La Liga gra: Madryt gra pod Barcelonę, Blaugrana ucieka

Poprzedni tydzień był w hiszpańskim futbolu dość specyficzny. Oprócz tradycyjnej, weekendowej kolejki fani śledzili także zaległe starcie z 16. serii gier, w którym zmierzyły się Sporting Gijon oraz Barcelona. Z kolei 25. kolejka stała pod znakiem hitu na Vicente Calderon, jakim była potyczka wicelidera (Atletico) z czwartą ekipą w lidze (Villarreal). Innymi ciekawymi spotkaniami były mecze między grającą coraz lepiej i niebezpieczną na swoim stadionie Malagą i Realem Madryt oraz Athletikiem Bilbao i Realem Sociedad. Tego ostatniego, czyli derbów Kraju Basków specjalnie zapowiadać nie trzeba. Barcelona mierzyła się z kolei z innym beniaminkiem, tym razem na Wyspach Kanaryjskich z Las Palmas. Zapraszamy na podsumowanie tygodnia z La Liga!

Zaległy mecz 16. kolejki:
12784777_1028946577161636_708786489_n

Barcelona w końcu mogła nadrobić zaległości związane z rozgrywkami ligowymi. Po dwóch miesiącach udało się rozegrać spotkanie przełożone z powodu udziału Katalończyków w Klubowych Mistrzostwach Świata. Początek starcia ze Sportingiem Gijon nie należał jednak do spacerków. Barca miała dłużej piłkę przy nodze i kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, ale to gospodarze przeprowadzili pierwszą groźną akcję. Wszystko rozpoczęło się od przechwytu, następnie przez pół boiska z piłką przy nodze popędził Alen Halilović, a w końcowej fazie zagrał do Alexa Menendeza, który jednak uderzył niecelnie. Pierwszą dogodną okazją dla Katalończyków był z kolei obroniony przez Cuellara strzał Suareza. To, co od pewnego czasu wydawało się nieuchronne, nadeszło w 25. minucie. Przed polem karnym futbolówkę otrzymał Leo Messi, który zdecydował się na uderzenie z ponad 20 metrów. Dwie minuty później dość niespodziewanie był znów remis. Sporting wyszedł z kolejną kontrą. Menendez zagrał wzdłuż bramki, a akcję zamykał Carlos Castro, który wykorzystał złe zachowanie obrony Blaugrany i skierował piłkę do siatki. Duma Katalonii także odpowiedziała błyskawicznie. W 31. minucie fenomenalną dwójkową akcję przeprowadzili Leo Messi z Luisem Suarezem. Ostatecznie to Urugwajczyk wyłożył futbolówkę na złotej tacy Argentyńczykowi, który mocnym uderzeniem pod poprzeczkę dał ponowne prowadzenie gościom. Jeszcze w pierwszej części piłkarze Luisa Enrique mieli szansę na zdobycie trzeciego gola i zamknięcie meczu, jednak ani Messi, ani Neymar nie uszczęśliwili swoich fanów. Nie był to bynajmniej koniec emocji. Po przerwie w roli głównej wystąpił Suarez. Najpierw nie wykorzystał jedenastki podyktowanej za przewinienie na Neymarze, by po pięciu minutach ograć w szesnastce rywala i uderzyć tak, że Cuellar nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Barca kontrolowała spotkanie i zasłużenie sięgnęła po trzy oczka, które od dwóch miesięcy były nieśmiało przypisywane obecnemu mistrzowi Hiszpanii. Teraz sytuacja w ligowej tabeli jest bardzo klarowna.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Alberto Lora, Igor Lichnovsky, Jorge Mere, Roberto Canella – Omar Mascarell, Nacho Cases – Pablo Perez (68′ Isma Lopez), Alen Halilović, Alex Menendez (74′ Alex Barrera) – Carlos Castro (68′ Jony Rodriguez)

Barcelona: Claudio Bravo – Aleix Vidal, Gerard Pique (81′ Marc Bartra), Jeremy Mathieu, Adriano – Sergio Busquets (80′ Javier Mascherano), Ivan Rakitić, Arda Turan – Lionel Messi, Luis Suarez, Neymar


Mecze 25. kolejki:
Levante 3-0 Getafe

Cztery – tyle meczów przegranych z rzędu miało na swoim koncie Getafe przed wizytą na Ciudad de Valencia. Levante także nie mogło pochwalić się dobrymi wynikami (trzy porażki), ale ich gra wygląda z tygodnia na tydzień coraz lepiej i pozwala mieć nadzieję na skutecznie wykonaną misję, jaką jest utrzymanie. Potyczka między obiema ekipami miała więc ogromne znaczenie w kontekście uniknięcia spadku. Gospodarze od samego początku przejęli inicjatywę. Już w pierwszych fragmentach świetną okazję miał Deyverson, ale snajper Granotas zachował się fatalnie, uderzając wprost w Vicente Guaitę. Dużo lepiej poradził sobie w 10. minucie najlepszy ostatnio piłkarz Żab, Jose Morales. Skrzydłowy przeprowadził indywidualną akcję na skrzydle, z dziecinną łatwością minął trzech zawodników Getafe i uderzeniem w długi róg nie dał szans bramkarzowi. Madrytczycy okazji mieli jak na lekarstwo, ale mimo wszystko była dobra okazja na wyrównanie. Nie wykorzystał jej jednak Alvaro Vazquez, któremu życie utrudnił wychodzący z bramki Diego Marino. Bierność przyjezdnych wykorzystali miejscowi. W 42. minucie w polu karnym pogubił się Santiago Vergini, który popełnił dwa błędy i sfaulował Moralesa. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Giuseppe Rossi. Przewaga z pierwszej połowy okazała się wystarczająca. Co prawda goście po przerwie spisywali się znacznie lepiej, ale było to za mało na dobrze dysponowanych przeciwników, zwłaszcza Marino. Dwukrotnie pomylił się Vazquez, a uderzenie Wandersona kapitalnie obronił golkiper. Niewykorzystane okazje zemściły się w 81. minucie. Morales zagrał do Joana Verdu, ten wyprowadził w pole Damiana Suareza, a następnie zdobył pierwszego gola w nowych barwach. Był to już ostateczny cios. Levante nie wydostało się jeszcze ze strefy spadkowej, ale złapało kontakt z drużynami znajdującymi się nad kreską. Getafe musi się natomiast obudzić, ponieważ obecna passa jest niepokojąca.

Składy:
Levante: Diego Marino – Jefferson Lerma, David Navarro, Carl Medjani, Tono – Joan Verdu, Verza, Simao Mate, Jose Morales (86′ Mauricio Cuero) – Deyverson (46′ Victor Camarasa), Giuseppe Rossi (76′ Victor Casadesus)

Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Karim Yoda – Juan Rodriguez (72′ Alvaro Medran) – Pedro Leon (58′ Wanderson), Victor Rodriguez, Pablo Sarabia, Moi Gomez (58′ Stefan Scepović) – Alvaro Vazquez


Las Palmas 1-2 Barcelona

Spotkanie z broniącym się przed spadkiem Las Palmas miało być dla Barcelony jedynie spacerkiem. Trio MSN cały czas nie zwalnia tempa i nawet atrybut własnego boiska nie wydawał się wystarczający na Blaugranę. Zgodnie z oczekiwaniami goście bardzo szybko objęli prowadzenie. Doskonale do akcji podłączył się Jordi Alba, którego wypatrzył Iniesta. Płaskie dogranie po ziemi pewnie wykorzystał Luis Suarez i na Estadio Gran Canaria zapowiadało się na pogrom. Nic bardziej mylnego. Już 4 minuty później znów mieliśmy remis. Po wrzuceniu piłki przed szesnastkę sprytnym podaniem popisał się Jonathan Viera, a Willian Jose, unikając pułapki ofsajdowej, pokonał Claudio Bravo. Barca znów ruszyła do ataku, choć gospodarze groźnie kontrowali oraz nękali podopiecznych Luisa Enrique pressingiem. Mimo swoich szans goście nie potrafili pokonać Javiego Varasa, którzy obronił między innymi strzał Iniesty. Bramkarz Las Palmas nie miałby za to nic do powiedzenia po uderzeniu głową Suareza, jednak Urugwajczyk nie wycelował w bramkę. Blaugrana dopięła swego tuż przed przerwą. Indywidualną akcję na skrzydle przeprowadził Suarez, dograł do Messiego, lecz strzał Argentyńczyka zdołał jeszcze sparować Varas. Nie miał jednak szans przy dobitce Neymara i Barcelona ponownie prowadziła. W drugiej odsłonie gry coraz groźniej nacierali gospodarze. Najlepszą sytuację miała jednak Duma Katalonii, gdy po długim podaniu do Alvesa, Brazylijczyk zagrał głową do wbiegającego Suareza, a El Pistolero trafił wprost w bramkarza. W ostatnich minutach Barca grała bardzo ekonomicznie, co mogło się zemścić. Kąśliwy strzał oddał Viera, Bravo odbił piłkę na obok i wydawało się, że Willian Jose musi trafić do siatki. Napastnik Las Palmas strzelił jednak tylko w boczną siatkę. W końcówce blisko zdobycia gola był jeszcze Sergio Araujo, lecz i on uderzył niecelnie. Osatecznie trzy punkty zgodnie z planem powędrowały do Barcelony, choć podopieczni Luisa Enrique na pewno nie zachwycili. Brawa z kolei należą się Las Palmas, które swoją nieustępliwą postawą było bardzo blisko wywalczenia remisu.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – Javier Garrido, Aythami, Pedro Bigas, David Garcia (86’ Nili) – Roque Mesa – Momo, Tana, Jonathan Viera (65’ Mauricio Lemos), Nabil El Zhar (75’ Sergio Araujo) – Willian Jose

Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Jeremy Mathieu, Javier Mascherano, Daniel Alves – Sergi Roberto (69’ Thomas Vermaelen), Arda Turan (46’ Ivan Rakitic), Andres Iniesta – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi


Espanyol 1-0 Deportivo

Espanyol to kolejna ekipa, która w ostatnich tygodniach notowała fatalne wyniki. Podopieczni Constantina Galki mieli przed spotkaniem z Deportivo tylko jeden punkt nad strefą spadkową, dlatego celem numer jeden była wygrana, zwłaszcza że rywale złapali ostatnio zadyszkę i są bardzo blisko wypadnięcia z pierwszej dziesiątki. Sytuacja goście skomplikowała się jeszcze bardziej w 26. minucie, gdy z boiska zejść musiał fundament linii obrony, Sidnei, kluczowy element w układance szkoleniowca. Brak ten był bardzo dostrzegalny, ponieważ Espanyol stworzył sobie kilka okazji, podczas których lepiej zachować mogli się defensorzy Depor. Najgroźniejszy okazał się strzał Felipe Caicedo i rykoszet, który po nim nastąpił. Ze wszystkim poradził sobie jednak German Lux. Papużki miały przewagę, były bardziej konkretne, ale ostatecznie do przerwy nie udało im się pokonać argentyńskiego portero. Sztuki tej nie dokonał także tuż po zmianie stron Marco Asensio. Hiszpan uszczęśliwił jednak kibiców na Power8 Stadium w 52. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony Burgui zgrał głową, a akcję wychowanków Realu zakończył właśnie Asensio, mocnym strzałem pod poprzeczkę otwierając wynik spotkania. Deportivo w żaden sposób nie potrafiło odpowiedzieć. Odczuwalny był brak Lucasa Pereza, najlepszego strzelca, ale także motoru napędowego swojej drużyny. Kolejne okazje były natomiast pod bramką Luxa. Hat-tricka skompletować mógł Asensio, gola mógł zdobyć też rezerwowy Gerard Moreno, ale bramkarz popisywał się widowiskowymi, czasem nawet szczęśliwymi interwencjami. Jak się okazało, trafienie z początku drugiej części było jedynym w tym meczu. Espanyol może chwilo odetchnąć, ale na odprężenie nie ma mowy – strefa spadkowa cały czas jest w nieznacznej odległości. Deportivo także musi się mieć na baczności – miejsca w górnej połowie tabeli z taką grą nie zagrzeją zbyt długo.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Victor Alvarez – Papakouli Diop, Abraham Gonzalez, Victor Sanchez (83′ Enzo Roco) – Marco Asensio, Felipe Caicedo (90+3′ Salva Sevilla), Burgui (71′ Gerard Moreno)

Deportivo: German Lux – Juanfran (68′ Luisinho), Alejandro Arribas, Sidnei (26′ Laure), Fernando Navarro – Alex Bergantinos, Celso Borges (78′ Fede Cartabia), Pedro Mosquera – Faycal Fajr, Oriol Riera, Luis Alberto


Betis 1-1 Sporting

Każda kolejka ostatnio zwiastuje nam wielkie emocje związane z walką o utrzymanie w lidze. Tym razem o ważne trzy oczka walczyli ze sobą beniaminkowie – Betis oraz Sporting Gijon. Goście z Asturii mieli tym razem mniej czasu na regenerację, ponieważ w środku tygodnia rozegrali intensywne spotkanie z Barceloną. Dlatego minimalnym faworytem wydawali się miejscowi i to nie tylko ze względu na lepsze położenie w tabeli. Pierwsza połowa okazała się jednak niewypałem. Niby akcje miały wysokie tempo, a żadna z ekip nie dała się zepchnąć do obrony, to jednak zabrakło klarownych okazji na zdobycie gola. Trochę więcej stworzyła sobie drużyna z Sewilli, ale próby Kadira czy Castro nie robiły wrażenia na Cuellarze. Bramkarz Sportingu zrobił jeden błąd, kiedy „wypluł” piłkę po strzale z 22. minuty, lecz szybko naprawił swoją niefortunną interwencję. Znacznie więcej emocji dostarczyła druga część spotkania, w której dość szybko futbolówkę do bramki skierował Ruben Castro. Arbiter jednak zdecydował się nie uznać gola i ta decyzja była słuszna, ponieważ napastnik Betisu znajdował się na spalonym. Gospodarze zaczynali przeważać, o czym świadczyła kolejna próba snajpera Verdiblancos oraz groźne uderzenie Montoyi w boczną siatkę. Tym bardziej kibice zgromadzeni na Benito Villamarin musieli być w szoku, kiedy prowadzenie obejmowali goście. Halilovic wyprowadził kontrę swojej drużyny po stałym fragmencie dla Betisu. Chorwat obsłużył podaniem Carlosa Castro, który przeprowadził indywidualny rajd, a następnie zakończył go podcinką nad interweniującym Adanem. Merino już szykował zmianę, ale niemalże w tym samym momencie jego podopieczni doprowadzili do wyrównania. Stały fragment gry wykonał Vargas, a wrzucił piłkę idealnie na nogę Pezzelli, który zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Betis odzyskał kontrolę nad meczem, ale nie potrafił rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Kwadrans przed końcem starcia Ruben Castro ponownie pokonał Cuellara, ale i tym razem sędzia zmuszony był nie uznać trafienia, ponieważ napastnik znowu znalazł się na spalonym. Gracz Betisu miał tego dnia wielkiego pecha, ponieważ w 83. minucie był bardzo bliski zdobycia przepisowego gola, ale Jorge Mere zdołał wybić piłkę niemal z linii bramkowej. Starania gospodarzy spełzły więc na niczym, dlatego obie drużyny podzieliły się punktami. Ten wynik bardziej odpowiada piłkarzom z Sewilli, choć po ostatnim gwizdku należy wnioskować, że Sporting powinien być zadowolony z choćby jednego oczka.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Martin Montoya, German Pezzella, Bruno Gonzalez, Juan Manuel Vargas – Charly Musonda, Petros (69′ Dani Ceballos), Alfred N’Diaye, Foued Kadir (79′ Jorge Molina) – Ricky van Wolfswinkel (53′ Joaquin), Ruben Castro

Sporting: Ivan Cuellar – Ognjen Vranjes, Luis Hernandez, Jorge Mere, Isma Lopez – Sergio Alvarez, Rachid Ait-Atmane – Carlos Carmona (85′ Alberto Lora), Alen Halilovic, Alex Menendez (69′ Jonathan Menendez) – Carlos Castro (81′ Jose Paolo Guerrero)


Celta 3-2 Eibar

Mecz na Estadio Balaidos był jednym z najlepiej zapowiadających się spotkań w 25. kolejce. Na terenie Galicji zmierzyły się ze sobą ekipy, które toczą bezpośredni bój o możliwość gry w europejskich pucharach w trakcie następnego sezonu. W trochę lepszym położeniu znajdowali się goście, czyli Eibar, którzy byli wyżej w tabeli, ale Celta wygrywając rywalizację, przeskoczyłaby Basków i znalazłaby się na szóstym miejscu. Na ławkę w drużynie gospodarzy powrócił kontuzjowany przez poprzednie tygodnie Nolito. Podopieczni Berizzo bez swojego lidera byli zdecydowanie lepszą drużyną. Początkowo stwarzali niegroźne okazje, głównie za sprawą uderzeń Wassa, ale z czasem rozkręcali się. W 19. minucie po pięknej akcji na jeden kontakt minimalnie spudłował Aspas. Napastnik spróbował swoich sił kilkadziesiąt sekund później, ale tym razem Riesgo zachował zimną krew i nie skapitulował. Bramkarz gości musiał wyciągać piłkę z siatki dopiero po pół godziny od momentu rozpoczęcia meczu. Błąd popełnił Mauro Dos Santos, który swoim niefortunnym zagraniem głową otworzył Aspasowi autostradę do bramki. Ten zachował się jednak zespołowo i podaniem obsłużył Guidettiego, który musiał tylko dołożyć nogę do tego zagrania. To nie był koniec bramek w pierwszej części, ponieważ przed zapraszającym na przerwę gwizdkiem arbitra, Jonny zdołał podwyższyć wynik. Był to gol z niczego, ponieważ boczny obrońca był na skraju pola karnego, oddał niezbyt dobry strzał, ale futbolówka po drodze odbiła się od jednego z zawodników Eibaru i w efekcie sprawiła psikusa Asierowi Riesgo. Niepocieszony trener Mendillibar postanowił w drugiej części dokonać szybkiej zmiany. Ściągnął bocznego obrońcę – Lillo – który miał na koncie żółty kartonik, a wprowadził innego defensora, lecz nastawionego bardziej na ofensywę, czyli Andera Capę. Ten jednak dość szybko został upomniany indywidualnie przez sędziego, status quo zostało utrzymane. W 58. minucie przyjezdni oddali pierwszy niezły strzał za sprawą Bastona, ale jemu było nadal daleko do ideału. Tymczasem Celta była bezkompromisowa i znów zadała cios rywalowi. Świetnym zagraniem z głębi pola popisał się Wass, które odebrał Mallo, a następnie skierował je do nabiegającego Guidettiego. Szwed wykorzystał nadarzającą się szansę i było już 3:0. Kibicom zdawało się, że spotkanie zostało już zamknięte, ale w końcówce zaczęły się dziać rzeczy niesamowite. Najpierw sędzia podyktował faul, ponieważ dopatrzył się zagrania ręką u Sergiego Gomeza. Do jedenastki podszedł rezerwowy Saul Berjon i zamienił ją na bramkę. W 87. minucie Baskowie złapali kontakt z rywalem za sprawą pięknego uderzenia Inuiego. Końcówka stała się bardzo nerwowa, Eibar rzucił wszystkie siły do ataku, ale nie zdołał odmienić losów meczu. Czerwoną kartkę powinien dostać pod koniec spotkania Ander Capa, ponieważ popełnił faul taktyczny, ale zamiast tego arbiter ukarał Nolito za protesty. Trzy oczka pozostały mimo wszystko na Balaidos, dzięki czemu Celta przeskakuje w tabeli podopiecznych Mendillibara.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Jonny – Daniel Wass (85′ Nemanja Radoja), Marcelo Diaz – Theo Bongonda (71′ Nolito), Pablo Hernandez, Iago Aspas – John Guidetti (78′ Claudio Beauvue)

Eibar: Asier Riesgo, Lillo (46′ Ander Capa), Mauro Dos Santos, Ion Ansotegi, David Junca – Gonzalo Escalante, Josip Radosevic (66′ Saul Berjon) – Jota Peleteiro, Adrian Gonzalez, Takashi Inui – Borja Baston (71′ Sergi Enrich)


Rayo 2-2 Sevilla

Zarówno Rayo, jak i Sevilla notują długą serię meczów bez porażki. O ile dla Rayo jest to całkiem pozytywna tendencja, o tyle dla Sevilli niekoniecznie, bowiem wyjazdowe remisy nie pozwalają graczom Unaia Emery’ego nadrabiać dystansu do czołówki. Tym razem miało być inaczej. Już w 10. minucie Sevilla wyszła na prowadzenie. Po rzucie rożnym zakotłowało się w polu karnym Rayo, a w całym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Steven N’Zonzi, który w odpowiednim miejscu i czasie dostawił nogę. Podobnie zachował się dziesięć minut później Vicente Iborra. Kevin Gameiro zagrał prostopadłą piłkę do Vitolo. Skrzydłowy gości oddał strzał, który odbił Juan Carlos. Bramkarz Rayo chciał jeszcze złapać futbolówkę, lecz przeszkodzili mu w tym nadbiegający zawodnicy. Z prezentu skorzystał Iborra i Sevilla prowadziła już różnicą dwóch bramek. Nieco później ten sam zawodnik powinien podwyższyć prowadzenie, jednak po świetnym podaniu kolegi trafił tylko w słupek. Po okresie fatalnej gry swoich podopiecznych zmian jeszcze w pierwszej połowie dokonał Paco Jemez. Ostatecznie przeprowadzone roszady okazały się bardzo korzystne. Właśnie wprowadzeni przez Jemeza Embarba i Manucho zmontowali bramkową akcję. Pierwszy z nich dośrodkował, a drugi pokonał Sergio Rico. Po zmianie stron kolejną stuprocentową sytuację stworzyła sobie Sevilla. Z prawego skrzydła dośrodkował Vitolo, piłkę w ekwilibrystyczny sposób przedłużył Gameiro, a Krohn-Dehli minimalnie chybił. Goście mimo niepowodzeń nadal starali się dobić przeciwnika. Blisko po rzucie rożny był Rami, niewiele brakowało też Gameiro. Mnogość niewykorzystanych sytuacji oczywiście się zemściła. Rajd prawą stroną boiska przeprowadził Bebe, dośrodkowanie Portugalczyka zamknął Miku i Rayo doprowadziło do remisu. Szanse na rozstrzygnięcie spotkania na swoją korzyść mieli jeszcze gospodarze, lecz Bebe po kolejnej indywidualnej akcji nieznacznie się pomylił. Ostatecznie Sevilla w niezwykle głupi sposób pozwoliła wydrzeć sobie zwycięstwo, które praktycznie miała już w kieszeni. Rayo z kolei pokazało charakter, dzięki czemu zdobyło ważny punkt.

Składy:
Rayo: Juan Carlos – Nacho (34’ Manucho), Ze Castro, Diego Llorente, Tito – Raul Baena (27’ Adrian Embarba), Roberto Trashorras – Bebe (77’ Chechu Dorado), Jozabed, Pablo Hernandez – Miku

Sevilla: Sergio Rico – Benoit Tremoulinas, Federico Fazio, Adil Rami, Coke – Steven N’Zonzi, Sebastian Cristoforo (65’ Daniel Carrico) – Michael Krohn-Dehli, Vicente Iborra (65’ Ever Banega), Vitolo (79’ Jewhen Konoplanka) – Kevin Gameiro


Malaga 1-1 Real

Trzy punkty – tylko to interesowało Królewskich, którzy chcieli utrzymać dystans do prowadzącej Barcelony. Malaga do łatwych rywali jednak nie należy, zwłaszcza na własnym boisku, o czym kilka tygodni temu przekonała się właśnie Blaugrana. Doświadczył tego też sam Real, dla którego początek spotkania był bardzo trudny. Podopieczni Zinedine’a Zidane’a wyszli na murawę rozkojarzeni, co chwilę popełniali błędy, a pomagali im w tym gospodarze, którzy grali bez żadnych kompleksów, stosując wysoki pressing i agresywanie atakując swoich rywali. Szybki odbiór futbolówki sprawił, że Andaluzyjczycy mieli szansę na kontry, które były dla Keylora Navasa niezwykle groźne. Do siatki nie zdołali jednak trafić Juanpi, Horta, Charles czy Cop, chociaż okazje ku temu były naprawdę dogodne. Piłkarze ze stolicy nie potrafili z kolei poradzić sobie ze szczelną defensywą miejscowych. Skruszyć ją udało się dopiero w 33. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego gola zdobył Cristiano Ronaldo, jednak trafienie nie powinno zostać uznane, ponieważ Portugalczyk znajdował się na metrowym ofsajdzie. Nie minęła minuta, a Malaga miała jeszcze większe kłopoty. Gwiazdora Realu w polu karnym sfaulował Weligton i arbiter został zmuszony do wskazania na jedenasty metr. Pewny egzekutor, jakim jest zazwyczaj Ronaldo, tym razem zawiódł i przegrał pojedynek z Carlosem Kamenim. Po zmianie stron jeszcze mocniej przycisnęli gospodarze. Ich ataki były coraz bardziej sensowne i skoordynowane, a ożywienie z ławki wniósł Pablo Fornals, który bardzo szybko wkomponował się w grę. Gracze Javiego Gracii swego dopięli w 66. minucie. Na lewej stronie urwał się Weligton, pozostając po rozegranym chwilę wcześniej kornerze, zagrał w pole karne, a akcję stoperów strzałem pod poprzeczkę wykończył Raul Albentosa. Królewscy zostali ugodzeni i w zasadzie do końca zawodów nie potrafili odpowiedzieć – ich atakom brakowało ostatniego zagrania, które mogłoby zaskoczyć obronę przeciwnika. Sama Malaga także nie przeprowadziła już skutecznej akcji i niezłe widowisko zakończyło się podziałem punktów, z którego najbardziej zadowoleni powinni być zawodnicy Barcelony.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Miguel Torres – Juanpi (89′ Duda), Recio, Ignacio Camacho, Ricardo Horta (63′ Pablo Fornals) – Charles, Duje Cop (81′ Roque Santa Cruz)

Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Nacho, Sergio Ramos, Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić, Mateo Kovacić – Isco (75′ James Rodriguez), Jese (61′ Lucas Vazquez), Cristiano Ronaldo


Bilbao 0-1 Sociedad

Wielkie Derby Basków to zawsze mecz o dużym ładunku emocjonalnym. Athletic w swoim ostatnim występie zaprezentował się bardzo dobrze na Santiago Bernabeu, choć poniósł porażkę. Sociedad z kolei miał na swoim koncie trzy zwycięstwa z rzędu. Już od początku spotkania bardzo aktywny był Jonathas. W pierwszych minutach wysłał w kierunku bramki przeciwnika strzał ostrzegawczy, lecz Iraizoz z nim sobie poradził, choć z problemami. Nieco później nie miał jednak szans. Carlos Vela wykorzystał błąd w ustawieniu obrońcy Athleticu i podał do Jonathasa. Brazylijczyk dobrze przyjął piłkę i mocnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik meczu. Ten sam zawodnik miał jeszcze jedną okazję po kontrze Sociedad, lecz tym razem nie włożył wystarczającej siły w uderzenie, dzięki czemu Iraizoz nie musiał wysilać się podczas interwencji. Jeszcze w pierwszej połowie doszło do kontrowersji, gdy Yuri w polu karnym bezpardonowo powstrzymał Inakiego Williamsa, wydaje się jednak, iż lewy obrońca gości wykonał czysty wślizg. Gospodarzom bardzo trudno konstruowało się akcje, byli za to groźni przy stałych fragmentach gry. Po jednym z nich Aduriz zmusił do interwencji Rulliego, ale bramkarz Sociedad stanął na wysokości zadania. Kropkę nad “i” mogli jeszcze postawić goście. Brak celności spowodował jednak, że wynik nie uległ już zmianie. Derby wygrał Sociedad i trzeba przyznać, iż było to zwycięstwo zasłużone. Athletic zawiódł swoją postawą, mimo przewagi własnego boiska.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Carlos Gurpegi, Aymeric LAporte, Oscar de Marcos – Mikel San Jose (77’ Ander Iturraspe), Benat – Inaki Williams (36’ Raul Garcia), Iker Muniain, Markel Susaeta (73’ Borja Viguera) – Aritz Aduriz

Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Inigo Martinez, Mikel Gonzalez, Aritz Elustondo – Diego Reyes (67’ Ruben Pardo), Asier Illarramendi, Xabi Prieto – Mikel Oyarzabal, Jonathas (90’ David Zurutuza), Carlos Vela (74’ Markel Bergara)


Granada 1-2 Valencia

Po wygranej Levante ekipa Granady spadła na ostatnie miejsce w tabeli. Każda zdobycz punktowa była zatem dla Andaluzyjczyków na wagę złota. Zadanie nie należało jednak do łatwych, bo Valencia zdaje się odradzać, a w meczu Ligi Europy pokazała swoją siłę, rozbijając Rapid Wiedeń. Mecz od początku należał do ciekawych. Oba zespoły nie zamykały się na własnych połowach, a szukały szans na zdobycie pierwszej bramki. Najlepszą okazję dla gospodarzy zmarnował Ruben Rochina. Rozgrywający miał mnóstwo miejsca tuż przed polem karnym, jednak jego uderzenie z pierwszej piłki minęło słupek bramki Diego Alvesa. W odpowiedzi dwie akcje przeprowadzili goście. W obu przypadkach konieczna była interwencja Andresa Fernandeza, który odbił strzały Paco Alcacera oraz Andre Gomesa. Druga część rozpoczęła się od błyskotilwej akcji Valencii. Gomes zagrał do Alcacera, a snajper w ładny sposób wyłożył futbolówkę Daniemu Parejo. Pomocnik Nietoperzy, wbiegający w pole karne, umiejętnie dołożył nogę i bez problemów pokonał golkipera miejscowych. Chwilę później wyrównać mógł David Barral, ale z kilku metrów trafił w poprzeczkę. Napastnik ten już nie takie sytuacje wykańczał, więc mógł sobie pluć w brodę. Co prawda po kilku sekundach skierował piłkę do bramki, ale był wówczas na spalonym. Na kolejną okazję trzeba było zaczekać aż do 90. minuty. Prostopadłe zagranie otrzymał Alcacer, który wykorzystał fakt, że większość graczy Granady zabrało się do ataków, i pognał sam na Fernandeza. Próba lobu okazała się nieskuteczna, ale z pomocą nadbiegł Santi Mina, który nie miał problemów z trafieniem do pustej bramki. Miejscowym udało się jeszcze zdobyć gola kontaktowego po dośrodkowaniu Rubena Rochiny i strzale Edgara Mendeza, ale na remontadę było już za późno. Valencia wygrała drugi mecz ligowy z rzędu i awansowała na jedenastą pozycję, z kolei Granada po raz kolejny okazała się gorsza od rywala i zamyka klasyfikację. Widmo spadku zagląda na Los Carmenes coraz wyraźniej…

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Miguel Lopes, David Lomban, Ricardo Costa, Dimitri Foulquier – Fran Rico, Ruben Perez (69′ Isaac Cuenca) – Isaac Success, Ruben Rochina, Adalberto Penaranda (46′ Edgar Mendez) – David Barral (62′ Youssef El-Arabi)

Valencia: Diego Alves – Joao Cancelo, Shkodran Mustafi, Aderlan Santos, Guilherme Siqueira (84′ Antonio Barragan) – Daniel Parejo, Enzo Perez, Andre Gomes – Sofiane Feghouli (78′ Santi Mina), Paco Alcacer, Denis Czeryszew (68′ Pablo Piatti)


Atletico 0-0 Villareal

Na zakończenie kolejki czekało nas hitowe starcie na szczycie tabeli. Na Vicente Calderon zmierzyły się ze sobą dwie drużyny, które w tym sezonie puszczają jak na razie najmniej trafień, czyli Atletico oraz Villarreal. Na papierze wydawało się więc, że przeznaczeniem tego meczu jest bezbramkowy remis, ale gospodarze grali na musiku, ponieważ Barcelona wygrała swój mecz, a Real Madryt zremisował, dzięki czemu można było jednocześnie cały czas myśleć o gonieniu lidera i powiększaniu przewagi nad rywalem zza między. Tym bardziej że w następnej turze spotkań podopieczni Simeone muszą pojechać na Santiago Bernabeu. Dobre humory przed tym starciem miały zapewnić trzy punkty zdobyte kosztem Żółtej Łodzi Podwodnej. Pierwsza część jednak nie pokazała tego, że Rojiblancos zależy na wygranej. Na pierwszą dogodną okazję musieliśmy poczekać aż do 43. minuty! Wtedy to Juanfran dośrodkował wprost na głowę Griezmanna, który poszukał długiego słupka, lecz minimalnie chybił. Wcześniej Los Colchoneros mieli swoje szanse, ale były one na tyle niegroźne, że nawet nie warto o nich wspominać. Najbardziej zadowoleni byli ci, którzy w niedzielny wieczór chcieli się wyspać, zamiast oglądać mecz na Vicente Calderon. Skoro pierwsze 45 minut było tak słabe, to przynajmniej można było optymistycznie zapatrywać się na grę po przerwie. Było lepiej, ale nie na tyle dobrze, aby można było oglądać spotkanie bez ucięcia sobie drzemki. Gospodarze rozpoczęli od dośrodkowania Correi, które dość niespodziewanie zamieniło się w strzał sprawiający wielkie problemy Areoli. Villarreal tym razem jednak odpowiedział i tym samym stworzył sobie najlepszą sytuację w całej rywalizacji. Rukavina wypuścił długim podaniem Bakambu, który zmarnował okazję „sam na sam” z Oblakiem. Później długo oglądaliśmy popis niemocy obu drużyn. Strzały nie były mocne, wpadały wprost w rękawice obu bramkarzy. Dopiero w doliczonym czasie niezłą szansę miał Vietto, ale został za bardzo „wygoniony” do linii końcowej, przez co oddanie celnego uderzenia z ostrego kąta okazało się niemożliwe. Wielki hit kolejki zakończył się tak, jak się tego spodziewano. Atletico podzieliło się punktami z Villarrealem. Madryt ewidentnie zagrał pod Barcelonę, a za tydzień derby stolicy… Znów ktoś straci oczka.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savic, Diego Godin, Filipe Luis – Koke, Gabi, Saul Niguez (81′ Matias Kranevitter), Angel Correa (69′ Luciano Vietto) – Antoine Griezmann (62′ Oliver Torres), Fernando Torres

Vilarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Daniele Bonera, Victor Ruiz, Eric Bailly – Antonio Rukavina, Bruno Soriano, Tomas Pina, Samu Castillejo (68′ Denis Suarez) – Roberto Soldado (63′ Adrian Lopez), Cedric Bakambu (82′ Leo Baptistao)


Mecz kolejki: Rayo – Sevilla 2:2

Liczby kolejki:
best_11_25kolejka

Piłkarz kolejki: Carlos Kameni (Malaga)
Szósta runda La Liga – Kameni zatrzymuje Real Madryt. Dwudziesta piąta – sytuacja się powtarza. Kameruński portero ma jakiś patent na Królewskich, bo w drugim meczu przeciwko madrytczykom gra jak kocur. Znakomity na linii, świetny refleks i przemyślane wyjścia do górnych piłek – oto obraz jednego z lepszych fachowców na tej pozycji w Hiszpanii. Co ciekawe, w starciach z Realem nie przepuścił ani jednego prawidłowego gola, wszak Ronaldo zdobył go w ten weekend, będąc na spalonym.

Cienias kolejki: Raul Baena (Rayo)
Zawodnik, który wyszedł w pierwszym składzie, nie doznał kontuzji i został zmieniony już w 27. minucie, nie może raczej zaliczyć swojego występu do udanych. Tak było właśnie w przypadku Raula Baeny. Zawodnik Rayo, delikatnie mówiąc, nie spisywał się zbyt dobrze na pozycji pivota, co przyczyniło się do decyzji Paco Jemeza o zmianie. To nie był najprzyjemniejszy poranek dla Baeny.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Remontada Rayo
Podopieczni Paco Jemeza znów udokumentowali swoją waleczność. Mimo dwubramkowej straty do Sevilli potrafili podnieść się z kolan i zdobyć dwa gole. Duża była w tym zasługa Paco Jemeza, który już w pierwszej połowie dokonał kluczowych roszad w składzie. Rayo było nawet blisko zwycięstwa, lecz w końcówce spotkania minimalnie pomylił się Bebe.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Real Madryt
Kolejny wyjazdowy mecz Realu i kolejne duże problemy. Królewscy zaprezentowali się na tle Malagi słabo, żeby nie powiedzieć: bardzo słabo. Pozytywnie nie wyróżnił się w zasadzie nikt, wszyscy grali ospale, bez pasji, popełniając kilka prostych błędów. Nie trzeba mówić, co by się stało, gdyby sędzia (słusznie) nie uznał gola Ronaldo. Kiepski obraz dopełnia jedenastka wykonywana właśnie przez niego. Nie mówimy, że Barca na obcych stadionach ostatnio zachwyca, ale chociaż osiąga korzystne rezultaty. Liga rozstrzygnięta? Powstrzymujemy się od tej tezy, ale coraz więcej ku temu przemawia.

Gol kolejki: Daniel Parejo (Valencia)
Pięknych, zapierających dech w piersiach uderzeń zabrakło, ale wyróżniliśmy piłkarzy Valencii, którzy stworzyli naprawdę widowiskową akcję. Andre Gomes zagrał w pole karne do Paco Alcacera, napastnik ładnie podbił piłkę, która spadła pod nogi wbiegającego w szesnastkę Daniego Parejo. Hiszpan precyzyjnym strzałem pokonał golkipera Granady i otworzył wynik meczu.

Pudło kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
Choć Suarez trafił do siatki Las Palmas, to nie może zaliczyć swojego występu do przesadnie udanych. Jeszcze w pierwszej połowie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przestrzelił, będąc w idealnej sytuacji. W drugiej części gry Urugwajczyk zmarnował jeszcze lepszą okazję, gdy po podaniu Daniego Alvesa znalazł się kilka metrów przed bramką. Oddał jednak strzał wprost w Javiego Varasa. Lider tabeli strzelców mógł w spotkaniu z Las Palmas błysnąć lepszą skutecznością.

klasyfikacje_25kolejka

Terminarz 26. kolejki (26-28.02.2016):
Piątek, 26.02:
Eibar – Las Palmas (godzina 20:30)
Sobota, 27.02:
Real – Atletico (16)
Getafe – Celta (18:15)
Sporting – Espanyol (18:15)
Betis – Rayo (20:30)
Sociedad – Malaga (22:05)
Niedziela, 28.02:
Villarreal – Levante (12)
Valencia – Athletic (16)
Deportivo – Granada (18:15)
Barcelona – Sevilla (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek