La Liga gra: Pokaz siły Barcelony przed klasykiem, mała remontada Sevilli

Jedenasta kolejka La Liga, ostatnia przez reprezentacyjną przerwą, obfitowała w kilka interesujących potyczek. Prawdziwym deserem (być może nieprzypadkowo ostatni mecz rundy) było starcie Sevilli z Realem Madryt. Kibice obu klubów mogli mieć w ostatnim czasie zastrzeżenia do gry swoich idoli, co tylko podgrzewało atmosferę. Emocji można było się także spodziewać w spotkaniach dwóch rewelacji początku rozgrywek. Villarreal nie miał zamiaru tanio sprzedać skóry Barcelonie, a Celta Vigo została sprawdzona przez Valencię. Teoretycznie łatwiej powinno mieć Atletico, które mierzyło się ze Sportingiem Gijon, ale wiemy, jak to jest w praktyce. Zapraszamy na La Liga gra, czyli podsumowanie weekendowych zmagań!

Mecze 11. kolejki:
Las Palmas 2-0 Sociedad

Spotkanie bardzo ważne dla obu ekip, tzw. za sześć punktów. Zarówno klub z Wysp Kanaryjskich, jak i Kraju Basków okupuje miejsce w dole tabeli, każde kolejne oczko jest więc na wagę złota. Wagę meczu można było wyczuć od samego początku, bowiem nikt nie kwapił się do gwałtownych ataków. Głównym zadaniem obu jedenastek było zabezpieczenie własnego pola karnego, co nie sprzyjało poziomowi widowiska. Kibice zostali wyrwani z letargu w 28. minucie. Z prawego skrzydła piłkę wrzucił David Simon, Vicente Gomez zgrał ją do wbiegającego Jonathana Viery, a ten bez problemów pokonał bramkarza Realu. Ładna koronkowa akcja, która pozwoliła mieć nadzieję na komplet punktów beniaminka, który nie zdarzył się już dość dawno. Goście próbowali odpowiedzieć jak najszybciej, jednak ich akcjom brakowało skutecznego wykończenia. Do dwudziestego metra od bramki Javiego Varasa nie wyglądało to najgorzej, później już z łatwością interweniowali obrońcy miejscowych. Do przerwy Las Palmas prowadziło zatem minimalnie, a niedługo po niej zadało drugi cios. Tanausu zagrał prostopadle do Sergio Araujo, a snajper z Argentyny pokonał swojego rodaka w bramce Basków. Podopieczni Davida Moyesa, nie czekając na dalszy los zdarzeń, konstruowali kolejne akcje. Zagrożenie pod bramką gospodarzy było nieco większe, jednak Varas popisywał się dobrymi interwencjami, które ostatecznie zapobiegły utracie bramki. Wygrana beniaminka sprawiła, że oba zespoły zrównały się pod względem punktów, jednak ekipa z Wysp Kanaryjskich cały czas okupuje miejsce w strefie spadkowej. Mizerne wyniki skłoniły zaś włodarzy Realu Sociedad do natychmiastowej reakcji. Pożegnano się ze szkockim szkoleniowcem, którego zastąpi Sergi Barjuan.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – David Simon, Aythami, Pedro Bigas, Javier Garrido – Nabil El Zhar (84′ Juan Carlos Valeron), Roque Mesa, Vicente Gomez, Jonathan Viera (67′ Momo) – Tanausu, Sergio Araujo (75′ Willian Jose)

Sociedad: Geronimo Rulli – Carlos Martinez, Diego Reyes, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Markel Bergara, Asier Illarramendi (70′ Ruben Pardo) – Carlos Vela (46′ Bruma), Xabi Prieto, Gonzalo Castro (57′ Sergio Canales) – Imanol Agirrtxe


Celta 1-5 Valencia

Jedno z najciekawszych spotkań tej rundy. Celta, która jest jedną z rewelacji pierwszych kolejek nowego sezonu, mierzyła się z Valencią, drużyną bardzo nierówną, którą dodatkowo targają konflikty wewnątrz szatni. Podopieczni Nuno Espirito Santo rozpoczęli sobotnią potyczkę tak, jakby mieli coś komuś do udowodnienia. Nietoperze grali z animuszem, byli bardziej zdeycdowani niż ich rywale i bardzo szybko przyniosło to skutek w postaci bramki. Nie minął jeszcze kwadrans, a goście rozegrali ładną, składną akcję. Dani Parejo w jej końcowej fazie zagrał do Paco Alcacera, a ten, wykorzystując bierność Fontasa, pokonał Alvareza. Na odpowiedź kibice Celtistas długo czekać nie musieli. Już po dziesięciu minutach miejscowi sprytnie rozegrali rzut rożny. W polu karnym piłkę głową dotykało łącznie trzech zawodników, ale dopiero ostatni z nich (Augusto Fernandez) skierował ją do siatki. Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, ale przez długi fragment gry działo się niewiele. Dopiero tuż przed przerwą kibiców z siedzeń wyrwał Dani Parejo. Kapitan Valencii fenomenalnie uderzył z rzutu wolnego z około dwudziestu metrów. Piłka została skierowana w samo okienko. Ostatnimi czasy ten stały fragment gry w jego wykonaniu jest wykonywany niemal tak samo pewnie jak rzuty karne. Gol do szatni uskrzydlił gości, którzy kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry zadali kolejny cios. Fatalnie zachował się Jonny, który sprezentował futbolówkę Paco Alcacerowi. Hiszpan takich prezentów nie zwykł marnować i spokojnie umieścił futbolówkę obok Sergio Alvareza. Gracze ze stolicy Lewantu nie zamierzali na tym poprzestawać. W 65. minucie jakiekolwiek nadzieje gospodarzy rozwiał znakomity tego dnia duet Alcacer – Parejo. Tym razem asystentem był napastnik, który w tempo wypuścił swojego kolegę. Dzieła zniszczenia w ostatnim kwadansie dopełnił Shkodran Mustafi, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego Daniego Parejo. Ostatecznie Valencia dość niespodziewanie gromi Celtę Vigo i doskakuje do czołówki, która robi się coraz ciaśniejsza.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Sergi Gomez, Andreu Fontas, Jonny Castro – Augusto Fernandez, Daniel Wass (67′ Nemanja Radoja), Pablo Hernandez – Fabian Orellana (83′ Dejan Drazić), Iago Aspas (74′ John Guidetti), Nolito

Valencia: Jaume Domenech – Antonio Barragan, Shkodran Mustafi, Ruben Vezo, Jose Gaya – Javi Fuego, Daniel Parejo (81′ Danilo Barbosa), Andre Gomes – Joao Cancelo, Paco Alcacer (68′ Pablo Piatti), Zakaria Bakkali (52′ Santi Mina)


Levante 1-1 Deportivo

Oba zespoły nie rozpieszczają ostatnio swoich fanów. Zgoła odmienna jest jednak sytuacja w tabeli. Deportivo cały czas utrzymuje się w górnej części tabeli, mając (na razie) dość bezpieczną przewagę nad strefą spadkową. W niej znajduje się z kolei Levante, które w poprzednich trzech (przegranych) spotkaniach straciło łącznie aż dziesięć goli, nie strzelając przy tym żadnego. Nieznacznym faworytem wydawali się więc przyjezdni z Galicji, co potwierdzali od pierwszego gwizdka sędziego. Już w 17. minucie do bramki mógł trafić Sidnei, jednak strzał główką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zatrzymał się na poprzeczce. Żadnej pomyłki nie było za to pięć minut później. Prostopadłą piłkę jeszcze z własnej połowy zagrał Jonas Gutierrez, Lucas Perez wykorzystał nieudaną pułapkę ofsajdową i pognał w kierunku bramki. Uderzenie lewą nogą było poza zasięgiem broniącego Rubena i to goście wyszli na prowadzenie. Podrażnione Żaby ruszyły do odrabiania poniesionych strat. Swojego trafienia szukali między innymi Ruben Garcia i Roger, jednak do szczęścia brakowało im dosłownie centymetrów. Wyrównanie przyszło dość niespodziewanie w 53. minucie. Rzut wolny z ponad 20 metrów wykonywał Victor Camarasa. Hiszpan nie uderzył jednak zbyt precyzyjnie, ponieważ futbolówka zmierzała blisko środka bramki. German Lux był chyba jednak nieco zasłonięty i nie dał rady wybronić tego uderzenie. Golkiper zrehabilitował się w jednej z późniejszych akcji, instyktownie broniąc próbę Moralesa z bliskiej odległości. Do końca nieco więcej z gry mieli co prawda miejscowi, ale to Deportivo miało groźniejsze sytuacje. Najpierw odbite uderzenie Lucasa sprzed linii bramkowej wybił Feddal, a bombę Mosquery z dystansu z najwyższym trudem wybronił Ruben. Do końca meczu żaden strzał nie zaskoczył już golkiperów, więc zespoły podzieliły się punktami. Taki wynik niewiele wniósł w sytuację obu drużyn w tabeli.

Składy:
Levante: Ruben Martinez – Pedro Lopez, David Navarro, Zouhair Feddal, Tono – Simao Mate, Victor Camarasa, Jefferson Lerma (46′ Victor Casadesus) – Jose Morales (79′ Verza), Roger (65′ Nabil Ghilas), Ruben Garcia

Deportivo: German Lux – Laure (88′ Cani), Alejandro Arribas, Sidnei, Fernando Navarro – Pedro Mosquera, Celso Borges – Fede Cartabia (59′ Oriol Riera), Faycal Fajr, Jonas Gutierrez (59′ Juanfran) – Lucas Perez


Eibar 3-1 Getafe

Bardzo dobra postawa Eibaru w obecnych rozgrywkach to aktualnie jedno z większych zaskoczeń. Baskowie, którzy utrzymali się w dość kontrowersyjnych okolicznościach, dziś znajdują się na miejscu gwarantującym grę w europejskich pucharach. Kolejną okazją do powiększenia punktowej zdobyczy miało być spotkanie z Getafe. Podmadrycki klub po serii udanych występów przystępował do sobotniej potyczki po dwóch porażkach z rzędu i na Ipurua nie był typowany na faworyta. To jednak goście jako pierwsi mogli objąć prowadzenie. Już w 5. minucie oko w oko z Irureta stanął Alvaro Vazquez, lecz jego strzał z woleja nie był wystarczająco precyzyjny. Kilka minut później swoich sił próbował jeszcze Pablo Sarabia, myląc się nieznacznie, a potem… bramkę zdobyli gospodarze. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego futbolówkę trafiła pod nogi Sergiego Enricha, a napastnik Eibaru sytuacyjnym strzałem dał swojej drużynie prowadzenie. W 23. minucie odpowiedzieli goście. Lafita podał do Victora Rodrigueza, który ładnym zwodem minął obrońcę, podprowadził nieco piłkę i pięknym, plasowanym uderzeniem ulokował futbolówkę w siatce. To nie był koniec emocji w pierwszej połowie. Jeszcze przyjemniejszego dla oka gola postanowili zdobyć gospodarze. Na lewym skrzydle z defensorami Getafe zabawił się Saul Berjon, mijając swoich przeciwników niczym tyczki. Na koniec wyłożył piłkę do Sergi Enricha i po strzale przy słupku napastnik Eibaru mógł cieszyć się z dubletu. Wynik utrzymał się do przerwy. Po wznowieniu gry oba zespoły próbowały skonstruować akcje bramkowe. Pod obiema bramkami było groźnie, lecz żadnej z okazji nie można było nazwać stuprocentową. Przełamanie nastąpiło dopiero w 60. minucie. Baskowie ruszyli z dość przeciętnie zapowiadającą się akcją, dodatkowo małą liczbą zawodników. Obrońcy Getafe postanowili jednak wydatnie pomóc rywalom, oddając im futbolówkę w posiadanie zaraz po przejęciu. Wszystko skończyło się faulem na napastniku Eibaru, czerwoną kartką dla Damiana Suareza i jedenastką pewnie wykorzystaną przez Saula. Nieco później dzieła zniszczenia mógł dopełnić jeszcze Escalante, lecz jego uderzenie wylądowało na poprzeczce. Eibar odniósł piąte zwycięstwo w sezonie i dzięki temu piłkarze z małego miasteczka pokazują aktualnie plecy między innymi Valencii i Sevilli. Goście z kolei, jeśli myślą o przełamaniu złej passy, muszą zdecydowanie poprawić skuteczność.

Składy:
Eibar: Xabi Irureta – David Junca, Mauro dos Santos (63’ Lillo), Aleksandar Pantic, Ander Capa – Saul Berjon, Gonzalo Escalante (87’ Inigo Barrenetxea), Eddy, Keko – Sergi Enrich (80’ Mikel Arruabarrena), Borja Baston

Getefe: Vicente Guaita – Roberto Lago, Alexis Ruano, Emiliano Velazquez, Damian Suarez – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez – Angel Lafita, Victor Rodriguez (84’ Moi Gomez), Pablo Sarabia (62’ Santiago Vergini) – Alvaro Vazquez (70’ Stefan Scepovic)


Rayo 2-1 Granada

Spotkanie pomiędzy dwoma drużynami, którym zdecydowanie się nie wiedzie. Trzy oczka każdej z ekip były potrzebne jak tlen, więc zapowiadała się ciekawa walka w dolnych rejonach tabeli. Początek meczu zdecydowanie nie zawiódł. Błąd w wybiciu zaliczył Biraghi, piłka została przejęta przez Rayo, zagrana z prawej strony do środka, a tam Pablo Hernandez wyłożył ją Javiemu Guerze, który posłał ją do siatki. W 10. minucie sytuacja gości zrobiła się jeszcze gorsza. Znów niezbyt dobrze wybijał Biraghi, po czym futbolówkę dostał Bebe. Jego dośrodkowanie odbiło się jeszcze od nogi obrońcy, ale zostało wykończone ponownie przez Guerrę. Napastnik Rayo szybko zapisał na koncie dwa trafienia. Chwilę później jednak Rayo zostało brutalnie sprowadzone na ziemię przez to, że Ze Castro otrzymał swoją drugą żółtą kartkę po zaledwie 20 minutach gry. Szybko po tym wydarzeniu okazję miał były gracz klubu z Vallecas – Piti, ale jego próba z bliska została obroniona przez Tono. Okazało się, że ta szansa była najlepsza, jeżeli chodzi o próby Granady. W późniejszym czasie zawodnicy z Andaluzji nie zdołali już w podobnym stopniu zagrozić bramce gospodarzy, choć do siatki trafili. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bramkę głową zdobył Babin. W ostatnich fragmentach spotkania Paco Jemez był jeszcze zmuszony dokonać zmiany na pozycji bramkarza, ale nie wpłynęło to na końcowy wynik. Juan Carlos nie wpuścił więcej bramek, dzięki czemu Rayo zdobyło ważne trzy oczka.

Składy:
Rayo: Tono Martinez (79’ Juan Carlos) – Tito, Diego Llorente, Ze Castro, Razvan Rat – Roberto Trashorras, Raul Baena – Adrian Embarba, Pablo Hernandez (75’ Patrick Ebert), Bebe (30’ Chechu Dorado) – Javi Guerra

Granada: Andres Fernandez – Miguel Lopes, Jean-Sylvain Babin, David Lomban, Cristiano Biraghi (69’ Edgar Mendez) – Ruben Perez, Rene Krhin – Piti, Javi Marquez (46’ Ruben Rochina), Robert Ibanez (46’ Thievy) – Youssef El-Arabi


Malaga 0-1 Betis

Małe derby Andaluzji na La Rosaleda, czyli starcie Malagi z Betisem. Beniaminek z Sevilli nie potrzebował wielkiej ilości czasu, aby stać się groźnym rywalem dla każdej drużyny z Primera Division. Gospodarze nie mogli o sobie powiedzieć, że znajdują się w wielkiej formie, więc Verdiblancos mogli liczyć na korzystny rezultat. Mecz był bardzo wyrównany, obie drużyny wymieniały się ciosami, ale między słupkami bardzo dobrze spisywali się Adan oraz Kameni. Pomimo tego Malaga miała dwie całkiem dobre szanse, aby wyjść na prowadzenie. Najlepszą zmarnował Tighadouini po rajdzie środkiem boiska. Piłka minęła słupek zaledwie o metr. Następnie Juan Carlos z ostrego kąta trafił tylko w Adana, a miał dużo miejsca i czasu, aby przymierzyć lepiej. Po zmianie stron trafienie szybko zanotował Betis, a konkretnie Ruben Castro. Obrona Malagi popełniła błąd, a wykorzystał to snajper gości, który doszedł do okazji „sam na sam” z Kamenim i sprytnym uderzeniem go pokonał. W odpowiedzi genialną szansę miał Charles, który strzelał z powietrza, ale na linii bramkowej stał Adan i popisał się niesamowitym refleksem, broniąc tę próbę. Końcówka należała już całkowicie do gospodarzy, którzy mimo starań nie odrobili strat, a najlepszą szansę w ostatnich fragmentach widowiska zmarnował Weligton. W ten sposób Betis zawozi do domu trzy punkty, które umacniają drużynę w środku stawki.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Marcos Angeleri, Weligton, Arthur Boka – Recio (70’ Duje Cop), Roberto Tissone – Duda, Adnane Tighadouini (85’ Hachim Mastour), Juan Carlos (77’ Ricardo Horta) – Charles

Betis: Antonio Adan – Cristiano Piccini, Bruno Gonzalez, Heiko Westermann, Francisco Varela – Didier Digard (46’ Xavi Torres), Petros – Alvaro Cejudo, Rafael van der Vaart (67’ Dani Ceballos), Joaquin, Ruben Castro


Bilbao 2-1 Espanyol

Athletic Bilbao zdaje się odzyskiwać formę po słabszym początku sezonu. W ostatnich pięciu ligowych starciach podopieczni Ernesto Valverde zgromadzili na swoim koncie 11 oczek i z każdą kolejną rundą pną się do góry w tabeli. Baskowie coraz lepiej wyglądają także na własnym obiekcie, który powoli ponownie staje się twierdzą. Tym razem prowadzona przez będącego w świetnej formie Inakiego Williamsa ekipa mierzyła się z grającym w kratkę Espanyolem, który – jak co roku – plasuje się mniej więcej w połowie stawki, co odzwierciedla potencjał zespołu. Los Leones starali się przejąć inicjatywę na boisku jak najszybciej i udokumentować swoją wyższość. Już w 8. minucie kibice zobaczyli pierwszego gola. I to nie byle jakiego! Oscar de Marcos zagrał w pole karne w kierunku Williamsa. Skrzydłowy Athleticu podczas przyjęcia przerzucił sobie futbolówkę nad obrońcą, a następnie z woleja huknął nie do obrony. Potwierdził tym samym powyższe słowa o swojej osobie. Po zadanym pierwszym ciosie zabrakło poszukania kolejnego. Gospodarze utrzymywali się częściej przy piłce, teoretycznie mieli zatem większe szanse na bramkę. W ich poczynaniach nie było jednak odpowiedniego zawzięcia. Wykorzystali to rywale, którzy w krótkim czasie po przerwie zdobyli gola wyrównującego, wykorzystując w zasadzie pierwszą dogodną okazję w tym meczu. Dwójkową akcję Hernana Perez i Victora Sancheza celnym strzałem zakończył ten pierwszy. Chwilę po tej sytuacji na boisku mieliśmy niemałą przepychankę, która była spowodowana ostrym wejściem Carlosa Gurpegiego. Najwięcej do powiedzenia doświadczonemu stoperowi miał Felipe Caicedo, którego koledzy musieli przez kilka minut uspokajać. Kiedy na San Mames powrócił już futbol, Los Leones ponownie objęli prowadzenie. Z lewej strony zacentrował Markel Susaeta, a Raul Garcia, znany z dobrej gry głową, właśnie tą częścią ciała pokonał Pau Lopeza, który odprowadził tylko piłkę wzrokiem. Mimo prób z obu stron, taki wynik utrzymał się już do końca meczu. Athletic kontynuuje marsz w górę klasyfikacji i obecnie znajduje się tylko cztery oczka za czwartą Celtą Vigo. Potknięcie Espanyolu wykorzystały zaś inne kluby plasujące się obok i Papużki są obecnie trzynaste.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Carlos Gurpegi, Xabier Etxeita, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (88′ Gorka Elustondo) – Inaki Williams (66′ Eneko Boveda), Raul Garcia, Sabin Merino (46′ Markel Susaeta) – Aritz Aduriz

Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Juan Fuentes (75′ Mamadou Sylla) – Papakouli Diop, Victor Sanchez – Hernan Perez (90+1′ Abraham), Marco Asensio, Victor Alvarez (66′ Burgui) – Felipe Caicedo


Barcelona 3-0 Villareal

Na jedno z ciekawszych wydarzeń 11. kolejki La Liga zapowiadało się spotkanie pomiędzy dwoma zespołami z czołówki tabeli – Barceloną i Villarrealem. Katalończycy w poprzednim sezonie mierzyli się z „Żółtą Łodzią Podwodną” aż czterokrotnie. Wszystkie spotkania zakończyły się triumfem Blaugrany, lecz nie należały one do najłatwiejszych. Zgodnie z oczekiwaniami grę od początku kontrolowała Barcelona. W pierwszych 25 minutach Duma Katalonii stworzyła sobie kilka okazji, a najbliżej pokonania Areoli byli Mathieu i… Mario Gaspar, który swoją niefortunną interwencją prawie zaskoczył francuskiego bramkarza. Z czasem jednak gospodarze coraz rzadziej byli niebezpieczni, a ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do Villarrealu. W dobrej sytuacji znalazł się Samu Castillejo, lecz przegrał pojedynek z Bravo. Po zmianie stron nad przebiegiem gry nadal czuwali podopieczni Enrique. Bliski otwarcia wyniku był Dani Alves jednak Areola zdołał jeszcze wybić z linii piłkę zmierzającą do bramki. W 60. minucie portero gości nie miał już szans. Doskonale futbolówkę w środkowej strefie odebrał Busquets i posłał genialne przeszywające podanie do Neymara. Będący w wybornej formie Brazylijczyk pewnie zdobył gola strzałem przy słupku. Zaledwie 10 minut później Katalończycy znów cieszyli się z bramki. Po kontrze piłka trafiła do Munira, a ten przy próbie minięcia Jaume Costy został wycięty równo z trawą. Arbitrer, który był w dość wątpliwej formie w sobotni wieczór, wskazał na jedenastkę. Co ciekawe, podszedł do niej Luis Suarez i zamienił ją na gola. Przy dwubramkowym prowadzenie Barcelona nie skupiała się już tak bardzo na poczynaniach ofensywnych, lecz gdy nadażała się okazja, nie omieszkała przeprowadzić groźnego ataku. Właśnie jeden z takich wypadów zakończył się fenomenalnym trafieniem Neymara. Z kontrą lewym skrzydlem ruszył Suarez i po przebięgnięciu kilkudziesięciu metrów podał zewnętrzną częścią stopy do Brazylijczyka. To, co stało się potem, widział już chyba każdy. Genialne przyjęcie z przerzuceniem piłki popularnego Neya i strzał bez przyjęcia. Taka akcja przypieczętowała kolejne zwycięstwo Barcelony, które ponownie zapewnili Suarez z Neymarem. Dlaczego piszemy tak mało o Villarrealu? Gracze Marcelino zagrali bardzo słabe spotkanie. Nie mieli żadnych ofensywnych atutów, nie potrafili nawet wymienić kilku podań. Prawdopodobnie był to najgorszy mecz gości w tym sezonie.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Jeremy Mathieu, Gerard Pique (81’ Marc Bartra), Daniel Alves – Sergio Busquets, Sergi Roberto, Andres Iniesta – Neymar, Luis Suarez, Munir El Haddadi (78’ Sandro Ramirez)

Villarreal: Alphonse Areola – Jaume Costa, Daniele Bonera, Victor Ruiz, Mario Gaspar – Denis Suarez, Tomas Pina (65’ Cedric Bakambu), Jonathan dos Santos, Bruno Soriano, Samu Castillejo (78’ Samuel) – Roberto Soldado


Atletico 1-0 Sporting

Będące w ścisłej czołówce Atletico nie mogło sobie pozwolić na porażkę z nieobliczalnym Sportingiem Gijon. Może gracze Diego Simeone nie grają w obecnym sezonie perfekcyjnie, lecz mimo wszystko skutecznie, co akurat nie jest zaskoczeniem odnośnie tej drużyny. Co mógł zaoferować Sporting? Dobra forma Halilovicia i entuzjazm po wygranej z Malagą to chyba główne atrybuty. Już pierwsze minuty mogły przynieść niespodziankę. Niewiele czasu po rozpoczęciu gry dobrą kontrę przeprowadzili goście, lecz brakło im precyzji. Atletico odpowiedziało na ostrzeżenie dość niemarawo. Powinno się to zemścić w 36. minucie, gdy przejezdni przeprowadzili akcję lewym skrzydlem. Jony odnalazł w polu karnym Halilovicia, a Chorwat uderzył mocno, ale nie do końca precyzyjnie. Dzięki temu Jana Oblaka stać było jeszcze na wyśmienitą interwencję. Gospodarze zaczęli częściej kreować niebezpieczne sytacje dopiero po przerwie. Jak zwykle najgroźniejszy był Antoine Griezmann. Kilka minut po zmianie stron strzał Francuza z bliska musiał instynktownie bronić Ivan Cuellar. Zaledwie 10 minut po tym wydarzeniu bramkarz Sportingu ponownie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Po dośrodkowaniu z prawej strony Carrasco futbolówkę przejął oczywiście Griezmann. Jednak ani pierwsze uderzenie, ani dobitka nie znalazły drogi do bramki. Nieco później goście postanowili przypomnieć zawodnikom Atletico, że w każdej chwili mogą ich śmiertelnie ukąsić. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Jony. Piłką zmierzała w okienko bramki, lecz po raz kolejny fantastycznie zachował się Oblak. Bez większych efektów gospodarze próbowali złamać opór graczy z Gijon aż do doliczonego czasu gry. Okazało się, iż proste rozwiązania są zwykle najlepsze. Z własnej połowy piłkę w pole karne wstrzelił Tiago, tam był już Diego Godin, który przedłużył głową zagranie kolegi w taki sposób, że trafiło ono do Griezmanna. Sanjper Rojiblancos nie zwykł marnować takich okazji. Na Vicente Calderon wybuchła ekstaza. Można stwierdzić, iż gospodarze uciekli katu spod topora. Nie pokazali wiele i równie dobrze mogli przegrać, gdyby nie dwie fantastyczne parady Oblaka. Sporting z pewnością może żałować tak głupio straconego gola.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Filipe Luis, Diego Godin, Stefan Savic, Juanfran (46’ Jesus Gamez) – Yannick Carrasco (77’ Oliver Torres), Tiago, Gabi, Koke (63’ Angel Correa) – Antoine Griezmann, Jackson Martinez

Sporting: Ivan Cuellar – Alex Menendez, Luis Hernandez, Bernardo, Alberto Lora – Omar Mascarell, Sergio Alvarez (11’ Nacho Cases) – Jony, Alen Halilovic (79’ Hugo Fraile), Pablo Perez – Guerrero (25’ Castro)


Sevilla 3-2 Real

Jeden z hitów kolejki mieliśmy szansę obserwować na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Na obiekt Sevilli przyjechał Real Madryt i teoretycznie był faworytem, ale trzeba dodać, że na tym stadionie przegrała niedawno Barcelona, a Królewscy nie mieli tym razem między słupkami genialnego Keylora Navasa. Do składu wracał natomiast Bale, a gotowy do gry James zasiadł na ławce rezerwowych. Początek meczu i pierwsza połowa była rozgrywana pod dyktando Realu, który zdecydowanie przeważał. Udało się do udokumentować dopiero w 22. minucie, kiedy po dośrodkowaniu Isco efektownego gola nożycami zdobył Sergio Ramos. Było to szczęście w nieszczęściu, ponieważ Hiszpan przy strzale upadł na bark, a ten ból uniemożliwił mu dalszą grę i musiał zastąpić go Varane. Wynik mógł być wyższy kilkadziesiąt sekund później, ale uderzenie Bale’a obronił Rico. W odpowiedzi ruszyła Sevilla i po centrze Tremoulinasa Immobile minął się z piłką o ledwie kilka centymetrów. W 36. minucie już jednak trafił do bramki. Dośrodkowanie Konoplanki z rzutu rożnego minęło wszystkich zawodników, a na długim słupku zamykał je Włoch, który z ostrego kąta trafił do bramki Casilli. Można mieć lekkie pretensje do bramkarza, że nie wyszedł do tej piłki, ale napastnik Sevilli był również niepilnowany przez obronę. Do przerwy mogło być 2:1 dla gospodarzy, ale po świetnym rajdzie Tremoulinasa i jego podaniu Immobile tym razem nie sięgnął piłki. Po zmianie stron początkowo Real starał się o kolejne bramki, ale nieskutecznie. Po godzinie gry sytuacja diametralnie się zmieniła, bo Sevilla wyszła na prowadzenie po trójkowej akcji Tremoulinasa, Konoplanki i Banegi. Ten ostatni wpisał się na listę strzelców, a piłkę na pustą bramkę wyłożył mu Ukrainiec. Sfrustrowany był Cristiano, który marnował swoje sytuacje, ale najlepszą zaprzepaścił kwadrans przed końcem Casemiro. Główkował on po dośrodkowaniu z kornera, a na linii bramkowej przepięknie spisał się Rico. Niewykorzystana szansa się zemściła, bo już sekundy później Mariano dogrywał piłkę w pole karne, a tam najwyżej wyskoczył rezerwowy Llorente i dał swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie. Rozpoczęło się oblężenie bramki Realu Madryt, ale kolejnego trafienia nie było. Za to Królewscy porwali się na jeszcze jedną sytuację i w doliczonym czasie gry James zaskoczył Rico uderzeniem po długim rogu. Gol Kolumbijczyka nie dał jednak nawet punktu wicemistrzowi Hiszpanii, który z Sewilli wyjeżdża z niczym i na dodatek traci fotel lidera przed samym El Clasico.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Marco Andreolli (84’ Timothee Kolodziejczak), Benoit Tremoulinas – Grzegorz Krychowiak, Steven N’Zonzi – Vitolo, Ever Banega (78’ Michael Krohn-Delhi), Jewhen Konoplanka – Ciro Immobile (70’ Fernando Llorente)

Real: Kiko Casilla – Danilo, Pepe, Sergio Ramos (32’ Raphael Varane), Nacho – Luka Modric, Casemiro, Toni Kroos (78’ Jese) – Isco (63’ James Rodriguez), Cristiano Ronaldo, Gareth Bale


Mecz kolejki: Sevilla – Real 3:2

Liczby kolejki:

best_11_11kolejka

Piłkarz kolejki: Daniel Parejo (Valencia)
Znakomity występ hiszpańskiego pomocnika, który w ostatnim czasie potwierdza bardzo wysoką formę i swoją obecność w czołówce kreatorów gry w lidze. To on był głównym autorem niespodziewanej, wysokiej wygranej nad Celtą. Miał udział w czterech (2 gole i 2 asysty) z pięciu bramek swojego zespołu. Kwintesencją jego poczynań była z kolei pierwsza bramka. Bardzo precyzyjne uderzenie z rzutu wolnego, które w ostatnim czasie jest jednym z jego firmowych zagrań.

Cienias kolejki: Ze Castro (Rayo)
Bardzo nieodpowiedzialne zachowanie obrońcy Rayo mogło doprowadzić do tego, że po genialnym początku drużyna z Madrytu przegrałaby to spotkanie. Dwie bramki szybko zdobył Guerra, a w 20. minucie drugą żółtą kartkę otrzymał Ze Castro i przez ponad godzinę gospodarze musieli grać w osłabieniu. Na szczęście Granada nie była dobrze dysponowana tego dnia i zdołała zdobyć ledwie jedną bramkę, dlatego też wybryk stopera z Portugalii można potraktować z lekkim przymrużeniem oka.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Podopiecznym Unaia Emery’ego nie wyszedł początek sezonu w lidze, w Champions League również nie jest kolorowo, ale z pewnych rzeczy można się cieszyć. Na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan padła już Barcelona, a teraz przyszedł czas na Real Madryt, który również nie był w stanie przeciwstawić się dobrze grającej po przerwie Sevilli. Swoją szansę otrzymał Immobile i nie zmarnował jej. Na podobnym poziomie prezentowali się Mariano czy Konoplanka i to dzięki nim klub z Andaluzji był w stanie ograć giganta.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Granada
Pierwsze minuty to dwa złe wybicia piłki przez Biraghiego, z których skorzystał Javi Guerra i nagle po 10 minutach było 2:0 dla Rayo. Dla Granady wyszło słońce, kiedy Ze Castro zszedł z boiska, ale od tego momentu zespół z Andaluzji był w stanie zaledwie raz trafić do bramki i oddać dwa celne uderzenia. To było za mało, aby ograć rywala, a szansa ku temu była przecież znakomita.

Gol kolejki: Neymar (Barcelona)
W niedzielę Neymar dał kolejny dowód na to, że w przyszłości z powodzeniem może zastąpić Leo Messiego. Pokazał też, iż porównywanie go do Ronaldinho wcale nie musi być bezpodstawne. Jego bramka pieczętująca wynik z Villarrealem była bowiem łudząco podobna do tej, którą strzelił kiedyś wielki magik z Brazylii. Jak to wyglądało? Suarez podał zewnętrzną częścią stopy do Neymara, a ten bez zastanowienia podczas przyjęcia, podrzucił piłkę niemal nad obrońcą i uderzył po obrocie. Brzmi jak skomplikowany opis trudnego ćwiczenia gimnastycznego, ale w wykonaniu skrzydłowego Barcelony wyglądało to na dziecinnie proste.

Pudło kolejki: Andres Iniesta (Barcelona)
Kapitan Dumy Katalonii prezentuje się całkiem przyzwoicie po przebytej kontuzji. Nie jest to może jeszcze forma sprzed urazu, lecz Iniesta znajduje się na dobrej drodze by do niej wrócić. Cały czas jednak u Andresa szwankuje jedna rzecz – skuteczność. Podczas spotkania z Villarrealem Hiszpan otrzymał znakomite podanie w polu karnym, wystarczyło jedynie przyjąć i zapytać bramkarza, w który róg ma być oddany strzał. Niestety, Iniesta nie spełnił już pierwszego warunku. Po fatalnym przyjęciu piłki stać było go tylko na mizerne uderzenie wślizgiem. Wyborna okazja na strzeleckie przełamanie została zmarnowana.

klasyfikacje_11kolejka

Terminarz 12. kolejki (21-23.11.2015):
Sobota, 21.11:
Sociedad – Sevilla (godzina 16)
Real – Barcelona (18:15)
Espanyol – Malaga (20:30)
Valencia – Las Palmas (22)
Deportivo – Celta (22:05)
Niedziela, 22.11:
Sporting – Levante (12)
Villarreal – Eibar (16)
Granada – Athletic (18:15)
Betis – Atletico (20:30)
Poniedziałek, 23.11:
Getafe – Rayo (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciej Bożek