La Liga gra: Pierwsza strata punktów Barcelony i zmiana lidera

1411674087_952886_1411683451_portadilla_grande

Za nami pierwsza kolejka rozgrywana w środku tygodnia. Nakład meczów i mniej czasu niż w weekendy spowodował, że być może przegapiliście kilka ciekawych faktów z nią związanych. Najciekawiej zapowiadającym się starciem miały być powracające derby Galicji. Na własnym obiekcie Celta mierzyła się z Deportivo. Równie ciekawie powinno być w Sewilli, gdzie gospodarze podejmowali nieobliczalny Real Sociedad. Atletico jechało na niepewny teren do Almerii, a Barcelona do Malagi, gdzie w ostatnich latach osiągała bardzo dobre wyniki. Grający z meczu na mecz lepiej Real Madryt grał z kolei u siebie z Elche. Zapraszamy do naszego podsumowania!

Mecze 5. kolejki:
Real Elche

Na stadion rozpędzonego po dwóch festiwalach bramkowych Realu zawitało Elche. Po porażce w ostatniej kolejce z Eibar morale w zespole Frana Escriby nie było zbyt wysokie, więc do Madrytu jechali raczej po jak najniższy wymiar kary. W bramce nie oglądaliśmy Przemysława Tytonia, którego zastąpił Manu Herrera. Jego vis a vis był nie Iker Casillas, lecz Keylor Navas. Gospodarze zaczęli jednak spotkanie bardzo niemrawo. Los Blancos starali się prowadzić grę, ale to Elche groźnie kontrowało. Po jednym z takich wypadów żółtą kartkę otrzymał Carvajal, a pierwszy celny strzał w meczu oddał z rzutu wolnego Edu Albacar. Pojedynek nabrał jeszcze większych rumieńców, gdy w 14. minucie swój show rozpoczął sędzia spotkania Carlos Clos Gomez. W trakcie zamieszania po stałym fragmencie gry dopatrzył się przewinienia Cristiano Ronaldo na Mosquerze i wskazał na jedenasty metr. Faul był, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny. Rzut karny pewnym uderzeniem wykorzystał Albacar. Kibice Królewskich nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć, a już oglądali kolejną niebezpieczną kontrę gości. Tym razem skończyło się na żółtej kartce dla Marcelo i groźnym strzale z wolnego wspomnianego wyżej egzekutora „wapna”. Real w 20. minucie obudził się ze snu. Z prawej strony dośrodkował James, a piłkę głową do bramki obok źle ustawionego i nieporadnie interweniującego bramkarza skierował Gareth Bale. W 27. minucie postanowił o sobie przypomnieć sędzia Clos Gomez. Nabrał się na efektowny upadek Marcelo, mimo iż nogi Brazylijczyka nie miały styczności z nogami Mosquery i podyktował drugą jedenastkę w spotkaniu. Fatalny błąd arbitra został skrzętnie wykorzystany przez Ronaldo i Real już prowadził. Niedługo potem kibice na Bernabeu znów oklaskiwali Portugalczyka, który po wrzutce będącego w świetnej formie aktorskiej lewego obrońcy Królewskich nie dał szans w powietrzu obrońcom Elche i zdobył swojego drugiego gola. Wynik 3:1 utrzymał się do przerwy, chociaż gospodarze mieli jeszcze świetną okazję. Jednak piłkę po strzale Kroosa zdołał odbić Manu Herrera. Druga połowa nie była zbyt ekscytująca. Raz na dziesięć minut oglądaliśmy jedynie jakiś groźny strzał. Trochę ożywienia wniósł w 80. minucie arbiter, który przypomniał sobie, że dawno nie podyktował karnego. Ciężko stwierdzić po powtórkach czy Pasalić faulował Cristiano. Pewne jest jedno, strzałem z jedenastu metrów Portugalczyk skompletował hat–tricka. Potem Real poczuł krew i postanowił zdobyć jeszcze jedną bramkę. Udało się dopiero w doliczonym czasie gry, gdy podanie z głębi pola Bale’a wykorzystał Ronaldo. Po pokerze przeciwko Elche odjechał już na starcie w tabeli ligowych strzelców. Ciężko powiedzieć jak ułożyłoby się spotkanie, gdyby nie błędy sędziego. Mimo to Królewscy prezentowali się na tyle solidnie, że pewnie i tak zdołaliby zwyciężyć, tym bardziej że Elche w drugiej części meczu na połowie ekipy z Madrytu praktycznie nie gościło.

Składy:
Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal (65′ Alvaro Arbeloa), Raphael Varane, Sergio Ramos (82′ Nacho Fernandez), Marcelo – Asier Illarramendi, Toni Kroos, Isco, James Rodriguez (78′ Javier Hernandez) – Gareth Bale, Cristiano Ronaldo

Elche: Manu Herrera – Domingo Cisma, David Lomban, Sergio Pelegrin, Edu Albacar – Pedro Mosquera, Adrian Gonzalez (67′ Mario Pasalić) – Garry Rodrigues (78′ Cristian Herrera), Victor Rodriguez, Coro (61′ Faycal Fajr) – Jonathas

 

Celta Depo

Na Balaidos w końcu zawitały derby Galicji! Celta podejmowała Deportivo i była faworytem, co biorąc pod uwagę historię obu klubów było nie do pomyślenia. To miało również odzwierciedlenie w tabeli rozgrywek. Gospodarze szybko zadali pierwszy cios swojemu rywalowi. Piłka po wyrzucie z autu trafiła do Larrivey’a, ten zgrał ją do Nolito, który balansem ciała zwiódł obrońcę, a później płaskim strzałem w krótki róg zaskoczył bramkarza. Był to trzeci gol byłego gracza Barcelony w tym sezonie. Celta miała zdecydowanie więcej okazji na zdobycie bramki niż Deportivo, a kolejne szanse marnował Fabian Orellana. Piłkarze z La Corunii zdołali się tylko odgryźć ładną akcją Fariny z Postigą i podaniem tego drugiego do Medunjanina, który jednak z niedużej odległości nie trafił w światło bramki. Pierwsza połowa stała zatem pod znakiem dobrej gry Celty, ale druga nie rozpoczęła się już dla niej tak korzystnie. Prawą stroną zaatakował Juanfran, zagrał w pole karne, gdzie czekał już Cuenca, który po długim rogu, niezbyt mocnym uderzeniem, pokonał Alvareza. Po tym wydarzeniu miejscowi wzięli się w garść i zaczęli dążyć do odrabiania strat. Najpierw próbę Nolito wybronił Lux, a chwilę potem Krohna-Delhiego zatrzymała boczna siatka. W 72. minucie rzut rożny wykonywał Nolito. Najlepiej w powietrzu zachował się Larrivey, który idealnie obliczył tor lotu piłki, dzięki czemu jego uderzenie głową było precyzyjne i niesamowicie mocne. Lux nie mógł nic zrobić, a napastnik Celty mógł świętować trzecie trafienie w sezonie. Gospodarzom było mało, ale kolejne akcje paliły na panewce. Najpierw Orellany, a później bardzo dogodna, którą miał Larrivey. Wydawało się, że krzywda nie może się już stać zawodnikom z Vigo, ale wtedy to Sidnei wparował w szesnastkę, dośrodkował, a ręką odbił futbolówkę Cabral. Sędzia zdecydował się podyktować rzut karny. Naprzeciw Sergio Alvareza stanął Haris Medunjanin i nie wykorzystał tej okazji, ponieważ jego intencje znakomicie przeczytał bramkarz! W taki sposób Celta po dwóch remisach 2:2 nareszcie odniosła wygraną, choć pod koniec zrobiło się niesamowicie gorąco.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Carles Planas – Nemanja Radoja, Alex Lopez (67′ Augusto Fernandez), Michael Krohn-Dehli (90′ Sergi Gomez) – Fabian Orellana, Joaquin Larrivey, Nolito (84′ Jonny)

Deportivo: German Lux – Laure (78′ Jose Rodriguez), Alberto Lopo, Sidnei, Luisinho – Alex Bergantinos, Haris Medunjanin – Juanfran, Luis Farina (85′ Toche), Isaac Cuenca (70′ Ivan Cavaleiro) – Helder Postiga

 

Almeria Atletico

Stadion Almerii był areną jednego z trzech pierwszych środowych spotkań. Na Estadio de los Juegos Mediterraneos przyjeżdżał nie byle kto, bo aktualny mistrz kraju, w tym sezonie radzący sobie jednak różnie. Mimo tego, podopieczni Diego Simeone, który po raz kolejny był zmuszony zasiąść na trybunach (tak samo jak trener rywali, Francisco Rodriguez), plasują się w ścisłej czołówce ligowej tabeli. Pierwsza część wyraźnie zresztą pokazała, która drużyna walczy o wyższe cele. Madrytczycy kompletnie zdominowali grę, pozwalając swoim rywalom na zaledwie jedno uderzenie w światło bramki. Sami mieli takich cztery, ale nieco gorzej było z precyzją. Po rzucie rożnym mocno główką uderzył Diego Godin, ale zrobił to w sam środek bramki, dzięki czemu Ruben miał ułatwioną sytuację. Golkiper gospodarzy równie dobrze zachował się podczas prób Tiago i dwukrotnie Raula Garcii. W dużej mierze to jemu Almeria może zawdzięczać fakt, że po 45 minutach był cały czas bezbramkowy remis. Druga część pod względem przewagi zbyt wiele się nie różniła. Tym razem goście potrafili ją jednak wykorzystać. W 60. minucie z narożnika boiska centrował Koke, a w szesnastce najlepiej zachował się Joao Miranda, który celną główką otworzył wynik. Bramka ta potwierdza, że Rojiblancos stałe fragmenty mają opanowane do perfekcji i ciężko jest ich w tym elemencie gry powstrzymać. 10 minut później mogło być już 2:0, ale po solowej akcji Arda Turan nie zdołał wygrać pojedynku oko w oko z Rubenem. Przyjezdni mieli jeszcze swoje okazje – strzelali między innymi ponownie Miranda oraz Alessio Cerci, ale nikt z nich nie cieszył się z gola. Almerię stać było jedynie na kilka niecelnych uderzeń. Łącznie w całym spotkaniu piłka leciała w kierunku bramki Miguela Moyi tylko raz (w drugiej części ani razu), więc jest to wynik daleki od oczekiwań. Na pewno nie taki, który może pozwolić na zdobycie punktów z tak klasowym zespołem, jakim od kilku lat jest Atletico. Wobec tego Almeria cały czas plasuje się na początku drugiej dziesiątki, a mistrzowie Hiszpanii znajdują się w czubie tabeli.

Składy:
Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Mane – Fran Velez (64′ Fernando Soriano), Ramon Azeez, Verza – Wellington Silva (74′ Edgar Mendez), Tomer Hemed (64′ Thievy Bifouma), Jonathan Zongo

Atletico: Miguel Moya – Juanfran, Joao Miranda, Diego Godin, Guilherme Siqueira – Mario Suarez (46′ Saul Niguez), Tiago, Koke, Arda Turan (84′ Gabi) – Raul Garcia, Antoine Griezmann (68′ Alessio Cerci)

 

Eibar Villarreal

Estadio Municipal de Ipurua było świadkiem spotkania gospodarzy, czyli ekipy Eibar z przyjezdnymi z Villarreal. Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie, bo oba zespoły dotychczas uzbierały podobną ilość punktów; dzieliło je zaledwie jedno oczko. Klub z Baskonii spisywał się wyraźnie ponad stan, co mogło zdziwić wielu ekspertów. I zaczęło się zaskakująco, bo właśnie od gola podopiecznych Gaizki Garitano. Zamieszanie po jednym z dośrodkowań wykorzystał Albentosa, który znakomicie przyjął górną piłkę, wyprowadził w pole Mario, a później idealnie dograł do Arruabarreny, który musiał tylko dobić do pustej bramki. To drugie trafienie byłego napastnika Legii Warszawa w obecnym sezonie. Niedługo później centra Saula Berjona mogła zamienić się na idealnego loba, ale Asenjo był czujny. Ze strony Villarrealu odpowiadał Czeryszew, ale zatrzymała go poprzeczka. To było wszystko, co pokazali zawodnicy obu stron przed przerwą. Po przerwie znów od groźnego ataku rozpoczął Eibar. Dośrodkowanie z lewej strony wykańczał na długim słupku Ander Capa, ale zabrakło mu kilkunastu centymetrów, aby czysto zagrać futbolówkę. Bez tego jego próba była nieskuteczna. Drugą część od początku zagrał Bruno Soriano, który rozpoczął spotkanie na ławce i od razu poprawił grę gości. Rządził i dzielił w środku, dogrywał znakomite piłki, a to do Espinosy, a to do Moreno. Jedno z zagrań do tego drugiego przerodziło się w wyrównującego gola. Była to 71. minuta, a napastnik Vilarrealu dobrze przyjął sobie futbolówkę w polu karnym i po balansie ciała wpakował ją w długi róg bramki Irurety. Żółta Łódź Podwodna chciała iść za ciosem, a głównym bohaterem starań o zgarnięcie trzech punktów był Moreno, który jednak marnował kolejne okazje. Wtórował mu Vietto, który w jednej z sytuacji musiał tylko pokonać ostatnią przeszkodę – Iruretę – ale trafił wprost w niego. Bramkarz Eibaru musiał tylko jeszcze jeden raz się wysilić przy uderzeniu Moi Gomeza, a później mógł razem z kolegami świętować ważny punkt zdobyty z drużyną aspirującą do górnej części tabeli.

Składy:
Eibar: Xabi Irureta – Lillo – Raul Albentosa, Borja Ekiza, Abraham Minero – Derek Boateng (78′ Jon Errasti), Dani Garcia – Dani Nieto (46′ Ander Capa), Mikel Arruabarrena, Saul Berjon – Angel Rodriguez (67′ Javi Lara)

Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Gabriel Paulista, Antonio Rukavina – Jonathan dos Santos, Tomas Pina (46′ Bruno Soriano), Javier Espinosa, Denis Czeryszew (80′ Moi Gomez) – Ikechukwu Uche (46′ Luciano Vietto), Gerard Moreno

 

Rayo Athletic

Mecz pomiędzy Rayo a Athletikiem był starciem dwóch zespołów z dolnej części tabeli. O ile można zrozumieć tam obecność gracze spod Madrytu, o tyle aktualna forma podopiecznych Ernesto Valverde jest dużym zaskoczeniem in minus. Tym razem Baskom wcale nie musiało być łatwo ze względu na dobrą skuteczność napastnika gospodarzy, Bueno. Od pierwszych minut na boisku było dużo chaosu. Obie drużyny rywalizowały o przejęcie inicjatywy. Nic jednak takiego się nie stało, a zawodnicy z Bilbao prowadzili jedynie pod względem posiadania piłki. Błysk nastąpił w 21. minucie. Susaeta zagrał do Benata, a ten pięknym, otwierającym podaniem odnalazł wbiegającego w pole karne de Marcosa. Prawy obrońca dograł idealnie do Aritza Aduriza i snajperowi nie pozostało nic innego, jak skierować piłkę do pustej już bramki. Warto dodać, iż był to pierwszy celny strzał w spotkaniu. Po tym golu widać było więcej spokoju w poczynaniach gości, ale na placu gry nadal dominowała niedokładność, a przede wszystkim walka. W 39. minucie zaatakowało Rayo. Futbolówkę z prawego skrzydła ostro wrzucił Lica, a fatalny błąd popełnił Iraizoz. Interweniował tak nieporadnie, że przepuścił piłkę pod pachą, obrońcę uprzedził Leo Baptistao i wślizgiem zdobył bramkę. Dla gospodarzy, tak jak w przypadku Athleticu, był to pierwszy celny strzał. Popis skuteczności. W drugiej połowie zawodnicy nie wykazali się już tak chirurgiczną precyzją. W 50. minucie niebezpieczne dośrodkowanie Baptistao znalazło w polu karnym Licę, lecz jego strzał odbił Iraizoz. Do piłki dopadł bardzo aktywny w całym spotkaniu Kakuta, ale uderzył nad poprzeczką. W 64. minucie powietrzny pojedynek wygrał Aduriz, jego strzał wyłapał jednak Tono, który wyszedł na drugą połowę meczu zamiast Cristiana Alvareza. To był ostatni wart uwagi akord w ofensywie ze strony Basków. Później do głosu doszli gospodarze, ale nie potrafili stworzyć należytego zagrożenia pod bramką Athleticu. Ostrzeżenie wysłali dopiero w 87. minucie, kiedy główkę Manucho w środek bramki obronił bramkarz. Piłkarze Valverde nie wyciągnęli jednak wniosków i przegrywali w 89. minucie 2:1. Źle futbolówkę głową wybił jeden z obrońców gości, zebrał ją Kakuta i dograł do Leo Baptistao. Jego pierwszy strzał trafił w Iraizoza, lecz snajper Rayo poszedł za ciosem i wepchnął piłkę do bramki. Znów nie popisał się portero drużyny z Bilbao. Gracze Valverde oddali inicjatywę gospodarzom i nie dowiźli remisu do końca. Za to piłkarze z Estadio de Vallecas sprawiali wrażenie, jakby bardziej zależało im na zwycięstwie, aż w końcu dopięli swego. Ekipa Paco Jemeza przesunęła się więc w górę tabeli, a Baskowie pozostali na dnie.

Składy:
Rayo: Cristian Alvarez (46′ Tono Martinez) – Quini (28′ Tito), Ze Castro, Abdoulaye Ba, Emiliano Insua – Raul Baena, Roberto Trashorras – Lica (80′ Manucho), Alberto Bueno, Gael Kakuta – Leo Baptistao

Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Carlos Gurpegui, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Ander Iturraspe, Mikel Rico (90′ Gaizka Toquero) – Markel Susaeta (60′ Borja Viguera), Benat Etxebarria, Iker Muniain (81′Guillermo Fernandez) – Aritz Aduriz

 

Granada Levante

Potyczka między drużyną, która nie zaznała jeszcze goryczy porażki z tą, która nie zdobyła kompletu punktów i w dodatku nie strzelił żadnego gola. Co ciekawe, w naszym poprzednim zestawieniu jedną z nich wyróżniliśmy pozytywnie (Granada), a drugą negatywnie (Levante). Był to więc mecz pełen małych kontekstów. Lepiej rozpoczął się on dla faworyzowanych gospodarzy. Nieźle z przodu poczynał sobie Jhon Cordoba, ale żadna z jego prób nie zakończyła się dla zespołu pozytywnie. Z drugiej strony najgroźniejsi byli Jose Morales i Ruben Garcia, ale ani jeden, ani drugi nie potrafił pokonać Roberto. W 32. minucie goście byli blisko otwarcia worka z golami, ale nikt nie przeciął wrzutki z lewej strony boiska. W pierwszej części coś się działo, nie było to spotkanie monotonne. Goli jednak nie ujrzeliśmy. Chwilę po przerwie to już się zmieniło. Na indywidualną szarżę zdecydował się Ruben Garcia, którego nie potrafiło zatrzymać kilku rywali. Kiedy wydawało się, że za chwilę odda piłkę świetnie ustawionemu na skrzydle partnerowi, oddał strzał z około 20 metrów, którym nie dał szans golkiperowi rywali. Było to premierowe trafienie dla drużyny Levante w bieżącym sezonie. Stracona bramka podziałała mobilizująco na miejscowych. Sytuacje, jakie tworzyli, nie mogły jednak zaskoczyć Jesusa Fernandeza. Ani Darwin Machis, ani Javi Marquez nie skierowali futbolówki na tyle precyzyjnie, by zmieściła się ona między słupkami. W efekcie Andaluzyjczycy ponieśli pierwszą porażkę. Ich przeciwnicy z kolei w końcu zdobyli gola i trzy oczka, dzięki czemu choć na chwilę wydostali się ze strefy spadkowej.

Składy:
Granada: Roberto Fernandez – Allan Nyom, Jean Babin, Jeison Murillo, Dimitri Foulquier – Piti (59′ Juan Carlos), Manuel Iturra (46′ Javi Marquez), Fran Rico, Darwin Machis – Jhon Cordoba (59′ Isaac Success), Youssef El Arabi

Levante: Jesus Fernandez – Pedro Lopez, Hector Rodas, David Navarro, Tono – Victor Camarasa (80′ Simao Mate), Papakouli Diop (90+2′ Mohamed Sissoko), Ruben Garcia, Jose Morales (76′ Andreas Ivanschitz) – Victor Casadesus, David Barral

 

Malaga Barcelona

Na La Rosaleda przyjeżdżał niepokonany lider tabeli, który nie stracił jeszcze ani punktu, ani nawet bramki. Barcelona była faworytem spotkania, mimo że w pierwszej jedenastce nie ujrzeliśmy Daniego Alvesa, ponieważ w jego miejsce wskoczył debiutujący w koszulce wicemistrza Hiszpanii Douglas. I to on mógł już na samym początku sprezentować gola Maladze. Długą piłkę posłał Kameni, a Brazylijczyk nie zdecydował się na przecięcie zagrania głową. W konsekwencji podanie trafiło pod nogi Amrabata, ten ograł rywala, którego miał za plecami i płasko uderzył, ale na posterunku był Bravo. Później z rzutu wolnego próbował swoich sił Leo Messi, ale strzał nie okazał się groźny. Argentyńczyk kolejną szansę na trafienie miał po centrze Alby, ale uderzał klatką piersiową i w konsekwencji nie było to ani mocne, ani celne. Duet lewego obrońcy z „10” Barcelony funkcjonował całkiem dobrze, bo tworzył on kolejne szanse, m.in. tą, po której przed bramką minimalnie minął się z podaniem Messi. W pierwszej części nie zobaczyliśmy bramek, ale za to w drugiej była szansa, aby ją szybko obejrzeć, jednakże Bartra po dośrodkowaniu z narożnika boiska nieznacznie spudłował. Na murawie pojawili się Sandro oraz Munir, ale młodzież katalońska nie była w stanie odmienić wizerunku nieskutecznej Barcy. Za to w obronie kolejny raz zawiódł Douglas, który nie powstrzymał Amrabata od zagrania do Castillejo w polu karnym. Ten wycofał piłkę do Rosalesa, a ten bombowym strzałem minął się ze słupkiem o centymetry. Malaga stworzyła sobie jeszcze jedną szansę, która przy odrobinie szczęścia powinna zamienić się na gola. Rzut wolny z boku szesnastki wykonywał Camacho. Po jego uderzeniu w krótki róg Bravo pędził do piłki i zdołał ją sparować jedynie na słupek, który ostatecznie uratował Barcelonę przed utratą pierwszej bramki w sezonie. Brakowało błysku Messiego, który jednak przypomniał o sobie, a raczej przypomniał go Weligton, który po jednym z rajdów Argentyńczyka złapał go za twarz i powalił na ziemię. Obrońca broni się, że lider zespołu z Camp Nou prowokował go, a eksperci zastanawiają się czy defensor Malagi nie powinien obejrzeć czerwonego kartonika. Ostatecznie sędzia „podarował” mu ten w żółtym kolorze. Na sam koniec drugą identyczną sytuację miał Marc Bartra po kornerze, ale znów do szczęścia trochę zabrakło. Barcelona traci pierwsze oczka i pozycję lidera. Za to cały czas aktualny jest zerowy dorobek bramek straconych, co na pewno jest warte odnotowania.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Sergio Sanchez, Weligton, Miguel Torres – Sergi Darder, Ignacio Camacho, Duda (67′ Luis Alberto) – Samu Castillejo (77′ Juanmi), Juanpi (85′ Recio), Nordin Amrabat

Barcelona: Claudio Bravo – Douglas (73′ Adriano), Gerard Pique, Marc Bartra, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Andres Iniesta – Pedro (64′ Sandro), Leo Messi, Neymar (64′ Munir)

 

Sevilla Sociedad

W 4. kolejce Sevilla, w przemeblowanym względem poprzedniego spotkania składzie, podejmowała nieobliczalną drużynę Sociedad. Już na samym początku bardzo groźnie z rzutu wolnego uderzał Nico Pareja, jednak jego strzał zmierzający w okienko bramki gości doskonale sparował na rzut rożny Zubikarai. Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo. Chwilę później po przejęciu w środku pola goście popędzili z kontrą, piłka powędrowała do Castro który z trudnej pozycji próbował lobować, jednak trafił tylko w poprzeczkę. Kolejna akcja nie zapowiadała bramki, piłka leniwie wędrowała od nogi do nogi, aż dotarła na lewe skrzydło do Tremoulinasa, który wrzucił w pole karne, tam obrońcy urwał się Deulofeu i tylko dołożył nogę. W tym momencie gra się zatrzymała, nie było ani spektakularnych akcji, ani ambitnej walki. W drugiej połowie doskonałą sytuację miał Deulofeu, który popędził prawym skrzydłem, mijając obrońcę. Chyba tylko sam Gerard wie, dlaczego w tym momencie nie podał do środka do świetnie ustawionych partnerów. Warte odnotowania są również próby wprowadzonych po przerwie w drużynie gospodarzy Denisa Suareza i Aleixa Vidala., w obu przypadkach świetnie spisał się Zubikarai. Mecz zakończył się jednobramkowym zwycięstwem gospodarzy.

Składy:
Sevilla: Beto – Diogo Figueiras, Nico Pareja, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas – Stephane M’Bia, Grzegorz Krychowiak – Gerard Deulofeu (63′ Aleix Vidal), Ever Banega, Jose Antonio Reyes (70′ Denis Suarez) – Carlos Bacca (82′ Iago Aspas)

Sociedad: Enaut Zubikarai – Joseba Zaldua, Mikel Gonzalez, Inigo Martinez, Alberto De La Bella – Jon Gaztanaga, Esteban Granero, Chory Castro (75′ Yuri Berchiche), Sergio Canales (70′ Alfred Finnbogason), Xabi Prieto – Imanol Agirretxe (63′ Carlos Vela)

 

Espanyol Getafe

Przedostatnią potyczką był mecz między drużynami, które pod względem efektowności gry zajmowałby w tabeli jedne z ostatnich, jeśli nie dwa końcowe miejsca w klasyfikacji. Początek nam to doskonale potwierdził. Spotkanie było rwane, ani jedna, ani druga strona nie kwapiła się do wielkich ataków. Zespoły skupiły się na walce o środek pola, stąd sytuacji bramkowych było niewiele. Nieco więcej było natomiast strat. Pierwszą niezłą okazję mieli gospodarze. W pole karne piłkę wrzucił Salva Sevilla, a Sergio Garcia uderzył wprost w Vicente Guaitę. Z czasem Katalończycy prezentowali się jednak gorzej. U rywali pewniej czuli się Karim Yoda oraz Pablo Sarabia. Ten drugi zdecydował się na strzał z dystansu w 44. minucie. Na posterunku stał jednak Kiko Casilla. Ogółem pierwszą część można zaliczyć do tych nudniejszych w tej rundzie. Fakt, że lepsze wrażenie sprawiała ekipa Getafe, mówi wiele. Po przerwie od ataków rozpoczęli miejscowi. W 47. minucie obok bramki uderzył Victor Sanchez. Chwilę później odpowiedział Michel, ale po raz kolejny dobrze interweniował Casilla. W 52. minucie najlepszą szansę gości zmarnował Yoda, który po wbiegnięciu w pole karne, nie zdołał zmieścić futbolówki między słupkami. W 65. minucie ta sytuacja się zemściła. Do zgranej przed pole karne piłki doszedł Salva Sevilla, który zaliczył kapitalne podanie górą do Sergio Garcii. Snajper Espanyolu wie, co się robi w takich momentach i uderzeniem z pierwszej piłki pokonał bezradnego Guaitę. Kilka minut później swoich sił próbowali Christian Stuani i Sevilla, ale w pierwszym przypadku strzał wyblokowali obrońcy przeciwnika, a w drugim uderzenie było mocno niecelne. W 82. minucie piłkarze z Barcelony postawili jednak kropkę nad ‘i’. Z prawej strony ładną szarżą popisał się Lucas Vazquez i zagrał w pole karne. Tam w piłkę nie trafił Sevilla, ale za jego plecami czyhał Stuani. Co prawda pierwsza próba Urugwajczyka znowu została zablokowana, ale przy dobitce żaden gracz Getafe nie miał żadnych szans. Trafienie to praktycznie zamknęło mecz. Goście starali się jeszcze walczyć, ale były to tylko nieśmiałe próby, które nie mogły zakończyć się powodzeniem. Espanyol zaliczył więc pierwsze zwycięstwo, dzięki czemu awansował ze strefy spadkowej aż w okolicę środka zestawienia. Drużna z Madrytu znajduje się za to pod kreską.

Składy:
Espanyol: Kiko Casilla – Javi Lopez, Diego Colotto, Alvaro Gonzalez, Victor Alvarez (62′ Juan Fuentes) – Victor Sanchez, Jose Canas, Lucas Vazquez, Salva Sevilla – Sergio Garcia (90+1′ Alex Fernandez), Felipe Caicedo (55′ Christian Stuani)

Getafe: Vicente Guaita – Alvaro Arroyo, Naldo, Alexis Ruano, Roberto Lago (75′ Sergio Escudero) – Juan Rodriguez, Michel Herrero – Karim Yoda, Pablo Sarabia, Diego Castro (64′ Sammir) – Angel Lafita (73′ Baba Diawara)

 

Valencia Cordoba

W tym meczu Valencia walczyła o fotel lidera, Cordoba o sprawienie niespodzianki. Wyrównane było tylko 18 pierwszych minut, w których gracze Cordoby starali się dorównywać gospodarzom. Valencia dopięła swego w 22. minucie. Na prawej stronie obroną gości zakręcił Feghouli, po czym dośrodkował idealnie na głowę Paco, który świetnym strzałem umieścił piłkę w długim rogu bramki. Gracze Cordoby nie zdążyli otrząsnąć się po pierwszym ciosie, a gospodarze wyprowadzili już następny. W zamieszaniu podbramkowym piłka zostaje wycofana na jedenasty metr do nadbiegającego Jose Gayi, który silnym strzałem po ziemi zdobywa bramkę. Do końca pierwszej połowy to gospodarze utrzymywali się przy piłce, nie dając dojść do słowa zawodnikom Cordoby. Druga połowa to kolejne ataki gospodarzy, bardzo dobrze do gry wprowadził się wchodzący z ławki Gil, który od czasu do czasu nękał Juana Carlosa. Bardzo bliski zdobycia bramki był również Gomes, który po błędzie bramkarza strzelał z około 30 metrów. Goście zostali dobici w 73. minucie, kiedy to Gil prostopadle podał do Feghouliego, a ten świetnie wykończył akcję, strzelając na 3:0. Do końca meczu Valencia panowała nad sytuacją, nie dając Cordobie możliwości zmniejszenia strat. Spotkanie kończy się wynikiem 3:0, a gospodarze zostają nowym liderem ligi.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Joao Cancelo, Shkodran Mustafi, Nicolas Otamendi, Jose Gaya (53′ Lucas Orban) – Javi Fuego, Dani Parejo – Andre Gomes, Sofiane Feghouli (76′ Roberto Ibanez), Pablo Piatti (49′ Carles Gil) – Paco Alcacer

Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino, Inigo Lopez, Iago Bouzon, Damian Crespo – Abel Gomez, Aritz Garai (51′ Ryder Matos) – Fede Vico (60′ Mike Havennar), Borja Garcia (70′ Fidel), Fausto Rossi – Nabil Ghilas

 

Statystyki 5. kolejki:
- Padły 22 gole: 11 prawą nogą (50%), 6 lewą nogą (27%) i 5 główką (23%)
- Pokazano 57 żółtych i 0 czerwonych kartek
- Mecze oglądało 245,5 tysiąca widzów (24550 na mecz)

Mecz kolejki: Celta – Deportivo

Jedenastka kolejki:

5 kolejka

 

Piłkarz kolejki: Cristiano Ronaldo (Real)
Portugalczyk drugi raz z rządu zostaje przez nas uhonorowany. Nie da się ukryć, że dużą rolę odegrały cztery strzelone bramki, choć sama gra gwiazdora Realu także była bardzo dobra. Nie będziemy się rozdrabniać nad tym, w jakich okolicznościach ktoś trafia do siatki, ważny jest efekt. A ten jest taki, że CR7 odskoczył na dużą odległość rywalom w walce o tytuł króla strzelców.

Cienias kolejki: Gorka Iraizoz (Athletic)
Niepewność. To jedno z łagodniejszych słów, jakim można określić występ baskijskiego golkipera w meczu z Rayo. Pierwsza bramka Leo Baptistao w ogóle nie powinna mieć miejsca, ponieważ portero popełnił kuriozalny błąd i przepuścił piłkę pod brzuchem. Mogła być jakaś zdobycz punktowa, a po raz kolejny Lwy wracają z niczym. Niedobrze się dzieje.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Leo Baptistao (Rayo)
Syn marnotrawny – tak można nazwać napastnika Rayo. Odszedł z tego klubu do Atletico, a później do Betisu, co będzie wspominał niezbyt dobrze. Swoją formę postanowił odbudować na Vallecas i jak do tej pory miewał przeciętne występy. W tej kolejce pokazał instynkt strzelecki. Może jego bramki nie zachwyciły urodą, może i pomógł mu Iraizoz, ale to jest dobry sygnał dla kibiców Piratów – jest szansa, że Leo w końcu się odblokował.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Clos Gomez
Co poniektórzy mówią, że murawa na Bernabeu brutalnie łamała nogi Marcelo i Ronaldo. Inni powiadają, że Clos Gomez goni Leo Messiego w klasyfikacji asystentów. W sumie wszyscy mają rację. Najgorsze jest jednak to, że arbiter wszystko widział z bliskiej odległości. Może sędziemu potrzebne są dodatkowe wizyty u okulisty przed kolejną kolejką? Śmiejemy się z naszego podwórka, ale nawet w lidze hiszpańskiej zdarzają się takie babole.

Gol kolejki: Paco Alcacer (Valencia)
Będąc w doskonałej formie, napastnik Valencii, co dotknie, to zamienia w złoto (gole). Tym razem popisał się fenomenalną główką. Po świetnym dośrodkowaniu z prawej strony zbiegł on na krótki słupek i silnym uderzeniem skierował piłkę w dalsze okienko bramki strzeżonej przez bramkarza przeciwników. Warto dodać , że przez cały ten czas miał on na plecach nieodpuszczającego obrońcę. Nic dodać, nic ująć. Piękne golazo.

Pudło kolejki: Aleix Vidal (Sevilla)
Tym razem wchodzący z ławki Vidal miał doskonałą okazję w końcówce meczu. Piłka zagrana z lewej strony boiska po ziemi trafiła do niego na 6. metrze od bramki, a on, zamiast pewnie uderzyć, skierował piłkę wprost w stojącego na środku bramkarza przeciwników. Takimi zagraniami niestety nie wywalczy sobie miejsca w podstawowym składzie na stałe.

Klasyfikacje po 5 kolejce Terminarz 6. kolejki (26-28.09.2014): Terminarz 6 kolejka Już dziś startujemy z 6. kolejką! Mam nadzieję, że spotkania nikogo nie zawodzą, a weekend powinno być jeszcze lepiej, jeśli chodzi o emocje. Tę turę meczów rozpocznie pojedynek Elche z Celtą Vigo. Goście z Galicji są podbudowani zwycięstwem, które uratował im Sergio Alvarez. Natomiast piłkarze Frana Escriby za wszelką cenę będą chcieli wymazać blamaż w konfrontacji z Realem Madryt. W sobotę czekają nas już wielkie emocje. O 16.00 na El Madrigal Villarrel zagra przeciwko Królewskim. Dla Żółtej Łodzi Podwodnej remis z Eibar był czymś nie do pomyślenia, ale plamę będzie nieziemsko ciężko wymazać w meczu z podopiecznymi Ancelottiego, którzy chyba w końcu złapali swój rytm. Później przeniesiemy się na Camp Nou, gdzie Barcelona ugości Granadę, która w końcu przegrała spotkanie. Chluby nie przynosi jej to, że rywalem było Levante, które do tego starcia nie miało na swoim koncie choćby jednej bramki. Blaugrana za to będzie szukała bramek, bo w konfrontacji z Malagą skuteczność wyglądała blado. O 20.00 obejrzymy natomiast prawdziwy hit! Sevilla – zdobywca Ligi Europy i ekipa aspirująca do gry w Lidze Mistrzów w następnym sezonie podejmie na Ramon Sanchez Pizjuan drużynę Atletico Madryt! Oba kluby mają za sobą skromne wygrane 1-0 w poprzedniej kolejce. Chyba nikogo nie muszę zapraszać przed odbiorniki. Na koniec dnia dwa spotkania o tej samej porze – o 22.00. Derby Kraju Basków, czyli Bilbao-Eibar oraz Levante-Rayo. Tym razem nie zobaczymy żadnego spotkania w poniedziałek, więc kolejka zostanie zamknięta w niedzielę. W samo południe Getafe podejmie Malagę. Gospodarze będą szukali swojej formy w starciu z Malagą, której obrona na Camp Nou była naprawdę bardzo dobrze zorganizowana. Trzy oczka będą bardzo potrzebne piłkarzom z przedmieść Madrytu, ponieważ stawka zaczyna odjeżdżać, a oni grają bardzo przeciętnie. Pasmo wieczorne rozpoczniemy od meczu Almerii z Deportivo, aby o 19 przenieść się na Anoeta, aby zobaczyć w akcji drużyny z Sociedad i Valencii. Nowy lider La Liga będzie starał się utrzymać ten fotel. Sprawa wydaje się prosta, ale Real Sociedad to nieobliczalna ekipa w tym sezonie. Ostatnio zanotowała dwie porażki – z Almerią i w środę z Sevillą, ale też potrafiła dokonać remontady z Realem Madryt. Baskowie nie pozostają bez szans. Jako ostatni na murawę Nuevo Arcangel wejdą zawodnicy Cordoby i Espanyolu. Po wygranej Levante to właśnie beniaminek ligi zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Z kolei Katalończycy po pokonaniu Getafe wspięli się do środka tabeli i okupują 11. lokatę. Szansa na kolejny awans jest na wyciągnięcie ręki. Sami widzicie, że jest na co patrzeć w tej kolejce. Czy 6. seria spotkań przyniesie jakieś zmiany w tabeli? Ronaldo powiększy swój dorobek goli czy może gonitwa na czele z Paco Alcacerem zdoła zmniejszyć stratę? Czy Leo Messi w końcu zacznie zdobywać bramki zamiast asystować partnerów? To i więcej już od dzisiaj w lidze hiszpańskiej, serdecznie zapraszamy! Autorzy: