La Liga gra: Pozycja lidera przed Gran Derbi zachowana, przetasowania na trzeciej lokacie

Być może 27. kolejka nie przyniosła takich hitów jak runda w zeszłym tygodniu lub ta, którą będziemy się emocjonować w przyszły weekend, ale nie oznacza to, że kibic zasiadający przed telewizorem mógł narzekać na nudę. Zerkając na tabelę, najciekawiej zapowiadało się starcie Celty Vigo z Athletikiem Bilbao. Zwycięzca miał prawo mieć jeszcze nadzieję na włączenie się do walki o europejskie puchary, z kolei przegrany utonąłby prawdopodobnie w środku ligowej stawki. Także spotkanie Atletico Madryt z Espanyolem należało śledzić z uwagą. Madrytczycy nie są ostatnio w wybornej formie, a gracze z Katalonii pokazali już kilka razy w tym sezonie futbol na wysokim poziomie. W teorii łatwe zadania czekały resztę ligowej czołówki. Real, Valencia i Sevilla mierzyły się u siebie kolejno z Levante, Deportivo oraz Elche, a Barcelonę czekał mecz z Eibarem na Ipurua. Wszyscy rywale “wielkich”, głównie ze względu na walkę o ligowy byt, z góry byli skazywani na pożarcie. Czy słusznie? Tego przekonacie się, czytając nasze podsumowanie. Zapraszamy!

Mecze 27. kolejki:
11082783_10202810361094856_652195705_n

W zeszłym tygodniu Valencia stoczyła zacięty bój z Atletico Madryt. Mecz zakończył się podziałem punktów, który nic nie zmienił w walce obu ekip o trzecią lokatę. Przed tą rundą madrytczycy mieli oczko przewagi. Podopieczni Nuno Espirito Santo mieli zatem jasno postawiony cel przed starciem z Deportivo – wygrana, która wywrze presję na swoim bezpośrednim rywalu, i choć na moment zapewni miejsce na podium. Zadanie wydawało się o tyle proste, że Deportivo po raz ostatni zwyciężyło na początku lutego. Z kolei Nietoperze na Estadio Mestalla są niezwyciężeni we wszystkich rozgrywkach od połowy grudnia. W drużynie gospodarzy zabrakło między Shkodrana Mustafiego oraz Javiego Fuego, którzy pauzowali odpowiednio za nadmiar żółtych kartek oraz czerwoną kartkę. Natomiast w barwach gości znów nawet na ławkę nie załapał się Cezary Wilk. Miejscowi od samego początku gry dyktowali warunki, potwierdzając, kto jest zdecydowanym faworytem i kto walczy o wyższe cele. Brakowało jednak precyzji w ostatnich fazach akcji. Nieskuteczni byli zarówno Rodrigo, jak i Pablo Piatti. Prawdziwym pechowcem był jednak Alvaro Negredo. Hiszpan dobrze doszedł do kilku sytuacji, ale za każdym razem coś nie zadziałało. W efekcie zawsze piłkę wyłapywał Fabri. Bramka przyszła dopiero po godzinie. W szesnastce przeciwników faulowany był Piatti. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a stamtąd nie pomylił się Daniel Parejo. Nie minęło dużo czasu, a Fabri wyciągał futbolówkę z własnej bramki po raz drugi. W 72. minucie idealnie znalazł się przed nią Paco Alcacer, który wykończył ładną akcję swojego zespołu. Warto dodać, że snajper na placu gry pojawił się zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej. Mimo kilku prób z obu stron, żaden z golkiperów już nie skapitulował, wobec czego Valencia zgodnie z planem zgarnęła komplet punktów i przynajmniej na niecałą dobę wskoczyła na trzecią pozycję w lidze. Z kolei drużyna z Galicji po kolejnej porażce zbliży się zapewne jeszcze bardziej do strefy spadkowej.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan, Ruben Vezo, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Daniel Parejo, Enzo Perez, Andre Gomes – Rodrigo Moreno (67′ Sofiane Feghouli), Alvaro Negredo (71′ Paco Alcacer), Pablo Piatti (84′ Rodrigo De Paul)

Deportivo: Fabri – Juanfran, Alberto Lopo, Sidnei, Luisinho – Alex Bergantinos, Celso Borges – Jose Rodriguez (73′ Isaac Cuenca), Lucas Perez (82′ Jose Dominguez), Ivan Cavaleiro – Oriol Riera (54′ Luis Farina)

11076151_10202810364134932_630924236_n

Po dwóch remisach z rzędu – z Sevillą i Valencią – drużyna mistrza Hiszpanii pojechała do Barcelony na mecz z Espanyolem. Ekipa Nietoperzy po piątkowej wygranej przeskoczyła Atletico w tabeli, więc obowiązkiem Rojiblancos była wygrana. Pierwsze dziesięć minut toczyło się jednak pod dyktando Papużek. Te chwile jednak nie przyniosły gola miejscowym. Później inicjatywę przejęli goście i zdołali stworzyć sobie bardzo groźną szansę za sprawą Torresa, którego uderzenie głową doskonale obronił Casilla. Następnie swoje próby mieli Koke i Gabi, ale ich mocne uderzenia nie stanowiły problemu dla Casilli. Bramkarzowi gospodarzy nie zdołał również zagrozić Griezmann, który zrobił niesamowity rajd, ale zakończył go niecelnym uderzeniem. Wszystko układało się nieźle dla Atletico, ale zmieniło się to w końcówce pierwszej części. W 44. minucie Miranda otrzymał żółtą kartkę, a chwilę później za brutalne wejście łokciem w twarz Abrahama obejrzał taki sam kartonik i w konsekwencji wyleciał z boiska. Simeone musiał zareagować i jeszcze przed przerwą wpuścił na murawę Gimeneza. Za to po niej na płytę nie wyszedł już Abraham, który jeszcze odczuwał uderzenie Mirandy. Po zmianie stron spotkanie się trochę wyrównało, ale brakowało klarownych okazji. Co prawda Griezmann zdobył ładnego gola, ale wcześniej arbiter przerwał grę. Najlepszą szansę miał Raul Garcia, który wyszedł „sam na sam” z Casillą, ale spudłował. Ostatecznie Atletico musiało pogodzić się z remisem i ze stratą miejsca na podium tabeli.

Składy:
Espanyol: Kiko Casilla – Anaitz Arbilla, Alvaro Gonzalez, Hector Moreno, Ruben Duarte – Javi Lopez, Abraham (46′ Jose Canas), Victor Sanchez (79′ Salva Sevilla), Lucas Vazquez – Felipe Caicedo (63′ Christian Stuani), Sergio Garcia

Atletico: Miguel Angel Moya – Juanfran, Joao Miranda, Diego Godin, Jesus Gamez – Koke, Gabi (66′ Arda Turan), Tiago, Raul Garcia – Fernando Torres (45′ Jose Maria Gimenez), Antoine Griezmann (82′ Raul Jimenez)

11063095_10202811546764497_1984821013_n

Rywalizacja drużyn w obecnie najgorszej i najlepszej formie w lidze. Eibar, który przegrał ostatnie sześć spotkań w lidze oraz Barcelona, która w poprzedniej kolejce zdobyła fotel lidera tabeli. Był to pierwszy pojedynek ligowy tych ekip na obiekcie beniaminka. Przebieg spotkania nie był zaskakujący. Przeważała zdecydowanie drużyna gości. Szlał Leo Messi, który mijał przeciwników jak tyczki, ale nie przekładało się to na okazje. Wszystko zmieniło się w 31. minucie, kiedy Argentyńczyk uderzał na bramkę i trafił w rękę Borjy Ekizy. Sytuacja kontrowersyjna, mimo że dotknięcie piłki ręką było ewidentne, ale arbiter zdecydował się podyktować jedenastkę, którą wykorzystał sam Messi. Była to jego 31. bramka w sezonie i dała mu samodzielne prowadzenie w klasyfikacji Pichichi. Eibar atakował z rzadka, ale nie można powiedzieć, że w ogóle nie zagrażał bramce Bravo. Jednak to Suarez zmarnował najbardziej dogodną okazję przed samym końcem pierwszej połowy gry. Po zmianie stron goście szybko podwyższyli rezultat. Z rzutu rożnego centrował Rakitic, a z głębi pola wybiegł Leo Messi i głową pokonał Jaime. Jeszcze po drodze futbolówkę chciał wybić jeden z obrońców, ale nieczysto w nią trafił i w konsekwencji i tak wylądowała ona w siatce. Warto również odnotować 750. występ Xaviego w koszulce Barcelony, który w drugiej połowie zmienił Rakitica oraz to, że w samej końcówce Piovaccari trafił jeszcze w poprzeczkę bramki Bravo. Rezultat jednak pozostał taki sam i Barcelona przed El Clasico będzie miała lekką przewagę w tabeli nad Realem Madryt.

Składy:
Eibar: Jaime Jimenez – Eneko Boveda, Borja Ekiza, Raul Navas, Lillo, Didac Vila (77′ Derek Boateng) – Jon Errasti (58′ Ander Capa), Borja Fernandez, Javi Lara – Saul Berjon, Manu del Moral (69′ Federico Piovaccari)

Barcelona: Claudio Bravo – Martin Montoya, Gerard Pique, Marc Bartra, Adriano – Rafinha, Sergi Roberto, Ivan Rakitic (62′ Xavi) – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar Jr (70′ Pedro)

11073206_10202810373015154_1652186073_n

Grające w kratkę Rayo przyjmowało na Vallecas jednego z głównych kandydatów do spadku – Granadę. Ten mecz był z pewnością wyjątkowy dla Pitiego, który jeszcze jakiś czas temu był bardzo ważnym ogniwem w drużynie z Madrytu. To jednak przeszłość, a zawodnikowi zależało, aby zdobyć ważne oczka dla swojej obecnej drużyny. Zaczęło się bardzo dobrze dla przyjezdnych, którzy prowadzenie objęli już w 8. minucie po źle zastawionej pułapce ofsajdowej, z której skorzystał Jhon Cordoba. To trafienie rozdrażniło Alberto Bueno, który w moment mógł mieć dwa gole po podaniach Trashorrasa oraz Nacho, ale zaporą nie do przejścia był Oier. Później bramkarz Granady podarował kolejną sytuację Hiszpanowi swoją niepewną interwencją po głębokim dośrodkowaniu Nacho, ale i tym razem najlepszy strzelec Rayo w historii nie doprowadził do wyrównania. Kolejne minuty to ciągła dominacja gospodarzy – poprzeczka Ze Castro i brak czerwonej kartki dla Emanuela Insuy to sytuacje, które nie napawały jednak optymizmem kibiców. Rayo otrząsnęło się dopiero po zmianie stron. Długą piłką na bok otrzymał Manucho, który nabrał defensora Granady, a później już mógł zrobić wszystko. Zagrał piłkę wzdłuż linii bramkowej do Bueno, który tym razem trafił do siatki. Gospodarze celowali jednak w komplet oczek i byli bardzo zdeterminowani. Udało się to niecały kwadrans przed końcem, kiedy centrę Kakuty z prawej strony ledwo co musnął Bueno i tym samym zmylił Oiera, notując drugiego gola w meczu. Tym samym zdobył 15. bramkę w lidze i jest prowadzącym w walce o Trofeo Zarra dla najlepszego strzelca z Hiszpanii. Rayo było „żądne krwi” i podążało za ciosem. Embarba potrzebował dwóch szans, aby wpakować futbolówkę do siatki. Najpierw zmarnował dośrodkowanie Kakuty, ale później nie miał problemów z dobitką uderzenia Manucho, które obronił Oier. Tym samym Rayo przeprowadziło skuteczną remontadę i wizja spadku, ta matematyczna, bardzo się oddaliła.

Składy:
Rayo: Cristian Alvarez – Quini (63′ Adrian Embarba), Ze Castro, Antonio Amaya, Nacho Fernandez – Raul Baena, Roberto Trashorras – Lica (63′ Manucho), Alberto Bueno, Gael Kakuta – Leo Baptistao (80′ Emiliano Insua)

Granada: Oier Olazabal – Allan Nyom, Jean-Sylvain Babin, Jeison Murillo, Emanuel Insua – Ruben Perez, Fran Rico – Ruben Rochina (79′ Riki), Javi Marquez (73′ Robert Ibanez), Piti – Jhon Cordoba (89′ Youssef El-Arabi)

11081824_10202811510723596_1893332103_n

Jak wspominaliśmy we wstępie, starcie Galicyjczyków z Baskami było jednym z najlepszych kąsków tego weekendu na hiszpańskich boiskach. Między obiema drużynami był tylko punkt różnicy. Dopisując kolejne trzy do swojego dorobku, można było odskoczyć nieco od rywala i zbliżyć się do grona klubów walczących o europejskie puchary. Wydaje się, że Celta największy kryzys ma za sobą, w ostatnich tygodniach prezentując znacznie lepszy futbol, którzy przede wszystkim niesie za sobą wyniki. Również piłkarze Ernesto Valverde grają ostatnio coraz lepiej. Najlepszym tego przykładem jest zeszłotygodniowa wiktoria z Realem Madryt. Pierwsza część była wyrównana. Dłużej przy piłce utrzymywali się gospodarze, którzy stworzyli sobie kilka sytuacji, ale żadnej z nich nie potrafili wykorzystać. Przyjezdni natomiast skupili się na szybkich kontrach. Jedna z takich akcji zakończyła się faulem Augusto Fernandeza na Ikerze Muniaina. Jako że działo się to w obrębie pola karnego, sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Aritz Aduriz, który bez problemów pokonał Sergio Alvareza. Trudności w 32. minucie nie miał także Mikel San Jose, który podwyższył prowadzenie. Grający na pozycji defensywnego pomocnika rosły piłkarz odpowiednio odnalazł się w szesnastce i dobił futbolówkę, która spadła pod jego nogi po uderzeniu w poprzeczkę. Dwubramkowa zaliczka uspokoiła przyjezdnych, którzy od tej pory oddali inicjatywę przeciwnikom. Ataki graczy w błękitnych strojach przyniosły skutek dopiero w 64. minucie. Wówczas do siatki z najbliższej odległości trafił głową Joaquin Larrivey. Atmosferę podgrzała jeszcze czerwona kartka, którą pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry ujrzał San Jose. Mimo tego gospodarzom nie udało się już odrobić straty. Wobec tego Athletic zanotował czwartą wygraną z rzędu i odskoczył swojemu oponentowi na cztery punkty, zachowując ósmą lokatę w zestawieniu.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo (86′ Theo Bongonda), Gustavo Cabral (90+1′ Pablo Hernandez), Andreu Fontas, Jonny Castro – Augusto Fernandez, Alex Lopez (59′ Santi Mina), Michael Krohn-Dehli – Fabian Orellana, Joaquin Larrivey, Nolito

Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria – Inaki Williams (87′ Markel Susaeta), Iker Muniain, Ibai Gomez (64′ Ander Iturraspe) – Aritz Aduriz (55′ Guillermo Fernandez)

11081537_10202811512323636_1257413599_n

W niedzielę inna z ekip walczących o utrzymanie miała przed sobą bardzo ciężkie zadanie. Na Estadio de los Juegos Mediterraneos przybyła drużyna Villarrealu. Marcelino nadal wierzy w awans do kolejnej rundy Ligi Europy, mimo porażki z Sevillą w pierwszym meczu, więc na Almerię wystawił, ostatnio dość często używany w lidze, rezerwowy skład. Tym razem jednak nie szło tak kolorowo. Spotkanie było bardzo wyrównane, a przy tym niesamowicie emocjonujące. Pierwszą naprawdę dogodną sytuację zmarnował Thievy, który chciał wziąć na zamach Asenjo, ale za długo czekał i bramkarz zdołał obronić jego uderzenie. W międzyczasie na murawie szalał Wellington, który wykartkował trzech z czterech defensorów Villarrealu – Rukavinę, Dorado i Jaume Costę. Wydawało się, że któryś z nich jest na granicy wykluczenia z meczu, ale wtedy to Mauro dos Santos popełnił fatalny błąd. Najpierw dał uciec Giovaniemu, a kiedy ten wybiegał „sam na sam” z Julianem, wtedy powalił bezpardonowo Meksykanina. Stoper Almerii miał na koncie żółty kartonik, ale czerwona kartka była bezpośrednia i gospodarze musieli grać do końca spotkania w osłabieniu. Początkowo to pomagało Żółtej Łodzi Podwodnej, bo Campbell i Gio mieli całkiem dobre szanse, ale siły dość szybko się wyrównały. Znów genialny rajd przeprowadził Wellington, a równo z trawą ściął go Jaume Costa. Arbiter pokazał mu drugą żółtą kartkę i zaprosił do szatni. To pokrzyżowało plany Marcelino, który miał już wpuszczać Vietto i Czeryszewa. Ostatecznie tylko odwlókł te roszady w czasie, ale sytuacja zrobiła się napięta. Ciśnienie mogło skoczyć szkoleniowcowi gości w 62. minucie, kiedy stuprocentową szansę zmarnował Hemed. Po zagraniu z prawej strony ominął już golkipera i miał przed sobą pustą siatkę, ale do niej nie trafił. W ramach rewanżu podobnym pudłem popisał się Pina po centrze Czeryszewa z lewej flanki. Te zmarnowane okazje najlepiej wskazywały na to, że publiczność w Andaluzji nie doczeka się bramek. I rzeczywiście się nie doczekała. Mimo to na pewno emocji nie brakowało, a każda z ekip mogła to spotkanie przechylić na swoją stronę.

Składy:
Almeria: Julian Cuesta – Michel Machedo, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier (83′ Casado) – Jose Verza, Thomas Partey – Wellington, Corona (68′ Edgar Mendez), Thievy Bifouma (46′ Fran Velez) – Tommer Hemed

Villarreal: Sergio Asenjo – Antonio Rukavina, Eric Bailly, Chechu Dorado, Jaume Costa – Joel Campbell (66′ Mario Gaspar), Tomas Pina, Sergio Marcos, Moi Gomez (63′ Denis Czeryszew) – Giovani dos Santos (61′ Luciano Vietto), Gerard Moreno

11063147_10202811518083780_1660797826_n

Znajdująca się na dnie tabeli Cordoba tym razem udała się na wyjazd do Malagi. Znów zapowiadało się na porażkę, bo gospodarze nadal walczą o europejskie puchary i nie zamierzali tanio sprzedawać skóry. Przebieg spotkania w pełni potwierdził oczekiwania. Cordoba i tak zebrała się na wyżyny, tworząc sobie dwie znakomite okazje. Jednak najpierw Kameni, a później Weligton zapobiegli utracie gola. Jeśli już udało się zabezpieczyć tyły, to łatwiej było wykorzystać liczne sytuacje w ofensywie. Słabiutka formacja defensywna gości raz po raz zmagała się z przeciwnikiem. Motorami akcji zaczepnych w zespole Malagi byli przede wszystkim dwaj boczni obrońcy – Rosales i Boka. Camacho i Darder zapewniali panowanie w środku boiska, a gracze ataku popisywali się co jakiś czas nie najgorszą błyskotliwością. Takie połączenie przyniosło ostatecznie dwubramkowe zwycięstwo, w pełni zasłużone, po golach Juanmiego i Amrabata. Oczywiście niesmak po spotkaniu zostawił sędzia, który przy trafieniu tego pierwszego nie zauważył spalonego, a później nie odgwizdał rzutu karnego dla gospodarzy. Ostatecznie wygrał lepszy i arbitrowi w pewnym sensie się upiekło. Dzięki temu Malaga nadal widzi na horyzoncie europejskie puchary. Z kolei Cordoba pogrąża się coraz bardziej w strefie spadkowej i chyba tylko mocny wstrząs może przywrócić ich do życia. Wiemy już jednak, że musi go przeprowadzić inny trener, bowiem Miroslav Djukić został zwolniony.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Arthur Boka, Weligton, Marcos Angeleri, Roberto Rosales – Ricardo Horta, Ignacio Camacho, Sergi Darder, Samuel Castillejo (60’ Luis Alberto) – Juanmi (73’ Nordin Amrabat), Samuel Garcia (82’ Recio)

Cordoba: Mikel Saizar – Fede Vico (67’ Fausto Rossi), Jose Angel Crespo, Aleksandar Pantic, Luso (72’ Edu Campabadal) – Borja Garcia, Rene Krhin, Bruno Zuculini, Patrick Ekeng (46’ Florin Andone) – Bebe, Nabil Ghilas

11081573_10202811529364062_2075225541_n

W ostatnich spotkaniach kibice Sevilli przeżywali prawdziwą huśtawkę nastrojów. Od gradu bramek do nudnych remisów. Ich pupile stali się jedną z najbardziej nieobliczalnych drużyn w Primiera Division. Ich przeciwnicy, czyli Elche, cały czas z mozołem zdobywają kolejne oczka i konsekwentnie utrzymują się na ligowej powierzchni. Patrząc na wynik, można odnieść wrażenie, iż był to mecz bez historii, a gospodarze po prostu wykorzystali swoją przewagę umiejętności. Nic bardziej mylnego. Po dwóch szybkich ciosach zadanych przez Carlosa Baccę to Elche rzuciło się na rywala. Nie był to jedynie prowizoryczny atak, lecz napór z pełną wiarą w korzystny wynik. Doskonale w bramce radził sobie jednak Sergio Rico, który wraz dobrze dysponowanym blokiem defensywnym nie dopuścił do utraty ani jednej bramki. Co więcej, Coke i Tremoulinas potrafili również stworzyć zagrożenie w szeregach rywala. W drużynie miejscowych oprócz nich na wyróżnienie zasłużył z pewnością Ever Banega. Argentyńczyk popisał się asystą przy ostatnim golu, który został strzelony przez rezerwowego Kevina Gameiro, a także doskonałym przerzutem, który doprowadził do strzelenia bramki na 2:0. Ponadto to właśnie on był mózgiem całej drużyny. Drugim znamienitym aktorem widowiska był Jose Antonio Reyes. Kapitan Sevilli pokazał kilkoma efektownymi dryblingami, dlaczego cieszył się kiedyś taką estymą w futbolowym świecie. Ostateczny wynik jest mimo wszystko nieco krzywdzący dla Elche, gdzie znów dobre zawody rozegrał Faycal Fajr. Trzeba przyznać, że w niektórych wygranych spotkaniach podopieczni Frana Escriby nie stworzyli tylu bramkowych okazji. Ostatecznie ponieśli jednak dotkliwą porażkę i punktów będą musieli szukać za tydzień. W Sevilli panują z pewnością dużo lepsze nastroje, biorąc również pod uwagę kolejny remis Atletico. Warto też dodać, że występujący po obu stronach Polacy zaprezentowali się z bardzo dobrej strony.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Benoit Tremoulinas, Nicolas Pareja, Timothee Kolodziejczak, Coke – Grzegorz Krychowiak, Vicente Iborra (78’ Stephane Mbia) – Jose Antonio Reyes (65’ Aleix Vidal), Ever Banega, Denis Suarez – Carlos Bacca (73’ Kevin Gameiro)

Elche: Przemysław Tytoń – Domingo Cisma, David Lomban, Enzo Roco, Damian Suarez – Jose Angel, Mario Pasalic (66’ Cristian Herrera) – Victor Rodriguez (85’ Alvaro Gimenez), Faycal Fajr, Coro (60’ Garry Rodrigues) – Jonathas

11073454_10202811541924376_1841878891_n

Real Madryt przechodzi w ostatnich tygodniach kryzys – nie można temu zaprzeczyć w żaden sposób. Wstydliwa porażka z Schalke przelała szalę goryczy. Kibice domagali się natychmiastowej zwyżki formy, zwłaszcza przed zbliżającym się wielkimi krokami El Clasico. Królewscy zadanie na odblokowanie mieli w teorii łatwe – pokonać Levante w tym sezonie nie jest wielką sztuką, tym bardziej, gdy gra się przed własną publicznością. Do pierwszego składu powrócili rekonwalescenci – Sergio Ramos oraz Luka Modrić. Trener dał również szansę Keylorowi Navasowi. Poziom sportowy Levante być może powinien hamować przed wygłaszaniem odważnych tez, ale gra madrytczyków w pierwszej części naprawdę była dobra. Przyjemniej patrzyło się na ich poczynania niż choćby w starciu z Niemcami czy też ligowymi potyczkami z Athletikiem i Villarrealem. Gdyby miejscowi byli bardziej skuteczni, już po kwadransie mogli zakończyć spotkanie, aplikując rywalowi 3-4 bramki. Ta przyszła jednak dopiero w 18. minucie. Po dużym zamieszaniu w polu bramkowym futbolówka trafiła do Garetha Bale’a, który po długim czasie w końcu trafił do siatki. Widać, że po trafieniu z Walijczyka spadła wielka presja, z jaką musiał się zmagać po takim okresie nieskuteczności. Niezadowolony z czegoś był z kolei Cristiano Ronaldo – hiszpańscy dziennikarze wychwycili, jak tuż po golu swojego kolegi macha z jakiegoś powodu rękoma. Portugalczyk mógł być jeszcze bardziej wściekły w 40. minucie, kiedy to po jego strzale piłka odbiła się od nogi Bale’a i dopiero wtedy zatrzepotała w siatce. W drugiej połowie choć Real miał przewagę, nie stworzył sobie już tak dogodnej okazji, by ją wykorzystać. W zasadzie jedyną godną odnotowania sytuacją była próba ekwilibrystycznego uderzenia Karima Benzemy, po którym piłka odbiła się od słupka. Podopieczni Carlo Ancelottiego dowieźli korzystny rezultat do końca, co pozwoliło na utrzymanie straty do Barcelony na poziomie jednego punktu. Czy można jednak mówić o końcu kryzysu? Mecz z Levante nie był chyba wystarczającym argumentem, zdecydowanie lepszym będzie spotkanie z Blaugraną za tydzień.

Składy:
Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Lucas Silva, Luka Modrić (78′ Asier Illarramendi), Isco (69′ Jese Rodriguez) – Gareth Bale, Karim Benzema (82′ Javier Hernandez), Cristiano Ronaldo

Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, David Navarro, Ivan Ramis, Tono – Jordi Xumetra (59′ Nabil El Zhar), Victor Camarasa, Simao Mate, Jose Morales (59′ Ruben Garcia) – Kalu Uche (75′ Victor Casadesus), David Barral

11063274_10202811541964377_1030515124_n

W poniedziałkowy wieczór sympatycy hiszpańskiej piłki emocjonować się mogli starciem Getafe z Realem Sociedad. Dla Basków była to jedna z ostatnich dość łatwych okazji na odniesienie premierowego zwycięstwa w tym sezonie. Obie ekipy zajmowały pozycje na początku drugiej dziesiątki, a między nimi był tylko punkt różnicy. Mecz zatem miał dodatkowe znaczenie. Generalnie na boisku działo się jednak niewiele. W pierwszej części, mimo że dłużej przy piłce utrzymywali się zawodnicy Davida Moyesa, to więcej z gry mieli gospodarze, którzy kilka razy zatrudnili Geronimo Rulliego. Argentyński portero grał jednak bardzo dobrze, kilka razy ratując swój zespół przed utratą bramki. Na uwagę zasługuje szczególnie podwójna interwencja tuż przed przerwą. Przyjezdni byli bardzo nieefektywni. W pierwszych trzech kwadransach oddali ledwie jeden celny strzał. Zresztą dużo lepiej nie było w drugiej połowie. Udało im się jednak trafić do siatki, a uczynił to Inigo Martinez, uderzając głową po dośrodkowaniu Estebana Granero z rzutu wolnego. Futbolówka odbiła się jeszcze od słupka oraz pleców interweniującego Vicente Guaity i dopiero przekroczyła linię. Do ostatniego gwizdka przeważali już piłkarze z przedmieść Madrytu, ale Rulli nie został pokonany ani razu. Sędzia jednak skrzywdził nieco prowadzonych przed Pedro Franco piłkarzy, ponieważ miał podstawy, by podyktować jedenastkę za wejście na Pablo Sarabii. Ostatecznie Txuri-Urdin dowieźli korzystny rezultat do samego końca i mogli cieszyć się z pierwszych trzech oczek przywiezionych z delegacji. Dzięki tej wygranej awansowali na 10. miejsce. Getafe jest natomiast trzynaste.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Alexis Ruano, Naldo, Emiliano Velazquez, Sergio Escudero (86′ Babacar Diawara) – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez – Pedro Leon (74′ Karim Yoda), Pablo Sarabia, Diego Castro (81′ Fredy Hinestroza) – Alvaro Vazquez

Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Ion Ansotegi, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Esteban Granero (77′ Markel Bergara), Ruben Pardo – Sergio Canales, Xabi Prieto, Chori Castro (79′ Pablo Hervias) – Imanol Agirretxe (90+2′ Gorka Elustondo)

Mecz kolejki: Almeria – Villarreal

Liczby kolejki:
11063320_10202810336054230_938581119_n

Piłkarz kolejki: Lionel Messi (Barcelona)
Gdy kolejny raz przychodzi nam oceniać Argentyńczyka, zaczyna brakować nam słów. Wszystko o nim zostało już powiedziane, a każdy następny epitet nie wnosi nic do opisu jego umiejętności. Messi tym razem rozbił obronę Eibaru, choć to trochę trwało. Zakończył mecz z dubletem i teraz jest samodzielnym liderem klasyfikacji Pichichi. Geniusz.

Cienias kolejki: Nie wybraliśmy nikogo.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Wellington Silva (Almeria) & Carlos Bacca (Sevilla)
Wellington – Mecz Almerii z Villarrealem był bardzo ciekawym widowiskiem, mimo że skończył się bezbramkowym remisem. Przewaga jednak była ciut po stronie gospodarzy, głównie za sprawą Wellingtona. Skrzydłowy radził sobie z obroną gości jak z przedszkolakami. Doprowadził do pięciu żółtych kartek dla rywala, a w tym czterech dla obrońców. To właśnie przez to musiał opuścić murawę Jaume Costa – po prostu nie był w stanie zatrzymać przepisowo tego szybkiego gracza Almerii. Jeśli drużyna z Andaluzji spadnie, to on na pewno znajdzie miejsce w innej z ekip Primera Division.
Bacca – Kolumbijczyk znów strzela. Tym razem zaaplikował dublet drużynie Elche. Najpierw pewnie wykorzystał jedenastkę, a później wykończył celną główką dośrodkowanie Coke. Dwa gole Bakki z pewnością ucieszyły wszystkich związanych z Sevillą, bo snajper w takiej formie strzeleckiej będzie nieocenioną pomocą w decydującej fazie sezonu. Gdyby nie ogromna konkurencja w ataku, zarówno on, jak i Wellington znaleźliby się w najlepszej jedenastce weekendu.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Miranda (Atletico)
Atletico grało naprawdę ważne spotkanie z Espanyolem o pozostanie na trzecim miejscu w tabeli. Zaczynało iść całkiem dobrze drużynie Simeone, ale wtedy dał o sobie znać Miranda. Niestety nie w sposób, jaki oczekiwaliby fani Rojiblancos. Brazylijczyk otrzymał dwie żółte kartki w przeciągu dwóch minut i na sam koniec pierwszej części osłabił swój zespół. Warto dodać, że druga kara dla stopera była za niezrozumiałe uderzenie łokciem rywala w pojedynku powietrznym, przez który poszkodowany – Abraham – nie był w stanie kontynuować tego meczu.

Gol kolejki: Juanmi (Malaga)
Spośród wszystkich bramek 27. kolejki w pamięć zapadła z pewnością zespołowa akcja Malagi z początku drugiej połowy spotkania. Futbolówka wędrowała jak po sznurku, a egzekutorem okazał się najlepszy strzelec zespołu – Juanmi. Nie był to jednak strzał na pustą bramkę. Napastnik Malagi musiał popisać się dużymi pokładami finezji, aby wykonać decydujące zagranie. Gospodarze z gracją i klasą “napoczęli” rywala.

Pudło kolejki: Tomer Hemed (Almeria)
Nie mogliśmy narzekać na klarowne sytuacje w starciu Almerii z Villarrealem. Spotkanie było bardzo wyrównane, a drużyny stwarzały sobie sporo szans na strzelenie gola. Najlepszą miał jednak Hemed w 62. minucie meczu. Dostał podanie z prawej strony i zdecydował się na strzał. Asenjo zablokował to uderzenie, ale futbolówka ponownie trafiła pod nogi Izraelczyka, który miał za sobą golkipera i przed sobą pustą bramkę. Nie podniósł jednak głowy i uderzył jak najmocniej do przodu… i przeniósł piłkę kilka metrów ponad poprzeczką. Almeria ten mecz zremisowała, co jest dobrym wynikiem, ale równie dobrze mogła to spotkanie wygrać.

11076021_10202810335774223_805676197_n

11076967_10202810347054505_225691936_n10566488_10202810343294411_1936484097_n

Terminarz 28. kolejki (20-22.03.2015):
Piątek, 20.03:
Elche – Valencia (godzina 20:45)
Sobota, 21.03:
Atletico – Getafe (16)
Rayo – Malaga (18)
Levante – Celta (20)
Athletic – Almeria (22)
Granada – Eibar (22)
Niedziela, 22.03:
Deportivo – Espanyol (12)
Villarreal – Sevilla (17)
Sociedad – Cordoba (19)
Barcelona – Real (21)

No i dotarliśmy do tego momentu. El Clasico na Camp Nou już w najbliższy weekend. Mecz, który może zadecydować o mistrzostwie, choć do końca sezonu jeszcze trochę pozostało. Barcelona jest w gazie, Real w lekkim dołku, ale role mogą się odmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zanim jednak nadejdzie ten hit, to najpierw czeka nas kilka innych ważnych spotkań w ramach 28. kolejki Primera Division. W piątek o 20:45 Elche w bramce z Przemysławem Tytoniem zagra przeciwko Valencii. Ostatnio „Nietoperze” coraz częściej grają o dość nietypowych porach, ale na razie są one dla nich szczęśliwe. Sobotę zaczniemy od meczu Atletico – Getafe o godzinie 16. Rojiblancos znów będą grali, znając wynik Valencii i tym razem będą musieli ją gonić, a nie bronić się przed nią. Następnie przeniesiemy się na Vallecas, gdzie Rayo podejmie Malagę. Pojedynek zapowiada się naprawdę ciekawie. Goście będą potrzebowali oczek, aby walczyć o miejsce premiowane awansem do eliminacji Ligi Europy w przyszłym sezonie. Natomiast o wydostanie się ze strefy spadkowej powalczy o 20.00 Levante, które ugości Celtę Vigo. Na sąm koniec dnia dwa mecze o tej samej porze. Bilbao kontra Almeria oraz Granada – Eibar. Te spotkania będą miały ogromny wpływ na ułożenie tabeli na samym dnie. Kolejkę tym razem zakończymy w niedzielę. Tego dnia czekają nas cztery starcia, a na początek, w południe, spotkanie Deportivo z Espanyolem. Wieczorną sesję z futbolem hiszpańskim rozpoczniemy na El Madrigal, gdzie odbędzie się „minihit” kolejki – Villarreal podejmie Sevillę. Stawką będzie piąte miejsce w tabeli, które daje bezpośredni awans do Ligi Europy, ale również kontakt z Atletico, które obecnie jest na miejscu premiującym do eliminacji Ligi Mistrzów. Później zawitamy w Baskonii. Real Sociedad postara się o kolejne trzy oczka w potyczce z czerwoną latarnią ligi – Cordobą. Natomiast o 21.00 danie główne – hit Europy. Barcelona kontra Real Madryt. Tego spotkania nie trzeba specjalnie zapowiadać. Wszyscy mamy świadomość wagi tego pojedynku, więc nic więcej nie trzeba dodawać. Po prostu spotkajmy się wszyscy przed odbiornikami w niedzielę wieczorem i wspólnie dopingujmy Barcę w jednym z najważniejszych spotkań sezonu!

Autorzy:





Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273