La Liga gra: Na szczycie bez zmian, walka o utrzymanie nabiera rozpędu

Gracze z klubów grających w La Liga nie mają chwili wytchnienia, nawet w środku tygodnia. To właśnie w tym terminie rozegrano 27. kolejkę ligową. Dwie najciekawsze potyczki rozgrywały się w Vigo i Maladze. Walczące o europejskie puchary Celta oraz Villarreal mierzyły się na Balaidos, z kolei próbujące dołączyć do europejskiego peletonu Malaga oraz Valencia – na La Rosaleda. Łatwiejsze przeprawy niż w poprzedniej rundzie czekały potentatów. Barcelona i Real grały na wyjazdach – odpowiednio z Rayo oraz Levante. Z kolei Atletico gościło Real Sociedad. Jakie rezultaty przyniosła ta seria gier? Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 27. kolejki:
Atletico 3-0 Sociedad

Atletico, chąc jeszcze choćby pomarzyć o mistrzostwie, musieli bezproblemowo wygrać na własnym obiekcie z Realem Sociedad. Kluczem do sukcesu miała okazać się szybko strzelona bramka, ponieważ o szczelność defensywy nie trzeba było się martwić. Był to wyjątkowy mecz dla Antoine’a Griezmanna, który w San Sebastian wypłynął na szerokie wody. On i jego koledzy zrealizowali plan w stu procentach. Już w ósmej minucie wyszli na prowadzenie, kiedy z prawej stony zagrywał Koke, a niefortunnie piłkę do własnej bramki skierował Diego Reyes. Podopieczni Eusebio Sacristana nie mieli pomysłu na grę, a w pierwszej połowie nie oddali nawet celnego strzału na bramkę Oblaka. Za to Rojiblancos naciskali i do przerwy spokojnie mogli prowadzić trzema golami. Najlepszą okazję zmarnował Luciano Vietto, który przegrał pojedynek z Geronimo Rullim. Po przerwie sytuacja nie uległa znaczej zmianie. Poza tym, że gospodarze spuścili trochę z tonu, dzięki czemu Real dochodził nawet do sytuacji. Zanim jednak tak się stało, to najpierw Saul Niguez po centrze Vietto doprowadził do rezultatu 2:0. Nie upłynęła godzina, a Rulli musiał wyciągać piłkę z siatki trzeci raz po tym, jak rzutu karnego nie zmarnował Antoine Griezmann. Arbiter podyktował jedenastkę za faul de la Belli na Francuzie w szesnastce. Później nadeszła chwila gości, w której mogli zdobyć dwie bramki. Najpierw z około 5 metrów nie trafił Vela, a następnie po centrze z rzutu rożnego piłka uderzyła w słupek bramki Oblaka. W ostatniej akcji meczu Correa jeszcze umieścił futbolówkę w siatce, ale sędzia Hernandez Hernandez słusznie nie uznał tego trafienia, ponieważ piłkarz znajdował się na spalonym. Atletico bezproblemowo rozprawia się z Realem Sociedad, a Oblak jest coraz bliżej zdobycia Trofeo Zamora.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Diego Godin (55′ Lucas Hernandez), Filipe Luis – Saul Niguez, Gabi (76′ Oliver Torres), Augusto Fernandez, Koke – Luciano Vietto, Antoine Griezmann (62′ Angel Correa)

Sociedad: Geronimo Rulli – Aritz Elustondo, Mikel Gonzalez, Diego Reyes, Alberto de la Bella – Xabi Prieto, Asier Illarramendi, Esteban Granero (59′ Ruben Pardo) – Bruma (83′ Eneko Capilla), Jonathas, Litri (59′ Carlos Vela)


Las Palmas 4-0 Getafe

Las Palmas bardzo na serio potraktowało misję utrzymania się w lidze. Po ograniu Eibaru, w środku tygodnia pojawiła się szansa na wygrzebanie ze strefy spadkowej. Piłkarze z Wysp Kanaryjskich podejmowali bowiem Getafe, które notuje niezwykle przykrą serię porażek. Choć dominacja gospodarzy nie była tak wielka jak mógłby wskazywać wynik, to trzeba przyznać, iż zaprezentowana przez nich skuteczność zasłużyła na oklaski. Już po kilku minutach wynik spotkania otworzył Willian Jose, wykorzystując piękne dośrodkowanie z prawej strony boiska. Jeszcze jednego gola dorzucił strzałem z karnego Jonathan Viera i po pierwszych 45 minutach Las Palmas prowadziło 2:0. W tym samym czasie Getafe z rzadka gościło pod polem karnym przeciwnika, choć raz przyjezdni byli bliscy złapania kontaktu po rykoszecie z rzutu wolnego. W drugiej odsłonie gry popis swoich umiejętności zaprezentował Tana. Zaledwie 4 minuty po wznowieniu doskonale odnalazł się w szesnastce przeciwnika, efektownym zwodem pozbył się obrońcy, po czym umieścił piłkę w siatce. W ramach odpowiedzi zaatakowało Getafe, a Javi Varas musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby zatrzymać strzał głową zawodnika gości. Z racji tego, iż w drużynie przyjezdnych nie wyróżniał się nikt, bohaterem postanowił zostać Alvaro Perreira. Najpierw zdecydował się na drybling przed własnym polem karnym, co skończyło się strzałem w poprzeczkę El Zhara, a swój występ podsumował czerwoną kartką w 65 minucie. Spotkanie z przytupem zakończył jeszcze Tana, który wykorzystał błąd w ustawieniu obrońców Getafe i bez problemów pokonał bramkarza. Las Palmas rozbiło rywala aż 4:0, a co ciekawe w meczu na Coliseum Alfonso Perez padł identyczny wynik, z tym, że dla Getafe. Forma graczy z przedmieść Madrytu sprawia, iż obecnie chyba każdy zespół La Liga chciałby się z nimi zmierzyć.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – Javier Garrido, Aythami, Pedro Bigas (80’ Juan Carlos Valeron), David Garcia – Roque Mesa – Mubarak Wakasao (14’ Nabil El Zhar), Tana, Jonathan Viera (67’ Montoro), Momo – Willian Jose

Getafe: Vicente Guaita – Alvaro Pereira, Juan Cala, Santiago Vergini, Emi – Alvaro Medran, Mehdi Lacen – Wanderson (55’ Alvaro Vazquez), Pablo Sarabia (61’ Moi Gomez), Karim Yoda – Stefan Scepovic (69” Pedro Leon)


Bilbao 4-1 Deportivo

Bardzo słabo spisuje się ostatnio Deportivo, jedna z rewelacji rundy jesiennej. Ekipa z Galicji osuwa się przez to w tabeli coraz bardziej, a kolejni mocni rywale tej sytuacji nie poprawiają. Athletic Bilbao na swoim stadionie nie zwykł takich meczów nie wygrywać, zatem zadanie przed piłkarzami Victora Sancheza było bardzo trudne. Gospodarze potwierdzili swoją przewagę już w 13. minucie. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła piłkę głową zgrał Raul Garcia, a z najbliższej odległości do siatki skierował ją Iker Muniain. Goście mieli bardzo mało do powiedzenia, to miejscowi częściej byli przy piłce i potrafili zrobić z niej użytek. Drugi gol padł dziesięć minut przed przerwą. Szybką kontrę wykończyli Markel Susaeta i Aritz Aduriz – jeden wyłożył futbolówkę przed pustą bramkę, a drugi dołożył nogę. Dość niespodziewanie w 51. minucie odpowiedzili goście. Lucas Perez wykorzystał złe ustawienie obrony, ograł Gorkę Iraizoza i podał do Oriola Riery. Trzeci gol w tym meczu i trzeci zdobyty w podobny sposób – praktycznie do pustej bramki. Nadzieje Deportivo na dobry rezultat trwały niecałe 120 sekund. Po raz kolejny w rolach głównych wystąpił duet Susaeta – Aduriz i znowu w tej samej konfiguracji. Tym razem snajper Lwów dopełnił formalności głową. Z kolei w 60. minucie skompletował hat-tricka, odnajdując się najlepiej w zamieszaniu w polu karnym Deportivo. Do końca spotkania nie wydarzyło się już zbyt wiele i trzy oczka zostały na San Mames. Athletic nie składa broni i walczy jeszcze nawet o czwarte miejsce.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Inigo Lekue – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (67′ Mikel Rico) – Markel Susaeta, Raul Garcia, Iker Muniain (73′ Mikel Balenziaga) – Aritz Aduriz (78′ Sabin Merino)

Deportivo: Stipe Pletikosa – Laure (46′ Juanfran), Alberto Lopo, Alejandro Arribas, Fernando Navarro (64′ Manuel Pablo) – Faycal Fajr, Celso Borges, Pedro Mosquera, Jonas Gutierrez (46′ Fede Cartabia) – Lucas Perez, Oriol Riera


Celta 0-0 Villareal

Na Balaidos mieliśmy okazję oglądać spotkanie, które było ważne dla układy tabeli w jej górnej części. Celta na własnym obiekcie podejmowała rozpędzony Villarreal, który nie chciał stracić dystansu do trzeciego w tabeli Realu Madryt. Goście w tym sezonie są bardzo dobrze zorganizowani w obronie, ale podobnie jak Atletico mają problemy ze strzelaniem wielu goli. Nietypowo, bo bardzo odważnie rozpoczęła Żółta Łódź Podwodna i w pierwszej części stworzyła wiele szans na zdobycie bramki. Praktycznie każdą z okazji wykańczał Bakambu, ale z jego skutecznością nie było za dobrze. Gospodarze także mieli dobre fragmenty. Świetną okazję na wyprowadzenie swojej drużyny na prowadzenie miał Guidetti, ale jego próbę wybronił Areola. Później wróciliśmy pod bramkę Alvareza, żeby ponownie oglądać Bakambu i jego nieudolność w wykonywaniu akcji. Jeszcze w pierwszej połowie otrzymał dobre podanie po odbiorze Leo Baptistao, ale tak długo zwlekał z oddaniem uderzenia, że golkiper gospodarzy miał czas, aby odpowiednio się ustawić i obronić to uderzenie. Po zmianie stron nie ujrzeliśmy już tak ciekawych szans na gola, ale jeśli ktoś miał ich więcej, to z pewnością Celta. Dwukrotnie pokonać Areolę próbował Wass, jedną próbę oddawał Marcelo Diaz, ale żaden z nich nie doprowadził do zmiany wyniku, który utrzymał się od pierwszej sekundy spotkania. Ten rezultat jest bardziej w smak gospodarzom niż gościom, którzy stracili kontakt z Królewskimi.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Jonny – Daniel Wass, Marcelo Diaz – Iago Aspas, Fabian Orellana, Nolito (88′ Nemanja Radoja) – John Guidetti (69′ Theo Bongonda)

Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Eric Bailly, Victor Ruiz, Antonio Rukavina – Denis Suarez, Tomas Pina, Manu Trigueros (75′ Bruno Soriano), Nahuel Leiva (65′ Adrian Lopez) – Cedric Bakambu, Leo Baptistao (63′ Samu Castillejo)


Malaga 1-2 Valencia

Valencia po dwóch zwycięstwach z rzędu zaczęła dawać oznaki życia, lecz ostatnia, dość bolesna porażka z Athleticiem znów sprowadziła podopiecznych Gary’ego Neville’a na ziemię. W ramach 27 kolejki Nietoperze czekał ciężki wyjazd do Malagi, która w dwóch poprzednich spotkaniach zanotował remisy z Realem Madryt i Sociedad. Mecz śmiało można nazwać popisem skuteczności obu zespołów, z zaledwie trzech celnych strzałów padło tyl samo bramek. Na naganę zasługuje jednak celność uderzeń Malagi i Valencii, bowiem prób niecelnych było dużo. Jako pierwsi do siatki trafili gospodarze za sprawą ładnego strzału Duje Copa. Ten sam zawodnik niecałe dziesięć minut później musiał opuścić boisko z urazem, lecz gra Malagi przesadnie na tym nie ucierpiała. Goście starali się odrobić stratę atakując głównie skrzydłami i właśnie jedna z akcji prawą stroną dała wyrównanie. Nie byłoby jednak bramki bez… Carlosa Kameniego, który chcąc zbić dośrodkowanie wrzucił futbolówkę do własnej bramki. Taki cios tuż przed przerwą odbił się negatywnie na Maladze. Po zmianie stron do głosu doszła Valencia, choć ich ataki nie były zbyt skomasowane. Okazały się jednak skuteczne. Andre Gomes doskonale dostrzegł wbiegającego w pole karne Czeryszewa, a Rosjanin tym razem dał powód do miłości kibicom Nietoperzy. Dzięki temu zwycięstwu Valencia wyprzedziła w tabeli Malagę i znalazła się na dziesiątym miejscu w tabeli. Gospodarze z kolei mimo przyzwoitej postawy w ostatnich spotkaniach z pewnością chcieliby nareszcie poznać smak wygranej.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Miguel Torres, Raul Albentosa, Igor Filipenko, Roberto Rosales – Gonzalo Castro, Ignacio Camacho, Recio, Juanpi (57’ Roque Santa Cruz) – Duje Cop (22’ Ricardo Horta) (74’ Christian Atsu), Charles

Valencia: Diego Alves – Jose Gaya, Shkodran Mustafi, Aderlan Santos, Antonio Barragan – Javi Fuego, Andre Gomes, Daniel Parejo – Denis Czeryszew (77’ Pablo Piatti), Paco Alcacer (90+1’ Ruben Vezo), Sofiane Feghouli (64’ Rodrigo Moreno)


Sevilla 1-0 Eibar

Dla obu zespołów mecz ten miał ogromne znaczenie. Między nimi było pięć punktów i wygrana gości mogła spowodować, że byłyby już w kontakcie. Walka o europejskie puchary powinna w tym sezonie rozgrywać się do samego końca. W zasadzie pierwsza groźna akcja przeprowadzona przez podopiecznych Unaia Emery’ego zakończyła się golem. Za lewej stronie przedarł się Michael Krohn-Dehli, który zagrał po ziemi w pole karne. Fernando Llorente przyjął futbolówkę i pewnie pokonał Asiera Riesgo. Baskowie, podrażnieni tak szybkim trafieniem gospodarzy, próbowali odpowiedzieć jak najszybciej. Napotkali jednak na mur, którym okazał się Sergio Rico. Młody Hiszpan popisał się kilkoma świetnymi interwencjami, które ratowały jego zespół. Rywale nie potafili znaleźć na niego sposobu. Z biegiem czasu coraz trudniej było im się przedrzeć także przez zasieki obronne. Otwierając się coraz bardziej, narażali się zaś na kontry. Jedna z nich powinna zakończyć emocje w tym spotkaniu, ale Ever Banega w sytuacji sam na sam uderzył wprost w golkipera. Sytuację gości skomplikowała jeszcze czerwona kartka dla Lillo Castellano i ostatecznie nie udało im się dogonić Sevilli. Kolejna porażka z rzędu Rusznikarzy, a już w weekend Barcelona…

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Daniel Carrico, Benoit Tremoulinas – Steven N’Zonzi, Sebastian Cristoforo – Jose Antonio Reyes (59′ Vitolo), Ever Banega (77′ Vicente Iborra), Michael Krohn-Dehli – Fernando Llorente (64′ Kevin Gameiro)

Eibar: Asier Riesgo – Lillo Castellano, Aleksandar Pantić, Ivan Ramis, David Junca – Gonzalo Escalante (85′ Saul Berjon), Dani Garcia, Josep Radosević, Adrian Gonzalez – Borja Baston, Sergi Enrich


Levante 1-3 Real

O stopniu trudności gry na Ciudad de Valencia przekonała się niedawno Barcelona, która wygrała co prawda 2:0, ale drugiego gola strzeliła dopiero w ostatnich minutach, a wcześniej Bravo miał wiele okazji do interwencji. Tym razem na obiekt Levante przyjechał Real Madryt, osłabiony brakiem wielu zawodników, jak np. Bale, Benzema, Ramos czy Marcelo. Mimo to nikt nie spodziewał się, żeby jedna ze słabszych drużyn w lidze mogła zagrozić faworytowi. Jednak do 10 minuty to miejscowi stwarzali lepsze wrażenie. Dobrą szansę miał Rossi, który porządnie sprawidził Navasa, ale ten był bardzo dobrze dysponowany. Z każdą minutą przewagę uzyskiwali goście, a prym w akcjach ofensywnych wiódł oczywiście Cristiano Ronaldo, który zmarnował dwie dobre szanse. Na skrzydle szalał Lucas Vazquez, który nie dawał odetchnąć obronie Levante. Gole przyszły dopiero w 34. minucie. Jak amator zachował się Orban, faulując wspomnianego Lucasa w polu karnym. Do rzutu karnego podszedł Cristiano Ronaldo i uderzył nie do obrony. Real poszedł za ciosem i już chwilę później prowadził 2:0. Uderzenie z dystansu Borjy Mayorala trafiło w słupek, ale piłka szczęśliwie dla napastnika odbiła sie od pleców Marino i wpadła ostatecznie do bramki. Levante było na widelcu, ale wtedy dał znać o sobie Deyverson. Kontra gospodarzy zakończyła się trafieniem Brazylijczyka po podaniu od Rossiego. To dawało podopiecznym Rubiego szanse na korzystny rezultat po przerwie. Tak się jednak nie stało. Real po przerwie był drużyną lepszą i nie pozwolił sobie na stratę bramki. Dopiero w 82. minucie groźny strzał oddał Ruben Garcia, ale obronił go Keylor Navas. Goście przypieczętowali zdobycie trzech oczek w doliczonym czasie gry, kiedy po podaniu Ronaldo Isco ustalił wynik na 1:3. Królewscy tym razem nie zawiedli.

Składy:
Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, Zouhair Feddal, Carl Medjani, Lucas Orban – Simao Mate (68′ Jose Verza) – Jefferson Lerma, Jose Morales, Victor Camarasa (72′ Ruben Garcia) – Deyverson, Giuseppe Rossi (63′ Victor Casadesus)

Real: Keylor Navas – Danilo, Pepe, Raphael Varane, Nacho – Casemiro (74′ Mateo Kovacic), Toni Kroos – Lucas Vazquez, James Rodriguez (80′ Isco), Cristiano Ronaldo – Borja Mayoral (86′ Jese)


Espanyol 0-3 Betis

Ważne starcie dla obu ekip, bo przed jego rozpoczęciem dzielił je jedynie jeden punkt. Wygrany mógł chociaż na chwilę zapomnieć o biciu się o utrzymanie i oddalić się od strefy spadkowej. Od samego początku widowisko miało niezłe tempo. Widać było, że zespołom nie zależy przede wszystkim na ryglowaniu dostępu do swojej bramki, ale też na atakowaniu. Już w 10. minucie do siatki trafił Ruben Castro. Z rzutu wolnego dośrodkował Juan Vargas, piłkę wzdłuż bramki zagrał German Pezzella, a stojący tuż przed nią Ruben Castro dopełnił tylko formalności. Betis nie chował się i poszedł za ciosem. Po kolejnych 10 minutach swojego gola zdobył Pezzella. Znakomicie na lewej stronie spisał się Charly Musonda, który z łatwością ograł Javiego Lopeza, a następnie wrzucił w szesnastkę, gdzie stoper wyprzedził obrońców gospodarzy i nie dał szans Pau Lopezowi. Drugie trafienie nieco uspokoiło piłkarzy z Sewilli, którzy nie forsowali tempa. Nie zamierzali tego jednak robić także przeciwnicy. Espanyol w pierwszej połowie nie oddał ani jednego celnego uderzenia na bramkę. Po przerwie ta statystyka poprawiła się nieznacznie, ale nie na tyle, by pomyśleć o pokonaniu Antonio Adana. Wykorzystał to Betis, który dwadzieścia minut przed końcem spotkania zadał ostateczny cios. Z ponad 20 metrów rzut wolny wykonał Ruben Castro, który tylko musnął futbolówkę. W kierunku bramki uderzył Juan Vargas – bomba, którą posłał, pozostała bez reakcji golkipera Papużek. Strzał był na tyle mocny i precyzyjny, że prawdopodobnie nie poradziłby sobie z nim nikt. Betis dowiózł do końca trzybramkową przewagę i powiększył przewagę nad Espanyolem do 4 punktów. Utrzymanie na Benito Villamarin coraz bliżej.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez (62′ Burgui), Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Victor Alvarez (46′ Enzo Roco) – Marco Asensio, Papakouli Diop, Victor Sanchez, Hernan Perez (79′ Abraham Gonzalez) – Gerard Moreno, Felipe Caicedo

Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero, German Pezzella, Bruno Gonzalez, Juan Vargas – Alfred N’Diaye – Alvaro Cejudo (79′ Joaquin), Fabian Ruiz (57′ Xavi Torres), Dani Ceballos (84′ Francisco Portillo), Charly Musonda – Ruben Castro


Granada 2-0 Sporting

W 27. kolejce mogliśmy oglądać bezpośrednie spotkania kandydatów do spadku, a jednym z takich meczów było z pewnością starcie Granady ze Sportingiem Gijon. Gospodarze w weekend odnieśli ważne zwycięstwo nad Deportivo. Goście z kolei zbierają punkty bardzo mozolnie, lecz nadal zachowują kontakt z bezpiecznym miejscem. Jak przedmeczowa sytuacja odniosła się do wyniku spotkania? Tak naprawdę Granada całkowicie zdominowała przeciwnika. Wszyscy zawodnicy zagrali na więcej niż przyzwoitym poziomie. W Sportingu widoczny był brak jakości, ale też pomysłu na stworzenie zagrożenia pod bramką rywala. Kibice pierwszego gola zobaczyli dopiero pop przerwie, gdy David Barral został sfaulowany przez Omara Mascarella, a jedenastkę pewnie wykorzystał El-Arabi. Rezultat już w doliczonym czasie gry ustalił Success, choć nie zachował się najlepiej w sytuacji, w której się znalazł, to przy dużej dozie szczęścia zdołał trafić do siatki. Sporting stać było jedynie na strzał w konstrukcję bramki Mascarella, lecz nie oddając żadnego celnego uderzenia w meczu ciężko myśleć o dobrym wyniku. Coś z pewnością musi się zmienić w grze piłkarz z Gijon, ponieważ na razie wraz z Levante są głównym kandydatem do spadku. Granada z kolei odniosła drugie zwycięstwo z rzędu i jeśli utrzyma dalej obecną dyspozycję, może nieco oddalić wizję pożegnania się z Primiera Division.

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, Ricardo Costa, Jean-Sylvain Babin, Miguel Lopes – Isaac Success, Fran Rico (64’ Ruben Perez), Abdoulaye Doucoure, Ruben Rochina (79’ Isaac Cuenca) – Adalberto Penaranda (68’ David Barral), Youssef El-Arabi

Sporting: Ivan Cuellar – Roberto Canella, Jorge Mere, Luis Hernandez, Ognjen Vranjes (85’ Dani Ndi) – Jony, Sergio Alvarez, Omar Mascarell, Alberto Lora – Carlos Castro (67’ Alen Halilovic), Antonio Sanabria


Rayo 1-5 Barcelona

W ostatnich spotkaniach Barcelona nie miewała problemów z Rayo. Tym razem plan Blaugrany był podobny, zwłaszcza, że rywale w wyścigu po tytuł wygrali swoje mecze. Nie można jednak zapominać, że drużyna Paco Jemeza jest nieobliczalna. Właśnie taki charakter szaleństwa miała cała rywalizacja. Już w pierwszej połowie działo się wiele. Najpierw fatalny błąd Juana Carlosa wykorzystał Ivan Rakitic, a zaledwie minutę później pomylił się arbiter, który nie dopatrzył się spalonego przy drugim golu Barcelony. Jeszcze przed przerwą sędzia wyrzucił z boiska Diego Llorente za bardzo niebezpiecznie wyglądające przewinienie, lecz to było zaledwie preludium do wydarzeń z drugiej połowy. Po zmianie stron Barcelona nadal dominowała na placu gry, a przewagę udokumentował drugą bramką Leo Messi. To jednak nie załamało graczy Rayo, którzy odważniej ruszyli do przodu dzięki czemu za sprawą Manucho zdobyli gola. Goście szybko chcieli wyjaśnić sytuację i uniknąć nieporozumień, dlatego też powrócili do intensywniejszej gry. Zaowocowało to rzutem wolnym tuż przed polem karnym. Wykonujący go Neymar trafił w poprzeczkę, a zmierzającego do dobitki Busquetsa podciął Iturra. Chilijczyk obejrzał za to zagranie czerwoną kartkę jednak Luis Suarez nie skorzystał z okazji i pomylił się z jedenastu metrów. Mimo to Rayo przez ostatnie 20 minut miało grać w dziewięciu, a to nie wróżyło nic dobrego. Barcelona nie szukała jednak efektownego pogromu. Gola do swojego dorobku dorzucił jeszcze Leo Messi, który po indywidualnej szarży po raz trzeci pokonał Juana Carlosa. Całą strzelaninę zakończył Arda Turan, dla którego było to pierwsze trafienie dla nowego klubu. Blaugrana wygrała bardzo pewnie po spotkaniu obfitującym w wiele wydarzeń. Choć podopieczni Paco Jemeza doznali dotkliwej porażki, to należy im pogratulować za futbol “na tak” nawet w osłabieniu.

Składy:
Rayo: Juan Carlos – Tito, Diego Llorente, Jose Crespo, Quini – Roberto Trashorras, Manuel Iturra – Bebe (69’ Antonio Amaya), Piti (55’ Joni Montiel), Adrian Embarba – Manucho (79’ Javi Guerra)

Barcelona: Claudio Bravo – Jerey Mathieu, Javier Mascherano, Gerard Pique, Sergi Roberto (71’ Aleix Vidal) – Sergio Busquets (76’ Thomas Vermaelen), Ivan Rakitic (65’ Arda Turan), Andres Iniesta – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi


Mecz kolejki: Levante – Real 1:3

Liczby kolejki:
best_11_27kolejka

Piłkarz kolejki: Aritz Aduriz (Athletic)
Snajper drużyny z Kraju Basków to obecnie chyba najchętniej widziany zawodnik w kadrze Hiszpanii przez kibiców. Faktycznie, zważając na to, że wielu napastników nie ma ostatnio najlepszego czasu, jego kandydatura musi być rozpatrywana poważnie. Aduriz jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Tym razem został bohaterem drużyny, strzelając trzy bramki Deportivo i walnie przyczyniając się do wygranej.

Cienias kolejki: Carlos Kameni (Malaga)
Po ostatnich dobrych występach Kameruńczyk zasłużył tym razem na miano cieniasa. Chciał dobrze, lecz efekt jego działania był pozytywny tylko dla rywala. Po dośrodkowaniu Paco Alcacera, Kameni wybił się powietrzu i w stylu Mariusza Wlazłego zbił piłkę do własnej bramki. Dość kuriozalny gol, lecz bardzo bolesny, przyczynił się walnie do porażki Malagi, a Kameni został jednym z winowajców tej porażki.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Las Palmas
Efektowne zwycięstwo Las Palmas nad Getafe było już drugą wygraną z rzędu zespołu z Wysp Kanaryjskich. Zawodnicy nie złożyli z pewnością broni w walce o utrzymanie. Mimo iż drużyna broni się przed spadkiem, nie przeszkadza to w pokazywaniu ładnych dla oka zagrań na boisku, jak choćby przyjęcie piłki przez Tanę przy jego pierwszym golu. Walka w dole tabeli może być nawet ciekawsza niż ta główna o mistrzostwo.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Diego Llorente
Dosyć karkołomne wydają się tłumaczenia młodego obrońcy Rayo po agresywnym faulu na Rakiticiu. Na jego nieszczęście powtórki wyraźnie pokazują, że sędzia błędu nie popełnił, a Chorwat miał fart, że wejście wyprostowaną nogą przez rywala nie skończyło się dla niego gorzej. Wejścia Llorente szkoda tym bardziej, ponieważ w pełnym składzie Rayo mogło stworzyć jeszcze dobre widowisko.

Gol kolejki: Juan Vargas (Betis)
Peruwiańczyk jest ostatnio w świetnej formie. Potwierdził to w kolejnym meczu z rzędu, będąc jedną z pierwszoplanowych postaci w starciu z Espanyolem. Spotkanie zakończył z bramką na koncie i to nie byle jaką. Lewy defensor uderzył z kilkudziesięciu metrów z rzutu wolnego. Zrobił to tak, że Pau Lopez nie miał nic do powiedzenia. Wszystko w tym uderzeniu zagrało – od odpowiedniej mocy aż po precyzję, golazo!

Pudło kolejki: Cedric Bakambu (Villarreal)
Napastnik Villarrealu w tej kolejce mógł samodzielnie przesądzić wynik spotkania z Celtą Vigo. W pierwszej połowie stworzył sobie minimum trzy szanse, które powinny zamienić się na bramki. Żółta Łódź Podwodna nie wygrała spotkania na Balaidos, więc Bakambu może sobie pluć w brodę, bo mógł i powinien zostać bohaterem swojej drużyny.

klasyfikacje_27kolejka

Terminarz 28. kolejki (01-03.03.2016):
Sobota, 05.03:
Real – Celta (godzina 16)
Villarreal – Las Palmas (18:15)
Getafe – Sevilla (20:30)
Deportivo – Malaga (22:05)
Niedziela, 06.03:
Betis – Granada (12)
Eibar – Barcelona (16)
Sociedad – Levante (18:15)
Sporting – Athletic (18:15)
Valencia – Atletico (20:30)
Poniedziałek, 07.03:
Espanyol – Rayo (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek