi róg bramki Varasa. Po przerwie kibice liczyli na goleadę swoich ulubieńców, ale zawiedli się. Druga połowa nie należała do ciekawych, a najdogodniejsza szansa na podwyższenie wyniku miała miejsce dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy sytuację “oko w oko” z bramkarzem Las Palmas zmarnował Cristiano Ronaldo, a Lucas Vazquez nie był w stanie dobić tej próby. Mecz bez historii na Bernabeu. Real zachowuje trzy oczka i fotel lidera. Warto jedynie odnotować występy młodych piłkarzy z cantery – Borjy Mayorala oraz Marcosa Llorente.

Składy:
Real: Kiko Casilla – Danilo, Raphael Varane, Nacho, Marcelo – Luka Modric (46’ Lucas Vazquez), Casemiro, Toni Kroos (87’ Borja Mayoral) – Isco, Cristiano Ronaldo, Jese (80’ Marcos Llorente)

Las Palmas: Javi Varas – David Simon, Aythami, Pedro Bigas, Javier Garrido – Nabil El Zhar (68’ Nauzet Aleman), Roque Mesa, Vicente Gomez, Hernan Santana (64’ Tanausu Dominguez), Jonathan Viera – Willian Jose (80’ Sergio Araujo)

<hr />

Valencia 3-0 Levante

Mimo że obie ekipy znajdują się w zupełnie różnych miejscach w tabeli oraz że pod względem sportowym dzieli ich przynajmniej jedna półka, derby Walencji i tak elektryzowały fanów z tego regionu. Zdecydowanym faworytem byli Nietoperze, którzy na własnym stadionie jeszcze nie przegrali. Zanim jednak przejęli inicjatywę, rywale postraszyli ich dwoma składnymi akcjami. Najpierw wyborną okazję zmarnował Jose Morales, który przegrał pojedynek jeden na jeden z Jaume, a później Roger z bliska uderzył ponad bramką. W 22. minucie pierwszy raz groźnie zaatakowała Valencia. Feghouli zdołał nawet skierować piłkę do bramki, jednak uczynił to, będąc na spalonym. Podobny los spotkał chwilę później Alcacera. Podopieczni Nuno Espirito Santo cały czas dążyli do jak najszybszego rozwiązania worka z bramkami, jednak ich próby były nieskuteczne. Na bramki fani na Mestalla musieli poczekać do drugiej części. W 62. minucie błąd popełnił Ruben. Golkiper Levante wypluł przed siebie uderzenie Andre Gomesa. Do piłki dopadł Feghouli, który został powalony przez bramkarza. Do jedenastki podszedł Paco Alcacer, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. 8 minut później było już w zasadzie po meczu. Fatalnie zachowali się doświadczeni stoperzy gości – Navarro i Juanfran – którzy sprezentowali futbolówkę snajperowi Valencii. Ten przelobował wychodzącego Rubena, a piłkę wolno zmierzającą w kierunku bramki dobił dla bezpieczeństwa Feghouli. Rozochoceni Los Ches nie poprzestali na tym, dobijając lokalnego rywala w 80. minucie za sprawą pięknej bramki Zakarii Bakkaliego. Ostatecznie Valencia odniosła bardzo pewne zwycięstwo, umacniając się tym samym w grupie pościgowej za czołówką. Z kolei Levante spadło na ostatnie miejsce.

Składy:
Valencia: Jaume Domenech – Joao Cancelo (81′ Antonio Barragan), Aderlan Santos, Ruben Vezo, Jose Gaya – Javi Fuego, Enzo Perez (69′ Daniel Parejo), Andre Gomes – Sofiane Feghouli, Paco Alcacer, Pablo Piatti (46′ Zakaria Bakkali)

Levante: Ruben Martinez – Pedro Lopez, David Navarro, Juanfran, Tono – Simao Mate, Victor Camarasa (81′ Jordi Xumetra), Jefferson Lerma – Jose Morales, Roger Marti (71′ Nabil Ghilas), Ruben Garcia (71′ Victor Casadesus)

<hr />

Villareal 2-1 Sevilla

W tej kolejce najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem było starcie na El Madrigal, gdzie Villarreal mierzył swoje siły z Sevillą. Oba zespoły w ostatnim czasie zatraciły swoją dobrą dyspozycję, choć ich sytuacja jest zgoła inna. Żółta Łódź Podwodna przez dwie kolejki była liderem tabeli, a dopiero ostatnie gorsze wyniki zepchnęły ją nieznacznie w dół. Natomiast piłkarze z Andaluzji z formą są na bakier już od początku kampanii. Wydawało się, że wygrane z Barceloną i Getafe są w stanie odmienić dyspozycję paczki Emery’ego, ale to były tymczasowe wyskoki. Dlatego nie było nic dziwnego w tym, że to gospodarze byli stroną przeważającą w meczu. Bruno Soriano i Mario próbowali szczęścia już w pierwszych fragmentach starcia, ale do trafienia brakowało precyzji. Gol padł w najmniej oczekiwanym momencie. W 25. minucie Denis Suarez dośrodkowywał z narożnika boiska. W szesnastce utworzył się kocioł, a w nim niespodziewanie dwie “przebitki” wygrał Mario Gaspar. Miał trudną pozycję do oddania uderzenia, ponieważ kąt był całkiem ostry, ale mimo to Hiszpan spróbował szczęścia i nie pożałował. Sergio Rico wykonał niemal szpagat, ale zdołał jedynie minimalnie zmienić tor lotu piłki, która ostatecznie i tak wylądowała w bramce. Podwyższenie wyniku nastąpiło dopiero po godzinie gry. Tym razem strzelec poprzedniej bramki popędził prawym skrzydłem, posłał piłkę po ziemi na drugą stronę, gdzie zamykał akcję genialny tego dnia Suarez. Były zawodnik Sevilli zachował się jednak altruistycznie i zagrał na pustą bramkę do Bakambu. Emery nie mógł dłużej czekać i niedługo po utracie gola wpuścił na murawię Llorente. To właśnie były zawodnik Juventusu wlał nadzieję w serca kibiców klubu z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Konoplanka wykonał rajd lewą stroną i zakończył go wrzutką, która wylądowała idealnie na głowie Fernando Llorente. To było jednak wszystko, co mogła zdziałać drużyna gości. Mogło dla niej skończyć się jeszcze gorzej, ponieważ w końcówce w poprzeczkę strzelił Denis Suarez. Były zawodnik Sevilli upokorzył swoich byłych kolegów.

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Eric Bailly (84’ Daniele Bonera), Victor Ruiz, Jaume Costa – Jonathan Dos Santos, Manu Trigueros (65’ Tomas Pina), Bruno Soriano, Denis Suarez – Roberto Soldado, Cedric Bakambu (73’ Nahuel)

Sevilla: Sergio Rico – Coke (62’ Mariano), Adil Rami, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas – Vicente Iborra (70’ Fernando Llorente), Grzegorz Krychowiak – Vitolo, Michael Krohn-Dehli (62′ Steven N’Zonzi), Jewhen Konoplanka – Kevin Gameiro

<hr />

Getafe 0-2 Barcelona

Po tym, jak gracze Getafe przyczynili się do zmiany trenera Levante swoim efektownym zwycięstwem, dostali tęgie lanie od Sevilli. Media spekulowały, iż w sobotni wieczór na własnym stadionie podopieczni Frana Escriby znów poznają smak sromotnej klęski. Na Coliseum Alfonso Perez przyjeżdżała bowiem Barcelona, która punktów tracić nie zamierzała. Piłkarze Luisa Enrique, nieco odbiegając od schematu z obecnego sezonu, już w pierwszej akcji mogli zdobyć bramkę. Na lewym skrzydle z obrońcami zatańczył Neymar, dograł do Munira, a ten dość ekwilibrystycznie próbował trafić do siatki – pomylił się niewiele. Po takiej akcji z przytupem fanfar jednak nie było. Tempo spotkania siadło, a piłkarze człapali po boisku. Z marazmu kibiców i zawodników wyrwał dopiero Neymar. Jeszcze przed końcem połowy Brazylijczyk zdecydował się na indywidualną akcję. Łatwo poradził sobie na lewym skrzydle z obrońcą i zewnętrzną częścią stopy podał w kierunku ustawionego przed polem karnym Sergiego Roberto. To, co stało się potem, zaskoczyło chyba wszystkich. Pomocnik Blaugrany bez przyjęcia zgrał futbolówkę piętą do wbiegającego Suareza, a Urugwajczyk sprytnie wyczekał bramkarza i trafił na 1:0. Ta akcja-marzenie była czymś, na co warto było czekać w tym meczu. W drugiej odsłonie spotkania Duma Katalonii zaczęła grać z większym luzem i coraz częściej zagrażać rywalowi. Gola zdobyli jednak dopiero po kontrze. Wybitą piłkę po rzucie rożnym Getafe zgarnął, a jakże, Sergi Roberto i holował ją przez kilkadziesiąt metrów. W odpowiednim momencie posłał długie podanie do Neymara, które Brazylijczyk pewnym strzałem bez przyjęcia zamienił na bramkę. Barcelona miała jeszcze jedną znakomitą okazję, lecz wypatrzony przez Neymara Jordi Alba przegrał pojedynek z bramkarzem. Goście odnieśli spokojne zwycięstwo i w pełni usatysfakcjonowani mogli dopisać sobie trzy oczka w tabeli. A co można powiedzieć o gospodarzach? Pogromu się ustrzegli, ale ich gra wyglądała naprawdę miernie. Szczególnie w ofensywie Getafe nie miało nic do zaproponowania. Czyżby wystrzelali się z Levante?

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Roberto Lago, Santiago Vergini, Alexis Ruano, Damian Suarez – Victor Rodriguez, Juan Rodriguez (79’ Bernard Mensah), Mehdi Lacen, Pedro Leon (59’ Angel Lafita) – Stefan Scepovic, Pablo Sarabia (68’ Moi Gomez)

Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Daniel Alves – Sergio Busquets, Sergi Roberto (75’ Sandro Ramirez), Ivan Rakitic – Neymar, Luis Suarez, Munir El Haddadi (60’ Andres Iniesta)

<hr />

Sociedad 2-3 Celta

Tydzień temu Celta odniosła pierwszą porażkę w tym sezonie, przegrywając z Realem Madryt. W tej samej kolejce dopiero drugie zwycięstwo odniósł Real Sociedad. 9 punktów, jakie dzieliły oba zespoły przed tym meczem, idealnie obrazują, w jakiej znajdują się sytuacji. Co prawda to Baskowie grali u siebie, ale nie można było jednoznacznie stwierdzić, że to oni są faworytem. Zawodnicy Davida Moyesa dość szybko stworzyli sobie jednak kilka niezłych okazji. Jedną z nich wykorzystał niezawodny ostatnio Imanol Agirretxe. Snajper ekipy z San Sebastian uderzył głową po dośrodkowaniu Zurutuzy tak, że Sergio Alvarez nie miał nic do powiedzenia. Odpowiedź Celty przyszła już po sześciu minutach. Na strzał z dystansu zdecydował się Nemanja Radoja, a piłka po drodze odbiła się jeszcze od nogi Iago Aspasa, kompletnie myląc Geronimo Rulliego, i wpadła do siatki. Miejscowi nie załamali się chwilowym niepowodzeniem i na nowo ruszyli w poszukiwaniu bramki, która dawałaby im prowadzenie. Alvareza udało się pokonać w 37. minucie. Futbolówkę w środku boiska przejął Yuri Berchice, który pognał z nią w kierunku bramki, odgrywając ją na samym końcu do Agirretxe. Najskuteczniejszy obecnie Hiszpan w lidze lewą nogą ponownie dał radość kibicom zgromadzonym na Anoeta. Po przerwie nieco żywiej na boisku poczynali sobie goście. Przyniosło to skutek już dziesięć minut po wznowieniu gry. W pole karne zacentrował Daniel Wass, a Aspas dołożył głowę, pokonując bramkarza Sociedad. W wewnętrzym pojedynku snajperów obu zespołów było 2:2, jednak każdy miał jeszcze chęć na zdobycie hat-tricka i tym samym zapewnienie swojej ekipie wygranej. Sztuka ta nie udała się żadnemu z nich, a Pablo Hernandezowi, który popisał się prawdziwym golazo. Chilijczyk z kilkudziesięciu metrów huknął lewą nogą tak, że Rulli nie miał czego zbierać, fantastyczne trafienie, które przypieczętowało trzy oczka dla przyjezdnych. Dzięki nim awansowali na trzecią lokatę. Txuri-Urdin utrzymują się z kolei tuż nad strefą spadkową.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Mikel Gonzalez, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Markel Bergara (90+1′ Chori Castro), Asier Illarramendi – Xabi Prieto, Carlos Vela, David Zurutuza (57′ Bruma) – Imanol Agirretxe (85′ Jonathas)

Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Sergi Gomez, Andreu Fontas, Jonny Castro – Nemanja Radoja, Daniel Wass, Pablo Hernandez – Fabian Orellana (90+1′ Levy Madinda), Iago Aspas (83′ John Guidetti), Nolito (90+3′ Carles Planas)

<hr />

Eibar 1-0 Rayo

Niedziela z Primera Division rozpoczęła się na Ipurua, gdzie zmierzyły się drużyny grające odważny i ofensywny futbol. Kibice zgromadzeni na tym maleńkim obiekcie liczyli więc na wielkie widowisko, które mieli zaprezentować zawodnicy Eibaru i Rayo. Znacznie lepiej prezentują się obecnie gospodarze, którzy znów notują genialny początek sezonu i znajdują się w samym czubie tabeli. To było też widać w trakcie meczu, ponieważ podopieczni Mendillibara zdecydowanie przeważali. Już w 2. minucie setkę zmarnował Baston po zagraniu Verdiego. Kibice byli w niemałym szoku, ponieważ napastnik Eibaru ostatnio niemal każdą okazję zamienia na gola. Tym razem wyręczyła go obrona Rayo, a konkretnie Llorente. Po dwudziestu minutach centrę z prawej flanki zamienił na trafienie samobójcze własnie stoper drużyny przyjezdnej. Na następne większe emocje musieliśmy poczekać do drugiej połowy, w której miejscowi mieli kolejne szanse na podwyższenie rezultatu. Najlepszą zmarnował Saul Berjon. Junca po kontraktaku zagrał świetną piłkę do środka, gdzie znajdowali się Keko i Enrich, ale wpadli sobie w drogę i w konsekwencji żaden z nich nie oddał uderzenia. Zdezorientowany Tono pozostawił otwartą bramkę, a futbolówka przemknęła na długi słupek, gdzie zamykał akcję wcześniej wspomniany Berjon, ale skrzydłowy nie był w stanie wpakować piłki do pustej siatki. Po drugiej stronie podobnie dobrą szansę miał wprowadzony z ławki Lass, ale i on trafił jedynie w boczną część bramki. Pojedynek zapowiadano jako starcie snajperów – Borjy Bastona oraz Javiego Guerry, ale finalnie żaden z nich nie powiększył swojego dorobku. O wyniku zadecydowała bramka samobójcza z pierwszej części.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Mauro Dos Santos, Aleksandar Pantic, David Junca – Dani Garcia, Gonzalo Escalante – Keko, Simone Verdi (60’ Sergi Enrich), Saul Berjon (75’ Takashi Inui) – Borja Baston (88’ Lillo)

Rayo: Tono Martinez – Tito (70’ Manucho), Diego Llorente, Ze Castro, Razvan Rat – Roberto Trashorras, Raul Baena – Patrick Ebert (65’ Lass Bangoura), Jozabed (53’ Pablo Hernandez), Bebe – Javi Guerra

<hr />

Espanyol 1-1 Granada

Oba kluby nie zachwycają ostatnio swoich kibiców. Espanyol plasuje się w połowie stawki, ale dużą rolę odgrywają wpadki innych zespołów. Z kolei Granada znajduje się w strefie spadkowej, do tej pory Andaluzyjczycy wygrali tylko jeden raz. Lepiej w spotkanie weszli gospodarze, który częściej utrzymywali się przy piłce. To oni od początku próbowali stworzyć groźne akcje. Sęk w tym, że zwykle na próbach się kończyło. Granada ograniczała się do kontr, niektóre z nich były godne uwagi. W pierwszej części gry fani zgromadzeni na Power8 Stadium obejrzeli ledwie dwa celne uderzenia (oba autorstwa gości). Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska, co nie sprzyjało poziomowi widowiska. Wszystko odmieniło się w 58. minucie. Centrę Pitiego z rzutu wolnego na dalszym słupku zamknął Jean Babin, który odpowiednio skontrował futbolówkę, nie dając Pau Lopezowi szans na jakąkolwiek interwencję. Sytuacja Katalończyków skomplikowała się jeszcze bardziej 10 minut później. Robert Correa sfaulował przeciwnika, a arbiter pokazał mu drugą żółtą kartkę. To oczywiście oznaczało, że prawy defensor musi przedwcześnie opuścić murawę. Wola walki, jaką zaprezentowały Papużki, przyniosła jednak zamierzony efekt. W 93. minucie po zamieszaniu w polu karnym Asensio zagrał piłkę w kierunku bramki, a dotknąć zdołał ją jeszcze Felipe Caicedo, któremu ostatecznie to trafienie zostało zapisane.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Roberto Correa, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Ruben Duarte – Papakouli Diop, Jose Canas (63′ Mamadou Sylla) – Hernan Perez, Marco Asensio, Victor Alvarez (71′ Abraham) – Felipe Caicedo

Granada: Andres Fernandez – Dimitri Foulquier, Jean Babin, David Lomban, Cristiano Biraghi (72′ Salva Ruiz) – Rene Krhin, Ruben Perez, Javi Marquez (75′ Fran Rico) – Piti, Youssef El-Arabi (49′ Ruben Rochina), Isaac Success

<hr />

Sporting 1-0 Malaga

Sporting przed własną publicznością nie poczuł jeszcze smaku wygranej, a Malaga balansuje na krawędzi strefy spadkowej. Ten mecz był bardzo ważny dla umiejscowienia obu ekip w tabeli, ponieważ miały tyle samo oczek. Pierwsze minuty meczu należały ewidentnie do Sportingu. Padł nawet gol dla piłkarzy z Gijon, ale arbiter słusznie go nie uznał, ponieważ strzelający Guerrero był na spalonym. Minęło jednak kilkanaście minut i sędzia musiał już zaliczyć trafienie dla miejscowych. Sergio Alvarez z impetem wpadł w pole karne, wyłożył piłkę na szesnasty metr do Halilovica, a Chorwat precyzyjnym uderzeniem dał prowadzenie swojej drużynie. W tym sezonie to prawdziwy lider beniaminka. Z kolei chwilę wcześniej z gry wypadł kluczowy zawodnik Andaluzyjczyków – Ignacio Camacho, który podczas jednego ze starć doznał urazu mięśnia dwugłowego uda. W jego miejsce wszedł Espinho, który trochę rozruszał Malagę, a przynajmniej wprowadził coś, czego drużynie brakowało, czyli strzały z dystansu. Po przerwie to jednak Sporting miał okazję podwyższyć na 2:0. Po świetnym dryblingu Halilovic dośrodkował na głowę Guerrero, ale próbę napastnika genialnie wyłapał Kameni. Generalnie snajper gospodarzy nie był widoczny w tym meczu, podobnie jak jego vis-a-vis, czyli Charles. Snajper Malagi miał cudowną okazję na bramkę dwadzieścia minut przed końcem. Pędził „sam na sam” z Cuellarem, ale zbyt długo czekał z oddaniem strzału i ostatecznie piłka została mu wybita. Wielkie kontrowersje nadeszły w 81. minucie. Halilovic rozegrał dwójkową akcję z Guerrero, którą Chorwat zakończył uderzeniem, ale trafił jedynie w poprzeczkę. Bramkarz nie był w tej chwili między słupkami, ale za to znalazł się tam Weligton, który prawdopodobnie wybił futbolówkę ręką, dlatego trafiła ona w poprzeczkę. Sędzia jednak nie wyłapał tego zdarzenia i stoperowi się upiekło. Kolejne szanse na bramki przyszły już na sam koniec i to były ponownie „setki” dla gospodarzy. Najpierw Isma Lopez przegrał pojedynek z Kamenim, a następnie Halilovic drugi raz w tym meczu obił poprzeczkę. Ostatecznie wynik 1:0 utrzymał się do ostatniego gwizdka i trzeba przyznać, że ten rezultat jest jak najbardziej zasłużony.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Alberto Lora, Luis Hernandez, Bernardo Espinosa, Isma Lopez – Omar Mascarell, Sergio Alvarez – Jonathan Menendez (76’ Alex Menendez), Alen Halilovic, Pablo Perez (63’ Sergio Mendiguchia) – Miguel Angel Guerrero

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Arthur Boka (76’ Duje Cop) – Recio, Ignacio Camacho (28’ Fabio Espinho), Pablo Fornals – Adnane Tighadouini (59’ Duda), Charles, Juan Carlos

<hr />

Betis 1-3 Bilbao

Od porażki z Realem Madryt zawodnicy Athleticu Bilbao nie przegrali czterech kolejnych spotkań i dzięki temu, pomimo bardzo słabego startu, zaczęli piąć się w górę tabeli. Ich następnym rywalem był Betis Sewilla – drużyna niezwykle nieobliczalna w tym sezonie. Początkowe minuty spotkania zapowiadały, iż nie będzie to ten udany dzień dla gospodarzy. Po sygnale ostrzegawczym ze strony de Marcosa nadszedł pierwszy cios Inakiego Williamsa. Rzut rożny wykonywał Benat, a obrońcy Betisu nie potrafili wybić piłki. Z tego faktu skorzystał Etxeita, który wystawił futbolówkę do Williamsa. Skrzydłowy gości potężnym uderzeniem otworzył wynik spotkania, lecz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Gospodarze próbowali odpowiedzieć, ale jedyne, co wynikało z ich starań, to kontry Basków. Jedna z nich przyniosła gola numer dwa. Po wzorowo rozprowadzonym ataku podanie na prawym skrzydle otrzymał Raul Garcia i zacentrował płasko w pole karne. Tam najlepiej odnalazł się Williams, który w iście halowym stylu zdobył swoją drugą bramkę. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie, nadal to Athletic był stroną groźniejszą. Gospodarzy ratował jednak Antonio Adan, a raz nawet poprzeczka. Mimo tego gospodarze złapali w końcu kontakt. Po dośrodkowaniu z prawej strony piłkę ręką w szesnatce zagrał… Inaki Williams. Jedenastkę pewnie wykorzystał Ruben Castro i na stadion Sewilli znów zagościły emocje. Gol ten nieco rozochocił przegrywającą do tej pory dwoma bramkami drużynę, lecz Betis nie potrafił w pełni przejąć kontroli nad meczem. Spotkanie skończyło się ostatecznie wynikiem 1:3, bo Athletic zdołał zadać decydujący cios. Po długim podaniu starcie w powietrzu wygrał Aritz Aduriz, zgrywając do Raula Garcii. Ten z kolei bez zastanowienia huknął zza pola karnego i trafił idealnie przy słupku. Baskowie nadal kontynuują marsz w górę tabeli. Dotarli już na ósme miejsce, a kto wie, co będzie dalej. Dzięki zwycięstwu wyprzedzili Betis, który w następnym spotkaniu znów będzie problemem bukmacherów.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero (55’ Varela), German Pezzella, Bruno, Cristino Piccini – Francesco Portillo (46’ Didier Digard), Alferd N’Diaye, Dani Ceballos (81’ Jorge Molina), Joaquin – Ricky van Wolfswinkel, Ruben Castro

Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Aymeric Laporte, Xabier Etxeita, Oscar de Marcos (50’ Eneko Boveda) – Benat (87’ Gorka Elustondo), Mikel San Jose – Sabin Merino, Raul Garcia, Inaki Williams (78’ Inigo Lekue) – Aritz Aduriz

<hr />

Mecz kolejki: Sociedad – Celta 2:3

Liczby kolejki:
best_11_10kolejka

Piłkarz kolejki: Inaki Williams (Athletic)
O Williamsie praktycznie w każdym meczu można było powiedzieć, że należał do tych najaktywniejszych. Tym razem jednak do swojego występu dołożył konkrety. Dwa ładne gole jego autorstwa pomogły Baskom w przedłużeniu serii spotkań bez porażki. Choć Inaki sprokurował jeszcze rzut karny dla przeciwników, to i tak postawa, którą zaprezentował przeciwko Betisowi, zasługuje na wyróżnienie tytułem gracza kolejki.

Cienias kolejki: Jose Gimenez (Atletico)
Stoper drużyny z Madrytu nierozgrywał może tragicznego spotkania, ale jeden błąd położył się cieniem na jego występie. Była 77. minuta, jego drużyna prowadziła z Deportivo jednym golem, ale rywale z minuty na minutę przyciskali coraz bardziej. Wydawało się, że Urugwajczyk w pojedynku z Lucasem Perezem pewnie odprowadzi piłkę za linię końcową, jednak jego nieuwagę wykorzystał snajper Depor, który następnie pognał na bramkę i doprowadził do wyrównania.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Jese (Real) oraz Sergi Roberto (Barcelona)
Dwóch zawodników z najlepszych drużyn w Hiszpanii, których talent zaczyna rozbłyskiwać dopiero teraz. Piłkarz Realu Madryt przez długi czas leczył uraz, po którym nie był w stanie dojść do odpowiedniej dyspozycji. Spotkanie z Las Palmas najprawdopodobniej było najlepszym jego występem w tym sezonie, który ukoronował trafieniem. Z kolei Sergi Roberto to gracz, który do tej pory był wyśmiewany i uważany za zawodnika niepasującego poziomem do takiego klubu jak Barcelona. Występy na prawej stronie defensywy dały mu jednak dużo pewności siebie. Luis Enrique postawił na młodego Hiszpana, a ten odwdzięczył mu się świetnymi meczami na boku obrony. W starciu z Getafe Sergi Roberto zagrał już w środku pola i potrafił przenieść swoje walory na występ jako piłkarz ofensywny. Widać, że pomocnik Barcy jest coraz pewniejszy i w końcu można na nim polegać.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Wydawało się, że po wygranym meczu z Barceloną i zdemolowaniu Getafe drużyna z Andaluzji zacznie w końcu wychodzić na prostą. Tak się jednak nie stało, a mecz na El Madrigal był tylko przedłużeniem traumy, w której Sevilla tkwi już długi czas. Villarreal całkowicie zdominował podopiecznych Emery’ego, a katem zdobywcy Ligi Europy w zeszłym sezonie okazał się były zawodnik tej drużyny – Denis Suarez. Teraz starcie w Lidze Mistrzów z Manchesterem City, które może ostatecznie zakończyć marzenia Hiszpanów o awansie do następnej rundy, więc naprawdę trudne dni czekają Sevillę.

Gol kolejki: Pablo Hernandez (Celta)
Sytuacja w meczu Realu Sociedad z Celtą zmieniała się jak w kalejdoskopie. Kiedy Agirretxe oraz Iago Aspas zakończyli swoje show, wydawało się, że starcie zakończy się podziałem punktów. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry sprawy w swoje ręce wziął jednak Pablo Hernandez. Chilijski pomocnik ekipy z Vigo kapitalnie odnalazł się kilkadziesiąt metrów przed bramką Geronimo Rulliego, przyjął futbolówkę i fenomenalnym wolejem pokonał bezradnego Argentyńczyka. Z pewnością jeden z najpoważniejszych kandydatów do gola sezonu.

Pudło kolejki: Alen Halilović (Sporting)
Wybór był bardzo trudny, bo w samym meczu Sportingu z Malagą było trzech kandydatów do tego miana, a w spotkaniu Eibaru z Rayo Saul Berjon fatalnie przestrzelił na pustą bramkę. Wybór padł jednak na młodego pomocnika z Chorwacji. Alen w tej kolejce pojawiał się w wielu rubrykach, głównie tych pozytywnych, ale jego dwukrotnie trafienia w poprzeczkę psują trochę jego dorobek. Fakt, że w jednym z przypadków sytuację utrudnił mu Weligton, który zablokował ręką strzał, który zmierzał do bramki, czego nie zauważył arbiter główny. Halilovic miał jednak całą bramkę i mógł uderzyć tak, aby nie dać powąchać futbolówki stoperowi Malagi. Na jego szczęście rozegrał bardzo dobre spotkanie, które ukoronował golem, dającym jego drużynie komplet oczek. Nie ma dlatego powodów, aby mocno pastwić się nad lewonożnym pomocnikiem.

klasyfikacje_10kolejka

Terminarz 11. kolejki (06-08.11.2015):
Piątek, 06.11:
Las Palmas – Sociedad (godzina 20:30)
Sobota, 07.11:
Celta – Valencia (16)
Levante – Deportivo (18:15)
Eibar – Getafe (20:30)
Rayo – Granada (20:30)
Malaga – Betis (22:05)
Niedziela, 08.11:
Athletic – Espanyol (12)
Barcelona – Villarreal (16)
Atletico – Sporting (18:15)
Sevilla – Real (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciej Bożek